Periodicus numer 46

01-16 Wywiad Alicia, Nowy Rok, zima, pierogi

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: trzydziesty pierwszy dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
       Serdecznie  witamy  Czytelnikow  w  kolejnym  wydaniu Periodicusa!
       Po czasie  nieco krotszym  niz dwa  miesiace  przybywamy pod Wasze
       dachy z  siedmioma (moze nieco przydlugawymi)  artykulami na temat
       postanowien noworocznych, pierogow, zimy oraz... "gorzaly". Pojawi
       sie tez jeden z Waszych ulubionych cykli, Wywiad (Nie)kontrolowany
       tym razem z Alicia, czlonkinia Lesnego Kregu. W innych cyklicznych
       artykulach mamy  mala przerwe, ale prosze sie nie martwic - raczej
       prawdopodobnie powroca!                                           
                                        
       Dziekujemy Drogim Czytelnikom za wszystkie nadeslane zgloszenia do
       konkursu wiedzy.  Wasze odpowiedzi  sa przetwarzane  i badane  pod
      kazdym katem. Poniewaz pracy jest duzo, a chcemy wykonac ja dobrze,
       wyniki ukaza sie dopiero w nastepnym numerze. Zyczymy cierpliwosci
       wszystkim zainteresowanym nimi osobom.  Wtedy tez zostana wreczone
       atrakcyjne nagrody. Juz niedlugo!                                 
                                        
       Zapraszamy do przesylania  ogloszen i kontaktowania sie z Redakcja
       w sprawach roznorakich.  Milej lektury i do  zobaczenia w kolejnym
       numerze!                                                          
                                        
                                        
                        Aktualna Redaktorka Naczelna                     
                        Inz. Vyera Graff von Habenix                     
                                        
                                        
     W tym numerze:
     * Postanowienia noworoczne.............................strona 1
     * Wywiad z Ala cz.1....................................strona 2
     * Wywiad z Ala cz.2....................................strona 3
     * Karnawal Szalenstwo? O NIE. PIEROGI..................strona 4
     * Zima idzie! (czesc 1)................................strona 5
     * Zima idzie! (czesc 2)................................strona 6
     * Opowiesc o Xeramiusie................................strona 7
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o
Mozesz przeczytac konkretna strone.
> 
Zatytulowano: Postanowienia noworoczne      

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|                R E S P O N D E N C I   P E R I O D I C U S A                |
|                  (z okazji nadejscia Nowego gnomiego Roku)                  |
|                                                                             |
|                                PRZEDSTAWIAJA:                               |
|                                                                             |
|         .''.         .                         .''.          .              |
|        :_\/_:       _\)/_          *''*       :_\/_:      .'.:.'.           |
|    .''.: /\ :        /(\      .:. *_\/_*      : /\ :      -=:o:=-           |
|   :_\/_:'..'.:::.      '*''*  ';' * /\ *       '..'   ,   '.':'.' \ | /     |
|   : /\ :    :::::      *_\/_*      *..* '.\'/.'    _\(/_     '   -- * --    |
.    '..'     ':::'      * /\ *           -= o =-     /)\           / | \     .
.                         *..*            .'/.\'.     '                       .
                    /                               .-.              .-.      
    .-.  .-._.. ---/---.-.  .  .-.  .-._.`)    (    `-' .-..  .-.    `-'.-.   
    /  )(   )/ \  /   (  |   )/   )(   ) /  .   )  /  ./.-'_)/   )  /  (  |   
   /`-'  `-'/ ._)/     `-'-''/   (  `-' (_.' `-'_.(__.(__.''/   (_.(__. `-'-' 
  /                               `-                             `-           
          .  .-.  .-._.`)    (  .-._.).--..-._..-.  .-.  .  .-.   .-.  
           )/   )(   ) /  .   )(   )/    (   )(        )_ )/   )./.-'_ 
          '/   (  `-' (_.' `-'  `-'/      `-'  `---'(   )'/   ( (__.'  
                 `-                                   `-'       `-      

     Stalo sie. Nowy gnomi rok - czas sklaniajacy do podsumowan, refleksji
     i wspomnien. Mimowolnie siegamy pamiecia w przeszlosc i wyszukujemy w
     niej  najbardziej  pamietne  chwile,  te  szczesliwe,  ktore  celowo
     zachowalismy  w pamieci, jak i te nieco  mniej  pomyslne, ktore  moze
     i mialy sie nie wydarzyc, lecz staly sie, chociaz nie mielismy na nie
     ochoty.

     Wiec, chocby i z tego powodu, siegamy myslami w przyszlosc, po czesci
     z ciekawosci - wiekszosc z nas jest bez watpienia ciekawa tego co sie
     wydarzy, po czesci jednak mamy swiadomosc tego co nas czeka, do czego
     dazymy  i czego pragniemy.  Wierzymy, ze przychylny los zblizy nas do
     upragnionych celow, jednak szczesciu nalezy sobie pomagac - i wlasnie
     ci, ktorzy  o tym  wiedza  snuja, jak co roku, kolejne  postanowienia
     noworoczne - marzenia  do spelnienia, cele i osiagniecia do zdobycia,
     sukcesy zyciowe  do odniesienia, oczekujace slawa  i mithryle, wiedza
     do zdobycia, wreszcie  upragnione  awanse i akcesy, a moze i dopiecie
     swych planow milosnych do konca?

     Jedni snuja nowe postanowienia noworoczne po raz pierwszy, nie brak i
     pewnie takich, ktorzy przypominaja sobie o tych samych po raz kolejny.
     Wszyscy  za to niezachwani, pelni ambicji i wiary. I to, o czym nawet
     nie sposob nie wspomniec - duma ze swoich postanowien. My, Redaktorki
     Periodicusa, spotkalysmy kilkoro z nich, zapytalysmy o ambicje, ktore
     im towarzysza. Niektore sa  dla Was wyzwaniem, inni z Was cenia sobie
     drobne radosci. Podzieliliscie sie nimi wszystkimi z nami, spelniajac
     wiec nasza redaktorska posluge, zamieszczamy  je ponizej (niech Wam o
     sobie przypominaja!) i zgodnie zyczymy  Wam wszystkim, tym napotkanym
     na  naszej  drodze i wszystkim pozostalym satysfakcji i zadowolenia z
     osiagniec w tym roku.


     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Trudno  mowic  o osiagnieciach, kiedy w gre  wchodza czynniki   |
     |   takie  jak  wola  i  czas  Niesmiertelnych.  Mysle  ciagle  o   |
     |   zalozeniu  siedziby  intelektualistow , z  naciskiem  na        |
     |   lingwistyke.  Nigdzie mi  sie  nie  spieszy  i nie  sadze aby   |
     |   ruszyla w tym roku, niemniej chcialbym zobaczyc w koncu jakas   |
     |   realizacje  swoich  zamierzen, zeby sie  zwyczajnie chociazby   |
     |   zaczela.                                                        |
     |                                                                   |
     |   Myslalem o dworku, badz zameczku  odbudowanym z jakichs ruin,   |
     |   przy ktorym mogloby popracowac troche mlodych osob - wiadomo,   |
     |   potrzeba budulca jak kamien, drewno i moze jakies metale.       |
     |                                                                   |
     |   A wiec mlodzi podroznicy mogliby zarobic krzatajac  sie wokol   |
     |   i zbierajac budulec, a potem zaladowane  wozy przyjezdzalyby,   |
     |   a ci ktorzy przyjezdzaliby  nimi otrzymywali  z gory ustalona   |
     |   zaplate.  Na to w glownej czesci  mysle  przeznaczyc  monety,   |
     |   ktore zarabiam."                                                |
     |                                                                   |
     |                                                          - Herr   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Wszystko juz mam i nie brak mi nic. Na co komu taka pogon za    |
     |   zludnymi mrzonkami? Zdrowie i uczciwa praca i niczego wiecej    |
     |   nie trzeba. I baba dobra, zeby jesc dala i kochala i zadbala    |
     |   o chlopa. I zeby lubila te rzeczy.. wlasnie, gotowac! I prac    |
     |   tez.                                                            |
     |                                                                   |
     |   Zycze wiec sobie znalezienia dobrej baby."                      |
     |                                                                   |
     |                             - Stary czlowiek co jeszcze moze...   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Tysiac mithryli! Tak mi dopomozcie Bogowie!"                    |
     |                                                                   |
     |                                                  - Zdesperowany   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Sprawie sobie najlepsza  zbroje plytowa i  dzieki temu odwaze   |
     |   sie i powiem pewnemu komus co o nim tak naprawde mysle."        |
     |                                                                   |
     |                                - Pokonana przez glupiego trolla   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Doczekam sie swojego ulubienca, czyli zwierzecia pocztowego z   |
     |   wymarzonego gatunku, ktorego nie podam - zeby nie zapeszyc."    |
     |                                                                   |
     |                                                        - Polelf   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "W tym roku zostaniemy Truwerkami. Akurat wlasnie ukladalysmy    |
     |   wiersze."                                                       |
     |                                                                   |
     |           -  A. (rowniez w imieniu towarzyszacej jej milczacej,   |
     |               ale wyraznie nie do konca przekonanej psiapsiuly)   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Panowanie nad swiatem, oczywiscie."                             |
     |                                                                   |
     |                         - Panna L., elfka w sluzbie samej sobie.  |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Dorwe wreszcie i przeczytam Periodicusa."                       |
     |                                                                   |
     |                                               - Mlody Wedrowiec   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Ukoncze szkolenie. Niewiele mi juz brakuje, wiec wiem, ze sie   |
     |   to akurat spelni."                                              |
     |                                                                   |
     |                                          - Mowcie mi Legionista   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Co jest do osiagniecia? Mysle, ze wszystko. Przede wszystkim    |
     |   przyplynalem tu by sporzadzic mapy kazdego miejsca do jakiego   |
     |   zajrze.                                                         |
     |                                                                   |
     |   Mysle wiec... postanowienie... zwiedzic jak  najwiecej  przed   |
     |   nowym  rokiem. I odkryc cos, tak, odkryc cos.  Najlepiej cos,   |
     |   czego nikt wczesniej nie odkryl."                               |
     |                                                                   |
     |                                              - Ilphas z Saphery   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Zatem z okazji gnomiego nowego roku postanawiam sobie nauczyc   |
     |   sie  gnomiego. To pierwsze... zeby cos wiecej  rozumiec. A po   |
     |   drugie to zamierzam byc bardzo szczesliwa w tym roku.           |
     |                                                                   |
     |   W celu  osiagniecia  pelni szczescia zamierzam  sprawic sobie   |
     |   nowe  sztuczne  oko. Po  drugie  zamierzam robic tylko rzeczy   |
     |   sprawiajace przyjemnosc mi  oraz memu otoczeniu. I po trzecie   |
     |   licze na duzo cial... znaczy zwlok. Oraz sporo snow."           |
     |                                                                   |
     |                                                     - Ysar Narr   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "F tym loku ceba miec duzo salaty. Lub jak kto woli kapuchy.     |
     |   Sysko co sielone. Kase mam to sbielam salate."                  |
     |                                                                   |
     |      - Hohrunk, ogr przebrany za bretonskiego sprzedawce salaty   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Czesc planowanych osiagniec pozostawiam sobie, jednak planuje   |
     |   nauke. Pragne sie uczyc jezykow.                                |
     |                                                                   |
     |   Reszta juz bedzie milczeniem."                                  |
     |                                                                   |
     |                                          - Solenay z Lasu Loren   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Spokoj duszy i cala. Zadnych mezczyzn. Rok dla siebie, o!"      |
     |                                                                   |
     |                            - (podpis? zeby mezczyzni widzieli?)   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "W sumie  to chcialbym  mniej  rozwalac glowy  podczas  walki.   |
     |   Znaczy nie skupiac sie na rozstraskiwaniu czaszki wroga. Duzo   |
     |   pozniej czyszczenia."                                           |
     |                                                                   |
     |                                                   - Dragar Wolf   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Bede madrzejsza - jak co roku.                                  |
     |                                                                   |
     |   Naucze kandydatow z  calego swiata pisac poprawne podania do    |
     |   ich wymarzonych stowarzyszen i klubow, w tym do nas, i swiat    |
     |   stanie  sie  przynajmniej  choc  troche bardziej idealny - w    |
     |   kazdym razie dla mnie."                                         |
     |                                                                   |
     |                             - Asandra Truwerka, Radna Wydzialu.   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Coz,  moim  postanowieniem  zapewne  bedzie  po  prostu  sie    |
     |   ustabilizowac,  osiasc  gdzies,  zdobyc  kawalek  ziemi  na     |
     |   wlasnosc, miec miejsce, ktore moglbym nazwac domem."            |
     |                                                                   |
     |                                          - Amaron Blekitny Wilk   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Najwiekszym  mym  postanowieniem  byloby  spedzanie  wiekszej   |
     |   ilosci czasu w promieniach slonca, tudziez blasku ksiezyca na   |
     |   bretonskich lakach"                                             |
     |                                                                   |
     |                                                      - Bretonka   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Ja postanowilam sobie wiecej sie bic. Nie mozna tak na tylku    |
     |   siedziec. Podobno.."                                            |
     |                                                                   |
     |                                                           - Inu   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Nie  postanowilam  niczego jak dotad.  I w sumie to chyba nie   |
     |   bede na sile szukac celow do osiagniecia.                       |
     |                                                                   |
     |   No chyba ze postanowic cos wlasnie. Takie postanowienie, zeby   |
     |   cos postanowic."                                                |
     |                                                                   |
     |                                                         - Denea   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Po  pierwsze - chce zwiekszyc  sprzedaz  oliwy.  Zasadzilismy   |
     |   nowy  gatunek drzewka oliwnego i chcielibysmy, by sie przyjal   |
     |   na rynku."                                                      |
     |                                                                   |
     |   Po  drugie - postanowilem  zwiekszyc swoja  wiedze o swiecie.   |
     |   Nie mozna zyc w ciemnosci.                                      |
     |                                                                   |
     |   Po trzecie - w koncu dorwe tego Aquilaniego."                   |
     |                                                                   |
     |                                                 - Symon Inzaghi   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Ja  postanowilam, ze nie bede jadla slodyczy!  Zobaczycie, ze   |
     |   nie zjem ani kawalka!"                                          |
     |                                                                   |
     |                                                        - Sharee   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Postanowilem byc jak najbogatszym, jak to mozliwe."             |
     |                                                                   |
     |                                                          - Meer   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Ja postanowilem, ze dokonam czynow, ktore sprawia, ze beda o    |
     |   mnie pisac bohaterskie eposy.                                   |
     |                                                                   |
     |   A oprocz tego zamierzam wypic morze wina!"                      |
     |                                                                   |
     |                                                      - Banoklos   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Prosto... przezyc. I nie puscic zywcem wrogow.                  |
     |   I spotkac gadajaca choinke ponownie."                           |
     |                                                                   |
     |                                                      - Eisenhof   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Chce sie spotkac z moja Ptaszyna. I przetrwac tenze rok."       |
     |                                                                   |
     |                                                       - Radgast   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "No  coz... jestem  nowa  w tym wielkim  miescie, chce znalezc   |
     |   przyjaciol, znalezc dobra prace... Inne przyjdzie z czasem,     |
     |   na razie chce sie tu zadomowic.."                               |
     |                                                                   |
     |                                                        - Yasmin   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Nie podejmuje zadnych noworocznych postanowien. Niech ten rok   |
     |   bedzie taki jak poprzedni. Albo jeszcze lepszy, o!"             |
     |                                                                   |
     |                                                         - Shaye   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Ja to tylko bym chciala zeby moj narzeczony sie obudzil.        |
     |                                                                   |
     |   Jeszcze bym chciala gdzies sie dostac."                         |
     |                                                                   |
     |                                                            - R.   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Kilka zer wiecej na koncie dla  mnie i tej jedynej co by zylo   |
     |   sie nam jak najlepiej. No i postanowieniem chyba wazniejszym?   |
     |   by jej usmiech pojawial sie czesciej i czesciej. To wszystko."  |
     |                                                                   |
     |                                                            - L.   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "A pewno. Zrobic wreszcie porzadek z gratami w depozycie.        |
     |   I jeszcze jedno moze, oduczyc gwarka bluzgow."                  |
     |                                                                   |
     |                                            - Wielbicielka miodu   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Urosnac.  Tak zeby  bylo widac, ze juz  widzialam  wszystko i   |
     |   doswiadczylam tez sporo. Aby w razie ataku Mutantow na Zajazd   |
     |   stawic im dzielnie czola!"                                      |
     |                                                                   |
     |                                                         - C. L.   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Zamierzam  nabrac troche  doswiadczenia, nabyc jakies zwierze   |
     |   pocztowe i prawdopodobnie  ubiegac sie o czlonkostwo w jakims   |
     |   stowarzyszenu."                                                 |
     |                                                                   |
     |                                                      - Silvanir   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Nie odwiedzic znow Lesnej Pani."                                |
     |                                                                   |
     |                                                         - Ithil   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "To ja  mam dwa.  Jedno  mozna by  ujac, ze  przygotuje  sie i   |
     |   podejde  do  egzaminu  w  tym  roku.  Moze  nie  bede  lepiej   |
     |   precyzowac do jakiego.                                          |
     |                                                                   |
     |   A po drugie musze odrobinke schudnac, zeby Terbek na mnie tak   |
     |   karcaco nie patrzyl jak jem paczka..."                          |
     |                                                                   |
     |                                                            - O.   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Utopic Wydre."                                                  |
     |                                                                   |
     |                                                        - Legalt   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Pozyskac, opracowac i sprawdzic przepisy na pieczyste.          |
     |   I nikogo przy tym nie otruc."                                   |
     |                                                                   |
     |                                                         - Aedes   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Nie zasypiac gdzie popadnie."                                   |
     |                                                                   |
     |                                                     - Aika Naai   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Zglebiac  wiedze  o  stworach  pokoniunkcyjnych  na  wszelkie   |
     |   mozliwe sposoby i korzystajac ze wszelkich okazji."             |
     |                                                                   |
     |                                                - Hoppa Plumpulp   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Znalezc zone. Taka, ktora przygarnie meza do wziecia..."        |
     |                                                                   |
     |                                                - Maz do wziecia   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Byleby  Nowy Rok nie  byl gorszy, to lepszy  dla mnie byc nie   |
     |   musi.                                                           |
     |                                                                   |
     |   No i zeby nie zabraklo swiatowych zapasow alkoholu."            |
     |                                                                   |
     |                                                            - Ja   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     A swoja droga, dlaczego Redaktorzy Periodicusa mieliby byc zwolnieni
     z przepytywania? A niech rowniez czuja sie zaskoczeni, zmieszani i
     poddani presji, zgadzacie sie?

     Przycisnieci do sciany (w niektorych przypadkach do drzewa tudziez
     innych elementow otoczenia) wyznali ze:

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Mam postanowienie, by jeszcze wiecej czasu poswiecac na pomoc   |
     |   czytelnikom  w ich  codziennych  problemach,  z ktorymi coraz   |
     |   czesciej sie zglaszaja. I zyczylbym  sobie, aby nie wstydzili   |
     |   sie mi o nich opowiadac."                                       |
     |                                                                   |
     |                                                        - Curtis   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Zasluzyc na redakcyjny przydomek 'Redaktor Bezczelna' i nie     |
     |   umrzec z przepicia."                                            |
     |                                                                   |
     |                                                - Redaktor Wydra   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Szczerze mowiac  zapomnialam miec  postanowienia  noworoczne,   |
     |   ale gdybym sobie o nich przypomniala, to wsrod nich byloby na   |
     |   pewno nie dokanczanie artykulow na ostatni moment, zapoznanie   |
     |   sie ze swiatowymi zasobami wiedzy, a takze podjecie rzuconego   |
     |   przez  pewnego kogos wyzwania i napisanie  sprosnej ballady o   |
     |   technice zadajacej klam tezie, ze gnomy nauki sa niezdolne do   |
     |   humoru."                                                        |
     |                                                                   |
     |                                                          - Tuna   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Nie  nadeptywac  na straznikow, nie  wskakiwac w  przepasie i   |
     |   ogolnie dbac o zdrowie."                                        |
     |                                                                   |
     |                                                          - Isil   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+
     |  "Gdy  zastanawiam sie nad  postanowieniami, od razu, niejako z   |
     |   obowiazku,  przychodzi  mi  do  glowy  zrobienie  czegos  dla   |
     |   Periodicusa.  W  koncu  to  dosc  powazna  instytucja,  ktora   |
     |   przyszlo  mi  samodzielnie  kierowac.  Nie chcialabym zawiesc   |
     |   niczyich oczekiwan. Powiedzmy zatem, ze postaram sie bardziej   |
     |   gonic  Redaktorow  do  pracy,  ciekawiej  pisac,  z  wiekszym   |
     |   zaangazowaniem wlaczac sie w rozprowadzanie gazetki.            |
     |                                                                   |
     |   Jesli chodzi o regularnosc wydan, to w poprzednim roku wyszlo   |
     |   nam to  wcale  niezle  (i musze to  przyznac  mimo  wrodzonej   |
     |   skromnosci), bedziemy wiec  starali sie tego trzymac. Ogolnie   |
     |   mowiac, postaram  sie, zeby  Periodicus  stawal  sie  jeszcze   |
     |   lepsza i ciekawsza  gazetka  albo  chociaz  przynajmniej  nie   |
     |   gorsza.                                                         |
     |                                                                   |
     |   Przechodzac  do innych spraw, chcialabym w  tym roku ukonczyc   |
     |   moja ksiazke na temat standaryzacji, ktora od dawna chodzi mi   |
     |   po glowie, ale z braku czasu  odkladam ten projekt raz po raz   |
     |   na pozniej.                                                     |
     |                                                                   |
     |   Zas w sferze calkiem prywatnej moze jeszcze na koniec wspomne   |
     |   ze milo by  bylo znalezc  kandydata na nowego meza. Zamierzam   |
     |   go poszukiwac aktywnie przez najblizsze miesiace."              |
     |                                                                   |
     |                                       - Vyera Graff von Habenix   |
     +-------------------------------------------------------------------+

     +-------------------------------------------------------------------+

     A Wy? Pozostali, nie spotkani, nie wymienieni? Co sobie postanawiacie
     na nowy gnomi rok? Bo przeciez chyba wszyscy zgadzamy sie co do tego,
     ze nawet jesli skrywamy to w swoim sercu to jednak wszyscy mimowolnie
     postrzegamy ten okres jako poczatek czegos nowego, nowych szans, raz
     jeszcze mozliwosci dokonania czegos wielkiego w zyciu.

     Czego z calego serca zyczymy,

                              Redakcja Periodicusa.

     +-------------------------------------------------------------------+

          Postanowienia noworoczne napotkanych respondentow zbieraly

                             .               .--------'              
        ..-.     .-..-.     /       .-.     (_)   /                  
            )   /   `-'.-../   ).--.`-' .        /)  ( .  .-.  .-.   
.  ,_,     /   /   /  (   /   /    /   / \  i   /(    ) )/   )(  |       ,_,  .
. (o,o)   (  .' _.(__. `-'-../  _.(__./ ._)  .-/._`--':'/   (  `-'-'    (o,o) .
|./)_)     \/                        /      (_/  `-          `-          (_(\.|
|  " "          Vidris "Wydra" Dorne             Tuna Loon - Naai        " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o
> 
> 
Zatytulowano: Wywiad z Ala cz.1             

o---------------------------------------------------------------------------o
|                     _  _ , _ _  _ _  _, __, , _                           |
|                     |  | \ | |  | | /_\ | \ \ |            CZESC I        |
|                     |/\|  \| |/\| | | | |_/  \|                           |
|                      ~  ~   ) ~  ~ ~ ~ ~ ~     )                          |
|                           ~'                 ~'                           |
|    / _, _ _ __, \ _,_  _, _, _ ___ __,  _, _,   _, _  _  _, _, _ __,      |
|    | |\ | | |_  | |_/ / \ |\ |  |  |_) / \ |   / \ |  | /_\ |\ | |_       |
|    | | \| | |_  | | \ \_/ | \|  |  | \ \_/ |_, \ / |/\| | | | \| |_       |
|    \ ~  ~ ~ ~~~ / ~ ~  ~  ~  ~  ~  ~ ~  ~  ~~~  ~  ~  ~ ~ ~ ~  ~ ~~~      |
.                                                                           .
.                                                                           .
                             Mili Czytelnicy!  
     
    Ponizej wywiad z persona znana wielu podroznikom. Sama o sobie mowi,
    ze "wszedzie jej pelno". Zapewne  nie  raz przyszlo Wam stawic czola
    niewysokiej wzrostem, ale gigantycznej duchem polelfce. Pisze stawic
    czola z pelna premedytacja,  bo  osobowosc tej  zyczliwej wiekszosci
    osobce potrafi byc rownie miazdzaca, co ujmujaca. Zyczliwej nie kaz- 
    demu, naturellement, ale o tym komu i dlaczego przeczytacie dalej...
     
    Mesdames et Messieurs... Bez zbednego  przedluzania: Alicia z Doliny
    Kwiatow,  Jedna  z Lesnego Kregu,  Terroryzujaca Miasta  i Trakty na
    gnomocypedzie,  czasem i  podroznych... Pozwolila podac sie tortu...
    To jest, oczywiscie paru pytaniom  nie gdzie indziej a w Bialym Kle,
    przy szklaneczce  soku. Przybywa, probuje sie wymigac, ale ja - nie-
    ugieta redaktora Periodicusa, nie pozwalam na to i zaczynamy.

    Zapraszam do lektury!

     ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~

    Isil: Ostatnie zyczenie?

    Alicia: "Chce uniknac wywiadu?"

    Isil: Nie ma glupich! Gotowa?

    Alicia: Tak! Chodzmy. (...) To  szalenie  mile i fajne  ze akurat ja 
            wiesz?

    Isil: Ale ja juz kiedys chcialam, ale zdecydowanie odmawialas.

    Alicia: Najlepsze jest to ze i tak  nie umywam  sie do tych nadetych 
            zloconych bufonow u roznych wladz.

    Isil: To na poczatek...

    Alicia: Dzien dobry?

    Isil: Moze troche sztampowo... A moze  byc. Bonjour! ...ale chcialam 
          zapytac o Twoja historie, od dziecinstwa poczynajac.

    Alicia: Ja wiedzialam ze zaczniesz od trudnych pytan!

    Isil: Znaczy, ze sie przygotowalas!

    Alicia: Wiec,  mialam piekny  poczatek zycia!  Urodzilam sie w srodku 
            lata na lonie kwiatow w pelni slonca! Witalo mnie cieple let-
            nie  powietrze a  lagodny  zapach  swiezych kwiatow usmierzal 
            wszystkie troski - ktorych akurat  wtedy  i tak nie mialam...
            Myslisz ze ci co to beda potem czytac to dadza wiare?

    Isil: Byc moze uwierza w to co sie opublikuje.

    Alicia: Moglybysmy sie zalozyc... w kazdym razie...

    Isil: Takze... Kontynuuj. Tylko moze tak noo... Realistyczniej ciutke.

    Alicia: No dobra. Masz mnie.  Minelo pol roku i zostalam znajda. Czyli 
            wczesniej podrzutkiem.  Zle znosze wspominanie tego - zlosliwa 
            kolezanka mi mowi  ze wierzy  ze juz w wieku  szesciu miesiecy 
            bylam najwyrazniej nie  do  zniesienia... naprawde ktos to be-
            dzie czytac?

    Isil: Ostatni naklad to minimum dwiescie egzemplarzy.

    Alicia: (blednie jak sciana)

    Isil: Ale... Wiesz, kim byli Twoi rodzice?

    Alicia: Nie. Nie wiem. Moznaby dociekac ich ras ale to akurat nie sztu-
            ka. Wychowalam sie w Lesnej Posadzie  w prawie najwiekszym domu 
            we wsi. Nie pytaj  mnie ile tam jest domow w kazdym razie wiek-
            sza byla tylko nasza stodola.

    Isil: A Twoi przybrani Opiekunowie?

    Alicia: Wychowywali mnie Dziadek i Babka.  Babka to byla taka madra ko-
            bieta - wzywali ja do  porodow  na  przyklad. Wszystko jedno co 
            rodzilo - kobiety ze wsi, krowy, kozy, wzywali babke. Babka cos 
            tam przebakiwala ze zycie przyciaga  zycie. Ale niewiele z tego 
            chcialam  rozumiec.  Sami z  Dziadkiem  wychowali wystarczajaco 
            sierot... dzis mysle ze  starczyloby na  zasiedlenie dodatkowej 
            wioski. Ale z  dala  od  miast nie  brakuje wypadkow, wczesnych 
            zgonow czy -  mimo kunsztu Babki - smierci matek przy porodzie.
            Moze i tak wlasnie bylo  co do  tego  zasiedlania  bo wiekszosc 
            sierot wychowanych przez Babke rozeszla sie po swiecie, jak ja.
            W kazdym razie Babka szla  do lasu  wracala i bylo jedzenie dla 
            wszystkich. Teraz juz wiem po samej sobie ze  to dlatego ze jej 
            wychowankowie - w tym  teraz i ja -  odwiedzamy  ja i wspieramy 
            groszem. Ale jak  ona  przekuwala monety  na jedzenie  w srodku 
            gluszy to nadal  zostanie  dla mnie tajemnica.  A przy tym sama 
            nigdy nie chorowala. Jakby to  sie klocilo z jej planami zycio-
            wymi czy co?

    Isil: A Dziadek?

    Alicia: Dziadzio... Ooo... dziadzio  jest  fantastyczny!  Dziadzio sie-
            dzial na progu i  pykal  fajeczke - jak wiekszosc dziadziusiow. 
            Rozpieszczal dzieci, troche sie  z nami  bawil, opowiadal duzo 
            historii  i tak jak  my wszystkie bal sie  Babki. Jak sie upew-
            nial ze towarzysza mu starsze dzieci  to psioczyl tez strasznie 
            na Babke. A Babka i tak sie o tym dowiadywala - mimo ze mialys-
            my wszystkie tak zasznurowane i  zacisniete usta ze juz patrzac 
            na nas bylo jasne ze przeciez i tak nie wiemy niczego co miala-
            by sie dowiedziec Babka.  Dziadzio tez dogladal domostwa i zaw-
            sze powtarzal ze jakies naprawy czy zapchajdziury mozna odlozyc 
            do wiosny. A nasz domek po  dzis dzien stoi  tak jakby mial sie 
            zawalic. Ale stoi!  Chyba dziadziowa  sila woli.  Widac bylo po 
            nim co to znaczy zaradnosc na odludziu.

    Isil: Z Twoich slow rysuje  sie uroczy obrazek, znak tego ze mimo wszy-
          stko mialas szczesliwe dziecinstwo.

    Alicia: Wiedzialam ze mnie  nakryjesz na koloryzowaniu.  W kazdym razie 
            codziennosc Nestorow byla nieco inna niz moja. Wiesz jak ciezko 
            polelfce z ludzmi? Rosniesz wolniej - no to sie z ciebie smieja. 
            Ale z drugiej  strony  troche  przezylam  tych  sierot, lacznie 
            pietnascioro... czy szesnascioro? W kazdym razie jak sie jakies 
            dostawalo Babce pod  opieke bo  osierocone  czy podrzucone albo 
            chorowite  to juz bylas na miejscu i mozna bylo sobie malca wy-
            chowac. Ale potem taki  czy taka  szybko dorasta i  ani sie nie 
            obejrzysz a tu juz chodzi na  potancowki,  wyrywa sztachety jak 
            przyjda z sasiedniej wioski,  ogniska pali na Belleteyn, wydaja 
            sie za maz czy tam sie zenia... A twoj wzrost hamuje krew elfow 
            i nadal jestes mimo wszystko  podfruwajka wiec starszenstwo sie 
            zmienia i niedawny malec - teraz juz dorosly czlowiek - jeszcze 
            kuksancem ci sie  odplaci za  lata wspolnej mordegi a tobie po-
            zostaje probowac swoich szans  na  jakims nowym sierocie. Babka 
            to zawsze jakby przeczuwala ze polelfka to nic dobrego.

    Isil: Klocilabym sie. Z Babka, naturalnie.

    Alicia: Z nia nie.  Nie klocilabys sie.  Podsumowujac,  czulam  sie jak 
            znienawidzona najstarsza  siostra czeredy roznej  masci  dzieci 
            albo jak taka  niska wysuszona  ale  siarczysta  nauczycielka z 
            tych wiejskich szkolek...  A moze jednak  poprzestaniemy na tej 
            wersji o dziecinstwie w pelnym sloncu i wsrod woni kwiatow co?

    Isil: Nic z tego.

    Alicia: No dobra... masz cos jeszcze?

    Isil: O imiona Nestorow chcialabym zapytac.

    Alicia: Wytnijmy to pytanie... oni  umieja czytac a ja nie znam dalszych 
            twoich pytan i nie wiadomo co ja na ich temat jeszcze napsiocze.
            Zreszta, Jasko i Jozwita. Najstarsza  para zyjaca w Lesnej Posa-
            dzie.

    Isil: Przyszedl jednak dzien  w ktorym opuscilas Lesna Posade i ruszylas 
          w swiat. Dokad poniosly Cie nogi? Czym sie zajelas?

    Alicia: Tak wlasnie bylo. Dostalam jedenascie miedzianych monet i mialam 
            isc w swiat rzemiosla sie uczyc  i przyniesc wiecej monet z pow-
            rotem. Jak to bywa w  gospodarstwach,  dzieci wysyla sie w swiat 
            by zapewnily starym spokojna podpore ich starosci... w przypadku 
            moich wychowawcow, jesli zwazyc na ilosc wychowanych i odkarmio-
            nych dzieci, ta podpora byloby  chyba wlasny zamek. Wlasciwie to 
            w okolicach  Gornej  Posady  zgubilam sie i trafilam niechcaco z 
            powrotem do Lesnej Posady.  Choc z drugiej strony nie mozna bylo 
            wykluczyc ze bylam po prostu glodna.  Dostalam jednak bure i ka-
            zano mi nie wracac bez monet na utrzymanie sierot. Babka byla po 
            prostu bardzo  zasadnicza  a ja przynajmniej  juz zdawalam sobie 
            sprawe gdzie to znikaja wszyscy moi poprzednicy - czyli odchowa-
            ni juz dawni  wychowankowie  Babki. To byly pierwsze podroze i w 
            zasadzie pierwsze poczatki znajomosci ze swiatem.

    Isil: A co bylo dalej?  

    Alicia: No to w skrocie... Znasz  moze  bajke  o  gnomiku  wedrowniczku? 
            Otoz... malutki, ciekawski Gnomik Wedrowniczek  wychodzi  po raz 
            pierwszy z domu i widzi ze przed  progiem biegnie uliczka, ktora 
            nieco dalej  gdzies  sobie skreca.  I co robi?  Oczywiscie mysli 
            "Ciekawe gdzie ta uliczka dalej biegnie".  Idzie zobaczyc  a tam 
            uliczka przechodzi w drozke  a ta znika za wzgorzem. "Zobacze co 
            jest po drugiej stronie i wroce  do domu, co mi zalezy". A potem 
            jak sie  domyslasz "No tak,  ale  dokad prowadza te odnogi?" "To 
            tylko dwa  miesiace drogi z domu,  zobacze  tylko czy ten las po 
            drugiej stronie wyglada tak samo jak z tej", "O! Gora! I jeszcze 
            jedna!" "Ile  tej pustyni!"  albo  "Jaki  wielki ocean! Sprawdze 
            tylko gdzie to sie konczy." No i tak  Gnomik Wedrowniczek odkryl 
            swiat w ciagu jednej  przerwy obiadowej.  Ja jednak bylam troche 
            wolniejsza.

    Isil: A gdybys miala  wymienic kilka  swoich ulubionych odkryc, jakie by 
          to byly?

    Alicia: Wlasciwie to moze  nie tyle ulubione, co najbardziej pamietliwe.
            Na pewno Novigrad.  Miasto  randek!  Pamietam  pierwsza  wizyte. 
            Uwiklalam sie  chyba w jakis  podryw ilekroc  tam wstawalam. Na-
            prawde! Zachwialo to calkiem  moim pojeciem o calym tym swiecie.
            Pierwsza osoba ktora mialam  poznac tak  z imienia i ktora oczy-
            wiscie  zapamietalam byla  bardzo mila  pani z imieniem na E. Ty 
            wiesz,  ze  zostalam  poproszona  o  pomoc,  wlasnie  jej,  zeby 
            odpedzic jakiegos natreta? Wchodze i pytam jak to ja "Jakis pro-
            blem" i... poszedl sobie. A chwile  pozniej juz siedzieli na la-
            wie na poczcie i... czego tam nie wyrabiali. Pytam sie o co cho-
            dzi. "A bo wybaczylam mu". A ja... (Tu brwi Alicii wjechaly pra-
            wie na tyl glowy)

    Isil: (apoplektyczny rechot)

    Alicia: Jesli trafi mi sie kiedys wlasne polelfiatko to zabronie mu roz-
            poczynac zwiedzania  swiata od Novigradu. Pamietam pierwsza ran-
            dke. Niedlugo wczesniej, tez wtedy kiedy  wspomniana pania, poz-
            nalam zwariowana  polelfke,  postrach  glupkow i kretynow. Znana 
            postac, pewnie wielu skojarzy.  Mniej wiecej w tym okresie jakis 
            mlodzian pytal o siedzibe Truwerow. Poszlam z nim, siedzielismy, 
           czytalismy te ich... aha, wasze wypociny. Wy chyba wszyscy pocho-
           dzicie albo  tworzycie w  Novigradzie bo  ten co  otwieral to sie 
           czerwienil jak wisnia. No  ale ja  siedze cicho. Wstal, odchrzak-
           nal, zaprosil na wino. Wybral 'Siedem kotow' w Novigradzie. Znasz 
           tamtejsze menu?

    Isil: Oui!

    Alicia: Nie ma nic wspolnego  z romantycznoscia.  Flaki,  zrazy... "sama 
            radosc". Siedzimy  a pod  stolem owa polelfka. I cos tam szepcze 
            do mnie, podszczypuje - nikt  jej  nie widzial. No a ty zachowaj 
            sie teraz jak nalezy. Kto tak mial to wie ze to nic latwego. Cos 
            tam grymasze, tamten sie na mnie dziwnie gapi, ale final byl jak 
            zaczela sie wtracac. Z ukrycia.  Juz nie pamietam co powiedziala 
            ale biedak uciekl... nigdy go nie widzialam. Moze i lepiej? 

    Isil: (heroicznie usiluje zachowac powage)

    Alicia: Jeszcze pamietne?  Zaproponowano mi  nawet pierwsze  szkolenie w 
            kierunku... zebractwa. Mialam szanse na zdobycie legendarnej ko-
            rony krolowej  zebrakow. Legendarnej  bo  nikt jej  nie  widzial 
            rzecz jasna.

    Isil: Musi byc zaiste legendarna.

    Alicia: Taaaak. Oslawiony dziad proszalny,  pan R. proponowal kariere w 
            najbogatszych  i najbardziej wplywowych strukturach w miescie - 
            u boku  Krola Zebrakow  oczywiscie. Pamietam, alez to byla kon-
            spiracja... juz wtedy rozwazalam  cechowanie. To mial byc zloty 
            okres zebractwa... to znaczy obrotu  pieniadzem. Byloby wesolo! 
            Dawne czasy, ciekawe czy pamieta? 

    Isil: Zapewne jak przeczyta wywiad, to sobie przypomni.

    Alicia: I mnie pogoni! Przezylam tez bardzo szybko swoja pierwsza praw-
            dziwa milosc zreszta  zakonczona wywrotka do  rzeki i siniakami 
            oraz niemoznoscia siadania na wiadomo czym - gdyz byla to gwal-
            towna ale szczesliwa milosc do gnomocypedu, owczesnego wynalaz-
            ku SGW. Spedzilam na nim  chyba caly tamten okres. Niestety ow-
            czesni inzynierowie mnie nie polubili. Mozliwe ze to moglo miec 
            cos wspolnego z ciaglym nachodzeniem ich i proszeniem sie o ko-
            lejny egzemplarz wynalazku ale jakos nie mam pewnosci. Chociaz,
            dzieki tym nachalnym znajomosciom  gnomy wyciagnely mnie z nud-
            nego zadania cechowego, ale  to pozniej...  moze.  Wlasciwie to 
            bylo glownie zwiedzanie  swiata a cech  wcale nie mial byc moim 
            pierwszym przystankiem  tylko SGW.  Pierwszym marzeniem - juz w 
            wyniku tego zwiedzania - bylo ze  dolacze do gnomich inzynierow. 
            Mawiaja ze to nie takie proste  ale jakos kiedy sie ignoruje ja-
            kiekolwiek przeszkody to  nie  przeszkadza  to w  moich planach. 
            Chyba jednak moim problemem  wydaje sie byc to ze inni nie igno-
            rowali  przeszkod  czy  tez  przeciwskazan  tyczacych  sie mnie. 
            A'propos Ulika, Nie az tak dawno pisal ze to naprawde niemozliwe 
            dla nie-gnomow, ale pewnie  chcial tylko  mnie sprawdzic czy sie 
            zniechece. Oczywiscie ze nie. A wiesz? Wiesz, mniej wiecej wtedy 
            gdy dostawalam  gnomocyped  wychodzil nowy  Periodicus. Mialam w 
            zamian za  niego  rozwozic Periodicusy.  Chyba nawet wozilam ale 
            nigdy nie opanowalam jazdy i trafiania  gazeta innych po glowach 
            czy wrzucania im do ogrodkow. W kazdym razie zal byloby pism. To 
            wlasciwie moje pierwsze zetkniecie z czasopismem.

    Isil: Takiego wspomnienia to ja nigdy do tej pory nie slyszalam! Dzieku-
          je!

    Alicia: Alez prosze.  To specjalnie  dla  ciebie  jeszcze... Mieszkasz w 
            Bialym Kle, wiec nie  omieszkam przyznac  ze jedna z pamietanych 
            do dzis przeze mnie chwil bylo  spotkanie owczesnych mieszkancow 
            na Mahakamie - mowiac  delikatnie  nie czulam  sie  wtedy najle-
            piej... wlasciwie to bylam  ledwo zywa.  Jakos postawili mnie do 
            pionu. Pierwsze uratowanie  zycia. Calkiem sympatyczne towarzys-
            two.  Mile dobrego poczatki.  Jest okazja  by podziekowac. Co do
            pamietnych odkryc i wspomnien  to w sumie nie tylko randek i nie 
            tylko Novigrad - ogry chcialy mnie gotowac,  krasnoludy wyrazaly 
            niewerbalne dowody sympatii,  oczywiscie na ogol przez podszczy-
            pywanie na  dwanascie roznych  sposobow. W Mariborze nasluchalam 
            sie ze polelfy skladaja  ludzkie  ofiary nad  swiecami  z loju z 
            niemowlat i robia torebki z nienarodzonych plodow. Tam tez mieli 
            pomysl na moja najblizsza, gwaltowna i raczej krotka przyszlosc.

    Isil: A jaki byl Twoj pomysl na wlasna przyszlosc?

    Alicia: W czasie podrozy znalazlam  dwie kwiaciarki. To znaczy z pewnos-
            cia bylo ich wiecej ale jakos te dwie mi utknely w pamieci. Jed-
            na, byla w Tilei, dlatego ze - pamietam jak dzis - jak ogladalam 
            kwiaty to nagle pojawilo sie jakis dwoch z sygnetami na rekach i 
            zaczeli krzyczec na mnie. Juz nie pamietam  co ale zniweczyli mi 
            pierwsze  spotkanie z  rozami  tileanskimi. A druga kwiaciarke w 
            Mariborze ale jakos nie  czulam tam sie dobrze.  Tamtejsi ludzie 
            sa tak cieci na nas polelfow... Ogladasz tylko kwiaty i slyszysz 
            ze polelfie dziewki  obnosza sie jak  ladacznice. Na kazdym rogu 
            mialam wrazenie ze za chwile  tlum zamieni  sie w tluszcze ktora 
            zaleje mnie smola i obsypie pierzem. Tak czy inaczej mam za sla-
            be nerwy na spacery po Mariborze.

    Isil: Ale to chcialas sie tym wlasnie zajmowac? Kwiatami?

    Alicia: Faktycznie. Troche do tego  trzeba bylo  dojrzec ale ostatecznie 
            wpadlam na pomysl  ze bede kwiaciarka  i to...  w cechu. W koncu 
            gdzie by nie zaczac jesli  nie w pepku kupieckiego wszechswiata. 
            Mnostwo klientow i wystarczy siedziec w jednym miejscu z kwiata-
            mi. Wszyscy przychodza placa... ja wracam pelna mithryli do Bab-
            ki... wracam  z Aedirn  z kwiatami...  i tak w kolko. Swiat jest 
            taki piekny kiedy jest prosty.  Inna sprawa  ze  w tamtym czasie 
            cech byl zamkniety.  Nie dzialal. Ja jeszcze wtedy nic zlego nie 
            zrobilam wiec to nie moja  wina! Ale juz zdazylam sie w tym cza-
            sie dowiedziec jak  dziala swiat i jakie sa mozliwe sciezki roz-
            woju. Gdy ogloszono otwarcie cechu ja juz wiedzialam co robic.

    Isil: To brzmi tak, jakby Twoj plan nie do konca sie powiodl.

    Alicia: "Nie do konca" to  lagodnie  powiedziane. Byl nowy mistrz i nowa 
            obsada - mozna  bylo wskoczyc  ot tak.  Przynajmniej  tak mi sie 
            zdawalo. Ostatecznie  mialam zostac  subiektka tej nowej grupy a 
            jeszcze  bardziej ostatecznie  zostalam kandydatka tejze. Mialam 
            dziwne wrazenie jak  ktos  kogo zaproszono  do  natychmiastowego 
            handlu kwiatami ale pod warunkiem ze  zacznie sie on za tydzien. 
            Albo za dwa miesiace.  Co gorsza, moze sie myle, ale jeszcze nie 
            bylo zadnych zasad - chyba  ze kazdy  mial  wlasne. Dzisiaj jest 
            niemozliwe zebym opowiedziala ci na czym polega przyjecie na su-
            biekture. Wlasciwie to  wszyscy byli  mniej  wiecej zgodni co do 
            faktu ze kazdy nowy  musi miec  swojego  opiekuna - ale sami nie 
            musieli miec  zadnego bo sami  otwierali cech jako niczyji podo-
            pieczni wiec nie  mieli pomyslu jak.  Druga za  to rzecza ktorej 
            wszyscy byli pewni bylo to ze musze dostac jakies ciezkie zada-
            nie - takie zeby mi sie odechcialo. No i udalo sie. Rzeczywiscie 
            mi sie odechcialo. Ale i  tak zostalam  przyjeta. Bylo to jednak 
            znacznie pozniej.

    Isil: A jakie to bylo zadanie?

    Alicia: Pamietam taka rozmowe: "A czym chcesz handlowac mala?" "Kwiatami 
            prosze pana". To  dostalam jakies  zadanie o... lampach. Badanie 
            czasu palenia sie  czy cos w tym  guscie. Idz w swiat, kup kazda 
            lampe na swiecie, pal, mierz czas i ogolnie trac czas dany ci na 
            zycie. Ktos powie "To wiedza z  ktorej  w przyszlosci  zaczerpna 
            kolejne  pokolenia". Ja  powiedzialam "No  to  kolejne pokolenia 
            najwyrazniej maja pecha". Pomogl Mistrz Ulik z  SGW i wystosowal 
            mi sliczne pismo.  Mam je po dzis dzien.  Moze sie zgodzi i tu w 
            tym miejscu wkleilybysmy je. 

     ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~

              (Mistrz Ulik rzeczywiscie sie zgodzil, ponizej odpis)

                                 ZASWIADCZENIE

        INNOSTWOR ALICIA Z DOLINY KWIATOW (CO STWIERDZAM PO WNIKLIWYCH
       BADANIACH IDENTYFIKUJACYCH) DOBROWOLNIE STAWIL SIE DZISIEJSZEGO
       DNIA W SIEDZIBIE STOWARZYSZENIA GNOMICH WYNALAZCOW, A TO W CELU
       POZYSKANIA WIEDZY Z ZAKRESU BUDOWY URZADZEN OSWIETLAJACYCH.

        NA PROSBE ZAINTERESOWANEGO INTERESANTA NADMIENIAM ZE ZASLUGUJE
       TO NA POCHWALE ZE STRONY JEGO ZLECENIODAWCOW.

        NINIEJSZEGO ZASWIADCZENIA NIE WYDANO POD PRZYMUSEM WYMIENIONEJ
       OSOBY. W CZASIE JEGO WYSTAWIENIA NIE PODJETO SRODKOW ZWIAZANYCH
       Z SZANTAZEM. W ZAMIAN ZA NIE INTERESANT ZOBOWIAZUJE SIE JUZ NIE
       NEKAC ZRZESZONYCH INZYNIEROW SWOIMI TROSKAMI, ZWRACA ZABRANY IM
       PRZYDZIAL HERBATY I NIE BEDZIE PRZESZKADZAC W ICH OBOWIAZKACH.
                                  
                                      Popisano:

                                 Ulik Indagatrix, XI Mistrz 
                                 Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow

     ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~

    Alicia: Wrocilam do cechu  to tego co mi zlecil to zadanie juz nie bylo. 
            Machnelam reka. Na co mi taki bur... bajzel!  Do cechu wlasciwie 
            dostalam sie ni  to przypadkiem  ni to z powodu nieporozumienia. 
            W kazdym razie na pewno niespodziewanie.

    Isil: Kto byl wtedy Mistrzem albo Mistrzynia?

    Alicia: Wiesz co... mistrzowie sie zmieniali jak pory roku...

    Isil: No ale wtedy jak Cie przyjeto.

    Alicia: To niby moje dzieje ale  nie nadazalam za pocztem. Moja opiekun-
            ka... chyba druga byla  Astrid i ona byla mistrzynia ale nie pa-
            mietam czy w momencie mojego wstapienia.  Wiesz, moze jakbym sie 
            wczesniej urodzila to  bym byla  bardziej  doswiadczona i umiala 
            sie lepiej zakrecic wokol tej sytuacji.

    Isil: Jak toczyla sie Twoja kariera w Cechu?

    Alicia: Juz pierwszego dnia... ba w dwie  godziny dostalam nagane i kare 
            osmiu mithryli. Oczywiscie wedlug  mnie za nic.  Nic ogolnie nie 
            wynioslam z tego okresu. Niczego sie nie nauczylam i nic nie za-
            robilam a nawet  oddalam cechowi  to co  juz mialam. Niby jakies 
            grosze ale dla mnie to  byla fortuna.  Nawet  zakochalam sie ale 
            dostalam kosza. Pamietam ze probowalam tez zmienic swoja sciezke 
            na zbrojna cechu a takze  probowalam na ochotnika ambitniejszych 
            zadan ale jakos sie okazywalo byli lepsi czy tez jak sie pozniej 
            okazalo - bardziej obyci  z wiedza przodkow. Czulam  sie niezbyt 
            potrzebna ale  tez nie  udowadnialam na sile  ze moge byc. Chyba 
            jeszcze wtedy bylam  na etapie ogarniania  o co w  tym wszystkim 
            chodzilo.

    Isil: Czyli... Noo... Niezbyt, niestety, szczesliwie.

    Alicia: Ostatecznie udalo  mi sie wpakowac  cech na sciezke wojenna. Nie 
            spodziewalam sie ze mam  taki talent. Wzielam sie w koncu na po-
            waznie... w moim mniemaniu na powaznie za handel ale nagle poja-
            wily sie jakies regulacje ktore  sprawily ze potracilam legalnie 
            wszystkie kontrakty handlowe. Rzucilam wiec to wszystko. Zostaly 
            za to ciekawe wspomnienia. Trafilam na najlepszy rocznik subiek-
            tow - bylo nas piec subiektek i za wyjatkiem jakiejs jednej sta-
            rej uczennicy ktora juz kiedys robila kariere kupiecka dogadywa-
            lysmy sie fantastycznie. Oglosilysmy sie nawet klasa i wybralys-
            my nawet  przewodniczaca klasy.  Trafilo na Ayenne. Byla tez wy-
            cieczka integracyjna,  gdzies w  okolice  Hagge. Tylko my. Osta-
            tecznie chyba pomagal  nam ktos  ze  zbrojnych.  Nasi przelozeni 
            chcac nie chcac  musieli w  tym czasie  sami  zamiatac podlogi - 
            zartuje oczywiscie. A swoja  droga... w  tej samej "klasie" byla 
            Estris - Mistrz  Adamson wspominal  ja we  wlasnym  wywiadzie. I 
            elfka Valeria. Moze ktos  je jeszcze pamieta? Bardzo fajna i od-
            dana osoba.

    Isil: To... Z kim wywolalas wtedy wojne? I tak wlasciwie, jak sie do te-
          go przyczynilas?

    Alicia: Ja juz wtedy bylam w  lesnym rodzenstwie a niepowodzenia cechowe 
            pchaly w kierunku nowych  zainteresowan.  Poza tym nie odbiegaly 
            one od tego  co  bylo w  "rodzinnym" domu  -  czyli od lona Pani 
            Przyrody. Nic wiec dziwnego ze kiedy do cechu przyszedl chaosnik
            i to jeszcze w  sprawie  handlowej to  raczej  nie  powiedzialam 
            "Czego szanowny Pan Mutant sobie zyczy." Spoliczkowalam go i cos 
            tam powiedzialam... moze z jedno zdanie za duzo... no po namysle 
            to moze i nawet z siedem zdan za duzo. Cech znalazl sie w stanie 
            wojny z chaosem.

    Isil: Krewka z Ciebie polelfka.

    Alicia: Nie powinnam chwalic  sie wojna. To nic  dobrego ale naprawde po 
            dotychczasowych wypowiedziach  powinniscie  sie domyslec  ze nie 
            przepadalam za tym calym bur... bajzlem w cechu nie mowiac juz o 
            przelozonych. W kazdym razie to  bylo zaskakujace jak latwo two-
            rzyc  historie.  Powinszowawszy sobie  poczulam  nagle przemozna 
            chec udania sie na urlop. Zobaczyc miny  tych wszystkich radnych 
            ktorzy pastwili sie i przescigali w karach i naganach - bezcenne. 
            "Dostaniesz grzywne" "Dopiszcie do  rachunku" "Musisz chociaz za-
            placic czesc odszkodowania.  Ile posiadasz na  koncie?" "Nic pro-
            sze pana" "Masz przeprosic tego  spoliczkowanego" "Oj chyba nic z 
            tego" To juz ci mowie po tym powrocie.


     ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~
                                                        KONIEC CZESCI I
.  ,_,                                                                 ,_,  .
. (o,o)                                                               (o,o) .
|./)_)                red. Isil "Piszczalka" de Soreil                 (_(\.|
|  " "                                                                 " "  |
o---------------------------------------------------------------------------o
> 
Zatytulowano: Wywiad z Ala cz.2             

o---------------------------------------------------------------------------o
|                     _  _ , _ _  _ _  _, __, , _                           |
|                     |  | \ | |  | | /_\ | \ \ |            CZESC II       |
|                     |/\|  \| |/\| | | | |_/  \|                           |
|                      ~  ~   ) ~  ~ ~ ~ ~ ~     )                          |
|                           ~'                 ~'                           |
|    / _, _ _ __, \ _,_  _, _, _ ___ __,  _, _,   _, _  _  _, _, _ __,      |
|    | |\ | | |_  | |_/ / \ |\ |  |  |_) / \ |   / \ |  | /_\ |\ | |_       |
|    | | \| | |_  | | \ \_/ | \|  |  | \ \_/ |_, \ / |/\| | | | \| |_       |
|    \ ~  ~ ~ ~~~ / ~ ~  ~  ~  ~  ~  ~ ~  ~  ~~~  ~  ~  ~ ~ ~ ~  ~ ~~~      |
.                                                                           .
.                                                                           .



     ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~

    Isil: Sa jeszcze wspomnienia zwiazane z Cechem?

    Alicia: Apropo zadan... Musialam tez dac sie zlac na arenie - kupcy wtedy 
            rozwazali uruchomienie tej  w Novigradzie i  chcieli wiedziec czy 
            tam sie da walczyc do smierci czy jednak maja tam w zwyczaju oca-
            lic zycie ofiary losu. Podsumowujac niektore zadania ciekawe. Mu-
            sialam tez  przeprowadzic jakies transakcje  z Mahakamczykiem ale 
            nie wspominam tego najlepiej.

    Isil: O, dlaczego?

    Alicia: Po prostu nie  udzwignelam lapowki. Ty wiesz, jakie beczki wypel-
            nione alkoholem sa ciezkie?

    Isil: Oui! Ja tam woze je wozem.

    Alicia: Nie pamietam czy wtedy  byly dostepne.  Ale chyba tak. Chyba... A 
            co do cechu... i Bialego  Kla przy okazji... Akurat w tamtym cza-
            sie zielarka Denea wydawala  swoj  piecioksiag zielarski za jakas 
            fure monet - przynajmniej z mojego punktu widzenia. Mozna mi bylo 
            pojsc do wladz Cechu i zaproponowac posredniczenie - polelfy mia-
            ly znizke u autorki.  Dziewczyna mialaby monety,  Cech - wydawalo 
            mi sie - bardzo fajna pozycje a ja bym oczywiscie wcale nie robi-
            la odpisow i nie przepisywalabym ksiazki dla siebie. Wszyscy byli 
            za... ewentualnie mieli  jakies prywatne  zastrzezenia ale nieza-
            leznie od tego komu sie to podobalo  a komu nie to nic z tego nie 
            wyszlo. Brak checi? Brak organizacji? Brak wiary we mnie? Nie mam 
            pojecia. Czy tez: brak wiary w moje szczescie i checi.

    Isil: A byc moze wszystko to naraz.

    Alicia: Dostalam ostatecznie ten  piecioksiag w  prezencie. Milo mi w tym 
            miejscu za niego podziekowac. A Cech  nie dostal ani kartki. Choc 
            moze juz sobie sprawil?

    Isil: Denka na pewno sie ucieszy z tych podziekowan.

    Alicia: Spodobal ci sie temat randek jak zauwazylam...

    Isil: Jest bardzo zabawny.

    Alicia: Wspominalam  o klasie subiektek.  Zbrojnym  tez sie  to podobalo. 
            Zbrojni to w ogole banda byla. Niektorzy  zapraszali na cwiczenia 
            niczym na randke. Juz na polu  bitwy cwierkaja gruchaja a nie pa-
            trza na to co sie dzieje... mi sie na ogol takie randki kojarzyly 
            z niemalymi siniakami.  Jeden z nich,  na J. wepchnal mnie do ja-
            kiegos kurhanu  z  glodnym kosciotrupem  a  drugi  na T. uciekl z 
            innego kurhanu ze zjawami.  Inni mieli ubaw  z porownywania urody 
            subiektek. Boki zrywac. Dostalam raz zamowienie na magiczny orez. 
            Zamowilam, dostalam  obietnice.  Zbrojni poszli... zatrzymali dla 
            siebie. Niewiele mialam do powiedzenia. Zle znosze zaproszenia na 
            wyprawy ze zbrojnymi, nie zeby jakos znowu wszyscy byli tacy sami 
            ale tu machanie bronia tu jakies wdzieczenie sie... ich wdziecze-
            nie sie... napinanie a  na ogol potem  padalam  nieprzytomna. Nic 
            wiec dziwnego ze jednak rozwazalam pozniej sciezke zbrojnej. Moze 
            moje zycie bylo inne. Na pewno przez pewien czas. Uczciwie jednak 
            mowiac na pewno cos tam  stamtad  wynioslam.  Pod takim czy innym 
            wzgledem. W kazdym  razie poszlam  sobie  z cechu i wtedy dopiero 
            zaczelam byc  taka  jak  po  dzis dzien -  szczesliwa. Gildie czy 
            armie sa zdecydowanie nie dla mnie.  Jakos wole raczej byc z boku 
            i stanowic klase sama dla siebie. Poznalam fantastyczne osoby - u 
            von Raugenow w Nuln, w Loren,  w Shekhal, w Lyrii, czy w SGW. Nie 
            mowiac o mnostwie  wolnych  podroznikow.  W jakims stowarzyszeniu 
            pewnie walczylabym z polowa z nich a dzis to oddani przyjaciele i 
            cenne znajomosci.

    Isil: Jak trafilas do Lesnego Kregu?

    Alicia: Skorzystalam na wizycie pana starszego, to jest Terenesa, w Novi-
            gradzie czy tez w okolicach miasta. Jak juz ci powiedzialam, nie-
            powodzenia w Cechu  zmuszaja do  szukania innych  drog zyciowych. 
            Nie znalam czlowieka ale  pierscien Lesnego Kregu juz tak. Zagad-
            nelam ale nie pamietam rozmowy. Natomiast bez watpienia poszlo mi 
            o wiele latwiej niz wstep do cechu.

    Isil: I ot tak, zostalas do tego Kregu przyjeta? Jak to przebiegalo?

    Alicia: Przede wszystkim okazalo sie ze o lesnym rodzenstwie wiem tyle co
            jak mniemam - obecnie wiekszosc nas. Pare domyslow plotek i fakt-
            ow. Dosc szybko sie okazalo ze nie znam historii ani zasad. Wlas-
            ciwie to mialam tylko checi.  Moje starania to  glownie rozmowy z 
            nim w czasie ktorych  przekonal sie kim jestem no i zapewne tez i 
            to co soba reprezentuje.

    Isil: To moze tak troche tytulem wyjasnienia,  dla czytelnikow i dla mnie 
          samej... Co to jest Lesny Krag? Jego historia, zasady, idee?

    Alicia: Widze ze jestes Truwerka, Isil, wiec wyjasnie ci to jak truwerce, 
            dobra?

    Isil: Oui.

    Alicia: No dobra, bez rymow.  Lesne rodzenstwo jest troche jak truwerzy - 
            truwerow laczy to ze maja instrumenty,  ze spiewaja i ze falszuja 
            niewiele rzadziej ode mnie.  I to prawdopodobnie  wszystkie podo-
            bienstwa  bo moga nalezec do  roznych ras  byc roznego  wyznania, 
            przynalezec do  roznych kultur rowniez  do roznych gildii i armii 
            kazde z nich moze podlegac  pod rozne  prawa przykazania... nawet 
            moga walczyc ze soba  wzajemnie jezeli  ich ojczyzny sa ze soba w 
            wojnie - kazde z was jest niezalezne. Zapewne pisze poezje o czym 
            chce i o kim chce i nie oglada  sie na innych truwerow i wszystko 
            jest w porzadku poki sobie  wzajemnie  nie  szkodzicie.  Macie co 
            najwyzej rade ktora stara sie trzymac jakos wszystko w jednym ka-
            walku a na ktora i tak sklada sie  zawsze ktos z was wyniku wybo-
            row. Tak czy nie?

    Isil: Oui, mniej wiecej.

    Alicia: No widzisz. Lesne  rodzenstwo jest w zasadzie tym samym - tak jak 
            truwerzy sklada sie z  wolnych czlonkow  wszelkich ras, wszelkich 
            narodowosci, kultur,  zawodow,  my tez dbamy  o interesy wlasnych 
            armii badz  gildii do ktorych  nalezymy.  Ponad  wszystko jednak, 
            kimkolwiek  jestesmy,  laczy nas  prosty  stalowy  pierscien oraz 
            wspolne zamilowanie do  Pani Przyrody - jakkolwiek kto ja jak na-
            zywa po swojemu. Laczy nas rowniez odpowiedz i wsparcie udzielane 
            zalozycielowi i Arcyhierofantowi Lesnego Kregu, oraz wezwaniu ja-
            kie, w co wierzymy, skierowal do niego bog Taal nakazujac chronic 
            Pania Przyrode - czyli knieje, czystosc natury, dzika zwierzyne i 
            ogolnie  przyrode  przed  zakusami  karczownikow,  klusownikow, a 
            przede wszystkim oczywistemu  wrogowi natury, chaosu. Kazde z nas 
            robi to tak jak potrafi i czesc  owocow ich pracy swietnie widzi-
            cie - organizuja Swieto  Lasu,  rysuja  plakaty,  tak bardzo pow-
            szechnie podziwiane  przez nas  wszystkich, jeszcze inni zbieraja 
            monety i  naprawde  wydaja je na  cos sensowniejszego  niz wlasne 
            muskuly, inni leja chaosnikow,  jeszcze inni pisza o tym wiersze, 
            inni ksiazki, jeszcze inni  szerza legendy i  opowiesci, nastepni 
            pomagaja  bliznim,  lecza rannych  i chorych  z imieniem  Lesnego 
            Kregu na  ustach.  Bo i my tez  jestesmy  dziecmi  Pani Przyrody. 
            Niewdziecznymi ale  kochanymi. Lesne rodzenstwo nalezy do juz na-
            prawde tych starszych zrzeszen. Zostalo zalozone w Starym Swiecie 
            przez Klausa Moltke czlowieka  z Imperium.  Wierzymy w jego slowa 
            wedlug ktorych objawil mu sie bog Taal i przykazal mu jak juz mo-
            wilam, chronic Pania Przyrode,  to znaczy lasy i dzikie zwierzeta
            przed zakusami  chaosu ale i  przed  zachlannoscia karczownikow i 
            klusownikow. Sam Klaus wciaz zyje i wciaz stoi na jego czele wes-
            pol ze starszyzna Kregu. Nazywamy go Arcyhierofantem. Spotkanie z 
            nim daje bardzo wiele do myslenia,  Klausowi udalo sie zjednoczyc 
            wokol siebie  osoby roznych  ras  dzielacych  wraz z nim zapal do 
            podjecia tego wyzwania. O faktach towarzyszacych zalozeniu lesne-
            go rodzenstwa  wiemy wszyscy ale  dalsze  dzieje  to juz historia 
            tworzona przez  nas... to znaczy przez  lesnych  braci  i siostry 
            ktore tamte czasy  pamietaja. To  calkiem barwne dzieje zreszta - 
            troche szkoda  ze w  nich nie  uczestniczylam  ale z nich wyrasta 
            chocby taka tradycja jak Swieto Lasu wlasnie. 

    Isil: A kto zasiada w Radzie Lesnego Kregu? 

    Alicia: Pan starszy,  Terenes,  oraz Kilron z  Lasu Loren to obecna star-
            szyzna lesnego rodzenstwa.

    Isil: Czyli ktos,  kto podziela idee  zapoczatkowana przez Klausa Moltke, 
          pod natchnieniem Taala... Co tak wlasciwie ma zrobic, zeby do Kregu 
          dolaczyc?

    Alicia: Jak wspominalam,  lesne rodzenstwo  w rozmaity  sposob sluzy Pani 
            Przyrodzie.  Sa to wiec  rosne  osoby.  Zwyczajowo  wlasnie nasza 
            starszyzna  ocenia ich checi i  podejmuje decyzje do powiekszeniu 
            naszego grona. Oni tez  decyduja po  jakich probach zadaniach czy 
            rozmowach tak sie stanie. Zaczelabym  od tego ze w lesnym rodzen-
            stwie nie mamy jakichs codziennych przymusowych obowiazkow. To by 
            zas oznaczalo ze nie wymagamy nie  wiadomo jakich szkolen i umie-
            jetnosci. Jestesmy wolni od  jakiegokolwiek rygoru, ale z drugiej 
            strony to oznacza,  ze dzialamy  jak mozemy  bez  proszenia sie - 
            pchani do tego  we  wlasnym  sumieniu, checi  do pracy i w ramach 
            wlasnych mozliwosci. Komu tego brakuje to niech sie nie pcha. Nie 
            jestesmy j akims  swietym  elitarnym  gronem - wiekszosc  osob na 
            swiecie moglaby do nas dolaczyc gdyby  chciala i kazde z was moze 
            nas przekonac ze jest godne dolaczenia do lesnego rodzenstwa. Je-
            sli tak sie stanie to zostanie  przyjety. Po prostu, uzyska nasze 
            zaufanie - byc moze pod jakimis tam warunkami. Formalnego przyje-
            cia dokona zawsze ktos ze starszyzny lesnego rodzenstwa. Rzadziej 
            cieszacy sie szczegolnym  zaufaniem lesni bracia i siostry. Kazde 
            z nich wezmie to na wlasne  sumienie wiec zadne z nich nie uczyni 
            tego pochopnie. Ja na  przyklad nie znam  sie na ludziach czy tam 
            nieludziach i zawsze odsylam kandydatow do starszych. Jezeli ktos 
            juz bedzie w lesnym rodzenstwie  i bedzie  miec  rzadko spotykany 
            pierscien i  bedzie  od razu  utozsamiany  z  fajnymi plakatami i 
            pieknymi na nich slowami  i bedzie zbierac wyrazy uznania a w za-
            mian jednak uzna ze nie musi robic nic to krotko mowiac poczujemy 
            sie wrobieni. Dlatego najwieksze szanse maja ci ktorzy wpierw po-
            kazuja na szeroka skale swoje  umilowanie Pani Przyrody i niechec 
            do chaosu a dopiero potem  chca kontynuowac, a nie dopiero rozpo-
            czynac, swoja droge juz  z nami. Jezeli masz  dolaczyc do lesnego 
            rodzenstwa dla samej frajdy  i miec  pozniej to  wszystko gleboko 
            pod sercem to prosimy  uszanowac  tych naprawde  zaangazowanych w 
            lesna sprawe i - jak juz powiedzialam wczesniej - nie pchac sie.

    Isil: A jak Ty sie realizujesz w Lesnym Kregu?

    Alicia: Ja sie uwazam za  odpowiedzialna za "robienie halasu" - lubie byc 
            wszedzie pierwsza stad wieszam sporo plakatow nim zrobia to inni. 
            Sciaga to na mnie zainteresowanie  postronnych wiec dostaje listy 
            na ktore odpisuje. Udalo mi sie tez  pare razy pokonac rozne cho-
            roby bliznich. Odwiedzam tez innych braci i siostry ktorzy swoimi 
            obowiazkami sa "przykuci" do miejsc swojego zamieszkania... Prze-
            de wszystkim jednak  realizuje sie w tym  kim jestem a nie tym co 
            robie. Wiernosci i uwielbieniu  do Pani  Przyrody, szacunku swoim 
            obyczajom, takze religijnosci i przestrzeganiu pewnych manier.

    Isil: Te pokonywanie chorob z sukcesami  to pewnie poniekad  spuscizna po 
          Jozwicie?

    Alicia: Na pewno  po czesci tak.  Jednakze nie tylko.  Wracajac do zasad, 
            nie moge nie  wspomniec  i o tym (Tu mialam  okazje przyjrzec sie
            mieczowi Alicii, na ktorym wyryto inskrypcje "Bogowie Honor Lesny 
            Krag") Warto posiadac cos na czym mozna sie zawsze oprzec gdy juz 
            nie ma na czym innym. To naprawde najlepsze fundamenty. Nawet jak 
            nam nie wychodzi zawsze warto probowac i przynajmniej starac sie.

    Isil: Co uwazasz za  swoj najwiekszy  sukces,  jako osoby  dzialajacej na 
          rzecz Pani Przyrody?

    Alicia: Nie bardzo umiem Ci odpowiedziec.  Nie dokonalam  niczego znacza-
            cego. Chyba nawet tak powinno  byc na sluzbie  Pani Przyrody. Nie 
            spoczywa sie na laurach. Moze najwiekszy sukces dopiero mnie cze-
            ka?

    Isil: Na pewno tego Ci zycze. Zastanawiam sie czy zadac takie troche ciut 
          bolesne moze pytanie... Nie wiem czy nie bedzie niewygodne, ale...

    Alicia: Och najwyzej nie odpowiem.  

    Isil: Czasem bywa tak ze czlonkowie Lesnego Kregu nie sa brani zbyt powa-
          znie, uwaza sie ze  przesadzaja albo  ze sa  "nawiedzeni", wiesz... 
          Jak myslisz, z czego to  wynika? I co Ty sama mialabys o tym do po-
          wiedzenia?

    Alicia: A ja mowie ze jestem klasa sama dla siebie. A to jak bardzo niska 
            zalezy od tego kto jak jest nadetym bufonem  i z jakiej wysokosci 
            zadartego  nosa patrzy. Sama nie biore zbyt  powaznie tych ktorzy 
            gardza mniej  znaczacymi a sami sie  zaprzedaja  wielkim armiom i 
            gildiom. Porzucaja  przyjaciol spoza nich w zamian za sile i pie-
            niadze. I watpliwa na ogol slawe.

    Isil: To teraz... Przytulisko!  Swego czasu  bardzo  szeroko  reklamowane 
          przedsiewziecie. Opowiedz prosze o poczatkach. Kto wpadl na pomysl,
          jak to sie zaczelo, itede...

    Alicia: Jesli chodzi o pomysl to ja nie!  Ale od samego  poczatku bylo to 
            oczko w glowie pana  starszego wiec  pewnie on. Obiecuje ze jesli 
            sie myle to w nastepnym wydaniu napisze podziekowania dla wlasci-
            wego autora pomyslu. Pan starszy byl na pewno najbardziej zaanga-
            zowany. Zalezalo mu zdecydowanie. Zaczelo sie tak jak sama zauwa-
            zylas. Powstal plakat... postawilismy  na was, podroznikow. Jak i 
            na darczyncow z wielkich gildii.  Pewnie ilosc  godzin spedzanych 
            na snuciu koncepcji i  marzen na  zawsze  pozostanie przynajmniej 
            dla mnie tajemnica.

    Isil: Jak szlo gromadzenie datkow? Jak podroznicy  mogli pomoc? Bo z tego 
          co sie orientuje, to nie tylko wplatami.

    Alicia: Pamietalas tresc plakatu. Bo faktycznie. Napisano tam ze nie tyl-
            ko. Kazde z nas zbieralo - jesli w ogole trafili sie komu ofiaro-
            dawcy - z osobna i ja osobiscie nie wiem ile lesne rodzenstwo ze-
            bralo jako calosc.  Wiem ile ja posiadam monet nalezacych do les-
            nego rodzenstwa i starszyzna  Kregu wie ze mam tyle.  Ewentualnie 
            wie ze moze mnie spytac  ile mam wiecej  od  ostatniego chwalenia 
            sie. Wiesz ze kiedys wykupilismy  las w Redanii zeby w nim zacho-
            wac od wyginiecia sowki - czlapki?

    Isil: Oui, slyszalam o sowkach. Jakies sowki mieszkaja w Przytulisku?

    Alicia: Oczywiscie ze mieszkaja. Nie wiem czy  obecnie, w tej chwili, ale 
            jezeli  znajdziemy  jakies  ranne  czy  schorowane to  tak. Wtedy 
            mieszkaja. Gdy bylam  tam dzisiaj  to nie  widzialam. Ale one sie 
            swietnie chowaja. Cwaniaki!

    Isil: Na czym polega idea Przytuliska?

    Alicia: A na czym polega idea domu opieki dla niedoleznych starych chorych 
            a przede  wszystkim opuszczonych  i porzuconych?  To miejsce gdzie 
            lesne rodzenstwo podejmuje sie opieki nad kazdym zwierzeciem wyma-
            gajacym jakiejkolwiek opieki i troski. Zwierzeta dzikie - uwolnio-
            ne z sidel, ocalone przed  zamarznieciem  zima,  postrzelone przez 
            klusownikow, odebrane klusownikom,  sprzedane lub  porzucone przez 
            zwierzynce albo  cyrkowcow... a  takze  domowe - wierzchowce,  czy 
            zwierzeta juczne ktore sa stare albo okulale, chore, stare, ocalo-
            ne od rzezni, zbyt uciazliwe czy nudne dla dotychczasowych wlasci-
            cieli, porzucone, bezdomne, ranne,  chore... wiele by wymieniac. W 
            przytulisku lesne  rodzenstwo - ale i kazdy  komu nie jest to obo-
            jetne - opatruje rany, dokarmia,  nie brak u nas i takich podopie-
            cznych ktore po prostu wymagaja uwagi, zabawy. Jest to moze i nie-
            typowe, ale jednak  gospodarstwo - trzeba  od czasu do czasu poza-
            miatac, posprzatac zagrody zwierzetom... nawet  nie wiesz ile tego 
            jest do roboty... Dostarczamy tez  pasze,  ziarno, a gdzie jeszcze 
            prace przy samym  obejsciu? Co tam  wchodze to  jest jak po dobrej 
            imprezie. Robicie jeszcze wieczorki w Bialym Kle? Moglabym sie za-
            lozyc, ze pod wzgledem sprzatania, to w porownaniu do naszych pod-
            opiecznych jestescie  grzeczni jak  dzieci. Nie  mam zadnego zwie-
            rzatka  "pocztowego"  dla swojego  kaprysu i  boje  sie miec nawet 
            wlasnego golebia z tego  wszystkiego.  Czasami sobie wyobrazam, ze 
            gdy juz lesne rodzenstwo  wychodzi stamtad i  jest cicho to pewnie 
            odprowadzaja nas  wzrokiem i  pada jakies  triumfalne cwierkniecie 
            "Poszli!!!" i zaczynaja sie hulanki - ale oczywiscie rzeczywistosc 
            jest znacznie bardziej  przygnebiajaca i  ponura.  Smutne miejsce, 
            niemniej potrzebne. Ja na  przyklad jestem  w lesnym rodzenstwie a 
            jednak nie znosze najlepiej widoku siersciuchow i futrzakow. Spoj-
            rzec jakiemus buchajacemu  ogniem chaosniczemu miesniakowi, cos mu 
            napyskowac, moze nawet kopnac w umowny tylek i zwiewac byle daleko
            albo zas powiesic jeden z  plakatow Lesnego  Kragu na czyjejs pry-
            watnej czy gildyjnej tablicy i juz  nie po  raz  pierwszy czytac w 
            listach "zeby to  byl ostatni raz" albo  sie dowiedziec  ze jestem 
            niczym wiecej niz jakos lesna wiedzma to przyslowiowa pestka. Moge 
            robic to codziennie. Ale  spojrzec w  oczy laszacego  sie czyjegos 
            futrzastego  lojalnego  i kochajacego  przyjaciela i sprobowac cho-
            ciaz odpowiedziec mu "Dlaczego tak jest?" - ja wymiekam.

    Isil: Jak przebiegala  budowa  Przytuliska,  jak juz  zostaly zgromadzone 
          srodki na jej przeprowadzenie? 

    Alicia: Musialabys spytac czlonkow lesnego rodzenstwa mieszkajacych w po-
            bliskiej osadzie.  Ja nie przebywalam tak czesto na placu budowy. 
            Chetniej snulam sie po swiecie  skad kierowalam chetnych do Shek-
            hal. Przypadlo mi to w udziale poniewaz powiesilam sporo plakatow 
            o budowie wiec tym samym duzo osob  zainteresowanych pytalo. Cza-
            sami tylko sama  zalatwilam  troche  budulca - glownie  kamienia. 
            Zdecydowanie jednak, moim zdaniem przynajmniej, wszystko przebie-
            glo szybciej niz sie zapowiadalo. Ciesze sie. Mozna nie znac les-
            nego rodzenstwa albo uwazac ze jestesmy niezli tylko w plakatowa-
            niu a jednak wesprzec nasza inicjatywe. 

    Isil: A jak wyglada przytulisko teraz?

    Alicia: Jest to miejsce od poczatku  pomyslane o zwierzetach, podzielone 
            na zagrody i legowiska czy grzedy dla zwierzat wszystkich podej-
            mowanych aktualnie gatunkow, pod sciana mnostwo paszy czy innego 
            ziarna, na srodku stol. Wszystko rozswietlone glownie naturalnym 
            swiatlem slonca. Pan starszy  cuda  wyprawia przy tym stole - to 
            znaczy leczy i opatruje nowych pacjentow.

    Isil: Mam nadzieje ze bede mogla poprosic o mapke jak dotrzec do przytu-
          liska? 

    Alicia: Oj... chyba nie.  Ostatnio rysowalam plan jakiegos miasta a poz-
            niej na jego podstawie zabladzilam, i znalazlam sie w sasiednim.
            Przede wszystkim znajduje sie w  kniei, a knieja ma to do siebie
            ze mozna sie zgubic. A same przytulisko  to pojedyncza budowla -
            zadnych korytarzy, zadnych pulapek, schodow czy  tez przesmykow.
            Wszelkim  kartografom ktorzy  musza  rysowac  kazdy  cal ziemi i
            wszelkim kandydatom  roznych gildii ktorzy dostana takie zadanie
            dziekujemy - nic  tam  ciekawego  nie  czeka.  Choc wlasciwie...
            Przyda sie tam przeciez czasami posprzatac zagrody i pozamiatac,
            wiec... czemu nie?  No i lesne  rodzenstwo  w  swoich  plakatach
            zaprasza i prosi  o pomoc  w  pomaganiu zwierzetom - tych ktorzy
            znaja sie na opiece nad zwierzetami do opieki nad nimi, pozosta-
            lych przynajmniej do zabawy z  podopiecznymi  przytuliska. Zatem 
            prosze, zalaczam mapke ktora wyczerpuje temat rysowania sciezek.

                                                (x)--(Przytulisko)
              OKOLICE PUSZCZY SHEKHAL            |
              -----------------------            |   Droga w kierunku do:
                                                (x)  (K) - Kociegopola
                                               /     (M) - Mariboru
                                              /      (W) - Wyzimy
                       ( )--( )--( )--( )--(x)
                        |                \           (x) - sciezka poza
                        |                 \                traktem (nie
             (K)  Z(p) ( )                 (W)             zabladzcie!)
                \  |  /
                 \ | /                               (s) - skrzyzowanie
                  (s)                                      z szubienica
                   |
                   |            Z(p) - zajazd i przystanek wozu relacji
                  (M)                     Maribor - Grabowa Buchta




    Isil: Chcialabym jeszcze zapytac czy jest jakis  darczynca ktory znacza-
          co wspomogl budowe przytuliska?

    Alicia: A wiesz co? Troche sie obawialam takiego pytania. Jestem na tyle 
            roztrzepana ze nie prowadze jakichs scislych ksiag rachunkowych. 
            Glupio mi ze o to spytalas bo  pamietam takze i jakiegos mithry-
            lowego dawce a nie pamietam - czy tez  nie zapisalam sobie imie-
            nia. Przepraszam tego kogos i dziekuje mu oczywiscie i raz jesz-
            cze zapewniam ze nie usmiechnelam sie wtedy tylko na widok mone-
            ty. Jakos chyba pieniadze i uczucia nie ida ze soba w parze a ze 
            mnie zdecydowanie kiepska urzedniczka.

    Isil: Czy Lesny Krag chce  komus  szczegolnie  podziekowac,  albo  wrecz
          przeciwnie?

    Alicia: Jestem tylko jedna  z lesnego  rodzenstwa,  nawet nie czlonkinia 
            starszyzny, i nie stanowie o czyms takim jak oficjalna linia po-
            lityczna Lesnego Kregu.  Wlasciwie to  nie sadze by w ogole ist-
            nialo takie cos. Co innego  jakbys na przyklad spytala mnie o to 
            kogo Lesny Krag drazni w mojej osobie albo  co lekcewazacego czy 
            innych kpin mozna wysluchac i od kogo... no to juz cos. W kazdym 
            razie lesne rodzenstwo, a  przynajmniej ja w moim wlasnym sumie-
            niu, jest winne wdziecznosc  wszystkim  ktorzy rozumieja ze Pani 
            Przyroda i jej dziela - lasy, woda,  zwierzeta, sa nam niezbedne 
            i ze jestesmy za nie odpowiedzialni i czynia we wlasnym zakresie 
            wszystko by Pania Przyrode szanowac i chronic.  Przytulisko udo-
            wadnia jak niewiele do tego trzeba - dziekujemy, przynajmniej ja 
            za kazda jakakolwiek monete, deske i kamien ofiarowany na budo-
            we.

    Isil: To na koniec... Twoje osobiste podziekowania i zyczenia.

    Alicia: Skoro zachecilas mnie do podziekowan to ja zaswiadczam i dziekuje 
            za to, ze swiat jest pelen wspanialych pojedynczych osob, ja jes-
            tem wdzieczna losowi za  takie jak dzis Annamea, Athalyse, Mitha-
            ri, Corrisande czy Liriela. Uwazam zreszta, ze wladze, ktore kie-
            dys badz obecnie  przyjmuja je pod swoimi rzadami tez powinny byc 
            wdzieczne. 

    Isil: Dziekuje!

    Alicia: Dziekuje i ja.


     ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~    ~
  
.  ,_,                                                                 ,_,  .
. (o,o)                                                               (o,o) .
|./)_)                red. Isil "Piszczalka" de Soreil                 (_(\.|
|  " "                                                                 " "  |
o---------------------------------------------------------------------------o
> 
> 
Zatytulowano: Karnawal Szalenstwo? O NIE. PIEROGI


o---------------------------------------------------------------------------o
|                                                                           |
|       ///==========\\\       ,iiiiiiiiiiiiii,       ,'  ________  ',      |
|      ///='        '=\\\      iii'        'ii'       ,,,'        ',,'      |
|         '.________.'           '.________.'           '.________.         |
|                                                                           |
|       K a r n a w a l?      S z a l e n s t w o?     O NIE. PIEROGI!      |
|                                                                           |
.                                                                           .
.                                                                           .
     Karnawal, Szalenstwo? 
     O nie. Pierogi. 
     
     Zapomnij o karnawale. 
     Najedz sie pierogow. Najlepiej takich z tlustym nadzieniem. 
     Zjedz ich przynajmniej kilkanascie. 
     A potem idz spac. 
     Przytul sie do kogos. 
     I spij. Niech ten ktos glaszcze Ciebie po brzuszku. 
     A ty zapomnij o tym, ze podobno trzeba sie bawic. 
     Drzem.

     
     Najpierw Wam podam przepis na idealne ciasto pierogowe. Do wszystkich 
     pierogow bowiem uzywamy tego  samego. Jak sie  nauczysz raz je  robic,
     juz zawsze  wyjda Ci  pyszne  pierogi, wszystko  jedno co  wlozysz  do
     srodka.
 
   ------------------------
    
     Idealne ciasto na pierogi
 
   ------------------------
    
     Skladniki
     na ok. 40 sztuk
      300 g maki pszennej
      szczypta soli
      125 ml wrzacej wody
      1 jajko
      20 g masla
     Przygotowanie
     Make przesiac do miski, dodac sol. Do zagotowanej wody wlozyc maslo i
     roztopic, stopniowo wlewac do maki, mieszajac wszystko lyzka, na razie
     jeszcze niedokladnie.  Dodac  jajko i  polaczyc  wszystkie  skladniki,
     zagniesc gladkie ciasto. Wylozyc  na podsypany maka  blat i  wygniatac
     przez okolo 7 - 8 minut. Zawinac w  folie i odstawic na ok. 30  minut.
     Ciasto podzielic na 4 czesci i kolejno rozwalkowywac na cienki  placek
     (okolo 2 - 3 mm), obsypujac w razie potrzeby stolnice maka.
     Mala szklanka wycinac kolka, rozciagnac je troche w palcach, nastepnie
     na srodek nakladac po jednej czubatej lyzeczce farszu. Skladac na  pol
     i zlepiac dokladnie brzegi, ukladac na stolnicy.
     W duzym  garnku zagotowac  osolona  wode i  jak bedzie  mocno  wrzala,
     wlozyc pierwsza  partie  pierogow  (okolo  15  sztuk).  Po   ponownym
     zagotowaniu zmniejszyc ogien do  sredniego i  gotowac pierozki  przez
     okolo 2 minuty liczac od  czasu wyplyniecia ich na  powierzchnie wody
     (do czasu  az  ciasto  bedzie miekkie,  sprawdzamy  palcem  wylawiajac
     jednego pieroga). Dlugosc gotowania zalezy od grubosci ciasta. Wylowic
     lyzka cedzakowa na talerz.
 
   ------------------------
    
     A teraz przepisy na pierogi:
 
   ------------------------
    
     Pierogi ze szpinakiem i ricotta zapiekane w sosie pomidorowym
 
    Skladniki
     4 porcje
      idealne ciasto pierogowe
      sos ze swiezych pomidorow
      tarty parmezan
      bazylia
     
     Farsz szpinakowy
      300 g szpinaku (swiezego lub mrozonego)
      250 g ricotty
      2/3 szklanki startego pecorino, parmezanu lub grana paddano
      1/2 lyzeczki mielonej galki muszkatolowej
      1/3 lyzeczki sproszkowanego czosnku
      swiezo zmielony pieprz
      2 jajka
 
    Przygotowanie
     Zagniesc idealne  ciasto  pierogowe  i  odlozyc  na  pol  godziny  pod
     przykryciem. W miedzyczasie nastawic  sos pomidorowy oraz  przygotowac
     nadzienie do pierozkow.
     Farsz  szpinakowy: mrozony  szpinak  rozmrozic  i  odcisnac.   Swiezy
     szpinak oplukac,  osuszyc na  recznikach, wlozyc  do duzego  garnka  i
     mieszajac podgrzewac przez ok.  2 - 3 minuty  az zwiednie. Wylozyc  na
     sitko, odcedzic i odcisnac.
     Szpinak mrozony lub  swiezy rozdrobnic w  melakserze, nastepnie  dodac
     ricotte, tarty  ser i  przyprawy, jeszcze  raz krotko  rozmiksowac  na
     jednolita mase. Dodac jajka i polaczyc skladniki.
     Ciasto pierogowe  rozwalkowywac partiami  na podsypanym  maka  blacie.
     Wyciac kolka i delikatnie rozciagac je w dloni, nalozyc farsz i zlepic
     brzegi. Wrzucac partiami na zagotowana i osolona wode i gotowac  przez
     ok. 1 minute od wyplyniecia na powierzchnie.
       Zapiekanie:  Piekarnik  nagrzac  do  180  stopni  C.  Zagotowac  sos
     pomidorowy i wylozyc go do naczynia zaroodpornego. Ulozyc pierozki (po
     ok. 6 sztuk na 1 porcje) i wstawic do piekarnika na 15 minut.  Posypac
     tartym parmezanem i bazylia.
 
   ------------------------
    
     Pierogi z pieczona dynia i bialym serem

     Farsz:
      350 g miazszu pieczonej dyni, najlepiej hokkaido (przepis ponizej)
      350 g bialego sera
      sol morska i swiezo zmielony czarny pieprz
      1 lyzeczka imbiru w proszku
      1/2 lyzeczki galki muszkatolowej
      szczypta cynamonu
      rozmaryn uzyty do pieczonej dyni
     
     Przygotowanie
     Pieczona dynia: okolo 1/2 kg dyni  (zwazonej ze skora) umyc,  osuszyc,
     oproszyc sola i pieprzem, wysmarowac oliwa z oliwek z pierwszego i  1
     lyzeczka igielek swiezego rozmarynu. Ulozyc na blaszce do pieczenia i
     wstawic do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. Piec przez 30 minut.
     Ostudzic, odciac skore i pestki, pozostawiajac sam miazsz. Odwazyc 350
     g miazszu.
     Farsz: upieczona  dynie zmielic  w maszynce  do miesa  razem z  bialym
     serem (jesli dynia jest wodnista nalezy ja wczesniej odcisnac z soku).
     Doprawic  sola,  pieprzem,  imbirem,  galka,  cynamonem  i  posiekanym
     rozmarynem z pieczonej dyni.
     Ciasto podzielic  na  3  czesci i  kolejno  rozwalkowywac  na  placki.
     Szklaneczka wycinac kolka i nakladac  po jednej lyzce farszu.  Zlepiac
     dokladnie brzegi i ukladac pierozki na stolnicy.  Przykryc sciereczka
     do czasu gotowania, aby nie obeschly.
     W duzym  garnku zagotowac  osolona  wode i  jak bedzie  mocno  wrzala,
     wlozyc pierwsza  partie  pierogow  (okolo  15  sztuk).  Po   ponownym
     zagotowaniu zmniejszyc ogien do sredniego i gotowac pierozki  jeszcze
     1 -  2 minuty  od wyplyniecia  na powierzchnie wody.  Wylawiac  lyzka
     cedzakowa i  ukladac na  tacy jeden  obok drugiego.  Ugotowac  kolejne
     partie pierogow.
     Podawac z dodatkami: na  patelni, na malym  ogniu, na oliwie  zeszklic
     cebule i  czosnek  i  smazyc przez minute.  Gorace  pierozki  posypac
     cebula swiezo  zmielonym kolorowym  pieprzem.  Podawac ze  smietana  i
     natka pietruszki.
 
   ------------------------
    
     Pierozki z kurkami i serem ricotta

     Podawane z kielkami slonecznika,  oliwa z oliwek  i orzeszkami  pinii.
     Moga miec inny ksztalt, nie tylko "kokardek". Zamiast kurek  mozna
     dac dowolne grzyby, np. inne  grzyby lesne lub pieczarki  (ewentualnie
     grzyby mieszane).
     
     Farsz:
      350 g kurek
      1/2 malej cebulki
      150 g sera ricotta
      2 czubate lyzki tartego Parmezanu
      1/2 jajka
      2 lyzki posiekanej swiezej szalwii
      2 lyzki posiekanej natki pietruszki
      szczypta tartej galki muszkatolowej
      sol morska (niekoniecznie) i swiezo zmielony czarny pieprz
     
     Przygotowanie
     Farsz: Kurki oczyscic i oplukac,  dokladnie osuszyc i drobno  posiekac
     (nie smazyc!). Dodac cebulke starta na  tarce o malych oczkach.  Farsz
     wymieszac z  reszta skladnikow,  doprawic galka  muszkatolowa,  swiezo
     zmielonym czarnym pieprzem i ewentualnie sola morska.
     Pierozki: Ciasto  podzielic na  4 czesci  i kolejno  rozwalkowywac  na
     placki. Kazdy placek pokroic na prostokaty  o wymiarach okolo 6,5 x  5
     cm. Na srodek  nakladac po  lyzeczce nadzienia,  zlepic ciasto  wzdluz
     dluzszego boku,  z  nadzieniem  znajdujacym  sie  posrodku.  Nastepnie
     zlepic przeciwlegle, krotsze boki,  dociskajac ciasto do stolnicy,  az
     po sam farsz. Zawinac  konce ciasta (podobnie  jak zwija sie  papierek
     cukierka), formujac  pierozki w  ksztalt "kokardki.  Pierozki  gotowac
     partiami, we wrzacej i osolonej wodzie.  Gotowac przez okolo 1  minute
     od czasu wyplyniecia pierozkow na powierzchnie wody.
     
.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)     Wasza oddana kuchenna redaktorka, Kas Flowercook.             (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
 _____________________________________________________________________________

> 
Zatytulowano: Zima idzie! (czesc 1)         

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|    Przygotuj sie!                                                           |
|                                                                             |
|                .    .    .   .  .  /\   .  .    .     .    .  .             |
|              .   .   .  .___U_____/  \/\  .    .     .    .    .            |
|                 .  .    / # \  \\ \  /  \   .   .  .  o     . .             |
.               .      . / ___ \_____\ /  \     .   .  (:)  .  .  .           .
.             +++  || ++++||^|| # |++++ || | +++      ( : )                   .

        __________.__                   .__    .___      .__          ._.     
        \____    /|__| _____ _____      |__| __| _/______|__| ____    | |     
          /     / |  |/     \\__  \     |  |/ __ |\___   /  |/ __ \   | |     
         /     /_ |  |  Y Y  \/ __ \_   |  / /_/ | /    /|  \  ___/    \|     
        /_______ \|__|__|_|  (____  /   |__\____ |/_____ \__|\___  >   __     
                \/         \/     \/            \/      \/       \/    \/     

                         Ale od czego sa porady ekspertow?

                                                        (czesc pierwsza)


     Zima nikogo nie rozpieszcza - chociaz wydaje sie, ze dosc uzasadnione
     watpliwosci maja mieszkancy pustyni, majacy to (nie)szczescie, ze nie
     rozrozniaja por roku po samej aurze. Lecz poza nimi mieszkancy lasow,
     gor, ba, nawet miast, jak i podroznicy poruszajacy sie pomiedzy nimi
     statystycznie nie maja powodow do radosci. Chyba ze sa dziecmi, lecz
     nie zawsze sie to zdarza.

     Zima nie rozpieszcza - nie siejemy i nie zbieramy plonow, polegamy na
     naszych zapasach, nasze domy i obozowiska sa nieustannie chlostane
     przez zimny, porywisty wiatr, mroz wciska sie przez kazda najmniejsza
     (co gorsza zapomniana) szpare i dziure, czy to w odziezy, oknach, czy
     drzwiach albo scianach naszych schronien. Polujemy na zwierzeta, zeby
     miec co jesc, jednak wiekszosc z nich ma dokladnie taki sam pomysl i
     zle znosi konflikt interesow. Snieg zasypuje drogi i ulice po ktorych
     nadal musimy sie poruszac, a do tego prowadzimy odwieczna i nierowna
     walke zeby wyplenic go z naszych obejsc, ulic miast, natomiast minuty
     i godziny, ktore codziennie poswiecamy na rabaniu drew i nieustannym
     grzebaniu w kominkach, popiele, czy tez, jak kto woli, i w weglu zeby
     zaznac ciepla w domu pozostana nigdy nie policzona tajemnica.
     Podsumowujac: marzniemy, chorujemy, narzekamy i wypatrujemy wiosny -
     nierzadko juz pierwszego dnia zimy.

     Czy naprawde musimy to tlumaczyc? Zima zycie nie jest lekkie.

     Na szczescie z odsiecza przychodzi Wam Periodicus, a scislej ujmujac
     jego eksperci, osoby, ktore w czasie niejednej zimy z niejednego pieca
     jadly ten tak zwany chleb. Jak to juz bywa z naszymi ekspertami, sa to
     osoby wywodzace sie z roznych srodowisk, miejsc i kultur. Tradycyjnie
     laczy je rzecz jasna jedno: dzisiaj, na lamach Periodicusa dziela sie
     z Wami doswiadczeniem, spostrzezeniami i sprawdzonymi sposobami na
     przetrwanie zimy.

     Czytajcie i nie bojcie sie zimy!

                .      .
                _\/  \/_             *               *        *
                 _\/\/_       *            *             *         *
             _\_\_\/\/_/_/_
              / /_/\/\_\ \              W    G O R A C H
                 _/\/\_ 
                 /\  /\         *       *        *          *
                '      '                    ( o k i e m   K h a z a d a )
                                   *          *        *         *


     Zima w gorach to nic zdrowego, a kto zimowa pora wybiera gory zeby w
     nich odpoczac i oddac sie relaksowi powinien dobrze przemyslec takie
     pomysly. Osobiscie przekonuja mnie o tym krasnoludy, chlubne wyjatki
     od powyzszej sugestii, rasa ktora umilowala gory prawie ze calego
     swiata. Dla mnie wypowiedzieli sie ci z Gor Kranca Swiata:

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Najlepiej  na pytanie  "jak przetrwac  zima w Gorach"  odpowiedzialby
     jaki Zaki, znaczy taki krasnolud co po gorach wedruje, miast z innymi
     w  Twierdzy siedziec. Taki to by Ci nagadal, co gory zima sa  piekne,
     ale i smiertelnie niebezpieczne. Osniezone szczyty tnace blekit nieba,
     pokryte gruba warstwa sniegu doliny, przyproszone bialym puchem drzewa
     rosnace w nich... Drugie oblicze gor to lawiny schodzace ze szczytow
     i  niszczace  wszystko na  swej  drodze, zasypane  trakty,  oblodzone
     granie, przysypane szczeliny, w ktorych o smierc nie trudno.

     Nadto pogoda bardzo zmienna jest, wyruszysz rano przy pieknym sloncu,
     by w poludnie szukac schronienia przed sniezyca. A i temperatura, nie
     dosc ze im wyzej, tym nizsza, to i ledwo co slonce sie skryje, to juz
     gwaltownie spada. I nie trza wiele by jaki wedrowiec zmarzl. To jedna
     z  najgrozniejszych  rzeczy:  noc w  gorach, gdy  temperatura spada w
     wielkim tempie. Tu nawet cieply ubior nie pomoze.

     A skoro  przy  ubiorze jestesmy, to jesli kto musi sie w gory wybrac,
     niechaj cieply kozuch na grzbiet, a grube portki na rzyc przywdzieje,
     by  od  mrozu  choc troche  sie uchronic.  Do tego  dobre, wyscielane
     futrem buty, najlepiej podkute blacha z kolcami, a jesli takowych nie
     ma, to chociaz same uprzeze z kolcami na zwykle buty niechaj zalozy.
     Wartosc ich  doceni, gdy noga  mu sie na  jakim oblodzeniu  powinie i
     paredziesiat stop  po rzyci w dol  zjedzie. A jak  przepasc po drodze
     bedzie, to ino chwila mu na przyznanie mi racji pozostanie.

     Do tego czapa ciepla z grubej welny, czy tez futrzana, rekawice dobry
     chwyt zapewniajace. Ekwipunek o dluga line albo dwie nalezy uzupelnic,
     haki do  wspinaczki i czekanik, badz  inny topor z dlugim kolcem. Nie
     raz taki kolec zycie komu uratowal, gdy nieostrozny wedrowiec stokiem
     oblodzonym  w  dol  ku  smierci  zjezdzal,  wtedy  szybkim  a  mocnym
     uderzeniem kolec w lod wbijal i ped swoj calkiem wyhamowac mogl. I na
     koniec  plecak, coby ruchow  nie  krepowal i pelen  prowiantu. Zima w
     gorach o zarcie ciezko. O polowaniu na kozice mozna zapomniec, bo nim
     sie do nich zblizy, juz na najblizszym szczycie schronienie znajda. A
     zdolnosci  takich  wedrowcowi  z pewnoscia  bedzie  brakowac,  gdy na
     watahe wilkow  sie natknie. Albo na  wybudzonego i wscieklego z tego
     powodu niedzwiedzia.

     Ale najlepiej  przygotowania  do zimy  rozpoczac  od razu  jak sniegi
     stopnieja. Zadbac o dobre schronienie, idealna dla przykladu moze byc
     jaka Twierdza  pod  gorami, nagromadzic  zapasow  zywnosci, opalu  do
     piecow, zapewnic dostep  do wody. I z nastaniem  czasu sniegu i mrozu
     zawrzec wrota i cieszyc sie bliskoscia pobratymcow.

     Nawet te zielonoskore scierwo ma dosc rozumu, by taka pora w gory nie
     wylazic. Chowaja sie ino gdzie po jaskiniach i innych norach. Bo zima
     ino szaleniec albo samobojca w gory sie zapuszcza (stalych mieszkancow
     z tego grona wykluczam). 


                .      .
                _\/  \/_             *               *        *
                 _\/\/_       *            *             *         *
             _\_\_\/\/_/_/_
              / /_/\/\_\ \              W    L A S A C H
                 _/\/\_ 
                 /\  /\         *       *        *          *
                '      ' ( o k i e m  A s r a i ,  L e s n e g o  E l f a )
                                   *          *        *         *

     O tym ze lasy, przysypane puchowa koldra wygladaja uroczo i malowniczo
     wiemy wszyscy. O tym jednak, ze zima w lesie to nie tylko ladny widok,
     ale niebezpieczenstwa i koniecznosc zachowania licznych przestrog - to
     z kolei najlepiej wiedza nieliczni - na pewno do takich naleza Lesne
     Elfy, albo czlonkowie Lesnego Kregu. Dla mnie, a wiec tym samym i dla
     Was wypowiedzial sie przedstawiciel obydwu, Evandeil Duch Puszczy.

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Wiekszosc  lasow,  zarowno  w Imperium  jak i w Ishtar  oferuje bardzo
     wiele,  nawet  zima. Podroznik  obeznany  z  podstawowymi  zasadami  z
     latwoscia przetrwa zime w lesie. Po pierwsze nalezy przygotowac siebie,
     czyli dobrac  odpowiedni ekwipunek.  Ubranie cieple  i nieprzemakalne,
     bron do  polowania  oraz obrony, buklak badz  manierka  na wode, suchy
     prowiant. W  wielu  miejscach  las  jest  tak  gesty,  iz  rozpoznanie
     kierunkow  po  gwiazdach  lub  sloncu  jest  niemozliwe. Wtedy jedynym
     sposobem  by  odnalezc  droge jest kompas.  Nalezy wiec pamietac o tym 
     elemencie wyposazenia. Dobrze jest miec wedke lub siec na ryby. Wiele
     strumieni nie zamarza nawet zima. Mozna tez lowic ryby w przereblu.

     Wiele  lasow jest  niezwykle  niebezpiecznych.  Mozna  w nich  znalezc
     obozowiska  zielonoskorych,  bandytow  lub  innych  stworow  chaosu.
     Obierajac miejsce na obozowisko, nalezy wykonac szeroki zwiad i wybrac
     miejsce z dala od tego rodzaju niebezpieczenstw. Obiecujace moga sie
     wydawac roznego rodzaju jamy i jaskinie. Zwykle jednak zamieszkane sa
     one przez  ogromne pajaki, zielonoskorych  lub w  najlepszym  wypadku
     niedzwiedzia. Zwykle jednak maja tylko jedno wyjscie i moga okazac sie
     pulapka. Mimo tych wszystkich wad, przy odpowiednim zwiadzie jaskinia
     ukryje swiatlo ognia i osloni przed wiatrem. W miare mozliwosci nalezy
     zabarykadowac  i  zamaskowac  wejscie.  Jesli  nie  bedzie  dostepnej
     odpowiedniej jaskini, obozowisko mozna rozlozyc pod golym niebem.
     Z galezi  mozna zbudowac  prowizoryczne  zadaszenie  do ochrony przed
     wiatrem i opadami.

     Gdy nie jestesmy pewni niebezpieczenstw w danym lesie, dobrym miejscem
     na nocleg bedzie drzewo. Dobrze jest sie przywiazac do pnia, by uniknac
     przypadkowego  upadku.  Wielu  podroznikow  opanowalo  sztuke  spania
     opartym  o pien na  wyzszych  galeziach  bez koniecznosci dodatkowego
     zabezpieczenia.

     Oprocz wspomianych wyzej niebezpieczenstw, sama natura potrafi zabic.
     Niedzwiedz czy stado wilkow potrafi byc niebezpieczne dla najbardziej 
     doswiadczonego  podroznika.  Dobrze jest  wiec zadbac  o ogien, ktory
     odstraszy  dzikie  zwierzeta. Przed  rozlozeniem  obozu i rozpaleniem
     ognia nalezy odczekac kilka godzin, by upewnic sie, ze nie przechodzi
     tedy zaden wrogi patrol.

     Zdobywanie  pozywienia zima jest utrudnione. Nie ma owocow i grzybow.
     Mozna znalezc  roznego rodzaju korzenie, jednak  pod sniegiem jest to
     bardzo utrudnione. Jesli zdecydujemy sie szukac roslin, nalezy zbierac
     tylko te, ktore znamy  dobrze. Wiele  jagod i korzeni  ma wlasciwosci
     trujace. W ostatecznosci mozna zuc mlodsze galezie lub kore drzew.

     Najpewniejszym  sposobem  na zapewnienie sobie  pelnego  brzucha jest
     polowanie. Kroliki sa latwa zdobycza dla kazdego poszukiwacza przygod.
     Za zajacami i zwierzyna plocha trzeba sie nabiegac. Dziki beda stawiac
     opor, ale sa warte wysilku. Polujac nalezy pamietac o kilku zasadach:
     wybieramy  najslabsze  zwierzeta,  zabijamy  najszybciej  jak sie da,
     wykorzystujemy  wszystko, czego  nie zdolamy zjesc mozna  uwedzic nad
     ogniskiem. Zima takie pozywienie przetrwa bardzo dlugo.

     Jedzenie jest rzecza wazna, jednak  najwazniejsza rzecza  w podrozach
     jest woda. Nalezy pamietac o regularnym jej piciu i pilnowaniu pelnej
     manierki. Bez jedzenia  mozna przetrwac nawet  siedemdziesiat dni ale
     bez wody  maksymalnie  siedem.  Zima mozna  roztopic snieg  jesli nie
     znajdziemy strumienia.

     Kolejna bardzo wazna sprawa zima jest pilnowanie temperatury ciala.
     Dlatego dbamy by ubranie bylo suche i okrywalo cale cialo. Odmrozenia
     konczyn moga skutkowac tym, ze nie  bedziemy w stanie  zapewnic sobie
     srodkow do  przetrwania, a nadmierne  wychlodzenie  calego  organizmu
     prowadzi do spiaczki i smierci. 

     Jest w swiecie kilka lasow, ktorych nalezy unikac. W Ishtar Brokilon
     strzezony jest przez driady, ktore poczestuja kazdego intruza strzala.
     W Imperium Las Loren jest miejscem, gdzie intruzow zwyklo sie z kolei
     traktowac  zelazem.  Mozna  na skraju Loren  pod monolitem  znaczacym
     granice  Krolestwa Asrai  odpoczac  i  posiedziec  przy  ogniu  jesli
     odpowiednio  uszanuje sie dom  i zasady gospodarza.  O tych mozna sie
     dowiedziec od elfow zamieszkujacych Loren. 

                .      .
                _\/  \/_             *               *        *
                 _\/\/_       *            *             *         *
             _\_\_\/\/_/_/_
              / /_/\/\_\ \              N A   M O R Z A C H
                 _/\/\_ 
                 /\  /\         *       *        *          *
                '      ' ( o k i e m   A s u r ,
                                             W y s o k i e j   E l f k i )
                                   *          *        *         *


     Morze jak morze, lubimy sie w nim kapac, plywac, baraszkowac i pewnie
     nieraz w milym towarzystwie. Co bardziej przedsiebiorczy z nas zyja z
     jego darow - polawiaja perly, szukaja bursztynow. O tym jednak, ze w
     morze zima nie nastraja do pluskania sie, nie mowiac o przyjemnosci z
     nurkowania wypowiedziala sie Asur, a wiec przedstawicielka Wysokich
     Elfow, najlepszych zeglarzy na oceanach obmywajacych brzegi Ulthuanu.

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Zegluga zima po oceanach to dla mnie smutny temat, z powodu naiwnosci
     i checi zarobku  ze strony  przewoznikow, ktorzy  lacza  swoj  rejs z
     checia zysku, nie baczac na morze - a przeciez w duzej mierze wlasnie
     od niego zalezy nasze zycie, nie mowiac juz o powodzeniu wyprawy.
     Nawet pospolici, zdawaloby sie dla plywajacych pod bandera wiekszosci
     cywilizowanych krajow oficerow, nieokrzesani piraci zywia nabozny dla
     morza  szacunek - pomijajac  bowiem realna  wartosc lupow, z  ktorymi
     powracaja do swoich, rozumieja oni  bez slow, ze morze ich zywi i bez
     ogladania sie na nic decyduje o zyciu. Rozumieja to i wielcy zeglarze
     i prostaccy wiejscy rybacy - takie osoby, rowno traktowane, jednakowo
     nie wychodza w morze bezmyslnie, licza sie raczej z tym, ze nie moga
     tego zrobic, nawet bez wzgledu na chec zysku.

     Morze, choc nie miesci sie to w glowach, jest zywym organizmem, laicy
     moga odniesc takie wrazenie po jego nieustannym ruchu - ono faluje,
     naprzemiennie lagodnie, bawiac sie i cieszac wraz z zeglarzami, innym
     razem znow gniewnie, jakby z wyraznym zamiarem zatopienia nieudolnych
     i slabych zeglarzy. Ale nie tylko, ono szumi, niejako zawodzi, spiewa
     podszeptuje, zmienia rowniez kolory, pcha statek w kierunku jakim chce.
     Morze to rowniez i niebo nad nim, ktore odzwierciedla jego nastroje,
     radosnie rozswietlajace slonecznym blaskiem lagodna ton i zachodzace
     chmurami, gdy pod maska gniewu skrywa swoja laske dla statkow. To
     wszystko jest jezykiem, ktorego ciaglemu poznawaniu ludzie poswiecaja
     wiekszosc swojego zycia, a i elfy niewiele mniej.

     Rozne rasy, przede  wszystkim  wlasnie ludzie,  majacy na tym punkcie
     ciekawie  rozwinieta  wyobraznie,  przyrownuja  takie  zachowanie  do
     kaprysu bostw i przypisuja  je czczonemu  przez siebie ich patronowi,
     Manannowi. Rowniez i elfy  nie pozostaja temu obojetne, gdyz skladaja
     ofiary swojemu bostwu, Mathlannowi.

     Nawiazujac jednak  do zimy,  to jak  wiedza o tym  wszyscy  prawdziwi
     zeglarze, zima  morze dobrze  obrazuje aure panujaca  na ladzie, jest
     mroznie i wietrznie, szybko zapadaja ciemnosci, pozniej nastaje swit,
     a niebo znacznie czesciej pozostaje zasnute chmurami. Niebo jest mapa
     zeglugi, pomaga  odnalezc sie  na pelnych  oceanach, komu  bylo  dane
     podrozowac  bez mapy, bez wskazowek  po pustyni czy  pustkowiach, ten
     zna bezradnosc i swiadomosc zlozonego wlasnego zycia w rece losu badz
     opatrznosci.
     
     Ktos kto nigdy nie zeglowal nie zda sobie sprawy z tego, ze na morzu
     zimowe warunki sa szczegolnie  uciazliwe - nie uswiadczy  sie tutaj
     zadnych domow, skal, drzew, gor - zadnych oslon. Wiatr nieskrepowanie
     wieje, w  dodatku na  ogol od  zlodowacialych  biegunowych pustkowi i
     szczegolnie  obniza odczuwalna  temperature - to wlasnie  dlatego nad
     brzegami morz jest najzimniej. Niesie ze soba wodny pyl, ktory osiada
     na wszystkich i wszystkim i sprawia, ze nieodpowiednio ubrany zeglarz
     jest wrecz przyobleczony w lod. Wilgotnosc w powietrzu jest mordercza
     dla zdrowia i nie ma w niej miejsca dla jakiegokolwiek ciepla, jedyne
     cieplo jest wlasne, wlasnego ciala, i jego ono nieustannie tlumione.
     Targane wiatrem morze jest znacznie czesciej wzburzone, wysoka, zimna
     fala zalamuje sie na dziobie i burtach zalewajac poklad i zmywajac z
     niego  wszystkich, nie baczac na rase, range spoleczna, czy posiadana
     rodzine - statek, jego  oblodzony nierzadko  poklad, jest jedyna oaza
     zycia - nie widze  sensu udzielac rad dla  osob za burta.  W odmetach
     morza  czeka szybka, choc laskawa, gdyz bezbolesna  smierc. Nie mozna
     jednak chowac sie pod  pokladem.  Statek zdany na laske morza ulegnie
     zawsze jego  woli - nie zawsze  jest to ulaskawienie i doczekanie sie
     uciszenia sztormu. W czasie jego  trwania rozgrywa sie  pelna walki i
     szacunku dla zywiolu walka  o wlasne zycie, zagle nadal  opieraja sie
     wiatrom, kadlub  falom, statek jest  w ciaglym  ruchu, a  jego zaloga
     musi trwac na swoich  stanowiskach. Ktos, kto czyta niniejszy tekst i
     chce w zimie  wyruszyc w  rejs, jako  pasazer, nie  uczestniczywszy w
     pracach  zalogi,  ten  musi  wiedziec,  ze  wybral  zeglarzy,  ktorym
     powierza siebie - od tego momentu, do zejscia na lad, nie bedzie mial
     nigdy nic do powiedzenia, decydowania o sobie.

     Nie brak takich, ktorzy niezachwianie sadza, ze morze sie nie wyplywa
     zima - nie sa to wedlug  mnie tchorze, to osoby  zywiace szacunek dla
     zywiolu morskiego, bogobojne i nie wkraczajace na teren  silniejszego
     od siebie. Lecz jezeli jest taka potrzeba, a nierzadko tak sie dzieje,
     wowczas trzeba znac nastroje i humory morza - umiec wiec  przewidziec
     nadchodzaca pogode. Morze jednak bywa kaprysne i proby ustalenia aury
     na kilka nastepnych dni moga okazac sie bledne, a przez to i zgubne w
     skutkach. Nastepnie przygotowuje sie statek - olinowanie jest grube i
     wytrzymale, podobnie jak zagle sztormowe, solidnie zacerowane, tak by
     podmuchy wiatru nie rozerwaly  nadszarpnietych ran w plotnie. Wysokie
     Elfy potrafia przygotowac swoje okrety w taki sposob, ze nierzadko one
     same wyciagaja swoje zalogi ze sztormowych tarapatow - dla innych ras
     jest to jednak nie do osiagniecia.

     Wreszcie sami zeglarze - zdeterminowani, nieulekli - lek jest znakiem
     poddania sie, a na morze trzeba wyjsc  z szacunkiem dla niego. Odziez
     i obuwie to tylko powloka, podobnie jak odpowiednie wyzywienie, ktore
     ma dodawac sily a nie slepej i sztucznej nadziei jak mglacy umysl rum.
     Wazniejsza jednak pozostaje madrosc, rozeznanie wyrokow morza, sila i
     praca przy takielunku, czujnosc, wytrzymalosc, oraz brak sklonnosci
     do wypoczynku i zwolnienia sie z powinnosci na pokladzie.

     Zeglarz wychodzacy w morze nigdy nie jest u siebie, przybywa w trudna
     goscine, jest sprawdzany, na wlasna prosbe wystawiany na probe - ale
     zima morze, ktore moze okazac laske dobrej pogody, takze zabiera swe
     ofiary, jednakze zima bezpowrotnie. Nie ma nadziei dla rozbitkow zima.
     Przetrwanie zimy na pelnym morzu jest najtrudniejsze.

                .      .
                _\/  \/_             *               *        *
                 _\/\/_       *            *             *         *
             _\_\_\/\/_/_/_
              / /_/\/\_\ \              W   P O W I E T R Z U
                 _/\/\_ 
                 /\  /\         *       *        *          *
                '      '                         ( o k i e m   g n o m a )
                                   *          *        *         *


     O tym, ze temat przetrwania zimy w powietrzu nie jest zartem wiedza
     oczywiscie gnomi wynalazcy. Na pokladzie gnomosterowca Gnomiej Floty
     Eksploracyjnej przemierzaja nowe szlaki, zarowno dla podroznikow, jak
     i dla pionierow podrozowania nowymi srodkami transportu. Pewnego razu
     doczekacie (byc moze) upowszechnienia lotow pasazerskich, a wtedy nie
     omieszkacie przypomniec sobie ponizszych rad. O tym jak zima wyglada
     w szeregach mechanikow i zalogantow wypowiada sie Perias von Habenix,
     gnomi awionik.

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Wielkimi krokami  zbliza sie do nas  surowa zima. Wszyscy wiemy co to
     znaczy i kazdy sie w jakis sposob do niej przygotowuje. Niziolek robi
     zapasy w  swojej spizarce, czlowiek  zamienia odzienie z lzejszego na
     bardziej cieplejsze - wszyscy  znamy niebezpieczenstwa czychajace  na
     istoty mieszkajace na ziemi podczas zimy. 

     Ten okres  zmienia  rowniez  znaczaco  warunki  panujace  nad ziemia.
     Wydawac by sie  moglo, ze lot sterowcem  w czasie zimy  nie rozni sie
     zbytnio od zwyczajnego lotu w innej porze roku - nic bardziej mylnego.
     Wlasnie wtedy sterowiec jest narazony na najwieksze obciazenia, jakie
     moze mu zgotowac podroz powietrzna. Przede wszystkim zmienia sie masa
     i ciezar  chmur, przez co staja  sie one bardziej  niebezpieczne  dla
     lecacego sterowca. Zmrozona  chmura zawiera  w sobie  mnostwo  malych
     krysztalkow lodu ktore po opadnieciu nizej zmieniaja sie w snieg.
     Takie jednak krysztalki moga bardzo  negatywnie wplynac na zewnetrzna
     konstrukcje sterowca, zwlaszcza na balon, uszkadzajac jego strukture,
     co moze spowodowac w krancowych przypadkach nawet wybuch gazu lotnego.
     Osadzajacy sie snieg i lod na gondoli oraz balonie zwiekszaja rowniez
     ciezar samego sterowca, a to dopiero poczatek zagrozen, jakie czyhaja
     na powietrznego podroznika, podczas zimowych lotow. 

     Zwrocic uwage takze nalezy na  prady powietrzne, ktore w zimie, przez
     to ze gestosc powietrza znacznie sie rozni w zaleznosci od wysokosci,
     sa znacznie silniejsze. Niemalych umiejetnosci trzeba przy sterze, aby
     zapanowac nad statkiem porywanym przez co silniejsze prady. Przeklada
     sie to rowniez na zuzycie paliwa podczas lotu. Trzeba znacznie wiecej
     pary, aby doprowadzic sterowiec do miejsca przeznaczenia poprzez te
     meandry przeszkod, jakie stawia przed nami zima. 

     Chcialbym  rowniez  zwrocic  uwage  na  zaloge,  no bo w  koncu  ktos
     sterowcem dowodzi, a raczej steruje - no przechodzac do rzeczy: zaloga
     rowniez  jest  narazona  na  dotkliwe  zimno  w  srodku  konstrukcji 
     metalowej.  Tutaj  jednak  z  pomoca  przychodzi  para  wodna,  ktora
     poprowadzona pod wysokim cisnieniem, poprzez siec rur ogrzewa wnetrze
     statku, oraz co niektore bardziej wrazliwe czesci zewnetrzne kadluba.
     Nadto wlazy  prowadzace na zewnatrz statku sa dodatkowo zabezpieczone
     przed wydostawaniem sie nadmiernych ilosci ciepla ze sterowca. 

     By jednak wyprodukowac wystarczajaca ilosc pary, potrzeba odpowiedniej
     ilosci drewna, a zdobycie drewna zima staje sie nieco problematyczne. 
     Z pomoca przychodzi tu wegiel - ktory pali sie dluzej, dzieki czemu
     mozna uzyskac znacznie wiecej ciepla. Ponadto zaloga  jest wyposazona
     w wysoce zaawansowane kombinezony  ochronne, ktore magazynuja w sobie
     ilosci ciepla takie, aby  gnom nie zamarzl  podczas warty na zewnatrz
     statku. 

     Takie dodatkowe oczy, usytuowane w najwyzszym punkcie statku sa wrecz
     niezbedne podczas czesto krytycznych warunkow pogodowych, gdyz czesto
     zdarza sie tak, iz bulaje  okretowe  pokrywaja  sie szronem  wydatnie
     ograniczajac, albo i uniemozliwiajac obserwacje obszaru lotu statku. 
     Odpowiedni  ekwipunek  w postaci  kombinezonu  termalnego oraz  gogli
     chroniacych oczy jest wrecz nieodzowny.  

     Podsumuwujac  moje  rozwazania,  kazdemu  powietrznemu  podroznikowi
     zalecam przede wszystkim, aby na podroz ubral sie mozliwie najcieplej
     jak zdola, zabezpieczajac w szczegolnosci glowe, stopy, oczy i rece. 
     Nie moze to byc  jednak  ubranie  krepujace  zbytnio  ruchy.  Do pasa
     koniecznie  przypasac buklaczek z gnomim destylatem, poniewaz nic tak
     nie  rozgrzewa  jak  destylat, przebywanie  na  otwartej  przestrzeni
     ograniczyc  do koniecznego  minimum, a w razie watpliwosci czy aby na 
     pewno swoja podroz powietrzna trzeba odbyc wlasnie w zimie najlepiej
     skonsultowac sie z doswiadczonym inzynierem, a najlepiej odlozyc lot
     na wiosne. 
.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o
> 
> 
Zatytulowano: Zima idzie! (czesc 2)         

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                                                             |
|    Przygotuj sie!                                                           |
|                                                                             |
|                .    .    .   .  .  /\   .  .    .     .    .  .             |
|              .   .   .  .___U_____/  \/\  .    .     .    .    .            |
|                 .  .    / # \  \\ \  /  \   .   .  .  o     . .             |
.               .      . / ___ \_____\ /  \     .   .  (:)  .  .  .           .
.             +++  || ++++||^|| # |++++ || | +++      ( : )                   .

        __________.__                   .__    .___      .__          ._.     
        \____    /|__| _____ _____      |__| __| _/______|__| ____    | |     
          /     / |  |/     \\__  \     |  |/ __ |\___   /  |/ __ \   | |     
         /     /_ |  |  Y Y  \/ __ \_   |  / /_/ | /    /|  \  ___/    \|     
        /_______ \|__|__|_|  (____  /   |__\____ |/_____ \__|\___  >   __     
                \/         \/     \/            \/      \/       \/    \/     

                         Ale od czego sa porady ekspertow?

                                                        (czesc druga)


     Przedstawiamy Wam dalsze porady naszych zimowych ekspertow. Tym razem
     opuszczamy  bezdroza, aby pokazac, ze zima potrafi rowniez dokuczyc i
     pod dachami naszych  domostw i osad. Cytowani jednak ponizej eksperci
     to osoby ktorych zima nie zaskoczy - jesli juz to oni zaskocza zime!


                .      .
                _\/  \/_             *               *        *
                 _\/\/_       *            *             *         *
             _\_\_\/\/_/_/_
              / /_/\/\_\ \          N A   U L I C A C H   M I A S T
                 _/\/\_ 
                 /\  /\         *       *        *          *
                '      '                 ( o k i e m   c z l o w i e k a )
                                   *          *        *         *


     Miasto to, zdawaloby  sie, najlepsze  miejsce na  spedzenie  zimy - w
     takim  miescie niczego  nie brak, jest mnostwo schronien i towarow, a
     kultura miejska pozwala przekuc  monotonie zimowa w dlugie wieczory z
     kubkiem wina w rece i towarzystwem kompanii. Tak wlasnie jest, jezeli
     jestes miejscowy (badz miejscowa), masz tu swoj  dom, nie jestes obcy
     i oczywiscie masz monety. A co jesli nie? Odpowiedzi udziela Radgast,
     roznie zwany i okreslany - my wybralismy  calkiem trafne  okreslenie,
     "czlowiek ulicy".

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Zima... Yule i Imbaelk, z  elfiego kalendarza. Pora zabaw dla dziatek
     w sniegu i na lodzie. Jak i czas gdy przyroda zamiera. Jest to okres, 
     gdy o  pozywienie jest  ciezko. Kogo  noc zima  zdybie na szlaku, ten 
     zgubiony. Zima nawet upiory sie  nie pokazuja, zeby im  upiorne tylki
     nie zamarzly  na kosc. Roztropny wedrowiec  juz zawczasu przezimuje w 
     osadzie, a najlepiej w miescie. O tym ostatnim opowiem. Jak przetrwac
     zime w miejskim grodzie. Gdyz o to mnie wlasnie poproszono. I nie bez
     kozery, bo eksperiencyje mam w tym temacie nie mala.

     Drogi wedrowcze!  Strudzony  podrozniku,  ktorego  zamiec  zagnala do
     przytulnego i ogrzewanego przez kominek wnetrza karczmy...
     Usiadz wygodnie. Moze kufelek grzanca albo lyk gorzaleczki? Ani chyba
     pobudzi  to krazenie  i rozgrzeje  zmarzniete  czlonki.  Do tego moze
     goloneczki  albo  smazonej  kielbasy?  Talerz  goracej  zupy  tez nie
     zaszkodzi. W zimowy  wieczor godzi sie nadto posluchac ballady barda,
     albo  dziadowej bajedy, czy tez usiasc z kompanami  przy jednym stole 
     do gry w kosci. Na zakonczenie tak milego wieczoru pozostaje zanurzyc
     sie w balii z goraca woda i skorzystac z pomocy hozej dziewki, ktora
     wyszoruje twe umeczone plecy. A na koniec zwalic sie na ostatnim
     lozku w karczmie.

     W koncu  otwierasz ciazace  powieki, drogi  wedrowcze. Za oknem ledwo
     swit. Skronie przeszywa tepy bol. Bez watpienia pare kolejek wypitego
     ostatniego wieczoru trunku daje sie we znaki. Cale cialo cie swedzi.
     Chcesz  drapac sie, drapac  i drapac...  Niezawodnie w twoim sienniku
     (ktory jeszcze niedawno  wydawal  sie krolewskim  lozem) byly  wszy i
     pchly. Dookola smierdzi potem i uryna (ale to tylko pozostali goscie,
     z jakimi  przyszlo ci dzielic  wspolna izbe). Zauwazasz, ze  nie masz
     butow i sakiewki. Blizsze ogledziny wlasnego ciala pozwalaja ci takze
     stwierdzic,  ze  dziewka, z  ktora  zes  ostatnio  wyczynial  milosne
     wygibasy w bali, zostawila ci co nieco na pamiatke. Poniewaz nie stac
     cie na oplacenie naleznosci za nocleg, wychodzisz oknem.
     Uskuteczniajac  podobne akrobacyje, poslizgnales i ladujesz po pas po
     szyje  w glebokiej  snieznej zaspie.  Teraz przechodnie  biora cie za 
     jedna z  oznak  zimy - balwana. Czy  cos ci to  przypomina,  szanowny
     wedrowcze?

     Z pewnoscia  niejednemu z nas powyzsze  scenariusza sa  dosc bliskie.
     Jesli  zatem, drogi czytelniku, popadniesz w podobne tarapaty, wiedz,
     ze autor tego tekstu, jako czlek bywaly i dziad  proszalny byl w nich
     nie raz, to tez moze uda mi sie udzielic  paru rad, ktore  pozwola ci
     przezyc  zime  w miescie. Nie  masz  sakiewki  pelnej zlota?  Butow i
     grubego plaszcza? To masz problem. Ale cosik mozna z tym zrobic.

     Na poczatek masz wlasciwie dwa wyjscia: Mozesz krasc, albo poprosic o
     pomoc. W pierwszym i drugim przypadku  dobrym  pomyslem bedzie udanie
     sie tam,  gdzie sie  roi od ludzi. Na  przyklad  rynek  miejski  albo
     swiatynia. Gdy  wybrales pierwsze wyjscie, zanurz  w miejska  cizbe i 
     wypatruj  luzno uwiazanej  do pasa  sakiewki jakiegos bogacza. Dobrze
     miec przy  sobie noz  albo sztylet, jesli  nigdy  tego  wczesniej nie
     robiles, postaraj nie obciac  sobie palcow. I staraj  sie trzymac jak 
     najdalej od  strazy miejskiej. Chyba,  ze masz  ochote na pare nocy w
     lochu, co mogloby tez czesciowo rozwiazac twoje klopoty, przynajmniej
     tymczasowo.  Pamietaj jednak,  ze nie wszedzie  prawo jest  laskawe i
     zamiast  wyladowac  w cieplutkiej  celi, moga ci  za kradziez  obciac
     palce.  Moze  tez  zrobic z  toba  porzadek  konkurencyja  z  Gildyji
     zlodziejskiej.  Zalozmy jednak, ze jestes  tym szczesciarzem, ktoremu
     udalo sie  gwizdnac sakiewke.  Wiej tera ile sil  w nogach i postaraj
     nie odmrozic sobie stop. Dobra taktyka bedzie wtopienie sie w tlum.
     Gdy juz jestes bezpieczny, mozesz zainwestowac w cieple odzienie. 
     Jesli ci sie nie poszczescilo, mozesz szukac odzienia  na wysypiskach
     smieci. Zdziwisz sie, drogi wedrowcze, czego to tam czasem ludziska i
     nieludziska nie wyrzuca. 

     Przejdzmy tera  do drugiej  mozliwosci. Zdanie sie  na laske  innych. 
     Mozesz udac  sie do jednej ze swiatyn, ktorych  w miastach pelno. Dla
     wielu biedakow  wybawieniem moze byc urna ofiarna, przynajmniej jesli
     sie uwazasz  za swiezego  podroznika. Bo jesli nim  nie jestes, to po 
     diabla czytasz ten tekst? Wtedy radz sobie sam. Ale wracajac... 

     Rzeczy z urny to jedno. Moze troche pomoga, ale noclegu nie zalatwia.
     Czesto w okolicach swiatyn mozna znalezc rozne przytulki dla biedoty.
     Ale  uwazaj, drogi  wedrowcze, czesc  z nich  cieszy  sie  podejrzana 
     renoma.  Znane  mi  sie  przypadki, gdy  bywalcow  takich  przytulkow
     zmuszano do  niewolniczej pracy, albo  do nierzadu. I tu przechodzimy
     do  jeszcze jednej mozliwosci!  Tak, nierzad. Zawsze mozesz stanac na 
     ulicy i  wyeksponowac  swoje  wdzieki. Jeslis  niebrzydka  dziewka to 
     mozesz szybko zaczac niezle prosperowac i wtedy moje dalsze rady moga
     przestac byc ci potrzebne. A jeslis chlopem, to wstydz sie, acz kazdy
     niech  robi to co lubi, a  bedzie sie nam  wszystkim  lepiej zylo. To 
     jedna wciaz nie wyczerpuje zrodel pomocy. Najprostszym  sposobem, jak 
     i najczesciej przeze  mnie praktykowanym, bedzie  przycupniecie przed
     swiatynia, albo w jakims  innym  ludnym  miejscu, gdzie mozna spotkac 
     dobre  duszyczki  i bogaczy  i proszenie  ich o jalmuzne.  Szczegolow 
     takowej roboty udzielac  wam nie bede,  bo nikt mi za to nie zaplaci,
     ale jesliscie  nieglupi to jakos sobie poradzicie. Tylko uwazajta, bo
     na zimnie  mozna  zlapac  wilka i ogolnie  sie rozchorowac.  A czesto 
     gesto  potem  juz tylko  mogila.  Jesli jeszcze  nie  udalo  wam  sie 
     zalatwic  dobrego  noclegu,  mozeta  szukac  opuszczonych  zakladow i 
     nawiedzanych domostw. Jak juz pisalem zima upior sie nie ukaze, bo za
     bardzo szanuje  swoja rzyc. Mozeta  tez szukac  noclegu w stajniach i
     zakradac sie do roznych piwniczek. To tyle, czytelnicy drodzy. 

     Bynajmniej zdaje sobie sprawe, ze to tematu nie wyczerpuje, ale wiare
     daje, ze moze moje rady uratuja komus tylek.

                .      .
                _\/  \/_             *               *        *
                 _\/\/_       *            *             *         *
             _\_\_\/\/_/_/_
              / /_/\/\_\ \    W E   W L A S N Y M   D O M O S T W I E
                 _/\/\_ 
                 /\  /\         *       *        *          *
                '      '                   ( o k i e m   p o l e l f k i )
                                   *          *        *         *


     Podroznicy, wiecznie w drodze, tego zazdroszcza. Gospodarze natomiast
     spedzajac  w trosce o nie niemalo czasu pewnie czasami  zazdroszcza z
     kolei  podroznikom. Gospodarstwa domowe, obejscia, wlasne cztery katy
     i mnostwo  roboty przy nich - szczegolnie podczas zimy. Vidris, na co
     dzien pomocniczka w zajezdzie Bialy Kiel, wie o tym bardzo duzo, dzis
     wiec podzielila sie z nami codziennoscia swej pracy, jak i ciekawymi
     aspektami spedzania zimy w swoim gronie.

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Bez wodki jest ciezko. Bez wodki ciezko  przetrwac w Kle  bez wzgledu
     na pore roku.  Z dzika rozkosza  opisalabym  przyczyny, dla ktorych w
     naszym zajezdzie pije sie patologiczne ilosci alkoholu, lecz Redaktor
     zlecila tekst o przetrwaniu zimy.

     Zima jaka  jest kazdy  widzi. Wieje,  pada snieg  i mroz sciska. Taki
     mamy klimat, coz poradzic?  W Bialym Kle zamarzniecie nie grozi. Sale
     i pokoje sa dobrze ocieplone. O opal juz od wiosny dbaja Pomocnicy i
     kandydaci, znosza drewno i rabia je na polana. Jeszcze tylko pamietac
     zeby komin przeczyscic nim pierwsze mrozy nastana, albowiem nigdy nie
     wiesz czym  polelfowi  zechce sie  w kominku  rozpalic. Mozliwosci sa
     rownie ograniczone co nasza wyobraznia.  To oznacza, ze czasem lepiej
     nie wiedziec.  Pomocnicy moga tez  sie zglosic  do  ochotniczej pracy
     przy uszczelnianiu okien.  W mojej opinii  zwykly kit w zupelnosci do
     tego  wystarczy,  ale  nigdy  nie wiesz  czy kolezanek  fantazja  nie
     poniesie zeby swieza mase  czym przystroic. Poniewaz okien w Kle mamy
     mnogosc,  robota jest zmudna, nudna i  przyprawiajaca  o rozpacz, gdy
     okazuje  sie, ze  jesienia  zapomnialas  o kominie  i teraz  w panice
     otwierasz  drzwi  i okna na  osciez,  biegasz  po domostwie  probujac
     przegonic dym  rekami, lub przegonic dym miotla, lub przegonic miotla
     kota, co  szukal ciepla,  a teraz  poluje na rybke.  Skoro juz trzeba
     przeczyscic  komin,  to warto  zerknac  na dach.  Czy aby  nie wymaga
     drobnych  napraw, lub co gorsza  generalnego remontu.  Zima taki dach
     trzeba dosc  regularnie  odsniezac, zeby sie pod  ciezarem sniegu nie
     zarwal. Nada sie do tego kazde narzedzie z trzonkiem i szeroka plaska
     koncowka. Osobiscie polecam lopate.

     Jesli luty mroz scisnie to  pewnego mroznego ranka Pomocniczka moze z
     przerazeniem odkryc, ze woda moze zamarznac. Tak, nawet taka w studni.
     Spuszczanie  sie  w jej glab w zimowym ubraniu  i  grubych rekawicach
     celem  rozbicia  lodowej  skorupy i  zaczerpniecia  wody,  to pomysl,
     ktorego  nie  polecam.  Zdecydowanie  madrzej  bedzie  w  przyszlosci
     pamietac, zeby studnie przykryc odowiednia pokrywa izolacyjna.

     Jedzenie... Jedzenie ma to do siebie, ze jakos nie chce samo z siebie
     na stolach i w  spizarni sie zjawiac.  Z zapasami  mleka jest latwo -
     krowy sa na tyle mile, ze daja je caly rok. Gorzej juz natomiast jest
     z warzywami i owocami.  W tym  przypadku trzeba sie  zatroszczyc o to
     zawczasu, kiedy jest na nie sezon. Zniesione do piwniczki, w chlodzie
     moga przetrwac naprawde szczescie dlugo. Moja metoda ich pozyskiwania
     nie jest nadzwyczaj odkrywcza: albo zbieram je z pola gdy sa dojrzale,
     albo zakupuje na targowisku. Miesiwa wszelkiego rodzaju (a zima czy to
     czlowiek, czy polelf, czy przedstawiciel innej rasy zazwyczaj czesciej
     po sute i sycace posilki siega niz w cieple pory roku)  pozyskuje sie
     metoda  tradycyjna  -  zwierzyne  trzeba  wytropic,  ubic i  oprawic.
     Wielkiej filozofii w tym nie ma.

     Pomocnik (pomocniczka w naszej aktualnej sytuacji)  musi byc drwalem,
     kominiarzem,  dekarzem,  pokojowka,  mysliwym,  rolnikiem,  dojarka,
     przekupka, truwerka...  No wlasnie!  Zimowe dni  sa krotkie i  czesto
     pochmurne. Sprzyja  to popadnieciu  w melancholie.  Przede  wszystkim
     odradzam  zaszywanie sie  i spedzanie  tych ciemnych,  ponurych dni w
     samotnosci.  Samotne  rozgrzewanie  sie alkoholem  to prosta droga do
     alkoholizmu. Ja zdecydowanie jestem za sciezkami nieco kretymi, zatem
     jesli pic to w towarzystwie! Z towarzystwem w Bialym Kle problemu nie
     ma. Wystarczy wieczorem sie zjawic, by je zastac.

     Z alkoholem w  Bialym Kle problemu tez nie ma - Pomocniczka dba, zeby
     beczulki  dna nie pokazywaly.  A biorac pod uwage, ze ten Zajazd jest
     najwiekszym jest chyba skupiskiem Truwerow, o nude tam raczej trudno,
     nader za to latwo o spiew i wyglupy.

     Jak zapewne mozna z tekstu wywnioskowac, przetrwac zime  w Bialym Kle
     trudno  nie jest.  O ile nie  boisz sie  pracy, masz  dobra  pamiec i
     zelazna watrobe.

                .      .
                _\/  \/_             *               *        *
                 _\/\/_       *            *             *         *
             _\_\_\/\/_/_/_
              / /_/\/\_\ \    Z I M O W E   O D Z Y W I A N I E   S I E
                 _/\/\_ 
                 /\  /\         *       *        *          *
                '      '                 ( o k i e m   h a l f l i n k i )
                                   *          *        *         *

     Jestescie juz nalezycie odziani i wyekwipowani? Wiecie juz gdzie zima
     chcecie sie udac  i co Was tam  czeka? Przygotowaliscie  swoje wlasne
     domostwo i jestescie gotowi do przyjecia gosci, z ktorymi zimowy czas
     uplynie szybciej? Podsumowujac, myslicie ze to juz wszystko? Pewnie w
     duzej mierze tak, jednak  gdziekolwiek byscie  nie byli,  musicie sie
     odzywiac! Miec  do dyspozycji kuchnie,  ognisko, skladniki i nie miec
     przy tym pomyslu na obiad? Troche wstyd, prawda? Jednak na szczescie
     Periodicus ma w zanadrzu dla Was pare pomyslow. Oto one, przedstawia
     je dla Was Kas.

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Odzywiamy  sie wlasnie  w zimie, bo inne pory  roku stwarzaja ku temu
     nienajlepsze warunki. Weselsze okresy sklaniaja do wiekszej ekspresji
     zyciowej, przez co  proporcjonalnie zuzywamy  wiecej  energii. Z tego
     powodu musimy znalezc czas na odzywanie w porze roku nie sklaniajacej
     do aktywnosci. 

     Pora chandry i marzniecia w chalupie jest nam niezbedna do zycia gdyz
     tak popularne dzis  cieszenie  sie zyciem jest  bardzo wyczerpujace i
     moze  prowadzic  do  powaznych  powiklan,  a  nawet  wychudniecia. 
     Skorzystajmy z zimowego  zastoju i depresji, aby bez przeszkod takich
     jak  aktywnosc  fizyczna  moc  z  latwoscia  zmagazynowac  energie  w
     okolicach bioder i lydek. 

     Najwazniejsza jest oczywiscie dieta. W zimie skupmy sie na spozywaniu
     potraw ciezkostrawnych w duzych ilosciach, aby przez zle samopoczucie
     poglebic  blogoslawione  poczucie  beznadziei.  Im  wiecej  i  gorzej
     bedziemy jesc, tym  lepiej.  Zapomnijcie  o  kolorowych  warzywach  i
     owocach, zjadajcie jak najwiecej  smazonego miesa. Spozywanie  duzych
     ilosci miesa pozytywnie bowiem wplywa na ciezkosc umyslu i ciala, a
     na tym nam bardzo zalezy. 

     Aby wzmocnic efekty terapii pozwolmy sobie na odrobine refleksji, nie
     tylko nad celowoscia naszego zycia, co powinnismy robic codziennie w
     okresie zimowym, ale takze nad wplywem jaki wywieramy na otoczenie.
     Czy na Twoj widok sasiad  krzywi sie jeszcze  bardziej, nerwowo szuka
     czegos w  kieszeni udajac, ze cie  nie widzi? Bardzo dobrze, wiedz ze
     wszystko zmierza we wlasciwym kierunku. 

     Ponizej zamieszczam  dwa przepisy na  potrawy, ktore przy  regularnym
     spozyciu wprowadza nas w stan odretwienia.

     Tlusty nulnijski bigos
     Skladniki 
      1,5 kg kiszonej kapusty
      2 cebule, drobno posiekane
      2 lyzki oleju
      1 petko kielbasy zwyczajnej, pokrojone w plasterki
      250 g wolowiny bez kosci, pokrojonej w kostke
      250 g cieleciny (lub lopatki wieprzowej), pokrojonej w kostke
      100 g boczku, pokrojonego w kostke
      150 ml czerwonego wina
      3 lyzki koncentratu pomidorowego (opcjonalnie)
      1/2 garsci suszonych grzybow
      1/2 garsci suszonych sliwek
      2-3 liscielaurowe
      3-5 ziaren ziela angielskiego
      1 lyzka kminku
      1 lyzeczka majeranku
      sol i pieprz do smaku

     Sposob przygotowania 
     Kapuste przeplukac pod biezaca woda jesli jest bardzo kwasna. Odcisnac
     z nadmiaru soku, a nastepnie  poszatkowac. Wlozyc do  duzego garnka i
     zalac wrzatkiem, dodac sliwki, liscie laurowe i ziele angielskie i pol
     szklanki  oleju.  Dusic, az zmieknie  (ok. 50 minut).  W miedzyczasie
     zalac suszone grzyby  wrzatkiem  w malym  garnuszku. Odstawic. Cebule
     podsmazyc aby  sie zeszklila.  Do podsmazonej cebuli dodac kielbase i
     zesmazyc na rumiano.

     W oddzielnym garnku zagotowac ok.litr wody. Do wrzatku dodac wolowine,
     cielecine (lub lopatke) i boczek. Gotowac okolo 20 minut, a nastepnie
     mieso odcedzic. Gdy kapusta bedzie juz miekka, dodac grzyby (odcedzone
     i pokrojone na male kawalki), mieso oraz cebule z kielbasa. Gotowac na
     malym ogniu  bez przykrycia  przez 20 minut. Jesli jest za duzo wody,
     nalezy  ja odlac.  Dodac czerwone wino  i gotowac  jeszcze  15 minut.
     Doprawic  majerankiem,  kminkiem,  sola  i pieprzem.  Dodac  przecier
     pomidorowy (opcjonalnie) i podgrzac jeszcze dobrze calosc, mieszajac.
     Jesli bigos jest zbyt suchy, podlac woda po grzybach. Jesli chcemy, by
     bigos byl  smaczniejszy, mozna  go jeszcze  dusic na  malym ogniu pod
     przykryciem przez godzine. Nalezy jednak pilnowac, zeby nie przywarl i
     od czasu  do czasu  mieszac,  a jesli jest  za suchy - podlac  woda z
     grzybow wymieszana pol na pol z olejem.


     Duszone zeberka z Averheim
     Skladniki
      ok. 1-1,5 kg tlustych, wieprzowych zeberek
      3-4 dosc duze cebule
      3-4 zabki swiezego czosnku
      1 lyzka soli
      1 lyzka suszonego, granulowanego czosnku
      1 lyzeczka mielonego pieprzu ziolowego
      1 duza lyzka mielonej, slodkiej papryki
      1 czubata lyzka majaranku suszonego, otartego
      2 duze liscie laurowe
      3-4 ziarenka ziela angielskiego
      2-3 lyzki oleju
      1 duza lyzka proszku grzybowego (zmielonych grzybow suszonych)
      1-2 lyzki maki

     Sposob przygotowania
     Zeberka  oplukac, osuszyc, podzielic na porcje szer. ok. 8 cm (tak na
     2-3 kostki). Natrzec sola, mielonym pieprzem, granulowanym czosnkiem,
     mielona papryka  i majerankiem.  Odstawic, pod przykryciem, w chlodne
     miejsce na przynajmniej godzine.

     Cebule obrac, pokroic w grube polplasterki. Na patelni rozgrzac lyzke
     oleju,  obsmazyc  partiami  wszystkie  kawalki  zeberek  na  rumiano,
     przelozyc  do  rondla.  Na te  sama  patelnie  wlac  pozostaly  olej,
     zrumienic na nim  cebule, na koniec podlac  ja 1- 1,5 szklanki wody i
     dusic  chwile  az z dna  patelni  odejdzie  wszystko co  przywarlo  w
     trakcie smazenia  a nastepnie przelac calosc na zeberka. Dodac liscie
     laurowe i ziele angielskie, dusic na malutkim ogniu, pod przykryciem,
     ok.1-1,5 godziny. Kiedy mieso bedzie juz miekkie do sosu dodac proszek
     grzybowy i przecisniety przez praske swiezy czosnek. Make rozprowadzic
     kilkoma lyzkami zimnej wody i wlac do sosu, dusic jeszcze ok.10 min.
     Podawac najlepiej z kasza i ogorkiem kiszonym. 

     Duszone  zeberka  spozywane  na  zmiane  z  bigosem  gwarantuja  nam
     ociezalosc zarowno umyslowa jak i fizyczna, czyli osiagniemy pozadany
     efekt.

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Czy po przeczytaniu niniejszego artykulu czujecie sie przygotowani na
     przyjscie zimy? Nie wyobrazamy sobie, ze nie! Zyczymy wam szczescia i
     pomyslnosci, braku kontuzji w wyniku poslizgniec, zadnych przeziebien
     ani chorob, cieplych czapek, szalikow, rekawiczek i butow, dostatku w
     domach, na stolach i w zoladkach i przede wszystkim szczesliwej
     podrozy do celu po zasniezonych szlakach i bezdrozach.

       *      *       *        *       *       *          *         *
         *        *     *        *        *        *        *     *
             *              *        *       *         *       *

     Opracowanie:

     Eksperci: Evandeil, Kas, Laduenia, Perias, Radgast, Vidris,
               krasnoludy z Gor Kranca Swiata (zbiorczo),

     Sklecanie w calosc, naprzykrzanie sie, poganianie i ogolne natrectwo:
               Inz. Red. Tuna Loon - Naai.

.  ,_,                                                                   ,_,  .
. (o,o)                                                                 (o,o) .
|./)_)                                                                   (_(\.|
|  " "                                                                   " "  |
o-----------------------------------------------------------------------------o
> 
Zatytulowano: Opowiesc o Xeramiusie         

o---------------------------------------------------------------------------o
|                                                                           |
|                                                                           |
|                          OPOWIESC O XERAMIUSIE                            |
.                                                                           .
.                                                                           .

    Najdzielniejsza z dzielnych (choc przynajmy to uczciwie - nie najbystrze-
jsza z bystrych)  polelfka  w  niektorych kregach  Wydra zwana wygrzebala sie
rankiem  z lozka, przejrzala w miedzianej miednicy, po czym zaklela plugawie.
- Gorzala to zlo...
    Zbyt zmarnowana by zrobic cos prawdziwie produktywnego zerknela w notatki
gdzie skrzetnie zapisywala zlecenia od mieszkancow Bialego Kla. W rzyc kopane
drzewo  z  inicjalami albo  w rzyc kopane imie zjawy  z obserwatorium w Maha-
kamie. Jakby nie patrzec krasnoludy dobry spiryt pedza... 
    Podniesiona na duchu wlasna pragmatycznoscia  wystroila sie jak nalezalo,
i udala w dzikie  i  niedostepne mahakamskie turnie (zapobiegawczo zahaczajac
zawczasu o karczme). I choc - nie uwierzycie - tylko na poczatku sie zgubila,
nie obylo  sie  od kwaszacych  sniadanie w zoladku przygod. Wyobrazcie sobie
zdziwienie  polelfiej  niewiasty,  gdy  ni z gruszki ni z pitruszki zobaczyla
przed soba most. I straznika.
- MOST SMIERDZI - Wydra odczytala niemozebnie wrecz koslawy napis na byle jak
skleconej tabliczce.  Postac stojaca na strazy owej niezbyt solidnie wyglada-
jacej konstrukcji od pierwszego wejrzenia nie budzila zaufania.  Zadna  ilosc
szmat,  w jakie mozna sie okutac nie zamaskuje natury istoty  z jaka przyszlo
jej miec do czynienia - byl to chedozony troll.
-  Stoj!  -  ryknelo monstrum  - Niech wedrowiec na trzy pytania odpowie a co
jest po drugiej stronie dopiero sie dowie...
Polelfka zerknela  na majaczaca calkiem niedaleko sylwetke obserwatorium. Po-
tarla guza na glowie, ktory wciaz byl wyczuwalny pod skora.
- Pytaj strazniku mostu, nie lekam sie! - ryknela dzielnie choc w myslach do-
dala slowka  jak rzyc  i  chedozony zgrabna klamra zebrane odpowienim laczni-
kiem.
- Jak cie zwa!? - padlo pierwsze pytanie.
Dziewczyna popatrzyla na trolla przeciagle.  Wzruszyla jednak ramionami. Bim-
ber  radosnie szumiacy jeszcze  w  jej  zylach dodawal animuszu  i  ochoty do
zabaw. Nawet tych glupich.
- Zwe sie Vidris Dorne, w niektorych zacnych kregach zwana Wydra! - ujela sie
pod boki wyzywajaco spogladajac na trolla.
- Czego szukasz!? -  zakutana w niedorzeczna ilosc podartego i postrzepionego
materialu postac nie silila sie na podobna elokwencje.
- Imienia w rzyc kopanej zjawy co krazy po obserwatorium!
- Jaki jest twoj ulubiony kolor!? - troll zarechotal podstepnie.
I tu Vidris zacukala sie.
- A idz sie chedozyc, pokrako samotne dziewki napastujaca!  - ryknela z glebi
trzewi, po czym poszla droga okrezna.
    - Niebieski  - wysapala rozpaczliwie kiedy kolejny raz osunela sie z pio-
nowej sciany  -   Moglam  sie  zwyczajnie zdecydowac na niebieski. Zalegajacy
solidnymi  czapami snieg bynajmniej  nie  ulatiwal  jej zadania.  Wyziebiona,
skacowana i nieludzko wrecz trzezwa, z pustym buklakiem, pusta sakiewka i pu-
sta glowa lezala w zaspie zastanawiajac  sie  czy jakikolwiek orzel skusiwszy
sie na jej watrobe bylby w stanie ja przelknac.
- Ulepimy dzis balwaaaanaaaa? No chodz, zrobimy tooooooo - zanucila - calkiem
juz glupiejcac z rozpaczy.  A mogla lazic sobie po temerskich traktach robiac
przystanki w przydroznych zajazdach.
-  Zaraz...  -  szybko  ocenila  odleglosc  dzielaca ja od pobliskiej skalnej
polki - No tak - az sie zatchnela z uciechy - ulepimy w rzyc kopanego balwana!
Kilkadziesiat gnomich minut  i kilka sniegowych kul ulozonych w zgrabna pira-
midke pozniej poelfka stanela  na szycie gory skapana blaskiem porannego slo-
nca.  Omiotla zapierajacy  dech  w piersiach cudny widok mahakamskiego masywu
a z jej piersi wydobyl sie pierwotny okrzyk.
- Kurwaaaaaaaaa! Nie ta goraaaaaaaaaaaaaaaaaa!
    Pominmy rzewny opis Vidris,  ktora grala trollowi przy moscie swa niesla-
wna Ballade o dupie poki ten  z  rozpaczy nie rzucil  sie  do Wawozu Wiecznej
Zguby. Odbieranie porodu biednej borsuczycy jedna reka  i jednoczesne silowa-
nie druga z niedzwiedziem bylo milym urozmaiceniem wedrowki.  Wyczynowa jazda
na  szczyt  na  ramionach przygodnie  spotkanego krasnoluda znacznie ulatwila
ostatni etap wyprawy, gdyz brodacz mial w manierce alkohol. I hojne serce.
- Objaw mi sie maszkaro! - ryknela Wydra otwierajac drzwi kopniakiem i o dzi-
wo - trafiajac.
- Uuuuu  -  zajeczala blada,  snujaca sie po podlodze postac zaslonieta burza
jasnych wlosow.
- Jam jest Vidris, posiadaczka najpiekniejszej dupci  od Pontaru  po Jaruge i
mam na to dokument - nie omieszkala sie pochwalic - A ty... - na moment stra-
cila rezon przygladajac sie postaci uwazniej - Co ty tu robisz, Zorza?
Przez chwile patrzyly sobie w oczy. W ciszy. Bez slow. Nie byly im potrzebne.
Vidris ostroznym ruchem odgarnela wlosy kolezanki.  Z  jej piersi wydarlo sie
pelne zrozumienia westchniecie.
- Wiem, Zorzenka, wiem. Gorzala to zlo...

.  ,_,                                                                 ,_,  .
. (o,o)                                                               (o,o) .
|./)_)                                                                 (_(\.|
|  " "                                                                 " "  |
o---------------------------------------------------------------------------o