Periodicus numer 56

Quo Vadis Arte, 20-lecie Osady, Mysliwy, konflikty

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty czwarty dzien pory Feainn  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
           Niektorzy  z Was  bez watpienia  zdazyli sie  stesknic za
           Periodicusem, a Periodicus zdazyl stesknic sie i za Wami!
           Tym chetniej zatem i z wieksza przyjemnoscia witamy Was w
           kolejnym  numerze. Otwiera go  juz nieco  zapomniany cykl
           "Listow do Redakcji",  sklaniajacy  do refleksji na temat
           pewnego aspektu znakow nowych  czasow. Kolejnym, niemniej
           waznym  tematem, jest  dwudziesta  rocznica  osadnictwa w
           Puszczy Shekhal - z tego zreszta powodu  dzisiejszy numer
           w duzej mierze jest dedykowany  tematyce okoloosadniczej,
           o czym  zreszta  sami sie  przekonacie  zapoznajac  sie z
           kolejna odslona "Stylow  Walki", "Karczm  Swiata", kacika
           kulinarnego,  a nawet  poetyckiego.  W miedzyczasie  nasi
           korespondenci wojenni zrelacjonowali sytuacje na frontach
           swiata,  udowadniajac, ze nie taki sezon  ogorkowy senny,
           jak sie go opisuje - a jako  ze  niewiele  dzieje sie bez
           przyczyny, a Periodicus ma to do siebie, ze lubi docierac
           do sedna poruszanych zagadnien, przeczytacie wiec rowniez
           o zrodlach i podlozach  swiatowych konfliktow i o tym jak
           niewiele trzeba  do ich  wzniecenia.  Na koniec  z calego
           serca  polecam  nowosc  na lamach  Periodicusa - "Gawedy,
           wojaze  i  persyflaze"  to mily  dla  oka  i duszy  zbior
           krotkich   opowiastek,  ktory  na  pewno  znajdzie  grono
                      oddanych czytelnikow - wielbicieli.
                                        
                            Zycze przyjemnej lektury,
                                        
                           Inz. Red. Tuna Loon - Naai
                           Aktualna Redaktor Naczelna
                                        
     W tym numerze:
     * Quo Vadis, Arte?.....................................strona 1
     * Dwudziestolecie istnienia Osady......................strona 2
     * Kacik Poezji "Pod Grusza"............................strona 3
     * Karczmy Swiata - zajazd w Shekhal....................strona 4
     * Style walki - M jak Mysliwy..........................strona 5
     * Wiesci z frontu......................................strona 6
     * O zrodle konfliktow w swiecie........................strona 7
     * Gawedy, wojaze i persyflaze..........................strona 8
     * Kuchnia kociolkowa...................................strona 9
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 1

Zatytulowano: Quo Vadis, Arte?              

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|         _______,.zec..____________________                                  |
|        |    .@"      " 4.                 |                                 |
|        |   d"            %                |                                 |
|        |   @   ##          3              |                                 |
|        |  J    ##           b   .. ...    |           z cyklu:              |
|        |  L              :  4    .....    |                                 |
|        |  3             ,   P             |             LISTY               |
|        |   b           '   J              |          DO REDAKCJI            |
|        |    %.            @               |      --------------------       |
.        |     ^%.        r"\               |                                 .
.        |   .....^"*==*"    \  .. ......   |                                 .
         |     ... .....\     \.. .... ..   |
         |   ..... ... ..\     \ .... ...   |
         |   .... .... ...\     \.. .....   |
         |   .. .... ..... \     \... ...   |
         |   .... ... .. ...\     \... ..   |
         |   ... ..... ... ..\     \.....   |
         |     .... ... .... .\     | ...   |
         |   .. .. .... ... ...\___/ ....   |
         |   .... ... .... .. ..... .. ..   |
         |   .. ... .. .... .. ... ......   |
         |   ... .. ....                    |
         |                                  |
         |                    ....,         |
         |                     ...          |
         |                                  |
         |__________________________________|

         ___ __ __ ___     __ _________ ____      ____________________
        // \\|| ||// \\    || |// \|| \\|(( \    // \|| \| || ||  |  \\
       ((   )|| |((   ))   \\ /||=|||  )||\\     ||=|||_// || ||==  _//
        \\_/X\\_//\\_//     \V/|| |||_//|\_)//   || ||| \\ || ||___ ||
                                                                    ()

                czyli krajobraz po wielkiej swiatowej awanturze


     Witam w dawno nie przytaczanych "Listach", ktore wprawdzie juz kiedys
     ustapily miejsca na szpaltach "Periodicusa" bardziej poczytnym i - co
     tu duzo mowic - popularniejszym tekstom. Dzisiejsze listy jednak, mam
     przynajmniej taka nadzieje,  dadza im, chociaz  na chwile, nowy blysk
     zainteresowania. Nowy - stary wlasciwie, poniewaz i sprawy te sa nowe
     - stare. Dowiecie sie z nich jednoczesnie jak bardzo  potrafi zmienic
     sie swiat w pewnym aspekcie i czy bylismy (a takze byc moze czy nadal
     jestesmy) na takie a nie inne zmiany gotowi, czy tez raczej zostajemy
     uspieni przez  panujace status quo, nie przyjmujac  do wiadomosci, ze
     moze  istniec nowy  porzadek. Postaramy  sie, przynajmniej sprobujemy
     przewidziec jak  zabrzmi  odpowiedz  na tytul  niniejszego  artykulu:
     Dokad zmierza  sztuka, dokad powinna - ta  poetycka i ta okielznana w
     okowach  redaktorskiej  prozy.  A przynajmniej  dokad, mam  nadzieje,
     pragnelibysmy, my, parajacy sie nia, by zmierzala.

     Rzecz dotyczy oczywiscie udzialu reprezentantow kultow chaosu w pracy
     - na poczatek - samej Redakcji Periodicusa.

     Czytamy zatem  (fragmenty, chronologicznie, anonimowo oraz zachowujac
     oryginalna pisownie):                                          .---.
                                                                   /  .  \
                                                                  |\_/|   |
                                                                  |   |  /|
       .----------------------------------------------------------------' |
      /  .-.                                                              |
     |  /   \  Szanowna Redaktor Tuno,                                    |
     | |\_.  |                                                            |
     |\|  | /| Pisze do Pani w sprawie notki pozostawionej na nulnijskiej |
     | `---' | tablicy - "Nowy Periodicus! Czy juz go masz?".             |
     |       |                                                            |
     |       | Na samym jej koncu, wsrod wymienionych redaktorow, figuruje|
     |       | niejaka  Ysar,  obecnie  mutantka,  wyznawczyni  plugawych |
     |       | bogow, morderczyni.                                        |
     |       |                                                            |
     |       | Gwoli formalnosci chcialabym zatem zweryfikowac - czy jest |
     |       | to  blad   drukarski?   Czy   tez   redakcja   Periodicusa |
     |       | rzeczywiscie wspolpracuje  z wyznawcami chaosu, jawnie sie |
     |       | tym afiszujac?                                             |
     |       |                                                            |
     |       | Licze na jak najszybsza odpowiedz.                         |
     |       |                                                           /
     |       |----------------------------------------------------------'
     \       |                                                      .---.
      \     /                                                      /  .  \
       `---'                                                      |\_/|   |
                                                                  |   |  /|
       .----------------------------------------------------------------' |
      /  .-.   Widzem ze obcujecie i paktujecie z Mrocznymi Bogami i ich  |
     |  /   \  plugawymi mutantami.                                       |
     | |\_.  |                                                            |
     |\|  | /| Rzekne ci winc  iz masz  ostatniom  okaze by  wyjosnic tom |
     | `---' | sytuacje, w  innym wypadku  poczne polowac na wos do czasu |
     |       | az wosze tempe lby  ni zostanom  oczyszczone  przyz czysty |
     |       | ogien.                                                     |
     |       |                                                            |
     |       | Bu kaj wi czy  gleboko  ta zginilizna  zaczelo wos spoczoc |
     |       | mozy jesio nie ciolo ale umysly juze pewnikiem.            |
     |       |                                                            |
     |       | Wspolpraca z mutantem jest dlo wos wyrokiem smierci.       |
     |       |                                                           /
     |       |----------------------------------------------------------'
     \       |                                                      .---.
      \     /                                                      /  .  \
       `---'                                                      |\_/|   |
                                                                  |   |  /|
       .----------------------------------------------------------------' |
      /  .-.   Masz  swiadomosc  w ogole  o czym piszesz?  Wiedz iz jesli |
     |  /   \  dalej  bedziecie posiadac takiego  redaktora, kazdy z nich |
     | |\_.  | zostanie wpisany na liste wrogow, calego Imperium.         |
     |\|  | /|                                                            |
     | `---' | Ale  oczywiscie  macie  wolny  wybor,  wiedz  ze Twoj list |
     |       | spowodowal  iz pierwsze  z osob zaczynaja  na Was polowac. |
     |       | To  tylko  informacja,  potraktuj ja  jako  ostrzezenie, a |
     |       | wybor nalezy do Was.                                       |
     |       |                                                           /
     |       |----------------------------------------------------------'
     \       |                                                      .---.
      \     /                                                      /  .  \
       `---'                                                      |\_/|   |

                                                                  |   |  /|
       .----------------------------------------------------------------' |
      /  .-.   Redaktor Tuno,                                             |
     |  /   \                                                             |
     | |\_.  | Domyslam sie, ze  zwyczaje  po drugiej stronie oceanu moga |
     |\|  | /| byc inne.                                                  |
     | `---' |                                                            |
     |       | Dlatego zauwaze  jedynie, ze  redaktorka, ktorej  bronicie |
     |       | uczestniczy  w regularnych  krucjatach  mutantow  na nasze |
     |       | miasto. Na  swych  dloniach  ma  krew  mezczyzn,  kobiet i |
     |       | dzieci - tych samych, ktorzy spokojnymi  porankami starali |
     |       | sie siegac po Wasz periodyk.                               |
     |       |                                                            |
     |       | Jezeli zatem czyny te, ktore sa czynami obecnej redaktorki |
     |       | Periodicusa,  nie  sa angazowaniem  Periodiuca  w konflikt |
     |       | ideologiczny, to moge jedynie  przyznac, ze Wasze  pojecie |
     |       | neutralnosci  przybiera   zdecydowanie  najwygodniejsza  z |
     |       | mozliwych form.                                            |
     |       |                                                           /
     |       |----------------------------------------------------------'
     \       |
      \     /
       `---'

     Nie obeznanym,  zaciekawionym, zaintrygowanym, zadnym sensacji, nawet
     znuzonym sytuacja wyjasniamy o co wlasciwie poszlo:

      _______________
     ((((((((((((((( )   
     |              ||   W  Periodicusie   prace   rozpoczyna   Ysar  Narr
     |   daty nie   ||   uczennica Szkoly Walki Domu van Raugen, nastepnie
     |    znamy.    ||   potencjalna  mieszkanka  Athel-Loren. Przeciw tej
     |              ||   Redaktorce, nikt, o dziwo, nie ma nic przeciwko.
     |              ||
     '=============='    
      _______________
     ((((((((((((((( )   W  Periodicusie  ukazuja  sie  m. in.  Imperialny
     |              ||   Przewodnik Jezykowy  i  Imperialne  Listy Goncze, 
     | Listopad '16 ||   sygnowane  przez  Kolezanke  Ysar  i uderzajace w 
     |   Luty '17   ||   zorganizowane  frakcje  polityczne.  Zostaja  one
     |  Lipiec '17  ||   przyjete   ze  zrozumieniem,  nawet  te  ostatnie
     |              ||   dobrze  rozumieja  funkcje  informacyjna  prasy i
     |              ||   potrafia sie nie obrazic na Redakcje.
     '=============='
      _______________
     ((((((((((((((( )   
     |              ||   
     |   daty nie   ||   Redaktor Ysar prywatnie sympatyzuje z chosniczymi
     |    znamy.    ||   kultami, ale nadal pozostaje Redaktorka.
     |              ||   
     |              ||
     '=============='    
      _______________
     ((((((((((((((( )   
     |              ||   Kolejne wydanie  Periodicusa, imie  Redaktor Ysar
     |      23      ||   na   plakatach  promujacych  nowy  numer  wzbudza
     | pazdziernika ||   niepokoj.  W kregach nadawcow  powyzszych listow,
     |      '17     ||   Periodicus zostaje uznany za otwarcie popierajacy
     |              ||   kulty chaosu. Redakcja otrzymuje powyzsze listy.
     '=============='    
      _______________
     ((((((((((((((( )   
     |              ||   Wymiana listow  z nadawcami  powyzszych  i obrona
     |      25      ||   Periodicusa prowadzi do jednoznacznych zapowiedzi
     | pazdziernika ||   atakow zbrojnych na wszystkich  czlonkow Redakcji
     |      '17     ||   (nie opublikowane powyzej).
     |              ||
     '=============='    
      _______________
     ((((((((((((((( )   
     |              ||   Wskutek   zewnetrznej   presji,   Redaktor   Ysar 
     |      25      ||   dobrowolnie rezygnuje z pracy  w Peridicusie. Nie 
     | pazdziernika ||   ma to  wplywu na sama  dzialalnosc Redakcji - nie 
     |      '17     ||   jestesmy  z tego powodu swietsi  niz do tej pory,
     |              ||   lecz niesmak wrogow chaosu pozostaje.
     '=============='    

     Zeby tylko niesmak! Redakcja, choc niestety (moze i "stety"), jedynie
     w osobie Naczelnej goscila  u siebie delegacje  przedstawicieli krola
     Foltesta w osobach Osadnikow z Puszczy, wladz Armii Lyrii i... Strazy
     Krain.  Mozna  powiedziec, ze to  wlasnie  wtedy, w  pokojowej, przez
     wiekszosc czasu atmosferze, gdzies miedzy pomyslem rewizji Redakcji a
     ustanowieniem jednej ze Strazniczek Krain  Inspektorem w Periodicusie
     pojawilo sie po raz pierwszy niemo zadane w tytule pytanie: Dokad tak
     naprawde ma wlasciwie zmierzac sztuka slowa? Czy tez w tym przypadku,
     powtorze znow pelnym zdaniem, dokad ma zmierzac dzialalnosc
     redaktorska.

     W pozniejszej atmosferze wielomiesiecznej nieobecnosci, miedzy innymi
     wystraszonych  Redaktorow w  "niedoszlej wylegarni chaosu" i paralizu
     pracy Redakcji mialam sporo czasu na przemyslenie tej kwestii. Przede
     wszystkim co zawinili bogom ducha winni pozostali Redaktorzy, a takze
     gdzie   konczy  sie   granica   rozporzadzania   ich   zyciem   przez
     przemawiajacych  z pozycji sily  stronnictw, nie  majacych  prawa  do
     zarzadzania Redakcja.

                                   *   *   *

     A przeciez wszystko mozna bylo zalatwic zgola inaczej - jest chaosnik
     w naszym srodowisku... czy nachalny  Straznik Krain, albo  powolujacy
     sie na krolewski autorytet poddany, albo wojska sasiedniego panstwa -
     czy to jest  powod do ataku  na ich rodzime garnizony, na przyjaciol,
     rodziny i sasiadow? Nie wspominajac juz  o nie majacych na to zadnego
     wplywu wspolpracownikow i podleglych pracownikow? Oczywiscie, ze nie.

     Przeczytajcie blizniacza historie, ktora wydarzyla sie pol roku potem
     - opowiedziana w kolejnym liscie do Redakcji, bedacym wzorem dla tych
     co bardziej porywczych krytykow.                                .---.
                                                                    /  .  \
                                                                   |\_/|   |
                                                                   |   |  /|
       .-----------------------------------------------------------------' |
      /  .-.                                                               |
     |  /   \  Szanowna Redakcjo,                                          |
     | |\_.  |                                                             |
     |\|  | /| Pisze do szanownej Redakcji  ogromnie oburzony zdarzeniami, |
     | `---' | jakie mialy ostatnio miejsce na Uniwersytecie w Oxenfurcie. |
     |       | Pisze  jednak  nie  z  checi  zaszkodzeniu  komukolwiek,  a |
     |       | powodowany  szczera  troska  o mieszkancow  tego  miasta, a |
     |       | takze o sam Uniwersytet.                                    |
     |       |                                                             |
     |       | Chodzi  o sprawe Vaia di Vao, Templariusza Slaneesha, i jak |
     |       | sam sie zwie,  Rzeznika  z Nuln,  Piesniarza  Uludy...  nie |
     |       | wiem jakie jeszcze Nie wiem  czy dotarla taka informacja do |
     |       | redakcji,  ale  Vai  di  Vao  jest  teraz  Radnym  Truwerow |
     |       | Oxenfurtu.  Nie czlonkiem,  ktorym jest  od dawna,  RADNYM. |
     |       | Rzeznik z Nuln, Radny Truwerow Oxenfurtu, Sluga Chaosu.     |
     |       |                                                             |
     |       | Na wstepie  trzeba zaznaczyc, ze wybory do Rady Truwerow sa |
     |       | wyborami demokratycznymi.  Oznacza to, ze  wszyscy Truwerzy |
     |       | - aktywnych jest pewnie okolo  dziesieciu (a moze i to nie) |
     |       | - oddaje po  jednym glosie i wybiera trzech Radnych. Jezeli |
     |       | jedno  glosowanie  nie  wystarczy,  by  ustalic  zwyciezce, |
     |       | dochodzi  do wyborow  uzupelniajacych,  by  zdecydowac  kto |
     |       | zostanie wybrany.                                           |
     |       |                                                             |
     |       | Truwerzy,  ze  swojej  natury,  sa  stowarzyszeniem  raczej |
     |       | tolerancyjnym, a  Wydzial Truwerstwa  przez lata pozostawal |
     |       | miejscem,   gdzie  roznice  rasowe  i  inne  temu   podobne |
     |       | glupstwa, pozostawiano obok.                                |
     |       |                                                             |
     |       | Fakt, ze pisze  ten list,  nie  jest  jednakowoz  przejawem |
     |       | rasizmu,  braku  tolerancji  religijnej, ani niczym  takim. |
     |       | "Radny" oxenfurckich Truwerow jest osoba, ktora dopuszczala |
     |       | sie,  i to calkowicie jawnie,  makabrycznych,  obrzydliwych |
     |       | okrucienstw.                                                |
     |       |                                                             |
     |       | Wracajac na chwile do "demokratycznych" wyborow, ktore daja |
     |       | Rzeznikowi z Nuln "mandat"  do pelnienia  funkcji radnego w |
     |       | Oxenfurcie. Nie jestem w stanie tego sprawdzic - ale wielce |
     |       | prawdopodobne jest tak, ze w wyborach wziela udzial jedynie |
     |       | malenka   garstka   uprawnionych  -  a  wybrani  naturalnie |
     |       | glosowali na samych siebie. Jest niewykluczone ze o wyborze |
     |       | Vaia zdecydowaly  raptem 2 lub 3 glosy. Nie chce sugerowac, |
     |       | ze  tylko - jego  wlasny - bo  byloby  to  juz  kompletnym  |
     |       | "demokratycznych" wyborow do Rady.                          |
     |       |                                                             |
     |       | Niemniej, zalozmy, ze jednak ma ten "demokratyczny mandat". |
     |       | Czy nie ma  absolutnie  zadnych  standardow, co do czlonkow |
     |       | Rady?  Radnym jest  juz dobre  kilka  tygodnikow, a tytulem |
     |       | Rzeznika  z Nuln  chwali sie  od niedawna  -  czyli  swoich |
     |       | orgiastycznych rzezi na niewinnej ludnosci musial dokonywac |
     |       | niedawno,  albo  przynajmniej  nimi sie  chwalic postanowil |
     |       | niedawno.  Tak  czy   inaczej,  nie  zachowuje  on  zadnych |
     |       | standardow.  Nie  mowie  juz  nawet   o  pelnieniu  funkcji |
     |       | publicznej i (zaufania  publicznego...)  reprezentantywnej, |
     |       | ale  i podstawowych standardow istoty cywilizowanej, takich |
     |       | jak niezabijanie napotkanych przechodniow, kobiet i dzieci. |
     |       | Czekac  tylko,  jak  zacznie  sie  obwolywac  Rzeznikiem  z |
     |       | Oxenfurtu...                                                |
     |       |                                                             |
     |       | Nie  chce  sugerowac,  ze  tylko  jeden - jego  wlasny - bo |
     |       | byloby to juz kompletnym blamazem "demokratycznych" wyborow |
     |       | do Rady.                                                    |
     |       |                                                             |
     |       | Zaistniala  sytuacja  jest  dla mnie  calkowicie  zenujaca. |
     |       | Spodziewam sie, ze  pozostali Radni nie maja  instrumentow, |
     |       | zeby  odwolac  te  zacna  i  szanowana  postac,  jaka  jest |
     |       | Slaneeshowy  sluga.  Niemniej,  nie  zmienia  to  faktu, ze |
     |       | doszlo  do calkowitej deprecjacji  Rady i Truwerow w ogole. |
     |       | Jak mozna  powaznie brac  jakiekolwiek decyzje  podejmowane |
     |       | przez Rade  w takim skladzie?  Mozna sie bronic, ze decyzje |
     |       | Vaia   beda  "demokratycznie"  przeglosowywane,  bo   dwoch |
     |       | pozostalych Radnych wyznawcami Chaosu nie jest. A jezeli po |
     |       | nastepnych wyborach bedzie dwoch Slaneeshowcow, to co?      |
     |       |                                                             |
     |       | Konkludujac:  absurdalnosc wyboru jawnego mordercy dzieci i |
     |       | wyznawcy  Chaosu  do grona  Radnych Truwerow  jest,  w moim |
     |       | mniemaniu niezaprzeczalna.  Cos  takiego  nie powinno  miec |
     |       | miejsca,  jakby juz  odrzucic  wszystkie  inne pwody,  to z |
     |       | powodu  podstawowych  zalozen  KLIMATU  neutralnosci,  jaki |
     |       | powinien   panowac   podczas   GRY   truwerow   na  roznych |
     |       | instrumentach. Ze tak to ujme.                              |
     |       |                                                             |
     |       |                                                             |
     |       | Stalo  sie  cos  naprawde  bardzo  zlego.  Nie  mozna  tego |
     |       | bagatelizowac.   Bo  zaraz  obudzimy  sie,  majac  wyznawce |
     |       | Chaosu w Radzie  Oxenfurtu. A nie,  przepraszam, to juz sie |
     |       | stalo.  Ciezko  mi  o bardziej  absurdalny  przyklad.  Moze |
     |       | Wyznawce  Chaosu na czele  Sigmarytow? No juz niewiele tego |
     |       | zostalo.                                                    |
     |       |                                                             |
     |       | Oburzony,                                                   |
     |       | XXX                                                         |
     |       |                                                            /
     |       |-----------------------------------------------------------'
     \       |
      \     /
       `---'
     Moglabym tu w sumie napisac "Da sie? Szczerze, z troska, bez grozb i
     z uzasadniona nadzieja na podjecie dialogu? Da sie!", jednak jest to
     druga czesc dzisiejszych "Listow", przyczyna juz inna, inny nadawca, 
     rowniez  przeciwnik  chaosu, i  nie  wypada,  zeby  zestawiac  Go  z 
     poprzednikami, tym bardziej ze powyzszy list nie powstal po to, zeby
     bronic polityki Redakcji, ale w konkretnej trosce i sprawie.

     Jak to juz bywa w "Listach do Redakcji", wypadaloby nan odpowiedziec,
     a kto uczyni  to lepiej niz osoby zainteresowane! Z ta mysla wiec i z
     powyzszym listem w garsci, osobiscie wyruszylam, pelna determinacji i
     werwy, po odpowiedzi.

     Ale nim dowiecie sie jak mi poszlo, wczesniej garsc informacji, czyli
     o co wlasciwie poszlo tym razem i jak to sie moglo stac:

       ______________
      (((((((((((((( )
      |             ||
      |     24      ||   Vai di Vao  zostaje przyjety w  poczet Truwerow -
      |  listopada  ||   w  normalnym  trybie,  po zlozeniu  rozpatrzonego
      |     '17     ||   pozytywnie podania.
      |             ||
      '============='
       ______________    
      (((((((((((((( )
      |             ||   Rada  Wydzialu  konczy  kadencje,  rozpisywane sa
      |      6      ||   tradycyjnie demokratyczne wybory na Radnych nowej
      |    maja     ||   kadencji. Truwerzy sa  wzywani do stawienia sie w
      |     '18     ||   siedzibie Wydzialu  i oddania  swego glosu. Wsrod
      |             ||   nich debiutujacy uczestnik wyborow, Vai di Vao.
      '============='
       ______________
      (((((((((((((( )
      |             ||   Pierwsza tura nie przynosi rozstrzygniecia, zatem
      |     16      ||   wyborcy sa ponownie poproszeni do stawienia sie w
      |    maja     ||   siedzibie Wydzialu  i oddania  ponownego glosu na
      |     '18     ||   wylonionych do tej pory faworytow. Jednym z nich
      |             ||   okazuje sie byc wlasnie Vai.
      '============='
       ______________
      (((((((((((((( )
      |             ||
      |     17      ||   Przyszly Radny, Vai, rozpoczyna listowa  kampanie
      |    maja     ||   wyborcza,  zacheca wybranych  Truwerow do oddania
      |     '18     ||   glosu na siebie.
      |             ||
      '============='
       ______________
      (((((((((((((( )
      |             ||   Wybory  na nowa  Rade Wydzialu  dobiegaja konca -
      |     22      ||   Vai  pierwszym  w historii  wybranym  wiekszoscia
      |    maja     ||   glosow  Truwerow  reprezentantem  kultow chaosu w 
      |     '18     ||   Radzie. Narasta zaniepokojenie precedensem.
      |             ||
      '============='
       ______________
      (((((((((((((( )
      |             ||   Wprawieni juz w  korespondencyjne  terroryzowanie 
      |  daty nie   ||   Redakcji  Periodicusa niektorzy  wrogowie chaosu,
      |    znamy    ||   wystosowuja  otwarte grozby  smierci pod  adresem
      |             ||   nowej Rady Wydzialu.
      '============='
       ______________
      (((((((((((((( )
      |             ||
      |     27      ||   
      |    maja     ||   Do Redakcji wplywa powyzszy list.
      |     '18     ||
      |             ||
      '============='
       ______________
      (((((((((((((( )
      |             ||
      |     22      ||   Przewidywany termin wygasniecia kadencji biezacej
      |  listopada  ||   Rady.
      |     '18     ||
      |             ||
      '============='

     Ha! Najwazniejszy zainteresowany milczy i nie odpisuje na listy - tak
     zreszta postepuje, odkad dostal mandat Radnego i jest to najwyrazniej
     jego wlasny sposob na popularnosc, a dokladniej na jego przeczekanie.
     Znikad  wiec odpowiedzi  na pytania  o jego  motywacje, przelamywanie
     uprzedzen i program wyborczy. Zostaje za to  stanowisko  przygotowane
     w imieniu calosci Rady - pisemnie i oficjalnie - oto ono, jezeli ktos
     nie ma w zwyczaju odwiedzac siedziby Truwerow:

 .-.------------------------------------------------------------------------.
((o))                                                                        )
 \U/_______          _____         __________      ____        _____    ____/
   |                                                                        |
   | Siostry i Bracia Po Piorze                                             |
   |                                                                        |
   | Wynik  wyborow  ostatnich  zaowocowal  listami                         |
   | pelnymi pogrozek ze strony Terenesa i bardziej                         |
   | dyplomatyczna sugestia ze strony Strazy Krain.                         |
   |                                                                        |
   | Winnismy Wam,  wyjasnienie  sytuacji,  bo  skoro  osoby                |
   | nieuprawnione  do  niej,   ja   otrzymaly,  Wy  musicie                |
   | takoz.  Po krotce  dodam jeno,  ze mosci Terenes w swej                |
   | nieudacznej probie epistografii, raczyl nas szantazowac                |
   | i grozic stosem. Co,  jak wiekszosc, ktora zna Terenesa,               |
   | bywa zwyczajem.                                                        |
   |                                                                        |
   | Rzecz sie tyczy wyboru Vaia na Radnego, oto odpowiedz Rady:            |
   |                                                                        |
   | --------                                                               |
   |                                                                        |
   | Po pierwsze:                                                           |
   | Wydzial Truwerstwa od czasu powstania Uniwersytetu,  byl i jest organi-|
   | zacja apolityczna i areligijna.  Bylo to zawsze i jest nadal, stanowis-|
   | kiem nie  tylko Smiertelnych ale i  Kapituly Magow. Tak, sprawdzilismy |
   | aktualne  stanowisko  Czarownikow.  Oceniamy talent,  nie swiatopoglad.|
   | Wazne jest,  dla  istnienia wydzialu  jako  takiego,  by tak pozostalo.|
   | Panstwo chca  bysmy ustanowili grozny  precedens polegajacy na tym, ze |
   | polityka  i wiara Radnego jest kryterium  do oceny osob spoza Wydzialu.|
   | W innym przypadku, Scoia'tael, moze nam napisac, ze nie chce na Wydzia-|
   | le dh'oine,  Terenes napisze,  ze nie chce nieludzi, a Rodzina, ze nie |
   | chce elfow. Kolo petycji zamknie sie na tym, ze truwerow po prostu nie |
   | bedzie.                                                                |
   |                                                                        |
   | Po drugie:                                                             |
   | Wybory  na Wydziale sa demokratyczne.  Ani ja, ani Isil nie wybralismy |
   | Vai, wybrali go truwerzy. Nie cieszy nas ten wybor, nie podoba nam sie |
   | ten wybor ale jest to wybor demokratyczny  i w takim nasi wyborcy naka-|
   | zali nam pracowac.  Wybory nie beda demokratyczne, jesli wynik wyborow |
   | bedzie zmieniany pod wplywem tego,  czy ow wynik komus sie podoba, czy |
   | nie. Ja sam,  wraz z garstka innych truwerow lata temu  zlamalismy lut-|
   | nie po to, by wymusic ustanowienie wyborow do Rady. Nie moge z czystym |
   | sumieniem zaprzepascic tego poswiecenia.                               |
   |                                                                        |
   | Po trzecie:                                                            |
   | Jestem bardem od dwoch dekad,  rachuby gnomiej i jest to pierwszy przy-|
   | padek w ktorym organizacje lamia prawo,  ktore glosi, ze truwerow jako |
   | takich,  nie miesza sie w polityke.  Smuci mnie fakt, ze tradycje gina.|
   | Nie moze mnie to jednak zmusic,  by samemu te tradycje, nawet pod groz-|
   | ba przemocy,  zszargac.  Jestem jednak  zobligowany  solidarnie przest-|
   | rzec,  ze jesli owa przemoc nastapi,  bedzie ona w konflikcie z wyklad-|
   | nia Niesmiertelnych.                                                   |
   |                                                                        |
   | W imieniu Rady Wydzialu Truwerstwa i Poezji,  Uniwersytetu Oxenfurckie-|
   | go,                                                                    |
   |                                                                        |
   | Cannard z Mariboru                                                     |
   |                                                                        |
   | P.S.                                                                   |
   | Ten list byl przygotowany nim otrzymalismy wykladnie Niesmiertelnych,  |
   | naturalnie sama wykladnia wymusila zmiane dwoch, czy trzech zdan,      |
   | wierzcie lub nie ale takie byloby moje stanowisko niezaleznie od wy-   |
   | kladni i bez niej.                                                     |
   |                                                                        |
   | --------                                                               |
   |                                                                        |
   | Wasz Nieskromny sluga,                                                 |
   | C.                                                                     |
   |                                                                        |
   |                                                                        |
   |____    _______    __  ____    ______    __________      _____   _______|
  /A\                                                                        \
 ((o))                                                                        )
  '-'------------------------------------------------------------------------'

     Tymczasem doczekalam sie osobnego listu w sprawie Truwerow - tym razem
     takiego  specjalnie  dla Periodicusa!  Poproszony  bowiem  o komentarz
     Radny Cannard tak mi odpowiada (pisemnie):                     .---.
                                                                   /  .  \
                                                                  |\_/|   |
                                                                  |   |  /|
       .----------------------------------------------------------------' |
      /  .-.   Pewien madry  poeta rzekl  wiele lat  temu zartem:  "Pewne |
     |  /   \  osoby sa  za  glupie,  by ich  uczyc  czytac i pisac.  Nie |
     | |\_.  | zrozumieja  polowy  czytajac, zmysla  drugie  piszac." Tym |
     |\|  | /| nieskromnym  bardem  bylem ja.  Trudno mi  zaprzeczyc  tym |
     | `---' | slowom dzis, a wierzcie, chcialbym.                        |
     |       |                                                            |
     |       | Ongis, bylem scigany przez dobry czas przez hanze z Pewnych|
     |       | Gor za to, ze nie przyjalem  pewnego ogra, bo jego podanie |
     |       | bylo  fatalne. Myslalem  sobie, "ot to musi  przychodzic z |
     |       | fachem". Nie plakalem  w rekaw magow i po prostu, biegalem |
     |       | biegalem  szybciej  niz ogry  i uwazalem to  za smieszne w |
     |       | sprawe, ze  w swiecie, gdzie "Cannard" bywa pokonany przez |
     |       | bagna  opodal Mariboru, zorganizowana szajka  zabojcow nie |
     |       | potrafi go zlapac.                                         |
     |       |                                                            |
     |       | Do czasow Vaia  nie przyszloby mi  do glowy, ze potrzebuje |
     |       | wykladni  magow w takich kwestiach.  Roznica jest w skali, |
     |       | kiedy  ktos  grozil  mi, uwazalem  to  za  moja  osobista, |
     |       | powiedzmy  gornolotnie, "odwage" odmowic. Kiedy ktos grozi |
     |       | calej organizacji, wtedy  moje rece  sa zwiazane, nie moge |
     |       | stac  biernie  i udawac, ze  nic sie  nie dzieje, gdy ktos |
     |       | chce urznac leb komus, bo ma lutnie na plecach.            |
     |       |                                                            |
     |       | Sprawa byla  absurdalna od poczatku, tak jak i absurdalnym |
     |       | jest jej wywlekanie tak pozno po sprawie. Mam nadzieje, ze |
     |       | Mam  nadzieje, ze osoby  zainteresowane  rozumieja  absurd |
     |       | lamania  odwiecznych  praw, mimo ze  osobiscie  im sie nie |
     |       | podobaja.  Mam nadzieje, ze osoby z  "mrocznej strony" nie |
     |       | mysla  sobie,  ze  cos  "wygraly",  bo  nie  bylo  nic  do |
     |       | "wygrania".                                                |
     |       |                                                            |
     |       | Wydzial  Truwerstwa  i Poezji  Uniwersytetu  Oxenfurckiego |
     |       | powie ci, ze sie nie nadajesz, bez wzgledu na rase i wiare,|
     |       | takoz powie ci, ze sie nadajesz mimo wszystko.             |
     |       |                                                            |
     |       | W imieniu wlasnym,                                         |
     |       | Cannard z Mariboru,                                        |
     |       | Radny Truwerow od Zbyt Wielu Lat                           |
     |       |                                                           /
     |       |----------------------------------------------------------'
     \       |
      \     /
       `---'
     I to juz wszystko w dzisiejszych  "Listach". A ja sama, z nadzieja na
     dalsze nieskrepowane dzialanie w sluzbie slowa pisanego, pozdrawiam i
     zycze lepszego jutra dla jego wirtuozow, jak i czytelnikow prasy oraz
     muzycznych melomanow z calego swiata.

.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                   Inz. Red. Tuna Loon - Naai                    (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 2

Zatytulowano: Dwudziestolecie istnienia Osady

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|                         .--~*teu.        .n~~%x.                            |
|                        dF     988Nx    x88X   888.                          |
|                       d888b   `8888>  X888X   8888L                         |
|                       ?8888>  98888F X8888X   88888                         |
|                        "**"  x88888~ 88888X   88888X                        |
|             -----------------------------------------------------           |
.               DWUDZIESTOLECIE ISTNIENIA OSADY W PUSZCZY SHEKHAL             .
.             -----------------------------------------------------           .
                         <""888888888~  ?888X   8888"  
                         8:  "888888*    "88X   88*`   
                         ""    "**"`       ^"==="`     
                                ^^      ,-~ ~
                 .    /''-I_I       _II____           :~   ,
                { }__/_- /-  \ ____/ ''- -/'\_,__  ___I_  { }
               { _ } | II--'''' \,:--..,_/,.-{ }, /\-_--\{ _ }
                \,/: '/__\,.--':| |[] .-.| O{ _ }/  \_-__\\,/
                 | :' |  | []  -| ''--:.:[,.'\,/ |[]| [] | |
                 ' '  |[]|,.--'' '', ''-,.    |  --------- '
                     ..   v..-''    :     ''. 'v   v .  v

                S p r a w o z d a n i e   z   o b c h o d o w
                           r o c z n i c o w y c h


     Dwadziescia lat - wiek, w ktorym czlowiek jest juz wyksztalcony i nie
     przypomina juz lobuziaka  zastanawiajacego sie nad kolejnymi psotami,
     czy kaprysnymi wymowkami od obowiazkow domowych. Powazny, stateczny i
     patrzacy z gory na dokazujace mlodsze rodzenstwo. Pelny planow na swe
     dorosle zycie, przestapiwszy prog dojrzalosci, wpatrzony w wizje swej
     wymyslonej przyszlosci. 

     W kazdym razie na ogol, poniewaz, co jak co, ale o mieszkancach Osady
     zalozonej  dwadziescia lat  temu  w ostepach  Puszczy Shekhal  akurat
     nigdy nie mozna bylo powiedziec, ze sa to slodcy lobuziacy i psotnicy,
     no a juz na pewno, ze sie migaja od swoich obowiazkow.


     Rzadko sie zdarza,  jesli juz o tym mowa,  ze ktos otwarcie przyznaje
     sie  do  wieku, zwlaszcza  jezeli  jest  to  stowarzyszenie.  Jeszcze
     rzadziej - ze dzieli sie swoja radoscia z bliznimi.

     Tymczasem  tak sie stalo i jedenastego wrzesnika  przed bramami Osady
     odbylo sie wielkie swieto. Licznie zgromadzeni goscie, tak sojusznicy,
     jak i przedstawiciele innych zrzeszen i wielu podroznikow doswiadczylo
     osadniczej  goscinnosci - zgodnie  z zapowiedziami  nie braklo  darow
     lasu - poczawszy od miesiw, wedlin, poprzez prawdziwy mysliwski bigos,
     po oslawione juz osadnicze jagodzianki - ktore zreszta sama zobaczylam
     na oczy po raz pierwszy - i ktore na szczescie zapobiegliwi gospodarze
     napiekli  w odpowiednim zapasie.  Liczne toasty  byly  swiadectwem i,
     prawde   powiedziawszy,  rowniez  efektem   szczodrosci  wyrazonej  w
     bogactwie wyboru i ilosci trunkow.  Nie brakowalo piesni dedykowanych
     Osadzie  i Puszczy, natomiast przez caly  czas zebranym  towarzyszyly
     niebagatelne opowiesci - podania, basnie i legendy prezentowane przez
     najprawdziwsza  Bajarke, dzieki ktorym  mozna bylo  zarowno wysluchac
     historii prawdziwej o nielatwym zyciu na tle lesnych niebezpieczenstw
     (z niesamowitym, zaskakujacym finalem!), jak  i po prostu  dowiedziec
     sie, co moze zajsc pomiedzy szlachciura i swinia, a takze co nie bita
     w przyslowiowe  ciemie chlopka jest zdolna zrobic  z truchlem ubitego
     przez siebie niedzwiedzia, by przechytrzyc watahe wilkow.

     Nawiasem  mowiac, nie  brakowalo  rowniez  prawdziwego  niedzwiedzia,
     bawiacego sie razem z nami, ale pewne tajemnice lesnych ostepow niech
     na zawsze pozostana zakryte przed tymi, ktorzy ich nie widzieli.

     Spelniajac swa redaktorka powinnosc nie moge nie odnotowac wzmianki o
     centralnych obchodach - prezentacji zgromadzonym  gosciom niezwyklych
     pomnikow  upamietaniajcych zasluzonych w ciagu dwoch  dekad Osadnikow
     oraz donioslej  ceremonii przyjecia do Osady jej nowych mieszkancow i
     kandydatow.
     
     Tak  wlasnie bylo, a ja  osobiscie, wspominajac niezliczone zyczenia,
     powinszowania  i toasty, wierze, ze  wieczor ten zostanie zapamietany
     przez wszystkich na dlugo -

     - przyjecie urodzinowe, ktorego ja osobiscie zyczylabym kazdemu
     dwudziestolatkowi.


.  ,_,      Byla, bawila sie, zaslyszala i skrupulatnie spisala          ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                                    Inz. Red. Tuna Loon - Naai.    (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 3

Zatytulowano: Kacik Poezji "Pod Grusza"     

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|                              _ ._  _ , _ ._                                 |
|                            (_ ' ( `  )_  .__)                               |
|                          ( (  (    )   `)  ) _)                             |
|                         (__ (_   (_ . _) _) ,__)                            |
|                         _   `~~`\ ' . /`~~`   _                             |
.                        <_),/     \   /     \,(_>                            .
.                           .'.    /   \    .'.                               .
        ___________________/   \__/_____\__/   \___________________
       |                  (     )         (     )                  |
       |     KACIK         `-'-'           `-'-'       POEZJI      |
       |             __  __  __    __  __      _____               |
       |            |__)/  \|  \  / _ |__)|  |(_  _/ /\            |
       |            |   \__/|__/  \__)| \ \__/__)/__/--\           |
       |                                                           | 
       |___________________________________________________________|


                         A TYMCZASEM LEZE POD GRUSZA
                          NA DOWOLNIE WYBRANYM BOKU
                     I MAM TO, CO NA SWIECIE NAJSWIETSZE
                                SWIETY SPOKOJ



     Zapraszamy do kacika  poezji "Pod Grusza", w ktorym nawiazujemy do
     dwudziestej   rocznicy   zalozenia   Osady   w  Puszczy   Shekhal.
     Prezentujemy w nim utwory, ktore rozbrzmialy w czasie obchodow.


     Czyzlis tylko  autorem jednego utworu, czy moze stworzyles dzielo,
     ktorym chcesz sie podzielic ze swiatem  -  zapraszamy!  Ten  kacik
     jest wlasnie dla Ciebie!


                                  --- XXX ---

                                 Autor: Nazira

                             Tytul: Szukajac domu

                          Szukalam ciebie cale zycie
                        Wsrod gor wysokich gubiac slady
                          Szukalam ciebie nalezycie
                        Z potrzeby serca, nie z zabawy

                        Szukalam ciebie przemierzajac
                        Wlasnymi stopy wszelkie kraje
                        Szukalam ciebie wciaz zbaczajac
                         W lasy glebokie, nad ruczaje

                          Szukalam ciebie tu i teraz
                        Poprzez zawieje miejsc i czasow
                        Szukalam ciebie watpiac nieraz
                       Wsrod gluchej ciszy, wsrod halasu

                        A teraz wiem, ze cie znalazlam
                         Bo calym sercem ciebie chlone
                       I wiem, ze mam juz to co chcialam
                       To miejsce, ktore zwie sie domem

                                  --- XXX ---

                                 Autor: Asandra

                          Tytul: Pionierom z Shekhal

                Powiedz mi co czujesz kiedy slyszysz wilka zew?
             Gdy ze swistem wrogiej strzaly Cie dopada cudzy gniew?
              I czy wierzysz w zimna pustke, w samotnosc bez boga?
             Czy sie poddasz, gdy Cie zdejmie smiercionosna trwoga?

                       Oto moje mysli, wahania, nastroje,
                Gdy, w dal sie wpatrujac, u bram puszczy stoje.
                      Ja pionierem jestem i krola nadaniem,
                 Ziemie w ktora wkraczam wziac mam we wladanie.

                   Wojsk zadnych ja nie mam, tylko rece obie,
                   Pot na skroniach zamiast korony na glowie,
                 Ja wiem, ze tu nie siega zadne z cudzych praw,
                  Ze od wiekow tu Natura zaprowadza wlasny lad.

            Niech zdam sie na jej laske, to dla niej jest moj trud,
              Tutaj zycie nie jest latwe, ale zycia tu trwa cud.
                 Przed ogromem jej klekam, czcze ja i szanuje,
                   I to pod jej panowaniem dom swoj wybuduje.

              Ja wiem, ze mnie nie strzyma ostrze niosace groze,
           Przeciw mym smiertelnym wrogom twierdze z drzewa wzniose.
             Niech czerwienia krwi ochrzczona obrosnie w legende,
               Grob moj tutaj dla ludzkosci bedzie fundamentem.

                      Tys Osado moim domem, Temerii ozdoba,
             Niech piesn ma ku tobie wzleci, skrzydel doda slowom.
                 Niczym krzyk sokola, biegnacy k'nam z daleka,
                         Niesie swiatu czesc i pamiec
                        O pionierach z Puszczy Shekhal.

                                  --- XXX ---

                                 Autor: Mortas

                              Tytul: Przy ognisku

                      Rozmyslam o tobie, odlegly Shekhalu
                    Gdy w nocnej godzinie popadam w zadume
                     Zielone twe deby spowite w mgly calun
                      I wzgorza zielone co pokryte runem.

                  Wszak domem mi byles, mlodosci przystania
                     Gdy snie twa uroda nawiedza me mysli
                    Tu czas mej mlodosci i czas dorastania
                  Swe kosci tu zloze gdy czas moj sie zisci.

                   Choc teraz nas dziela przestrzenie i lata
                    Wyczuwam odlegle puszczanskie twe tetno
                     Gdy zmruze swe oczy pamieci mej szata
                      Opada powoli, co skrywa twe piekno.


                                       ***
  
                 Zapraszamy wszystkich, ktorzy chca, aby takze
.  ,_,            ich wiersz znalazl sie w kaciku do kontaktu            ,_,  .
. (o,o)                      listownego z Redakcja.                     (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Karczmy Swiata - zajazd w Shekhal

o--------------------------------------------------------------------------o
|                                                                          |
|                            ____.........__H_                             |
|                         __/%%%%|%%%%%%%|%%%%\                            |
|                    _ ()/%%|:II:|II:::II|:II:|_ _ _                       |
|                   |-(()|--|:II:|II:A:II|:II:|-|-|-|                      |
.                   `'.'"^  ^` "^ "^|"|^'"' `^`-.^~'                       .
.    _      __    ___   __   ____  _      _                                  .
    | |_/  / /\  | |_) / /`   / / | |\/| \ \_/
    |_| \ /_/--\ |_| \ \_\_, /_/_ |_|  |  |_|
                                       __   _       _    __   _____   __
                                      ( (` \ \    /| |  / /\   | |   / /\
                                      _)_)  \_\/\/ |_| /_/--\  |_|  /_/--\ 


     ZAJAZD PRZYDROZNY W PUSZCZY SHEKHAL


     Z cyklem "Karczmy Swiata"  goscimy w Temerii, w przydroznym zajezdzie
     ulokowanym  w  atrakcyjnym  miejscu,  bedacym  skrzyzowaniem  traktow
     wiodacych  do Wyzimy, Mariboru  oraz Gors Velen. Atrakcyjnosc lokacji
     ni to  podkresla, ni  to jej  zaprzecza  otoczenie - znajdujemy sie u
     progu  Puszczy Shekhal, z dala od  miast. W poblizu  usytuowana  jest
     jedynie Osada,  o ktorej macie okazje przeczytac  na osobnym miejscu.
     Zaopatrzenie zajazdu, oczywiscie pomijajac lokalne specjaly jest wiec
     nielatwym  zadaniem, mimo to jednak, o czym przekonacie sie w dalszej
     czesci tego tekstu, prowadzacy go wlasciciele maja byc z czego dumni.

     Zajazd jest waznym, kluczowym punktem na mapach wszelkich podroznikow
     i przewoznikow - nie ma  dnia, zeby  na jego okraglym  dziedzincu nie
     znajdowal sie  jakis  woz - nie tylko  z ewentualnym  zaopatrzeniem -
     podrozni  wrecz zatrzymuja sie  tu nierzadko  calymi  grupami. Wysoka
     palisada,   szerokie  odzwia   dla  wozow,   przestrzen,   wodopoj  i
     rozswietlenie placu - wszystko tu wydaje sie byc, z naturalnych chyba
     powodow, dedykowane podroznym i ich bezpieczenstwu. Jezeli juz mowimy
     o otoczeniu, to wrazenie psuje nieco znajdujaca sie poza zajazdem, na
     rozstajach, solidna  drewniana szubienica, jednak przyznac nalezy, ze
     jest to znak niebezpiecznych  czasow i w innych miejscach, a i to bez
     szubienicy rowniez bezpieczne nie jest.

     Wnetrze zajazdu jest cieple i suche, nie ma tu miejsca na jakikolwiek
     kompromis w krainie, gdzie pogoda nie rozpieszcza podroznych. Wlozono
     duzo wysilku w to, by uczynic je przytulnym i pelnym domowego ciepla.
     Podroznym oferuje sie odpoczynek na szerokich, drewnianych, ale za to
     wygodnych  i  solidnych  lawach.  Pomyslowe,  a  raczej  wynikajace z
     koniecznosci ustawienie wzgledem kominka pozwala zmarznietym i mokrym
     od  deszczy  podroznym  ogrzac  sie   bez  zbednego  podchodzenia  do
     paleniska.  Jest czysto, cieplo, cicho, przytulnie i nie mozna liczyc
     na samotnosc i tym samym dyskrecje.

     Zajazd  utrzymuje rowniez, co oczywiste, tubylcow. Czestymi goscmi, a
     wlasciwie po prostu sasiadami  i zaopatrzeniowcami sa mieszkajacy tu,
     nieopodal Osadnicy,  dostarczajacy chocby  miesiwo, a prowadzony jest
     przez  malzenstwo  le  Dorf.  Marf,  wlasciciel,  stanowi  przykladne
     polaczenie tutejszej hardosci  ze swiatowym  obyciem, ceniacym  sobie
     porzadek i spokoj, nie tolerujacym rozboju. Do  stalych, przynajmniej
     czestych  rezydentow   nalezy   rowniez  przedstawiciel  juz  niezbyt
     licznie  napotykanych druidow. Osobnik  ten, choc nie zdarzylo mi sie
     na szczescie  byc  swiadkiem takiej  sytuacji, z pewnoscia  zaskarbia
     sobie  sympatie  podroznych,  udzielajac  im   pomocy  w  zdrowotnych
     trudach podrozy, dodatkowo  czasami  grzecznosciowo odstepuja nadmiar
     posiadanych ziol.

     Ogien wesolo trzaska  w palenisku, zza zaslonki prowadzacej do kuchni
     dociera smakowity zapach jadla, gospodarz przeciera kontur - udalo mi
     sie zamienic z nim kilka slow:

      - Redaktor Tuna z Periodicusa sie klania Koledze.

      - Prosze, prosze, zapraszam serdecznie.

      - Dziekuje, zeby nie bylo. Sporo podroznych!

      - Sporo  wozow  z Mariboru  do  Oxenfurtu  zmierza,  niektore  nawet
       wracaja...

      - A jacys szczegolni goscie? Stali bywalcy?

      - A bywa  i sporo  podroznych,  wszelakiej  rasy  i  profesji. Rozne
       indywidua tu bywaly, niejednom widzial.

      - Ale, jak  widze, dla wszystkich znajdzie sie tu bezpieczne miejsce
       do odpoczynku.

      - Ciepla strawa  dla kazdego,  niewiele zaplacisz,  ogrzejesz sie  i
       wypoczniesz. Cenie sobie porzadek i spokoj, nie toleruje rozboju.

     Coz, czas na menu.  Do dyspozycji gosci jest dwoje menu, na tabliczce
     wiszacej przy kontuarze gospodarza  i spoczywajaca na nim karta dan -
     obie w schludny sposob prezentuja co nastepuje:

                                     MENU:
                     Napoje:
                      Mleko               6 miedziaki
                      Lokalna gorzalka    13 miedziakow
                      Grzaniec            32 miedziakow

                     Jedzenie:
                      Grzybowa polewka    65 miedziakow
                      Kapusniak           65 miedziakow
                      Skwarki z chlebem  100 miedziakow
                      Kasza              105 miedziakow
                      Groch z kapusta    120 miedziakow
                      Kasza z miesem     150 miedziakow
                      Pieczony zajac     200 miedziakow


     Mleko - to najmilsza  niespodzianka, ktorej  nie wyczytacie  z menu -
        mleko podawane jest  na cieplo, z  dodatkiem miodu. Jest to bardzo
        duzy plus, w zasadzie na tle  ceny za spora szklanice - najwiekszy
        znaleziony przez mnie plus w menu tego zajazdu. Osobiscie moglabym
        napisac - byc w tym zajezdzie i nie skosztowac - strata.

     Lokalna gorzalka - jakos  tak  bywa  z napitkami lokalnymi, zwlaszcza
        poza  terenami miast, ze sa terra  incognita  na mapach  smakoszy,
        poszukujacych  nowych  smakow.  Z reguly  mocne  i tanie. Tej  nie
        uwazam  za  tania,  natomiast - tak - jest  mocna.  Smak  Puszczy
        skondensowany w kubeczku.

     Grzaniec - jest to dokladniej  wino z korzonkami.  Uwazam, ze mogloby
        byc  spotykane  czesciej - najwyrazniej  jednak tutaj  atutem jest
        znajdujaca sie niedaleko winnica. Niezle wino, niezla jest rowniez
        cena.

     Grzybowa polewka - rzuca sie  w oczy  jej gestosc  i mnogosc gatunkow
        grzybow w niej zawartych. Danie ktore jecie i wiecie, ze jestescie
        w Puszczy. I bardzo dobra cena, jak zreszta przystalo na zupe.

     Kapusniak - kwasny, prawdziwy, pyszny i relatywnie tani.

     Skwarki z chlebem - dwie pajdy pieczywa i talerz skwarek to danie dla
        niewybrenych idealne na przekaske. Pomyslowe polaczenie, sycace i
        rzadko spotykane, choc proste - jednak na tle zupy mniej odzywcze.

     Kasza - innymi slowy znow skwarki, tym razem w kaszy, niemniej jednak
        wydaje sie, ze takie danie - proste, bedace  mile dla podniebienia
        i nozdrzy, nigdy  nie opusci menu  takich zajazdow. Gleboki talerz
        milym swiadectwem szczodrosci gospodarzy.

     Groch z kapusta - wbrew temu, co  w jezyku potocznym kryje sie za tym
        okresleniem,  danie to,  choc proste,  jest tresciwe  i, co wazne,
        dobrze wygotowane.

     Kasza z miesem - byc moze najwiekszy minus menu zajazdu - od kaszy ze
        skwarkami, o ktorej mowa powyzej, rozni sie jedynie osobna pozycja
        w menu, nieco  bardziej miesnymi, fakt, ale wciaz skwarkami (znowu
        skwarki!) i rzecz jasna wyzsza cena. Na pocieszenie troche wieksza
        miska.

     Pieczony zajac - przyrzadzany w sposob prosty, na ruszcie, jak nalezy.
        Mieso z zajaca wbrew pozorom nie jest czestym widokiem w karczmach
        i jego amatorzy nie powinni zalowac monet nan wydanych.


     Podsumowujac, zajazd jest nie tylko waznym, ale i cenionym punktem na
     trasie  przemierzajacych trakt przez  Puszcze Shekhal. Profesjonalizm
     jawi mi sie osobiscie jako najlepiej ujmujace dzialalnosc wlascicieli
     - sluzba zziebnietym i zmarznietym (kiedy taka pogoda) oraz zmeczonym
     podroznym  jest   godna  pochwaly.   Napitki   w  niejednym  aspekcie
     przechodzace  oczekiwania, a jedzenie wzmacnia przed dalsza podroza -
     taki zajazd  znaczaco zmienia nie tylko pobyt w Shekhal, ale i podroz
     temerskimi drogami.
.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                    Inz. Red. Tuna Loon - Naai                     (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Style walki - M jak Mysliwy   

o--------------------------------------------------------------------------o
|    .                                                                     |
|    |\     Z cyklu                                                        |
|    | |     STYLE          )\/|         )\/|   ,                          |
|    |.|     WALKI          )  |   jak   )  | Y S L I W Y                  |
|    |||                                                                   |
.    |||                                                                   .
.  <=====>                                                                 .
     |-|       "Pyerwsze uwage zwracaly yej zlociste wlosy. Tuz po nich
    (___)    byla zbroja. Blyszczala w sloncu yak wypolerowana tafla lodu
            Polyskiwala blekitem szafiru i byela diamentu, gdy dziewczyna
          skakala wokol wyposazonej w kly i pazury bestii, unikayac ciosow.
          Yej powierzchnia skrzyla sie yak zaczarowana, niczym lustro
          odbijala dzierzace wlocznie dlonie. W dotyku zas byla chlodna,
          mrozna, swieza... Tak, mialem okazje yej dotknac. Mialem okazje
          uslyszec yej historie. Wyobrazcie sobie, ze dziewczyna ukryla
          sie przed ogromna druzyna polujaca na smoka, a gdy tamci sie
           oddalili, zblizyla do truchla i samoyedna wykroila zen skore,
             zdobywayac tem samem materyal na pancerz-cudo."

                                       Opowiesci czasow wojny i pokoju,
                                   C.T. Hulio Uljano Leon Hipolit di Urbano


     Uwaga!  Chcialabym  powstrzymac (zanim sie pojawia) ewentualne uwagi
  dotyczace tego,  ze fach  mysliwski nie  jest tak naprawde stylem walki
  a bardziej  stylem zycia. Byc  moze. Jako  autorka mam jednak prawo  do
  wizji artystycznej, na szczescie czy tez nieszczescie moich Czytelnikow.

  
 -- artykul czesciowo przeznaczony dla osobnikow nowych w tych stronach -- 
       -- niektore fragmenty moga znudzic osoby zbyt doswiadczone --
     
 
     Co to znaczy Mysliwy?
     
     Mysliwy to potoczna nazwa pewnego stylu walki i nie tylko walki, choc
  opisuje  go dokladnie  w tym samym miejscu  gdzie poprzednio  opisywalam
  Straznikow, Nozownikow, Miecznikow i Gladiatorow. Jesli marzy Ci sie byc
  wojownikiem i po prostu, jak to mowia, nie dac sobie w kasze dmuchac, to
  moge Ci  z gory zdradzic, ze Mysliwy  nie jest od tego.  Ale Mysliwy tez
  nie od parady. Do  paru rzeczy sie  nadaje, a i  powodzeniem  jakims tam
  niezmiennie  sie cieszy. Jesli  zatem po przeczytaniu  ponizszego tekstu,
  czy tez w ogole  od tekstu niezaleznie,  chcialbys zostac mysliwym, udaj
  sie do Jaskare, do mezczyzny zwanego Grigorijem i pochodzacego z Kislevu.
  Bardzo uprzejmy ten czlowiek  poszukuje w Reiklandzie  pelnych zwierzyny
  puszcz.

  
     Co takiego robi Mysliwy?
     
     Specjalizuje sie  w darach lasu, a wiec  roslinach i  zwierzetach. Te
  pierwsze potrafi niezle rozpoznawac  i wykorzystac w leczeniu rozmaitych
  schorzen. Zna miejsca,  gdzie wystepuja najczesciej i bystrym okiem umie
  je wypatrzyc. Co do tych drugich  natomiast, wbrew obiegowej opinii, nie
  zajmuje sie  wylacznie  ich zabijaniem.  Mysliwy czesto dba  o zwierzyne,
  opiekuje sie osobnikami chorymi, stawia w lesie pasniki, stara sie takze
  utrzymac rownowage  w przyrodzie,  w ktora wraz  z rozwojem  cywilizacji
  coraz bardziej ingeruje  dzialalnosc czlowieka i nieludzia. Zna anatomie
  zwierzat lesnych - wie zatem jak  sie nimi zajac, ale tez jak skutecznie
  wyciac z nich skore, by nadawala sie na wyroby kaletnicze oraz jak dobic
  ranne, ktorego  nie mozna uratowac,  aby nie sprawic  mu tym nadmiernego
  cierpienia.
     

     Cos jeszcze?
     
     Oczywiscie!  Czyzbyscie mysleli,  ze Mysliwy  to latwy kawalek chleba?
  Otoz nielatwy. Nawet wiedzac sporo o zwierzetach i ich zwyczajach, trzeba
  nieco sie postarac, by moc takie stworzenie podejsc. Stad wynika potrzeba
  bezszelestnego poruszania sie oraz nieruchomego tkwienia w zasadzce przez
  dluzszy czas. Grigorij  i tej potrzebie wychodzi naprzeciw.  Swym uczniom
  daje cenne rady na temat tego, jak najefektywniej ukrywac sie i podkradac.
  Sam nosi kolory ciemne i nierzucajace sie w oczy - matowe czernie czy tez
  zielenie. Nie uzywa  perfum, dzieki  ktorym  moglby zostac  wyczuty,  nie
  posiada bizuterii, ktora moglaby  zdradzic go, polyskujac gdzies w sloncu
  sposrod drzew. Poza zdolnoscia do pozostawania niezauwazonym do podejscia
  zwierzecia przydaje sie umiejetnosc  przeplyniecia rzeki, na ktora mozemy
  sie w lesie  przeciez natknac,  umiejetnosc  wspiecia sie  na wyrastajace
  przed nami niepostrzezenie skaly oraz umiejetnosc odnalezienia tropu, gdy
  miniemy juz wszystkie te niesprzyjajace pogoni elementy otoczenia.

  
     A po coz robic to wszystko?
     
     No coz, na pewno nie po to, by  walczyc na arenie, nie po to, by brac
  udzial w wojnie ani nie po to, by stac sie  bezwzglednym zabojca. Troche
  wiec nie wiadomo,  po co. Grigorij jednak  (z ktorym mialam okazje nieco
  porozmawiac, przygotowujac sie do  tego artykulu) tak pieknie opowiada o
  minionych czasach,  kiedy to lasy Kislevu pelne byly  zwierzyny, ze gnom
  przestaje logicznie  myslec i zastanawiac  sie, po co. Opowiesci pewnego
  siebie, charyzmatycznego mysliwego maja w sobie tyle uroku, ze w miejsce
  "po co?" pojawia sie pytanie "a czemu nie?".

     
     Czyzby cos jeszcze?
     
     Nie, tak naprawde to juz nic  wiecej. Kazdy musi sam zdecydowac, jaki
  styl zycia najbardziej mu pasuje.  Powiedzielismy tu o wadach i zaletach
  bycia Mysliwym,  ale niektorych przezyc  i wrazen  zwyczajnie nie da sie
  opowiedziec. Zanurzenie sie w  naturze wymaga poswiecen, ale i daje duzo
  satysfakcji.  Znow jednak  zalezy  od  osoby, gdyz  nie kazdemu  to samo
  satysfakcje przynosi.Artykul ten powstal w zwiazku z numerem poswieconym
  Osadzie i obchodom jej jubileuszu, a takze by rzucic nieco swiatla na to,
  jak zyje sie w lesie. W dzisiejszych czasach bycie Mysliwym nie jest tak
  popularne, jak niegdys,  lecz najpopularniejsze  wciaz w szeregach Osady.
  Madrosci i  glupoty zawarte w artykule  nie byly  jednak  konsultowane z
  czlonkami Osady.  Wszelkie ewentualne  przeklamania wynikaja  z tego, ze
  autorka opacznie zrozumiala slowa Grigorija z Kislevu, ktory opowiedzial
  jej o lesnym zywiole.


                    "Mezczyzna byl brudny. Brudne bylo jego bure ubranie,
           brudne byly jego rece, brudne byly opatrunki otulajace nagie
    przedramiona. Na biodrach mial pas, rownie nieokreslonego koloru jak
     cala reszta. Do pasa przytroczona pochwe z nozykiem do oprawiania
   zwierzat. Wszystko drewniane, brazowawe, szarawe. Lachmany. I podeszlo
    do niego trzech wyrostkow, myslac, ze niepozorny i byle jaki. I dal
     im nauczke nasz bohater. Wiedzial, jak poruszac sie w lesie, wiedzial
    o rzekach, bagnach i urwiskach, umial znajdowac sciezki i terytoria
       lowieckie drapieznikow. Dosc rzec, ze wyrostkom napedzil stracha,
     a jesliscie bardziej ciekawi i wiedziec chcecie dokladniej, to
   sie porwijcie niegdys na zmeczonego mysliwego."

                                       Zbior historyj prawie prawdziwych,
                                                  Autor nieznany

.  ,_,                                                                ,_,  .
. (o,o)                                                              (o,o) .
|./)_)                  Vyera Graff von Habenix                       (_(\.|
|  " "                                                                " "  |
o--------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 6

Zatytulowano: Wiesci z frontu               

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
.                             P E R I O D I C U S                             .
.                                                                             .


                                Wiesci z frontu!


     Byc moze letni sezon sklania bardziej do snu, nizli do wojaczki, jed-     
     nak korespondenci wojenni  Periodicusa nie spia ani chwili. Z naraze-
     niem zycia  i piegow na sloncu zebrali  dla umilowanych  czytelnikow 
     garsc plotek, ktorymi mozna sycic ucho i rozsadek. Jakkolwiek wojacz-
     ka by  nie wydawala sie ciekawym  i milym zajeciem, przypominamy, ze 
     jest to zajecie smiertelnie niebezpieczne! Z ponizszych opowiesci na-
     lezy czerpac  jedynie przestroge,  zeby nie brac udzialu  w takich o-
     kropnosciach!

     Przez ostatnie miesiace  na froncie trwal sezon ogorkowy, jednak roz-
     poczety zostal mordercza burza z piorunami. Magiczne sily skierowaly 
     uderzenie  w przerozne ugrupowania wywolujac morderczy sztorm, ktora 
     zmiotla z powierzchni ziemi wiele istnien.  Ci co obserwowali strasz-
     ne wydarzenia do dzis trzesa  sie w bojazliwosci przed moca, jaka mo-
     ze tkwic w (kulistym?) piorunie.  Wielu znanych i nieznanych pograzy-
     lo sie  w niebycie tworzac  koniec sezonu walk  i rozpoczecie sezonu 
     ogorkowego jednym z najkrwawszych w historii.

     Niemniej wydarzenia te straszliwe zostaly poprzedzone innym strategi-
     cznym wydarzeniem.  Otoz Nieslawne Komando,  planujac urlop wypoczyn-
     kow  w sezonie ogorkowym, obralo sobie na cel ziemie  z klimatem naj-
     bardziej sprzyjajacym wzrostowi ogorkow  -  sloneczna Tilee. Niemale 
     mialo to konsekwencje! Kiedy pokojowi pracownicy Dona, ugadawszy sie 
     z bojowymi Korsarzami  w sprawie zawieszenia broni  juz czuli powiew 
     wiosny i odpoczynek, zorganizowane sily partyzanckie  z nienacka ude-
     rzyly zadajac pokazne straty.

     Plotka glosi,  ze Komando jedynie  chcialo wypoczac  w jednej z piek-
     nych  gorskich miejscowosci,  jednak kiedy  probowali zapytac pracow-
     nikow Dona o nocleg,  jedni krzyczeli po Tileansku,  a drudzy w Star-
     szej Mowie.  Poniewaz jedni i drudzy na co dzien chodza uzbrojeni po 
     zeby,  wszyscy nieslusznie pomysleli,  ze sa napadnieci i rozpoczeli 
     obrone, a poniewaz na wojnie najlepsza obrona jest atak, mielismy do
     czynienia z nagla eskalacja konfliktu. Czy to mozliwe zeby ta plotka 
     byla prawdziwa? Jak najbardziej!  Zyjemy  w glebokim przekonaniu, ze 
     wszystkie  wojny  wynikaja  z  nieporozumien,  takze  niezrozumienie 
     pokojowych zamiarow napastnika jest wielce prawdopodobne!

     Po tych dwoch krwawych wydarzeniach i innych mniejszych, choc nie po-
     zbawionych  hektolitrow rozbryzgujacej sie krwi (jakie to straszne!),
     nastapil wreszcie upragniony odpoczynek.  Wszystkie frakcje spowolni-
     ly dzialania i rozpoczal sie Sezon Spiacych Rycerzy. Niestety! Wojna 
     jest niedobra  i nigdy sie nie zmienia!  Mimo ze znacznie rzadsze, o-
     kropne  wydarzenia ciagle  mialy miejsce!  Straze Imperium oraz Sily 
     Chaosu nie mogly zaniechac patroli nawet wtedy,  gdy pogoda mowi, ze 
     odpoczynek nalezy sie kazdemu! Brak wroga na horyzoncie usypial czuj-
     nosc obydwu stron i gdy zniechecone sily wroga jednak ruszaly na slo-
     neczny patrol, napotykaly one brak oporu i czasem spiacych nieszczes-
     nikow. Podobnie stacjonujace  w Tilei Komando, mimo, ze niechetni do 
     przesadnego krzywdzenia, musialo czasem uzupelnic chocby zapasy wody, 
     ktora w sezonie letnim jest bardzo,  ale to bardzo wazna (nalezy spo-
     zywac co najmniej caly buklak dziennie!).  Udajac sie na krotkie wyp-
     rawy  po napoje napotykalo nieszczesnych  pracownikow etatowych Dona, 
     ktorzy jak najbardziej zgodnie z Tileanskim prawem rozjechali sie po 
     Tilei na zasluzony i przewidziany w regulaminie urlop odpoczynkowy!

     Spojrz czytelniku,  jak okropna jest wojna!  Nie tylko odbiera zycie 
     po smierci. Odbiera tez zycie za zycia nie pozwalajac w zaden sposob 
     wypoczac, zebrac sil i ochoty do dalszej pracy! Zaznaczyc nalezy jed-
     nak, ze nie wszystkich dotyczy ten nieszczesny stan. Pokojowe ugrupo-
     wania,  wsrod ktorych nalezy szczegolnie wyroznic Gnomich Wynalazcow 
     i pracownikow  Bialego Kla,  z ktorych wywodzi sie wiekszosc redakto-
     row Periodicusa, swieca przykladem, jak nalezy zyc i odpoczywac. Nic 
     nie zaklocalo zasluzonego wypoczynku, nikt nie napada. Nie ma tez mo-
     zliwosci nieporozumien,  gdyz czlonkowie sa poliglotami znajacymi za-
     rowno wszystkie jezyki swiata, jak i sztuke dyplomacji. Wzor nad wzo-
     ry!

     Koniec sezonu ogorkowego i rozpoczecie sezonu miesnego oznajmily glo-
     sno burczace zoladki ogrow. Wracajacy z wypoczynku poczciwi podrozni-
     cy donosili o burzach  i grzmotach dochodzacych z niedostepnego tere-
     nu Gor Szarych. Korespondenci dementuja jednak te plotki zaznaczajac, 
     ze prawdopodobnie byly  to ogrze zoladki.  Glodne ogry podobno udaly 
     sie w kierunku Loren wiedzac, ze elfi sen, jak wszystko u elfow trwa,
     nieco dluzej.  W okolicach Loren przez wiele dni mozna bylo uslyszec 
     slodki, ogrzy spiew. Az strach pomyslec czym, lub KIM (!), nakarmila 
     sie tak Ogrza Kompania,  ze paszcze im sie od spiewania nie zamykaly! 
     Czy ogry naprawde  sa glodne elfiego miesa,  czy byc moze (o jakze o-
     krutny to pomysl!), jak krew niektorym wampirom, elfie mieso zastepu-
     je im rozrywki i uzywki?!

     Jak dlugo mozna to zniesc? Otoz niezbyt dlugo, wiec zniecierpliwione
     istnieniem  swoich wrogow Lesne Elfy powiedzialy "Dosc!" i postawily
     na serdecznosc dla egzotycznych  w tej czesci  swiata  podroznikow z
     wiewiorczymi  ogonami. Komandu drzewa w Loren przypadly do gustu i w
     odruchu wdziecznosci zaprosily  do zlozenia rewizyty, z czego raczej
     zadowoleni, jak sie  okazalo, nie byli  ani mieszkancy  Shekhal, ani
     Lyrii. Zazdrosc! Straszna rzecz, gdyz ci pierwsi najwyrazniej uznali,
     ze nic nie jest piekniejsze od temerskich kniei (jak i od trwajacego
     do niedawna sojuszu z Athel-Loren) i przybyli pod graniczne monolity
     z pochodniami, palac drzewa, zeby zwrocic uwage na swe zlamane serca.
     Po tym jak  milosnicy temerskiej  natury spalili  niemaly lan polaci
     lesnej swoich przyjaciol, nastapilo wspaniale zakonczenie, padniecie
     sobie w ramiona i wzajemne wybaczenie, a zycie, pod dyktandem jednej
     ze stron, wrocilo na stare tory.

     Tymczasem Nieslawne Komando zarzadzilo powrot do Keadven.  Nie pytaj-
     my juz o przyczyny Wielkiej Wojny Tyleanskiej, wiedzmy jednak, ze na 
     odchodne, jeszcze przed zorganizowaniem sie na powrot  w sprawne les-
     ne bandy, zadali kolejne straty ledwie przebudzonym soldatom Dona. 
     
     Komando plynac  przez dalekie morze  nie zdazylo jednak na czas, aby 
     zaklocic uroczystosci stulecia  Osady w Puszczy Shekhal.  Jakkolwiek 
     zbrojne odddzialy Stowarzyszen  Osi Osada-Lyria-Ktowiecojeszcze byly 
     widoczne juz wczesniej,  huczne obchody stulecia,  poszerzenie szere-
     gow o nowych kandydatow  oraz nowego nie-wroga w postaci Mahakamskie-
     go Hufca z pewnoscia wzmocnilo morale  i zmobilizowalo zbrojne bandy 
     Osadolyryjczykow do wzmozonej aktywnosci.

     Strzez sie  wiec podrozniku!  Wracca czas terroru.  Wraca czas zbroj-
     nych starc  w ktorych najwiekszymi  ofiarami zawsze  padaja niewinni. 
     Zbrojne bandy  Komanda,  Osadolyryjczykow, Ogrow,  Obroncow Imperium 
     oraz Chaosu widywane sa coraz czesciej na traktach. Pierzchaja przed 
     nimi niewinni,  pierzchaj i ty!  Kraza plotki  o powrocie zzaswiatow 
     straszliwego przywodcy armii chaosu, kraza plotki o powrocie do walk 
     legendarnego krwawego obroncy starszych ras,  kraza plotki o stopnio-
     wym powrocie do sil wiekowego,  zeby nie  powiedziec wiecznego,  her-
     szta Ogrzej Kompanii. Ich wrogowie tez nie proznuja mobilizujac sily 
     coraz sprawniej. Nalezy wiec zachowac szczegolna ostroznosc przy kaz-
     dym wyjsciu  z domu w mysl przykrej zasady:  "Nie poszedles na front, 
     to front poszedl po ciebie!". Tak moze byc wszedzie!

     Na pocieszenie mozna dodac,  ze wszystkie poprawnie zyjace i stronia-
     ce od fatalnych  w skutkach aktywnosci stowarzyszenia  zachowaly neu-
     tralnosc  wsrod krwawych wydarzen sezonu ogorkowego. Spokoj panuje w 
     Novigradzie, Gorach Szarych, Bialym Kle i na Gnomim Sterowcu. Wszyst-
     kim szczesliwcom  gratulujemy wyborow zyciowych i trzymamy kciuki, a-
     by jak najdluzej swiecily chlubnym przykladem.


.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)    <----- Korespondenci wojenni Periodicusa: Lus i Gixx! ---->    (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 7

Zatytulowano: O zrodle konfliktow w swiecie 

o-------------------------------------------------------------------------o
|                                                                         |
|   []                                                               []   |
|   /\     ____,     _/_,           __, ,                            /\   |
|   )(    (-/  \    (- /   ,       ( |_/        ,                    )(   |
.   \/     _\__/,    _/__,RODLE     _| \,ONFLIKTOW                   \/   .
.   []    (         (              (                                 []   .
.              _   _,    __/_,                                            .
              (-|  |    (-(__  
               _|/\|,    ____)WIECIE   -  FELIETON 
              (         (  
  
        ~~o)>--------------------------------------------------<(o~~


     Pomyslalam sobie ostatnio, ze zyje juz na tym swiecie wystarczajaco 
   dlugo, by dzielic sie z innymi swoja domniemana madroscia.  Widzialam 
   (chocby z  daleka, ale  zawsze)  wojny  i  egzekucje, na  ludziach  i 
   nieludziach slusznie, jak tez  nieslusznie skazanych. Pewnie wielu  z 
   Was  widzialo,  nie  oszukujmy  sie bowiem  -  swiat  nasz  nie  jest 
   szczegolnie  bezpieczny  i  swych  mieszkancow  nie  rozpieszcza.  Ja 
   jednak poza tym, ze widzialam,  mam pewne przemyslenia. Stad  wlasnie 
   wzial sie ow felieton.                                               
   
   
        ~~o)>--------------------------------------------------<(o~~


     Zacznijmy od  tego, ze  kazdy  z nas ma swoje ulubione.  Nie musimy 
   nawet  precyzowac, co.  Jeden  ma  ulubione  miejsce,  inny  ulubiona 
   postac, jeszcze kolejny  ulubione  danie. Posiadanie ulubionych  jest 
   zupelnie  naturalne.  Naraza  nas  jednak, co  nielatwo  zauwazyc  na 
   pierwszy  rzut oka, na ryzyko zostania fanatykiem. (Abstrachuje w tym 
   miejscu od  stylow walki, fanatyzm mam na mysli zwyczajny, pozbawiony 
   maczugi.)  Swoje  ulubione  uwielbiamy,  chetnie  chwalimy  sie  nim, 
   nieraz nawet  smiejemy  z innych,  ktorzy  lubia  cos  innego. I  tak 
   kroczek  po  kroczku,  nieuwaznie,  przypadkowo   i   niepostrzezenie 
   wkraczamy na wrogie terytorium. Bowiem nie kazdy  z nich ma do siebie 
   dosc dystansu, by nasze  niewinne  zarty przyjac. Nie kazdy z nas  ma 
   na tyle dobrego smaku, by  jego  niewinne zarty faktycznie  pozostaly 
   niewinnymi. A czasem nawet  nie kazdy z nich spotka sie z nie  kazdym 
   z nas, no a wtedy to juz nieszczescie gotowe.                        
                                                                        
     Po jednym  takim spotkaniu jestesmy w stanie wyrobic sobie opinie o 
   nich  wszystkich.  Mozg   nasz   bowiem,  organ   odpowiedzialny   za 
   wyrabianie opinii,  leniwym jest  i woli pracowac  jak najmniej.  Jak 
   kazdy spryciarz udaje  wiec, ze  zrobil wiecej  niz faktycznie.  Mowi 
   nam, ze wszystkie fakty  drobiazgowo przeanalizowal, a zamiast  tego, 
   dziad jeden, spojrzal tylko na jednostkowy  przypadek i go  uogolnil. 
   W tenze  sposob  zaczynamy  nienawidzic  tych,  ktorzy  zle  mowia  o 
   naszych  ulubionych. Zaczynamy  nienawidzic  nawet  tych,  ktorzy  do 
   naszych ulubionych przykladaja  zbyt mala wage, powiedzmy  odwiedzaja 
   jakies miejsce bez nalezytej wedle  nas czci, jak  gdyby owo  miejsce 
   widzialo im  sie  calkiem  zwyczajnym,  a  nie  tym  najcudowniejszym 
   klejnotem posrod miejsc, jakim jest dla nas.                         

   
        ~~o)>--------------------------------------------------<(o~~


    Podobny mechanizm w naszym mozgu mozemy zaobserwowac przy zetknieciu 
   sie  z nieznanym. Cos zupelnie nowego,  o czym nie wyrobilismy  sobie 
   jeszcze  zdania,  powinno  byc  dla  nas  jak  czysty  pergamin,  jak 
   historia, ktora  dopiero  zostanie  napisana,  a wiec  stac sie  moze 
   romansem, horrorem czy kryminalem  -  nie wiemy. Otoz to, NIE  WIEMY. 
   Obawiamy sie  wiec,  mamy  sie na  bacznosci.  I slusznie,  gdyz  jak 
   wiadomo, sposrod ogromu  rozmaitych  nieprzewidywalnych opcji  mozemy 
   wylosowac krew i  cierpienie.  Jednakze  jeszcze  nie  wylosowalismy. 
   Mozemy wiec trafic na ciastko z  kremem  czekoladowym,  uwodzicielski 
   zapach  lawendy  i konwalii,  promienie  slonca  przeswitujace  przez 
   mlode liscie  w  majowy  poranek  i  serce na  dloni. Nasz  strach  i 
   nadmierna  ostroznosc  nie  pozwalaja   skorzystac  z  tego  bezmiaru 
   mozliwosci.  Czesto  wolimy  zaszyc   sie  w  bezpiecznej   skorupie, 
   odstraszyc   potencjalnych  agresorow,  a  wraz  z  nimi  przyjaciol. 
   Wybieramy  ucieczke przed wrogiem, ktory jest zupelnie gdzie  indziej 
   i przypadkowo  tworzymy  sobie nowego. Wybieramy  trwanie w  bezruchu 
   miast korzystania z zycia,  ktore to z kolei ma niepokojaca  zdolnosc 
   do przeciekania nam w miedzyczasie przez palce.                      
                                                                       
     Sami  wiecie jak  liczne  sa  konflikty  na  swiecie.  A  znakomita 
   wiekszosc z nich wziela  sie z  nieporozumien, podejrzliwosci,  braku 
   cierpliwosci  i strachu  przed  nieznanym.  Wiem,  ze  prosze o  zbyt 
   wiele, ale  zastanowmy  sie nieraz,  jak  sprawa  wyglada  z  drugiej 
   strony. Zdaje sobie  sprawe, ze  moje  slowa sa  bezsilne a  nadzieje 
   plonne,  ale  sprobujmy  nieraz  postawic  sie  na czyims  miejscu  i 
   zapytac szczerze, co najlepszego my sami bysmy tam zrobili.          


.  ,_,                                                               ,_,  .
. (o,o)                                                             (o,o) .
|./)_)                  Vyera Graff von Habenix                      (_(\.|
|  " "                                                               " "  |
o-------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 8

Zatytulowano: Gawedy, wojaze i persyflaze   


o-,-----,-,------,-----------------------------------,----------,--,---,---,--o
|:    |. :  .   . :                                 ,       .    :'     : :   |
| : \ ||/:   .   :'                        .        :, .  \  //  ::   |  ::  .|
| ': \||  ,\  /  :             GAWEDY, WOJAZE         :   . V/  ::.   |  : \/ |
|  '':||' : V/ :'                 '                    ':.  ||'"  ':\|| : : \ |
|\.,  ||   //,'                            .              '.||      '||'   ://|
|   ',||,,//,                    I PERSYFLAZE               ||       ||    // |
|     '      ',,,                                          ,||,  ,''''''',//  |
|                '././..                              ,\,''    ''           ''|
|_______________________/,.                        ,.:________________________|


                     - Schadzka w dzikiej leszczynie -                  


     To nic zlego lubic  kobiece towarzystwo,  cenic sobie powab,  piekno
     i urok  plci zenskiej.  Wie o tym  kazdy mezny woj.  A sa i tacy, co
     wrecz od kobiet odganiac sie musza, jak od natretnych much, bo kazda,
     jedna przez druga,  rzuca sie na bohatera,  by miec go tylko dla sie-
     bie. Tak tez bylo z Ramonem -  przystojny, dorodny i waleczny w boju.
     Nie bylo drugiego takiego po zadnej ze stron Wielkiego Morza. Ale to,
     co niewiasty  w nim kochaly najbardziej  (jako,  ze to istoty zwykle
     uwielbiajace nature:  zwierzeta,  kwiaty,  motyle,  plasanie pa lace
     w blasku ksiezyca)  to fakt,  ze gaje i  puszcze znal jak wlasna kie-
     szen. I bronil ich meznie, jak wlasnej kieszeni. Ideal.

     - Kolejny perfekcyjny  dzien przede mna... -  mruknal z zadowoleniem,
     sam do siebie,  przegladajac sie w swojemu wprost nieziemskiemu odbi-
     ciu, w zwierciadle toaletki. Podciagnal wyzej spodnie, poprawil jesz-
     cze ciemne kedziorki okalajace przystojna buzie i dziarsko ruszyl do
     wyjscia. 

     Nie bylo latwo wydostac sie poza palisade jego ukochanej wsi. Tu roz-
     ochocona wiesniaczka,  tam oswojone grzywiaste tury  w zagrodzie, tu 
     znow trzeba  ominac stado piskliwych  fanek czekajacych  na autograf 
     laskawie zlozony na nagiej piersi...  Ramon musial sie z tym borykac
     kazdego dnia,  wiec zdazyl sie juz  nauczyc:  smyk, smyk, smyk, hops,
     hops, slalom, smyk i juz przy bramie!  Uff!  Tylko ten, ktory zmagac 
     sie z tym musi,  wie,  jak trudne w okielznaniu bywa zainteresowanie 
     plci zenskiej! 

     Zmierzajac tak do celu swojej wyprawy,  rozmyslal o rzeczach,  ktore 
     podobno maca meski umysl az osiem tysiecy razy dziennie. Z pewnoscia 
     tak bylo z tym konkretnym umyslem. Czul juz to narastajace bicie ser-
     ca i krew pulsujaca w zylach,  uchem wyobrazni nasluchiwal niespokoj-
     nego oddechu, jeku i w  koncu rozdzierajacego krzyku  kobiety pod na-
     porem jego sprezystej wloczni. Marzenia na jawie tlily  sie pod jego
     ciemna czupryna, a pola i laki, z kazdym jego krokiem, ustepowaly po-
     woli coraz  gestszym lasom oraz dzikiej puszczy,  ktora przeciez tak
     doskonale, jako gajowy, znal. 

     -  Dzien jak co dzien. -  Ramon westchnal z usmiechem,  gdy tylko do-
     tarl do przyjemnie szemrzacej, krystalicznie czystej rzeczki. I odru-
     chowo poprawil zapiecie swojej uprzezy na wlocznie.  -  Dzien jak co 
     dzien. Panie juz na mnie czekaja.

     Zrzucil plecak i inny zbedny balast na trawe.  Po czym sprawnie prze-
     prawil sie  przez  Wstazke,  na drugi brzeg,  gesto porosniety dzika, 
     nieujarzmiona zielenia. Panie juz czekaly.


 ___________________________________________________________________________

                         
                        - O nieustraszonym Butyfale -


     Tymczasem w odleglych krainach, gdzie foki smaza sadelka w pelni zi-
     mowego slonca, zyl sobie Klan Wypasaczy Koni. Spytalbys, czytelniku,
     jakze wypasacze koni moga swoj wlasny klan posiadac? To teraz rozej-
     rzyj sie dookola  i rzeknij:  jak duzo wozow, dylizansow, wierzchow-
     cow dostrzegasz? Pewnie niezbyt wiele.  A czemuz to, drogi czytelni-
     ku? Albowiem nad rynkiem  rumakami piecze sprawuje ten wlasnie Klan,
     calkowity  monopol na konski biznes posiadajacy.  Fakt,  po drugiej 
     stronie morza byli tacy,  co miedzy oliwa  i drewnem zrebaki przemy-
     cali,  ale szybko okazalo sie,  ze to  byly kucyki i  to jeszcze do 
     tego bujane. 

     To,  co dawalo Klanowi  przewage nad reszta krain,  to fakt,  ze na 
     wojne wystarczylo  wyposazyc sie w kilka rydwanow,  by wrog uciekal 
     w poplochu na sam ten widok. Po lupy mozna wybrac sie furmanka - mi-
     jalo pare chwil,  a juz szkapina ciagnela do domu stos lsniacych ar-
     tefaktow, zamorskich skarbow i zlotych monet.  Zycie w zgodzie z ko-
     niowatymi tak bardzo weszlo czlonkom Klanu w krew, ze to synowie do-
     stawali imiona po bojowych rumakach, nie odwrotnie.  A imiona to by-
     ly niezwykle... 

     - Dalej to, dalej, raczy Butyfale! - krzyknal woznica, okladajac za-
     dek kasztanowego ogiera batem. - Szybciej! Przygody nie moga czekac!

     - Spokojnie, drogi Tytusie, zdazymy na czas.  Jestesmy zgrani co do
     sekundy - uspokoil go dowodca wyprawy, Grzmiwor.  Na te slowa druzy-
     na, siedzaca na furmance,  jak jeden maz napelnila  swoje lampy ole-
     jem. Nie bylo lepiej przeszkolonej armii na calym swiecie. 

     Jednak Tytusowi  wciaz bylo malo.  Jego wierzchowce byly  jego duma,
     a ten  konkretny akurat  dzis nie chcial wspolpracowac.  Taki wstyd 
     przed dowodca Grzmiworem!  A od tylu lat marzyl o tym,  by Klan wla-
     czyl go na  stale do wspolpracy.  By mogl przeniesc swoja pospolita 
     wiejska stajnie do Klanowej Stajni Klanu Morskiego Konika! Niestety,
     Butyfal po prostu  mial dzis zly dzien i  postanowil wprost zaprote-
     stowac. Ostre hamowanie omal nie wrylo druzyny w zadek woznicy.

     - Zachec swojego ogiera do pracy,  Tytusie.  A poki co zrobimy maly 
     postoj - mruknal Grzmiwor,  z dezaprobata zsiadajac z furmanki. Hop!
     Za nim wyskoczyla cala ekipa, jednym zgrabnym susem. -  I odloz ten 
     bat,  bicie konia nigdy nie przynosi zadnych dlugofalowych korzysci.

     Grzmiwor przeciwny byl znecaniu sie nad zwierzetami. Jednak gdy tyl-
     ko zniknal  z zasiegu wzroku woznicy,  ten wyciagnal ze skrytki fur-
     many swoj  plan awaryjny:  magiczna elfia pasze.  Zdobyl ja jeszcze 
     jako mlodzik,  na czarnym  rynku  w Urbimo.  Wiedzial, ze przyjdzie 
     kiedys  taki dzien jak ten,  gdy bedzie musial wycisnac  ze swojego 
     konia wszystko. 

                                     * * *

     - Musze ci  przyznac, ze Butyfal  faktycznie odzyskal sily.  Nie sa-
     dzilem, ze krotka przerwa da mu tyle wigoru! -   Sumiasty was Grzmi-
     wora trzasl sie od rubasznego smiechu,  gdy furmana pedzila jak sza-
     lona po bruku, omal nie taranujac przechodniow.
  
     - Ja tez nie!  - odparl odruchowo Tytus. -  To znaczy... uch... tak,
     to moj ukryty talent! Znam sie na tym jak nikt!

     - Mysle, ze przydalby sie nam ktos taki, jak Ty, w naszym Klanie.
 
     Tytus nawet nie zdazyl sie wzruszyc, choc mial  taki zamiar. Bo gdy
     lzy szczescia byly w polowie swej drogi, stalo sie cos niespodziewa-
     nego. Powietrze rozdarl przeciagly gwizd.  Potem drugi, trzeci. Nim
     zdazyli sie zorientowac, ze wydobywa sie on z konskiej rzyci, ogier
     Butyfal  wystrzelil do przodu  jak gnomowoz napedzany gnomachineria.
     Druzyna pogubila czapki od tego pedu powietrza, a Tytus cudem tylko
     utrzymal wodze, bo omal nie zmiotlo go fury.

     - Butyfal!  Przestan, zatrzymaj sie! -  wrzasnal rozpaczliwie,  ale 
     predkosc jaka  osiagneli sprawila,  ze wyrzucane przez  niego slowa 
     z powrotem wpadaly mu do ust.

     - Ihaaaa!  - odparl Butyfal i gdyby tylko ktokolwiek z druzyny rozu-
     mial mowe koni, wiedzialby,  ze to znaczy "Ratunku, nakarmiono mnie 
     czyms, po czym gazy staly sie sila iscie odrzutowa!". 

     Mkneli przed siebie przez ulice Novigradu. Nikt ani nic nie zdolalo 
     ich juz zatrzymac.  No, moze poza gmachem slynnego burdelu "Czekola-
     dowy zakatek",  ktory za nic  nie chcial im ustapic z drogi.  Czule
     spotkanie bylo nieuchronne.

                                     * * *


     Zapalony kandelabr rzucil nieco swiatla na mroczny salon. Zgromadzo-
     ne przy stole postaci poruszyly sie niespokojnie, a jeden z tajemni-
     czych osobnikow  usiadl w glebokim, skorzanym fotelu,  skupiajac na 
     sobie cala uwage zebranego tlumu.

     - Otrzymalem wiesci od  naszych przyjaciol.  Umowa na bojowe rumaki 
     stoi pod wielkim znakiem zapytania...  -  tajemnicza  postac wstrzy-
     mala sie z dalsza wypowiedzia, by podrapac sie po trzecim oku macka.
     - Grzmiwor i jego druzyna nie zyja.  Roztrzaskali sie bojowa furman-
     ka o novigradzki zamtuz.

     Nerwowy szmer zamienil sie we wrzawe, okrzyki niedowierzania, wscie-
     klosci, bezsilnosci.  Gdzies w kacie zalkalo lokciem jakies dziecko.

     - Jak to mozliwe?! Co sie stalo?! - Pokryty luska garbus zlapal sie
     za jedna z glow. 

     - Dlaczego?! Kto za tym stoi?! - warknela ze zloscia jakas polelfka,
     zgrzytajac rekinimi zebami, az jej sie skrzela nadely.

     - Hgmmmhmmm?! - zawtorowal  im pokryty ropnymi bablami ogr, ktoremu 
     deformacja twarzy odebrala umiejetnosc zrozumialej mowy.

     Tajemniczy mezczyzna nie odpowiedzial.  Zamiast tego wstal z fotela,
     zostawil  na  nim pachnacy  konskim nawozem zwoj  i w milczeniu opu-
     scil pomieszczenie.

     ,-
     |  W wyniku tragicznej smierci Grzmiwora i jego dzielnej druzyny, 
        wszystkie dotychczasowe konskie transakcje zostana zawieszone,
        do  odwolania.  Pogrzebowe znicze palic  mozna przed siedziba 
        Klanu Morskiego Konika, do przyszlego czwartownika. Celem uho-
        norowania pamieci poleglych,  od dzis nazywanie  wierzchowcow 
        i synow imionami, zaczynajacymi sie od "Buty" zostaje oficjal-
        nie zakazane. 
    
        Ustalone na przyszly tydzien wyprawy odbeda sie.  Na piechote.

                     Koniuszy Klanu Morskiego Konika, Rumpel z Tyckny
                                                                     _,|


     Wszyscy zgromadzeni na sali wiedzieli juz, ze sa swiadkiem przelomu,
     ze to wydarzenie bedzie poczatkiem konca, zwiastunem i  zapowiedzia
     smierci  Klanu Morskiego Konika.  I tak tez sie stalo.  Na piechote,
     bez dowodcy  Grzmiwora nikomu sie nie chcialo isc nawet do wychodka.
     Ale piesni o napedzanym elfia  pasza Butyfale na  dlugo jeszcze roz-
     brzmiewaly w okolicznych karczmach i tawernach.

 
___________________________________________________________________________


                  - ZezFhret: W Krainie Grzybow i Turow - 
                                           

     Bor ZezFhret to wyjatkowy  punkt na mapie,  bo choc tuz  obok liczne 
     miasta tetnia nowoczesnoscia, to w tym dzikim zakatku wciaz czci sie 
     swiete drzewa,  sklada ofiary  z driad i przykrywa  grzybnie sciolka,
     by mogla rosnac w sile i karmic swych mieszkancow.  Mowi sie, ze Bor 
     ZeFhret to najstarsze miejsce na ziemi, zaraz po zabytkowym wychodku
     Krola Sinych Szyszek oraz po poczcie w Novigradzie.

     Poczatki zas nie byly latwe. By wyhodowac las, trzeba wielu lat, ale
     by stworzyc wielki, dziki bor, trzeba juz tysiacleci.  Tym zajal sie 
     Pan Tuber Puberulum,  lesny troll.  Latami przechadzal  sie ow Dziad 
     posrod sadzonek, dogladal ich w sloncu i niepogodzie.  Po jakims cza-
     sie sprowadzil do mlodnika pierwszych mieszkancow: mrowki, jeze, nor-
     nice, lisy. Przybyla tez Zezowata Fretka, ktora tak serdecznie rozba-
     wila Dziada,  ze postanowil nazwac Bor na jej czesc.  Gdy lasek mogl 
     dac juz cien, Pan Tuber sciagnal do ZezFhret sarny,  dziki i jelenie.
     Brakowalo temu  wszystkiemu pikanterii,  wiec zaprosil  takze komary 
     i kleszcze.  Az w koncu wpuscil do swojego Krolestwa ludzi, dajac im 
     prawo, by wladali wszystkimi zywymi istotami,  ktore sie tu znalazly.
     Dajac tym istotom  klucz do raju,  postawil on jednak  jeden warunek:
     "nie wolno wam zabijac turow".  Ale to juz akurat historia na osobne 
     opowiadanie...

     Wrocmy jednak do Pana Tubera, ktory przez setki lat sprawowal piecze
     nad swoim dzielem.  Choc poczatkowo wszyscy skladali mu hojne ofiary
     z driad i  urzadzali huczne igrzyska na jego czesc,  z czasem ludzie
     zapomnieli o lesnym trollu.  Zajmowaly ich coraz bardziej blahe spra-
     wy, polityka i wycinka drzew, zagrozonych kornikiem. 

     - Zostalem sam... - zachlipal Dziad, wtulajac swoja pokryta grzybami,
     pomarszczona twarz, w puszysta grzywe tura. -  Nie chca mnie juz. Na
     coz im staruch,  taki jak ja?  Czy tak wlasnie konczy  sie moja rola?

     Tur nie odpowiedzial, bo choc Pan Tuber Puberulum moce mial magiczne,
     nie wpadl na to,  by swego przyjaciela obdarzyc funkcja mowy. Pewnie 
     bylaby niekompatybilna z dziadowym trybem "monolog". 

     - Dawno juz nie  widzialam Boru takiego ozywionego,  pelnego energii.
     Tak bez mojego udzialu.  Zupelnie jakby caly las  mowil do mnie "Idz 
     stad, Dziadu, nie potrzebujemy cie juz tutaj, swietnie radzimy sobie 
     sami!". Wiec tak wyglada koniec...?

     I patrzyl  Pan Tuber,  jak lesne zwierzatka  uwijaly sie przy swoich 
     zajeciach, bardziej zywiolowo niz zwykle. Jak ludzie, elfy i polelfy 
     biegaly, przenoszac jakies towary w pospiechu,  z miejsca na miejsce.
     Kilka driad  umknelo przed widlami,  z piskiem  nurkujac  w krzakach.
     Gdzies w oddali grupa rozchichotanych  nastolatkow rozpalila ognisko.
     Juz w  glowie staruszka klebily  sie mysli samobojcze,  juz udac sie
     mial na najwyzsze drzewo, by umrzec na nim z samotnosci, gdy wtem...

     -  Niespodzianka!!!  -  Bor az zadrzal  od setek glosow,  zlaczonych
     w jeden wspolny okrzyk. 

     Nim zdazyl sie zorientowac co sie stalo, tlum porwal go, poprowadzil 
     wprost przed ognisko, usadzil na tronie z szyszek,  a jakas dzierlat-
     ka umiescila  na jego glowie korone z grzybni i mchu.  Juz po chwili
     spiewano piesni na jego czesc, wznoszono toasty. Mieszkancy Boru zor-
     ganizowali nawet szarady z wiedzy o lesnych trollach.  Tuz przed sto-
     pami Pana Tubera wyrosl stos prezentow, a kazdy kolejny byl wspanial-
     szy od  poprzedniego.  Byly nawet seksowne,  egzotyczne  blizniaczki,
     ktore wyskoczyly z tortu dla uciechy Dziada.  Nic jednak nie rownalo 
     sie z faktem, ze pamietali.  Jego ludzie wciaz  pamietali o nim i ko-
     chali go.  Lza wzruszenia  splynela po  jego pomarszczonym  policzku,
     szybko chowajac sie w gestej, siwej brodzie. A okrzyki niosly sie po 
     Borze ZezFhret do bialego rana:

          "Wszystkiego najlepszego z okazji dwutysiecznych urodzin!"


.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                        Lus R. Hartmannsweiler                     (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 9

Zatytulowano: Kuchnia kociolkowa            

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                    (                                        |
|                                     )  )                                    |
|                                 ______(____                                 |
|                                (___________)                                |
|                                 /         \                                 |
|                                /           \                                |
.   (                           |             |                               .
.    )\ )           )       ____\             /____                           .
    (()/(        ( /(      ()____'.__     __.'____() (   (        (            
    /(_))  (    )\())(   ( )\   .'` .'```'. `-.   )\))(  )(  (   ))\  (        
   (_))_   )\  ((_)\ )\  )((_) ().'_ _     `'.() ((_)()\(()\ )\ /((_) )\       
 |((_)\ ))\  (  )\()) (   )\ ( /(   )\())(    ( )\  ( ((_)\())(  )\))(  ( /(  
 |_ ((_)((_) )\((_)\  )\ |(_))(_)) ((_)\ )\   )((_) )\ _((_)\ )\((_)()\ )(_)) 
 | |/ (_))( ((_) |(_)_(_/((_|(_)_  | |(_|(_) ((_|_)((_) | |(_|(_)(()((_|(_)_  
 | ' <| || / _|| ' \| ' \)) / _` | | / / _ \/ _|| / _ \ | / / _ \ V  V / _` | 
 |_|\_\\_,_\__||_||_|_||_||_\__,_| |_\_\___/\__||_\___/_|_\_\___/\_/\_/\__,_| 
                                                                             

                          Witam w dziale kulinarnym!

     No, przyznaje,  halflinka nie jestem  i, co wiecej, nie bede, gotowac
     umiem,  jednakze wedlug co po  niektorych nie znajacych sie na rzeczy
     krytykow, jest to tylko moje zdanie na ten temat.

     Dzisiaj jednak  w naszym wydaniu Periodicusa zrobilo sie tak kniejowo
     i lesno, ze az przemoglam swoje wegetarianskie zasady, zeby wszystkim
     przypomniec kilka  niezmiennie popularnych ludzkich przepisow lesnych 
     (tak, wiem ze nie jestem tez mysliwym ani na przyklad osadniczka, ale
     przynajmniej dajcie mi szanse i skosztujcie najpierw!).

     Jezeli juz pichcic w lesie, to oczywiscie przede wszystkim na ognisku
     i w kociolku! Zaczynamy!
                   (                                              
                   )\ )                                  )        
                  (()/( (     (                       ( /(     )  
                   /(_)))\   ))\  (   (    (    (     )\()) ( /(  
                  (_)) ((_) /((_) )\  )\   )\   )\ ) ((_)\  )(_)) 
                  | _ \ (_)(_))  ((_)((_) ((_) _(_/( | |(_)((_)_  
                  |  _/ | |/ -_)/ _| |_ // _ \| ' \))| / / / _` | 
                  |_|   |_|\___|\__| /__|\___/|_||_| |_\_\ \__,_| 
                                                
     Danie  tak popularne, ze  w wielu  kulturach nazywa sie  je po prostu
     "kociolek".  Tu  wersja  podstawowa, ale  mnogosc  tradycji  i gustow
     dodaje  do skladnikow  co kto lubi sposrod: marchwi, papryki, selera,
     pietruszki,  pieczarek,  a nawet piwa.  Mozna tez  postawic na ziola:
     majeranek, kminek, czaber, czosnek i liscie laurowe.

     Podstawa jednak to:

      2 kg ziemniakow,
      60 dag dziczyzny lub baraniny,
      3 cebule,
      1 duza kapusta,
      3 marchewki,
      kawalek sloniny,
      sol,
      pieprz.

     Wnetrze kociolka natrzyj slonina, zeby danie ci sie nie przypalilo, i
     wyloz jego sciany liscmi kapusty. Wszystkie skladniki pokroj w kostke
     (mlodych  ziemniakow  nie obieraj),  mieso  dopraw  sola  i pieprzem.
     Ukladaj skladniki naprzemiennymi warstwami, kazda z nich doprawiajac,
     przede wszystkim sola i pieprzem. Zamknij szczelnie i zostaw na zarze
     na godzine.
                                 (                     
                               ( )\ (   (  (           
                               )((_))\  )\))(  (   (   
                              ((_)_((_)((_))\  )\  )\  
                               | _ )(_) (()(_)((_)((_) 
                               | _ \| |/ _` |/ _ \(_-< 
                               |___/|_|\__, |\___//__/ 
                                       |___/           

     Przyznajcie sie:  mowicie  "Mysliwy  (w kazdym  razie  biesiadujacy w
     lesie)", myslicie  "Bigos!"  Moze  nie wszyscy, ale na  pewno wszyscy
     bigos mozecie zrobic, nawet nie bedac mysliwym. To danie rowniez jest
     znane  w tak wielu wariacjach, ze jesli ktos wam powie, ze potrafi go
     przyrzadzac inaczej, to... pewnie ma racje!

     Przygotujcie:

     Pol kilo dziczyzny,
     15 dkg boczku,
     1 kielbase,
     4 cebule,
     1 kg kapusty kwaszonej,
     50 g suszonych grzybow,
     pieprz,
     sol,
     liscie laurowe,

     Pokroj boczek i kielbase, podsmaz, wyjmij z kociolka. Pokroj w kostke
     kapuste,  cebule i mieso, wrzuc  wszystko  do kociolka  z pozostalymi
     skladnikami i zostaw  na dwie  godziny  nad ogniem.  Dodaj kielbase i
     boczek, wszystko razem zostaw jeszcze na kilkanascie minut i juz!
                           (             (                
                           )\ )      (   )\    )          
                          (()/(     ))\ ((_)( /(  (   (   
                           /(_))_  /((_) _  )(_)) )\  )\  
                          (_)) __|(_))( | |((_)_ ((_)((_) 
                            | (_ || || || |/ _` |(_-<|_ / 
                             \___| \_,_||_|\__,_|/__//__| 
                                
     No musze przyznac, gulasz robi sie  z miesa wolowego, ale jest to tez
     danie kociolkowe, chociaz  juz nieco bardziej zajmujace  i nie zawsze
     warte fatygi zmeczonych  lesna aktywnoscia  mysliwych. Jednak jest to
     danie pyszne, a jego przepis jest wart przynajmniej publikacji.

     Skladniki sa nastepujace:

     Pol kilo wolowiny,
     500 g wedzonego boczku lub sloniny,
     2 duze cebule,
     4 duze ziemniaki,
     1 papryka,
     250 ml czerwonego wytrawnego wina,
     sol,
     pieprz,
     papryka,
     liscie laurowe,

     Pokrojone boczek lub slonine  podsmaza tak, by wyciekl tluszcz, wtedy
     dodaj pokrojone cebule, nastepnie pokrojone  w kostke mieso z papryka
     - przyprawa. Podsmaz je, nastepnie zalej winem i dus pod przykryciem,
     wrzuc pokrojona papryke, dus dalej, ale mieszaj od czasu do czasu. Na
     koniec dodaj pokrojone w kostke obrane ziemniaki i gotuj az zmiekna.
              (                                                    
              )\ )                                                 
             (()/(    )       )                    (   (  (         __  
              /(_))  (     ( /(   (   (    (      ))\  )\))(  (    | /   
             (_))    )\  ' )(_))  )\  )\   )\ )  /((_)((_))\  )\   |/    
             / __| _((_)) ((_)_  ((_)((_) _(_/( (_))   (()(_)((_) (      
             \__ \| '  \()/ _` |/ _| |_ /| ' \))/ -_) / _` |/ _ \ )\     
             |___/|_|_|_| \__,_|\__| /__||_||_| \___| \__, |\___/((_)    
                                                      |___/              


                                                 ___,  |)  _
.  ,_,                                          (-/_|  /  '_|            ,_,  .
. (o,o)                                        ._/  |_/|_/(_|_,         (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o