Periodicus numer 29

01-13 Dlugo wyczekiwany powrot

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                                  Data wydania: trzydziesty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
     Witam wszystkich w kolejnym wydaniu Periodicusa po dlugiej przerwie. 
      Pismo,  ktore   trzymasz  w  konczynach chwytnich, zawiera dziesiec 
      artykulow, ktore  mam  nadzieje  zapelnia Ci czas spedzony czy to w 
                    karczmie, czy to przy obozowym ognisku. 
                                        
      Moim   zadaniem  bylo  wydanie  tego oto numeru i przekazanie biura 
      Naczelnego   innej   osobie, ktora wedlug mnie podola temu zadaniu. 
      Kolejne wydanie Pisma bedzie  juz skladane przez Seren z Novigradu, 
      ktora przeredagowala wiekszosc  zamieszczonych w tym wydaniu tresci
      i przejmie funkcje Redaktora Naczelnego, a  ja z nieukrywana checia 
      powroce  do   pelnienia 'tylko'  obowiazkow Mistrza  Stowarzyszenia 
      Gnomich    Wynalazcow   (do ktorego  serdecznie zapraszam wszystkie 
      mlode  gnomki i gnomy, ktore   przekladaja   ciekawosc swiata ponad 
                                wszystko inne). 
                                        
     Specjalne   podziekowania  w tym  miejscu naleza sie Niesmiertelnym, 
      ktorzy szybko zareagowali na propozycje restrukturyzacji personalnej
     w Redakcji. Periodicus wciaz poszukuje nowych Redaktorow, wiec jesli 
     chcesz  by   Twoje imie znalazlo sie w kolejnych wydaniach - nie boj 
     sie   wyslac   probki swojego talentu do osoby zajmujacej stanowisko 
                             Redaktora Naczelnego. 
                                        
      Jako, ze   pisanie  wstepow nie jest moja silna strona zapraszam juz
     do zapoznania sie z  trescia artykulow, na pewno Czytelnik dowie sie 
           z nich wielu ciekawych rzeczy... moze nawet pozytecznych! 
                                        
                         Ulik Indagatrix, syn Verbina, 
                        Redaktor-Komisarz Periodicusa, 
                    Mistrz Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow
                                        
     W tym numerze:
     * Nowinki..............................................strona 1
     * Cienie za monolitami.................................strona 2
     *  Otwarty Konkurs Piesni..............................strona 3
     * Wywiad z Pulpem......................................strona 4
     * Opowiesc o Pulkowniku Haernie........................strona 5
     *  Zyc za cos trzeba - Paczki..........................strona 6
     * Kilka slow o budowie materii.........................strona 7
     * Reklama Hufca........................................strona 8
     * Historia, ktora chyba ma moral.......................strona 9
     * Krajobraz przed Burza................................strona 10
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o



> przeczytaj strone 1
Zatytulowano: Nowinki                       


*-------------------------------------------------------------*
|                       N O W I N K I                         |
+-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-+
|                                                             |
| Mieszkancy wioski Obawa wbrew nazwie sa pelni nadziei jesli |
| chodzi o przyszlosc ich wioski - otworzenie polaczenia      |
| oceanicznego z odleglym Quenelles gwarantuje rozwoj handlu. |
|                                                             |
+-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-+
|                                                             |
| Podrozni przemierzajacy noca wschodnie rubieze Imperium     |
| opowiadja o napotkaniu na traktach widoku rownie            |
| gorteskowego co niebezpiecznego - grupy nieumarlych         |
| powstala z cial halflingow.                                 |
|                                                             |
+-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-+
|                                                             |
| Kultu krasnoludzkie - zarowno Starego Swiata jak i Ishtar - |
| przezywaja renesans. Kaplani z panteonu Bogow Krasnoludzkich|
| jak i Kultu Przodkow przyjmuja nowych wiernych. Przystapic  |
| mozna w jednych z krasnoludzkich twierdz Gor Czarnych lub   |
| Mahakamu.                                                   |
|                                                             |
+-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-+
|                                                             |
| W Gnomim Miescie pod gora Carbon wystartowal spis gnomow    |
| nalezacych do jednego z Wielkich Rodow.                     |
|                                                             |
+-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-+
|                                                             |
| Podrozni ruszajacy w stronie wioski bobolakow w Brugge      |
| proszeni sa o zachowanie jeszcze wiekszej czujnosci -       |
| w okolicy maja miejsce czeste napady na karawany kupieckie. |
|                                                             |
*-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-*



> przeczytaj strone 2

Zatytulowano: Cienie za monolitami          


                        CIENIE ZA MONOLITAMI


    Wiekszosc z Was, Szanowni Czytelnicy, slyszala juz zapewne o bardzo
 niepokojacym znalezisku dokonanym w Redanii. Monolity, bo o nich mowa,
 zawladnely  ciekawoscia  wielu   podroznikow.  Rzesza  zafascynowanych
 odkrywcow i naukowcow ciagnie, by blizej zbadac sprawe i odkryc prawde
 kryjaca sie w ich cieniu.  Czy jednak jest to cos, co warto wyjawic na
 swiatlo dzienne?  Czy menhiry Daukow  faktycznie  mowia  o przyszlosci
 jaka nas czeka? Czy przepowiednia Eltibalda nie  jest tylko urojeniami
 szalenca? Zacznijmy jednak od poczatku.
 
 
 
                                %%%

    Przeklenstwo Czarnego  Slonca, przez  niektorych zwane  takze Mania
 Oblakanego  Eltibalda, wywolalo  sporo  chaosu. Eltibald  byl  magiem,
 tworca  przepowiedni  o  straszliwej  Lilit.  Wmowil on  wielu  zacnym
 obywatelom, ze dziewczynki z  wysokich  rodow  urodzone  przy blaskach
 Czarnego   Slonca  (czyt.  Zacmienie   Slonca)  zostaly   napietnowane
 strasznym losem. Mag ow  mial taka  sile przekonywania, ze spowodowany
 przez  niego  zamet  doprowadzil  do  silnych  represji,  mordowania i
 zamykania  setek  dziewczat  w  odosobnieniach - lochach, wiezach  lub
 pustelniach. Do tych wydarzen doprowadzilo rzekome odszyfrowanie przez
 czarodzieja dawnych jezykow Daukow i odczytanie ich  menhirow, a takze
 przetlumaczenie  symboli  na  plytach  w  nekropoliach  Wozgorow  oraz
 legendy i podania bobolakow. 
 Wszystkie  one  mowily o  tym, ze Czarne Slonce  mialo objawic  rychly
 powrot Lilit, ktora czci sie na Wschodzie pod imieniem Niya, i zaglade
 rasy ludzkiej. Droge dla Lilit mialo utorowac "szescdziesiat  niewiast
 w koronach zlotych, ktore krwia  wypelnia doliny  rzek". Korony  zlote
 zostaly  odczytane jako  szlacheckie  urodzenie. Wielu  uwazalo  to za
 brednie, ale koronnym argumentem  byly licznie  zaobserwowane  mutacje
 zaobserwowane wsrod rodzacych sie owego czasu dziewczynek.

 Czy byl to wystarczajacy dowod na dzialalnosc Ciemnej Strony Mocy?

                                %%%

    Calkiem   niedawno  wyruszyla  ekspedycja   badaczy   oxenfurckich,
 inspirowana  mitami  o  Demonicznej  Bogini.  Eksperci  maja  nadzieje
 ponownie  odczytac  znaczenie dawno  zapomnianych  jezykow. Znajdujace
 sie w tamtejszej bibliotece teksty zrodlowe nie brzmia optymistycznie.


                                %%%

    Po  wielu  smialkach,  ktorzy  zdecydowali   sie    ruszyc  sciezka
 wskazywana przez monolity, znaleziono jedynie dobytek. Ciala zniknely.
 Nieliczni,  ktorzy ponoc odszukali tajemnicze przejscie, mowia o dziw-
 nych rzeczach, ktore widzieli. Centrum Medycyny Umyslowej na Uniwersy-
 tecie w  Oxenfurcie  nie potwierdza  tych  sensacji.  Niemniej  ciezko  
 uporac sie z faktem, ze wraz z szargana psychika, dzielni poszukiwacze
 przygod  przywiezli ze soba  roznego rodzaju kosztownosci i dobra.
 Czy warto?


                                                             Eve 'Aedd



> przeczytaj strone 3
Zatytulowano:  Otwarty Konkurs Piesni       



                           OTWARTY KONKURS PIESNI
                          
                                                
                                                                          
 Niechaj wiadomym wszelkiej cizbie bedzie, ize Wydzial Truwerstwa i Poezji
 na Uniwersytecie Oxenfurckim  przy wsparciu  Cechu  Kupcow  Novigradzkich
 zorganizowac  zamierza  Otwarty  Konkurs  Piesni,  w ktorym to  w szranki
 stanac moga tako zawodowcy, ktorych imiona  po dworach znane szeroko, jak
 i amatorzy, ktorzy to kroki swoje pierwsze na sciezkach Pani Weny czynia.
                                                                          
 Walczyc na slowa beda owi w trzech kategoriach, ktore brzmia nastepujaco:
 - Kategoria Piesni Milosnej - dla tych, czyje serca plomien uczyc zajmuje
 - Kategoria Piesni Humorystycznej - ktora  to  cizbe  rozbawi wielce i do
   smiechu doprowadzi                                                    
 - Kategoria Piesni Pochwalnej - czyli takiej, ktora opiewa Stowarzyszenie
nazira miejsce, z ktorego pochodzi.
                                                                          
 Nagrody, o jakie toczyc sie bedzie potyczka, to:                         
 - Za najlepsza  piesn  w kazdej  z trzech  kategorii  zwyciezcy otrzymaja
   po 15 mithrylowych monet                                               
 - Zostanie takoz  wyloniona jedna nagroda publicznosci, ktorej ulubieniec
   5  mithrylowymi monetami uhonorowany bedzie                            
 - Najlepszy  posrod  amatorow  przyjety  bedzie  bez egzaminu  na Wydzial
   Truwestwa i Poezji Uniwersytetu Oxenfurckiego                          
                                                                          
 Zgloszenia do konkursu  nadeslane byc musza do 23 lutownika wedle gnomow,
 po ktorym to dniu zgloszenia nie beda juz uwzgledniane.                  
 W  zgloszeniu  podac nalezy  miano swe,  kategorie jedna, dwie albo trzy,
 w ktorych chec do startu sie przejawia, oraz tytuly  tyluz utworow, wedle
 wybranych kategowrii. Pod rozwage wziac nalezy, ize utwor zbyt dlugim byc
 nie moze, by sluchaczy nie zanudzic  i innym dac szanse wystapic, a zatem
 wykonanie piesni nie moze przekroczyc czterech gnomich minut.            
                                                                          
 Zgloszenia  takowe  uprasza  sie wysylac do Radnych Wydzialu Truwerstwa i
 Poezji w osobach:                                                        
   - Hasandara z Lasu Loren                                               
   - Luana Fiori                                                          
   - Boldegar Proudfoot                                                   
                                                                          
                                                                          
                                                                          
     +---------------------------------------------------------------+     
     |  Glownym sponsorem nagrod jest spolka Straedewoed & Redemond  |    
     +---------------------------------------------------------------+    
                                                                         
                                                                         
                                                                         
         **********************************************************      
         *                                                        *      
         *     KONKURS ODBEDZIE SIE DNIA 03 MARCOWNIKA W RINDE    *     
         *                                                        *     
         **********************************************************      
                                                                         
                                                                          
             **                                                **         
              ***                                            ***          
                ***                                        ***          
                  ***        SERDECZNIE ZAPRASZAMY!      ***            
                    **                                  **                 
                                                                           


> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Wywiad z Pulpem               


+-----------------------------------------------------------------------------+
|                                                                             |
|            Nie taki ogr straszny, czyli do Gor Szarych wycieczka            |
|                                                                             |
|                                                                             |
|   Ktos moglby zapytac, dlaczego akurat one - ogry z Gor Szarych, ktorych    |
| sposob zachowania i zwyczaje dalece odbiegaja od ogolnie przyjetych         |
| i akceptowanych wzorcow. Lecz... czy naprawde az tak dalece? Mialem okazje  |
| zamienic kilka slow z przywodca Ogrow z Gor Szarych, poznac blizej ich      |
| zwyczaje, historie i miejsce, w ktorym zyja. I rzec musze, iz czas tam      |
| spedzony byl jednym z ciekawszych od bardzo, bardzo dawna.                  |
| Postaram sie - za zgoda Herszta Kompanii - opisac Wam, Drodzy Czytelnicy,   |
| te jakze ciekawe istoty.                                                    |
|                                                                             |
| Musze jednak dodac, ze zrozumienie mowy ogrow jest zadaniem skomplikowanym, |
| wiec jako utalentowany jezykoznawca przedstawie Panstwu slowa Herszta       |
| przetlumaczone na Wspolna Mowe.                                             |
|                                                                             |
| Historia ich przybycia jest owiana legenda, ale wiadomo ze ogry nie sa      |
| budowniczymi - podrozujac, jedzac i walczac gdzie sie dalo, trafili na      |
| zamek, w ktorym obecnie zyja i po prostu - prawem silnejszego - zajeli go.  |
| Trzeba zrozumiec, ze ich zycie obraca sie wokol walki i jedzenia - te dwie  |
| rzeczy przedkladaja nad wszystko inne.                                      |
| ( U - Umbar, P - Herszt Pulp )                                              |
|                                                                             |
| U.-Przed chwila widzialem jak jeden z Was zjadl trzy wielkie udzce na raz!  |
| P.-Moze nie byl glodny, ze tylko trzy.                                      |
|                                                                             |
| U.-Jak duzo mieszka Was w zamku?                                            |
| P.-Nie za duzo, w sam raz. Co jakis czas wystrzeliwujemy najslabszego ogra  |
|    z katapulty, zeby nie spowalnial stada. Leci sobie w gory - jesli        |
|    ladowniczy dobrze go zaladuje, to jest szansa, ze przezyje. Ale to sie   |
|    raczej nie zdarza.                                                       |
| U.-Bycie Hersztem to przywileje ale i obowiazki, czyz nie?                  |
| P.-Z wielka maczuga idzie w parze wielka odpowiedzialnosc. Herszt jedynie   |
|    dzieki swej madrosci trzyma w ryzach cale stado. Hersztem zostaje ten,   |
|    kto ma poparcie wiekszosci stada - zas poparcie zdobywa sie maczuga.     |
| U.-Rozumiem. Prawo najsilniejszego.                                         |
| P.-Najmadrzejszego!                                                         |
|                                                                             |
| U.-Ludzie Was widza jako rabusiow i lotrow.                                 |
| P.-Bzdura! To tylko pomowienia! Wszyscy w okolicy kochaja Herszta!          |
| U.-Mowi sie, ze napadacie na okolicznie wsie i je lupicie.                  |
| P.-Powtorze, to pomowienia. Ludzie znosza nam daniny, prezenty,             |
|    sami z siebie. Czasami zapominaja, fakt. Wystarczy przypomniec - puknac  |
|    w glowke maczuga albo mlotkiem - to najskuteczniejsza metoda. Jak        |
|    przypadek jest calkowicie beznadziejny, to Herszt sam odbiera nagrode -  |
|    bo w swej madrosci Herszt wie, ze ktos chcial dac konkretna rzecz, tylko |
|    ze nie mogl sobie o tym przypomniec!                                     |
|                                                                             |
| U.-Jak to jest z animozjami odnosnie innych stowarzyszen?                   |
|    Mowi sie, ze nikt nie darzy Was specjalna sympatia.                      |
| P.-Pewnie dlatego, ze ludzie sa dosyc smaczni. Bo widzicie, gotowanie to    |
|    strata czasu, najlepsze jest swieze jedzenie. Czasami zdarza sie kogos   |
|    z ludzi po prostu zjesc, a potem chowaja do nas uraze - bo urazic ich    |
|    jest bardzo latwo. Stad wynikaja wszelkie problemy. Natura nie wybiera.  |
|    Prawda jest taka, ze powtarza sie nieprawde, a potem kazdy mysli, ze     |
|    to prawda. A to nieprawda.                                               |
|                                                                             |
| U.-Co byscie chcieli przekazac naszym Czytelnikom?                          |
| P.-Ze prenumerata nie dociera. Przestala, a u nas caly zamek by czytal.     |
|    Kazdy z nas zna swoja czesc liter i czytamy zawsze razem.                |
| U.-Stanowicie zatem wzajemnie uzupelniajaca sie calosc! Niesamowite!        |
|    Prawie jak nasze Wydzialy!                                               |
| P.-To Wasze Wydzialy sa prawie jak my, prosze nie przeinaczac.              |
|    I prawde pisac w tym Waszym Periodicusie! Ugh!                           |
|                                                                             |
+-----------------------------------------------------------------------------+



> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Opowiesc o Pulkowniku Haernie 


                   O P O W I E S C    O    P U L K O W N I K U

                               H  A  E  R  N  I  E
 


            Byc  moze  ta  historia  nie  bedzie  w  pelni  zgodna   z
          zaistnialymi  faktami.  Byc   moze  wyda  sie   Czytelnikowi
          zupelnie nieciekawa, banalna lub nieprawdopodobna. Ja jednak
          spisuje ja  na podstawie,  przyznam sie,  dosc  szczatkowych
          informacji, a mianowicie slow  kilku roznych osob i  odczuc,
          jakie udalo mi sie wyczytac z ich twarzy podczas rozmowy. To
          niewiele, lecz na  tyle duzo,  bym zaczela  zalowac, ze  nie
          mialam nigdy okazji spotkac Pulkownika Haerna. Mam nadzieje,
          ze nieznajacy go Czytelnik poczuje  mniej wiecej to samo,  a
          znajacy, no  coz... ze  nie wykrzyknie,  iz wypisuje  jakies
          okropniaste bzdury.
            

            Historia zaczyna sie w  dosc typowej jak na  krasnoludzka,
          tradycyjnej rodzinie  w  Twierdzy  pod  Gora  Carbon,  gdzie
          Pulkownik za  mlodu - nie  wiedzac jeszcze, ze  kiedykolwiek
          zajmie  to  zaszczytne  stanowisko  -  dowiadywal  sie   jak
          zbudowany jest swiat, ksztaltowal swoj charakter i dorastal.
          Dorastal w duchu  milosci do ojczyzny,  checi i  swiadomosci
          potrzeby jej obrony,  zwanych w  skrocie patriotyzmem.  Jego
          spojrzenie na  rzeczywistosc w  znacznym stopniu  uformowalo
          sie pod wplywem opowiesci ojca - weterana  niepelnosprawnego
          na  skutek  bitwy pod  Brenna - i  po  czesci  jego  dawnych
          znajomych z wojska, z  ktorymi nieraz sie jeszcze  spotykal.
          Rzadko wprawdzie, bo  ktoz mialby  ochote co  dzien od  nowa
          przypominac sobie okropnosci  wojny. A moze  wcale nie  taki
          byl  powod?  Przeciez  zaden  z  nich  i  tak  nie  potrafil
          zapomniec. Co prawda nie budzili sie w nocy z krzykiem,  nie
          drzeli o swoje zycie,  ale zobojetnieli, wyzbyli sie  czesci
          emocji, a w ich oczach zamiast mlodzienczej radosci zagoscil
          zupelnie  niesamowity  blask.  Tak  wojna  zmieniala  niemal
          wszystkich,  taki  tez  stal  sie  kiedys  Pulkownik  Haern.
          Dojdziemy i do tego.

            
            W mlodosci duzo trenowal i na przerozne sposoby staral sie
          dazyc do  doskonalosci. Bardzo  nie chcial  rozczarowac  czy
          przyniesc wstydu  swojemu  ojcu,  wiedzac,  a  raczej  majac
          mgliste pojecie  przez co  tamten przeszedl.  Nie zwykl  sie
          wywyzszac. Mial wprawdzie swiadomosc swoich atutow, umial je
          wykorzystac w zyciu i w walce, ale ciagle uwazal, ze to zbyt
          malo, zbyt daleko  do idealu  i podobnie  daleko do  swojego
          ojca umieszczonego na piedestale calkiem bliziutko tegoz.  W
          koncu ojciec  uznal  go za  godnego  zaszczytu i  wyslal  do
          Hufca.  Nawiasem  mowiac,  niemal  wszystkie  jego   zyciowe
          decyzje  zostaly   niejako  wymuszone   przez   sytuacje   i
          otoczenie. Haern strescil historie swojego zycia, juz  wtedy
          dosyc interesujaca.  Opisal swoje  nieprzerwane i  w  pewnym
          sensie beznadziejne  dazenie  do  doskonalosci,  przynoszace
          jednak spore rezultaty. Wyjasnil,  jaki wplyw mial na  niego
          ojciec, na ktorego bardzo podobnie oddzialywal jego  ojciec.
          Pomiedzy wierszami wyrazil przekonanie,  ze obrona  Mahakamu
          przyniesie mu  szczescie  i spelnienie.  Byl  mlody,  silny,
          oddany i mial glowe  pelna idealow. Szybko zostal  przyjety,
          wkrotce potem zaczal awansowac.

            
            W tym miejscu opowiesc  na chwile staje  sie trywialna,  a
          mnie nie  pozostaje nic innego, jak  wychwalanie  przymiotow
          ciala i ducha Pulkownika Haerna wraz z komentarzem, do czego
          doprowadzily.      Dzieki       spokojowi,       rozsadkowi,
          odpowiedzialnosci i swietnemu poczuciu humoru Haern stal sie
          w Hufcu lubiany i zyskal posluch. Mestwo w boju, poswiecenie
          oraz umiejetnosc  przedkladania  dobra wspolnego  nad  swoje
          wlasne zaowocowaly wreszcie objeciem przez niego  stanowiska
          Pulkownika, ktore piastowal z nalezna mu atencja i  rozwaga.
          Nigdy i dla nikogo nie byl tak surowy jak dla samego siebie.
          Rekrutow  traktowal  z  pewna  doza  powsciagliwosci,   choc
          uprzejmie. Upewnial  sie, ze  kazdy z  nich ma  dosc sily  i
          rozumu, aby podczas jakiejs  bitwy nie stanowic  nadmiernego
          zagrozenia dla reszty zolnierzy. Piechurem mogl zostac tylko
          ten,   kto   udowodnil   Pulkownikowi   swoja   przydatnosc,
          posluszenstwo, szczere intencje, jak tez zdolnosc i gotowosc
          do sluzby, o ile w ogole  mozna mowic o byciu  przygotowanym
          na  zobaczenie  swoich  przyjaciol  z  odrabana  glowa   lub
          rozprutym brzuchem,  co przeciez  na wojnie  nie zdarza  sie
          wcale tak rzadko. Nazwijmy to wiec wzgledna gotowoscia,  czy
          tez gotowoscia na niektore aspekty i idzmy z nasza  historia
          dalej.

            
            Jak powszechnie wiadomo, z wielka wladza wiaze sie  zwykle
          jeszcze wieksza odpowiedzialnosc. Pulkownik Haern, jak chyba
          kazdy dowodca w historii, zarowno tej znanej, jak i  takiej,
          ktorej nie jestesmy swiadomi, musial nieraz prowadzic  swych
          zolnierzy  na  smierc.  Nie  robil  tego  z  radoscia.  Jako
          naprawde dobry  strateg  wygral  wiele  bitew,  wielokrotnie
          powstrzymujac  odmiencow  najezdzajacych  Mahakam.  Uratowal
          mnostwo istnien, ale z czasem  coraz rzadziej cieszyl sie  i
          swietowal  z  reszta   zolnierzy  po  zakonczonym   sukcesem
          starciu. Zaczal myslec o  tym, co bedzie  dalej, a nawet,  o
          zgrozo, dokad to wszystko prowadzi. Wbrew temu, co  sadzilby
          w mlodosci, nie czul  sie w pelni  szczesliwy. Zauwazyl,  ze
          tak naprawde  nie  jest  w stanie  nic  zmienic.  Powolutku,
          stopniowo  obojetnial.  Tracil  czesc  dawnego  optymizmu  i
          stawal sie  bardzo podobny  do  ojca. Idealy  idealami,  ale
          rzeczywistosc czesto podaza zupelnie inna, znacznie bardziej
          kreta i wyboista sciezka.

            
            Czytelnik ma teraz prawo poczuc sie rozczarowany, a  nawet
          sie na mnie oburzyc. Jednak wojna tak zwykle wyglada. Po obu
          stronach pojawiaja  sie ofiary,  rzadko ktos  moze czuc  sie
          prawdziwie wygrany. Po latach dzielnej, wiernej sluzby Haern
          byl  juz  tylko  zmeczony.  W  rezultacie  oddal  stanowisko
          Pulkownika. Nie mozna  miec do niego  pretensji. Zrobil  dla
          Mahakamu bardzo  wiele i  przekazal zolnierzom  tyle  swojej
          wiedzy, ile tylko zdolal. Widzial w swoim zyciu wszystko, co
          bylo do  zobaczenia.  Momentami  decydowal  nawet  o  losach
          swiata. Teraz byl  juz tylko zmeczony,  pozbawiony zapalu  i
          woli walki.
            

            Kilka dni przed  tajemniczym zniknieciem  jakby na  powrot
          poweselal. Podejrzewam,  ze  wiedzial juz,  co  nastapi.  My
          mozemy sie tego  tylko domyslac.  Faktem jest,  ze w  srodku
          nocy niebo nagle rozblyslo,  a osoby z otoczenia  Pulkownika
          zdaly sobie sprawe z jego  obecnosci, mimo ze fizycznie  nie
          bylo go w poblizu. Do niektorych podobno przyszedl we  snie,
          z usmiechem informujac, ze Przodkowie go wysluchali i od tej
          pory bedzie spogladal na sprawy z innej perspektywy.


            Konczac opowiesc, chcialabym  jeszcze  przypomniec, ze  to
          jedynie wizja artystyczna, co oznacza, ze wydarzenia mogly w
          istocie  przebiegac  nieco  inaczej. Pragne takze przeprosic 
          Pulkownika  Haerna  za - dosc publiczne jednak - rozbieranie  
          jego duszy na czesci pierwsze.


> przeczytaj strone 6
Zatytulowano:  Zyc za cos trzeba - Paczki   


         To ze monety szczescia nie daja wiedza nieliczni.
        To ze zakupy juz tak, wie duza czesc spoleczenstwa.
             To ze zyc za cos trzeba, wiedza wszyscy.

       Zapraszamy do serii artykulow o sposobach zarobkowania.
  

                        ---   PACZKI   ---

                          
        Krok Pierwszy - Znajdz poczte.

 Odnalezienie  poczty  nie powinno sprawic trudnosci nawet niedowidzacemu
 starcowi.  Kazdy  przechodzien w miescie czy tez niewielkiej osadzie wie
 dokonale  gdzie owa instytucja  sie znajduje.  Najlepszym  sposobem jest
 podazanie  za goncami,  ktorzy w takich instytucjach pracuja - rozpoznac
 ich  mozna po  umiesnionych lydkach i wiszacym jezyku, kiedy biegaja wte
 i wewte z przesylkami.

     Mnemotechnika: Biegamy za jezykami


        Krok Drugi - Poznajmy sie

 W kazdym miescie, osadzie czy  wiosce  sa osoby, ktore sa bardziej znane
 niz inne.  Kowale,  sprzedawcy  czy wytworcy dobr wszelakich - wystarczy
 czasem stanac na rynku i  krzyknac:  Jozwa! - by pol wioski odkrzyknelo:
 W kuzni!...  Takie  osoby warto  znac,  najlepiej  z  imienia.  Amatorom
 mocniejszych  wrazen polecamy bardziej bezposrednie sposoby zapoznawania
 sie -  szczegolnie jesli o Jozwe chodzi.

     Mnemotechnika: Niejednemu psu na imie Burek


        Krok Trzeci - Pracownik poczty prawde ci powie

 Na kazdej poczcie ktos pracuje,  sa tam tez tablice z ogloszeniami o tym
 kto czeka na paczke.  Pracownik  nie jest tablica. Zawsze mozemy zapytac
 go o paczki. Zapewne  kaze  nam zerknac  na tablice. Mozna zapytac znowu
 i znowu,  ale  po  kolejnym  razie polecamy  jednak  zerknac na tablice.
 Bedzie to szybsze. I mniej bolesne  (niektorzy pracujacy na poczcie maja
 duzo ciezkich dni i naprawde malo cierpliwosci).

     Mnemotechnika: Pracownik poczty nie gryzie
       Ps. Naprawde!
         Ps2. Nie dotyczy tych ktorzy gryza
           Ps3. Autorka przez wzglad na wlasne bezpieczenstwo nie wymieni
                tych ktorzy to robia


        Krok Czwarty - Podaj swoj numerek

 Jesli  zauwazylismy  na  liscie oczekujacych kogos, kto jest nam znany -
 patrz  krok  drugi - mozemy  byc  na tyle  uprzejmi,  zeby dostarczyc mu
 przesylke.  Zapewne  dostaniemy  za to wynagrodzenie. Jak wysokie mozemy
 sprawdzic  na tablicy lub u pracownika poczty. Jednak polecamy tablice -
 patrz krok trzeci. Jesli zdecydujemy sie na jakas przesylke wybieramy ja
 sposrod  wszystkich  czekajacych  na  doreczenie.  Najlatwiej to uczynic
 wiedzac jaki numerek ma dana przesylka.
 UWAGA! Numerki lubia sie zmieniac! Sprawdzajmy tablice!

     Mnemotechnika: Liczby to podstawa


        Krok Piaty - Do rak wlasnych

 Po  tym  jak przebrnelismy  przez  wszystkie potrzebne kroki, powinnismy
 stac z paczka  w  rekach. Jesli  tak  sie  nie stalo cos zrobilismy zle.
 Trzeba sie  cofnac  do  kroku pierwszego.  Naprawde! Jak juz uda nam sie
 wypelnic  wszystkie  punkty poprawnie pozostaje  tylko dostarczyc paczke
 wskazanej osobie. Do rak wlasnych! Matka, babka czy kolega z dziecinstwa
 nie  zwroca nam kosztow.  Nie wierzmy w ich zapewnienia. Zabiora  paczke
 z  cenna zawartoscia i tyle ich zobaczymy. Odbiorca paczki tez. Odbiorca
 paczki bedzie niezadowolony. Pracownik poczty  takze. Ich niezadowolenie
 odbije sie na nas.  To niemile kiedy niezadowolenie innych odbija sie na
 nas. Doslownie!

     Mnemotechnika: Nie wierzmy innym


        Sytuacje szczegolne

 
 - Nieobecnosc odbiorcy

 Zdazy  sie  czasem tak, ze mimo prob  odbiorca z jakichs przyczyn bedzie
 nieosiagalny. Zazwyczaj wiaze  sie to z wyjsciem na  piwo, na zakupy, do
 lazni,  na pole i wiele  innych.  Mozemy  czekac. Mozemy  czekac  dlugo.
 Mozemy  sie  nie  doczekac.  W  takiej  sytuacji  paczke  mozna zwrocic.
 Pracownik  poczty  bedzie  rozczarowany. Rozczarowanie nie jest stanem w
 jakim chcielibysmy widziec naszego pracodawce.

     Mnemotechnika: Unikajmy rozczarowan

 - Paczki pilne

 Niektore  paczki  sa  bardzo  pilne.  Oznacza to, iz za ich dostarczenie
 dostaniemy  wiecej  monet,  ale  na  ich  dostarczenie mamy mniej czasu.
 Wiecej monet  brzmi  zachecajaco. Mniej czasu mniej.  Niedostarczenie na
 czas brzmi jak mniej monet. Mniej monet brzmi gorzej niz wiecej.

     Mnemotechnika: Szybki numerek musi byc naprawde szybki

 - Paczki ciezkie

 Niektore paczki sa ciezkie. Ciezkie oznacza naprawde ciezkie. Nie bedzie
 to zapewne szafa, ale duzy, pelen ciezkich kamieni worek i owszem. Worek
 z kamieniami wazy. Dzwiganie ciezarow meczy. Dzwiganie ciezarow, gdy sie
 spieszymy meczy w dwojnasob.

     Mnemotechnika: Spieszmy sie powoli


        Reputacja

 Reputacja to  rzecz wazna.  Im lepiej nas oceniaja tym wiecej mozemy. Im
 wiecej mozemy tym wiecej zarabiamy. Im wiecej zarabiamy tym jest lepiej.
 Niewypelnianie obowiazkow na pewno nie jest mile widziane, sprawianie iz
 pracodawca  czuje  sie  rozczarowany rowniez. Niepokazywanie sie w pracy
 tez. Niewazne dlaczego.

     Mnemotechnika: Jak cie widza tak cie pisza.


                        ---    X X X    ---



                                    
                                   Spisala i opatrzyla komentarzem
                                         Nazira Drwydd'anilwch



> przeczytaj strone 7

Zatytulowano: Kilka slow o budowie materii  


                      KILKA SLOW O BUDOWIE MATERII

  Od zamierzchlych czasow badacze  i filozofowie zastanawiali sie  nad
  prawidlami i zasadami, wedlug  ktorych zbudowany jest  swiat wraz  z
  wszystkim co  na nim  istnieje,  a wiec  rzeczami i  roslinami,  ale
  rowniez zwierzetami  oraz istotami  rozumnymi. Caly  ten temat  jest
  niewatpliwie  trudny,  poniewaz  nie  mozna  przeprowadzic   zadnych
  bezposrednich  eksperymentow  w  celu  potwierdzenia  lub   obalenia
  ktorejs z  teorii. Na  przyklad rozwazajac  wystepowanie lawendy  na
  swiecie wystarczy pospacerowac sobie po traktach, bagnach, miastach,
  lasach,  gorach,  lakach  i   polach  oraz  zanotowac  liczbe   ziol
  odnaleziona w kazdym z tych miejsc.  To proste badanie zupelnie  nie
  wymaga  interpretacji  uzyskanych  wynikow.  Natychmiast   dostajemy
  liczby i to wlasnie o nie nam chodzilo. Z naszym dzisiejszym tematem
  jest dokladnie przeciwnie. Zdecydowana  wiekszosc powstalych  teorii
  wziela sie  z codziennego  obserwowania swiata.  Bez uzycia  zadnych
  przyrzadow,  bez  planu,   bez  notatek.  Po   prostu  po   glebokim
  przemysleniu zwyczajnych faktow, jakie sa nam wszystkim znane  przez
  samo zycie w tym swiecie, ktos wysnul swoja teorie, ktorych  zreszta
  narodzilo sie juz bardzo wiele. Niektore  z nich wydaja sie  calkiem
  rozsadne i maja sporo sensu, inne nieco mniej.
  
  Ustalmy teraz,  ze substancja  nazywac  bedziemy w  miare  jednolita
  mase,  w  ktorej  nie  widac  zadnych  elementow.  Tak  wiec  wedlug
  powyzszej  definicji  czekoladowe  ciastko  byloby  substancja,  ale
  babeczka z rodzynkami juz nie. (Skladalaby sie ona z dwoch  osobnych
  substancji - rodzynek i babeczki.) Ta, moze nieco naiwna,  definicja
  bedzie nam potrzebna pozniej.
  
  Na poczatek  powiedzmy sobie,  skad  w ogole  wzial sie  pomysl,  ze
  wszystko wokol  jest  zbudowane z  czegos  innego niz  sie  pozornie
  wydaje,  to  znaczy  z  jakichs  malutkich,  podstawowych  czy   tez
  elementarnych skladnikow. Przeciez patrzac na jakakolwiek substancje
  wcale tego  nie widzimy,  podobnie jak  w prawidlowo  i  estetycznie
  wykonanym wynalazku, gdzie na pierwszy  rzut oka nie mozna  dostrzec
  jego czesci skladowych! Otoz wyobrazmy sobie wode. Wlana do naczynia
  wydaje sie byc  jedna spojna czescia,  lecz rownie  dobrze mozna  ja
  wlac do dwoch  naczyn albo  i do trzech.  Te sama  ilosc wody  mozna
  nawet rozlac  do  tak wielu  naczyn,  ze wydawaloby  sie  to  niemal
  nieskonczona ich  liczba.  Co wiecej  woda  wciska sie  w  najwezsza
  chocby rurke i pozwala sie rozsmarowac na dloni tak cienka  warstwa,
  ze niemal jej nie widac, a  mimo to dlon wydaje sie mokra.  Wszystko
  to oznacza, ze  woda sklada  sie z  tak malutkich  drobinek, ze  ich
  rozmiaru nie jestesmy sobie nawet  w stanie wyobrazic, prawda?  Otoz
  jeszcze  nie   do  konca.   Istnieje  bowiem   druga   ewentualnosc.
  Prawdopodobne  wydaje   sie  rowniez,   ze   woda  jest   ciagla   w
  matematycznym sensie i da sie ja  podzielic na dowolna ilosc  czesci
  (byc moze  nawet nieskonczona)  o  rozmiarach dajacych  sie  wyrazic
  liczbami nazywanymi przez matematykow rzeczywistymi.
  
  Wezmy wiec jakis  inny argument przemawiajacy  za elementowa  budowa
  materii. Rozwazmy na przyklad to, jak pewne substancje potrafia  sie
  w poki co dosc tajemniczy sposob  zamieniac w zupelnie inne. Mowa  o
  spalaniu  wszelkich  rzeczy  na  popiol  nie  przypominajacy  ich  w
  najmniejszym  stopniu,  o  gniciu  owocow,  o  rozkladzie  szczatkow
  organizmow  zywych  jak  i  o  zwyczajnym  pieczeniu  ciasta.  Jesli
  rozpatrujemy kazda  substancje jako  zrobiona z  niczego czy  tez  z
  samej siebie  (to  znaczy twierdzimy,  ze  drewno jest  zrobione  po
  prostu z drewna, pies z psa, a ciastko z ciastka), nasza teoria  nie
  potrafi  w  zaden  sposob  wyjasnic  spontanicznych  zmian   pewnych
  substancji  w  inne.   Jezeli  natomiast   przyjelibysmy,  ze   cala
  roznorodna materia  sklada  sie  z  zestawu  bardziej  uniwersalnych
  elementow, obserwowana rzeczywistosc mialaby wiecej sensu.  Logiczna
  wydawalaby sie mozliwosc przeksztalcenia czegos w cos innego, na tej
  samej zasadzie  jak z  czesci  uzyskanych z  rozkreconego  wynalazku
  daloby sie skonstruowac inny.
  
  Teorii  wyjasniajacych czym  wlasciwie  mialyby byc te  'uniwersalne
  elementy' jest, jak  wspomnialam, sporo. Jedna  z nich wymienia jako
  budulec swiata cztery zywioly: ogien, wode, ziemie i powietrze.  Tak
  wiec jablko byloby zrobione czesciowo z wody (bo przeciez jest takie
  soczyste!), a pies miedzy innymi z ognia (bo taki cieplutki!) i  tak
  dalej. Przyklady  mozna  tu  mnozyc.  Odmienna  teoria  jest  budowa
  atomowa materii.  Wedle  niej wszystko  sklada  sie z  kuleczek  tak
  malutkich, ze wcale ich nie widac. Kuleczki (zwane fachowo  atomami)
  moga sie ze soba laczyc w rozne skomplikowane struktury i zmieniac w
  ten sposob wlasciwosci tworzonej substancji.
  
  Kiedy jednak probujemy  za pomoca  wspolczesnych metod  zweryfikowac
  ktoras z wysnutych teorii i dowiedziec  sie czegos na temat  ogolnie
  pojetej  budowy  materii,   okazuje  sie,   ze  przyrzady,   ktorymi
  dysponujemy sa jeszcze bardzo niedoskonale. Wezmy chociazby lupy czy
  inne urzadzenia optyczne jakkolwiek  by sie one  nie zwaly. Kazde  z
  nich powieksza tylko kilkakrotnie  i wcale nie umozliwia  obejrzenia
  jakiejs, domniemywanej przez nas, wewnetrznej struktury  substancji.
  Natomiast przeprowadzajac  posrednie  eksperymenty  nigdy  nie  mamy
  pewnosci, ze nasza interpretacja wynikow bedzie poprawna.  Pozostaje
  tylko miec  nadzieje, ze  za kilka,  moze kilkadziesiat  albo  nawet
  kilkaset  lat  ktos,  prawdopodobnie  obdarzony  wybitnym   umyslem,
  skonstruuje wynalazek powiekszajacy tak  bardzo, ze dowiemy sie  bez
  zadnych  watpliwosci   jak   zbudowany   jest   swiat.   Do   dziela
  konstruktorzy!

    Vyera Graff von Habenix


> przeczytaj strone 8

Zatytulowano: Reklama Hufca                 

==============================================================================
==============================================================================
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
|| ooooo   ooooo ooooo     ooo oooooooooooo ooooo oooooooooooo   .oooooo.   ||
|| `888'   `888' `888'     `8' `888'     `8 `888' `888'     `8  d8P'  `Y8b  ||
||  888     888   888       8   888          888   888         888          ||
||  888ooooo888   888       8   888oooo8     888   888oooo8    888          ||
||  888     888   888       8   888    "     888   888    "    888          ||
||  888     888   `88.    .8'   888          888   888       o `88b    ooo  ||
|| o888o   o888o    `YbodP'    o888o        o888o o888ooooood8  `Y8bood8P'  ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                                    #                                     ||
||                                   ###                                    ||
||                                  #####                                   ||
||                                    #                                     ||
||                              #############                               ||
||                            ##  /   #  \   ##                             ||
||                          ##        #        ##                           ||
||                         #          #          #                          ||
||                        #           #           #                         ||
||                       #            #            #                        ||
||                       #            #            #                        ||
||                       #____________#____________#                        ||
||                      #############################                       ||
||                        #  ______       ______  #                         ||
||                        #        \     /        #                         ||
||                 ###### #      (0) | | (0)      # #####                   ||
||              ###       #         /   \         #      ###                ||
||            ##          "        (     )        "         ##              ||
||           #           | """     /"""""\    """" |          #             ||
||           #            \   """""       """"    /            #            ||
||           #            \        /"""""\       /             #            ||
||           #             |                     |     .___.   #            ||
||           #              \                    /     |OHM|   #            ||
||           #              \                  _/      | X |   #            ||
||           #           ______               /         \_/    #            ||
||           #     #____/   /  \             |                 #            ||
||           #         /   \|   |__          /                 #            ||
||           #        |     \__/  |  __     /       #          #            ||
||           #        |   \    /   | /  \    /      #          #            ||
||            #            \_/\   /  /  \    /      #          #            ||
||             #       | \___/ \_/   /  \    /      #          #            ||
||              ####### \____/       /  \    /      #          #            ||
||                              \____/  \____/      # ######## #            ||
||                               XXXX    XXXX       ##_       ##            ||
||                              /    \  /    \       /        \             ||
||             .___________.    /    \  _____________|_|       |____        ||
||             | O/\ H/\ M |    /    \ | |             | | | | |   /        ||
||             | / /  \ \  |    /    \ | |             |_|_|_|_|  /         ||
||             | \/\\ /\_| |    /    \ | |             |_|_|_|/  /          ||
||             |    \\/    |    /    \ | |            /_/_/_/   /           ||
||              \   /\\   /     /    \ | |      __________|   |/            ||
||               \ o/ \| /      /    \ | |     /          |   |             ||
||                \_____/       /    \ | |    /           |   |             ||
||                              /||||\ |_|___/            |   |             ||
||                                                        |   |             ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||            .oooooo.   ooooo   ooooo   .oooooo.   oooooooooooo            ||
||           d8P'  `Y8b  `888'   `888'  d8P'  `Y8b  `888'     `8            ||
||          888           888     888  888           888                    ||
||          888           888ooooo888  888           888oooo8               ||
||          888           888     888  888           888    "               ||
||           88b    ooo   888     888  `88b    ooo   888       o            ||
||           `Y8bood8P'  o888o   o888o  `Y8bood8P'  o888ooooood8            ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||       .oooooo.   ooooo oooooooooooo oooooooooo.  ooooo oooooooooooo      ||
||      d8P'  `Y8b  `888' `888'     `8 `888'   `Y8b `888' `888'     `8      ||
||     888           888   888          888     888  888   888              ||
||     888           888   888oooo8     888oooo888'  888   888oooo8         ||
||     888           888   888    "     888    `88b  888   888    "         ||
||     `88b    ooo   888   888       o  888    .88P  888   888       o      ||
||      `Y8bood8P'  o888o o888ooooood8 o888bood8P'  o888o o888ooooood8      ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                              __                                          ||
||           o  _,  |)   _     /\_\/ _  |)    _ _|_       o |)   _,         ||
||           | / |  |/) / \_  |    |/   |/\  / \_|  /|/|  | |/) / |         ||
||           |/\/|_/| \/\_/    \__/ \__/|  |/\_/ |_/ | |_/|/| \/\/|_/       ||
||          (|                                                              ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                         ZACIAGNIJ SIE JUZ DZIS                           ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
||                                                                          ||
==============================================================================
==============================================================================


> przeczytaj strone 9

Zatytulowano: Historia, ktora chyba ma moral


                     HISTORIA, KTORA CHYBA MA MORAL

  Kiedy jeszcze mieszkalam w  Tir Tochair, a  nie wszedzie tam,  gdzie
  mnie  akurat  nogi  poniosly,  w  swoim  calkiem  malym  i   niezbyt
  reprezentacyjnym miasteczku, polozonym w  zachodniej czesci  masywu,
  mialam  okazje  spotkac  pewna  znana  w  regionie  osobistosc.  Nie
  uprzedzajac jednak naturalnej kolejnosci  zdarzen, zaczac nalezy  od
  tego, ze  wraz  z  grupka  znajomych  znalazlam  sie  w  karczmie  o
  smakowitej   nazwie   'Pikantna   Zebatka'   z   zamiarem    wypicia
  szklaneczki badz dwoch przedniego gnomiego destylatu. Jak to  zwykle
  bywa  w  podobnym  towarzystwie,  spotkaniu  towarzyszyla   ozywiona
  dyskusja o  nauce i  technice,  ktora zdawala  sie jednak  w  pewnym
  stopniu nudzic moja siostre Mone obeznana raczej z ziolami, drzewami
  i  zwierzetami  niz  jakimikolwiek  konstrukcjami  mechanicznymi.  W
  momencie, gdy tlumaczylam wlasnie, dlaczego moj nowy projekt  zaworu
  czterostanowego jest lepszy od poprzedniego i, w przeciwienstwie  do
  niego,  bedzie   dzialal  poprawnie,   siedzaca  naprzeciwko   Leana
  sprobowala mi przerwac.  Obawiajac sie, ze  nie podoba  jej sie  moj
  wynalazek, zaczelam  gestykulowac, probujac  ja odgonic,  i  jeszcze
  glosniej przekonywac  wszystkich  o licznych  i  niewatpliwych  jego
  zaletach.  Ku  mojemu  zdziwieniu  (i  chyba  takze  oburzeniu),  po
  krociutkiej  chwili  zniknelo   jakiekolwiek  zainteresowanie   moja
  wypowiedzia. Wszyscy wpatrywali sie w cos znajdujacego sie za  moimi
  plecami, a wiec rowniez poza polem  widzenia. Jedyna osoba, ktora  w
  ogole  zwracala  na  mnie  uwage  byla  Mona,  uparcie  i  zawziecie
  szarpiaca mnie za rekaw.  Postanowilam dac za  wygrana i  obejrzalam
  sie, by sprawdzic co  moze byc wazniejsze od  faktu, ze uzycie  zbyt
  dlugich srubek  grozi uszkodzeniem  innych czesci  i  nieprawidlowym
  dzialaniem mechanizmu. Bez namyslu zgodzilam sie z moimi  znajomymi.
  To rzeczywiscie  bylo wazniejsze!  W  drzwiach karczmy  stal  Teofil
  Erpp, znany profesor, wynalazca, autor projektow oraz wielu  madrych
  ksiazek. Leana wyciagajac sie do gory  i podskakujac, by byc  lepiej
  widoczna,  zaczela   zapraszac   profesora   do   naszego   stolika,
  usmiechajac sie przy tym  zalotnie. Ten nie dal  sie dlugo prosic  i
  juz po  chwili  siedzial z  nami.  Przez chwile  martwilam  sie,  ze
  sytuacja stanie sie niezreczna, nie bedziemy mieli o czym  rozmawiac
  albo  bedziemy  wstydzili  sie  odezwac.  Meska  czesc   towarzystwa
  natychmiast rozwiala moje  obawy. W  mgnieniu oka  w czyjejs  torbie
  znalazl sie  miniaturowy  sprzatacz kroczacy,  wykonany  dawno  temu
  wedlug jednego z projektow profesora. Wygladal jak malutka postac  o
  budowie nieco  bardziej kanciastej  niz  ludzka. Zaraz  tez  zabawka
  wyladowala na srodku stolika i rozpoczela swoj niekonczacy sie marsz
  w poszukiwaniu  paproszkow  i  smiecikow, ktore  gdy  juz  znalazla,
  zgniatala przydeptujac plaska metalowa  stopa i wrzucala do  swojego
  plecaczka. Mona  ziewnela  w  naprawde  dyskretny  sposob,  po  czym
  pociagnela srodkowy kawalek blatu odslaniajac trzy rzadki przyciskow
  okalajacych   niewielki   ekran.   Zamowila   kolejna   szklaneczke,
  szybciutko wystukujac odpowiednia kolejnosc znakow, zamknela  stolik
  i oparla  brode na  rekach. Po  krotkiej chwili  do naszego  stolika
  podjechal po  waskiej szynie  wagonik,  telepiac sie  i  podskakujac
  gwaltownie.  Mona  wrzucila  do  niego  monety,  wyjela  naczynie  i
  spokojnie powrocila  do powolnego  upijania sie  destylatem.  Reszta
  towarzystwa wciaz  wpatrywala  sie zafascynowana  w  spacerujace  po
  stole urzadzonko. Profesor nie  przestawal pomrukiwac z zachwytem  i
  powtarzac    'wspaniale'    oraz   'niesamowite',    jakby     nigdy
  wczesniej nie widzial czegos  podobnego i jakby  zupelnie nie on  to
  wszystko  obmyslil.  Wkrotce  wszechobecna  radosc  zostala   jednak
  przerwana  przez  zupelnie   niespodziewane  wydarzenie.  Na   stole
  wyladowal mechaniczny golab z  wiadomoscia. Zanim ktokolwiek  zdolal
  zareagowac nasz  maly  ludzik chwycil  ptaka  za noge,  probujac  go
  posprzatac. Ten jednak, wyposazony w standardowy system obrony przed
  drapieznikami,  zdzielil  zabawke  ciezkim  metalowym  skrzydlem  az
  zwyczajnie rozpadla  sie na  polowy.  Zniszczona nadal  ani  myslala
  puscic golebia, co wiecej jej pozbawiony obciazenia mechanizm zaczal
  sie obracac niebezpiecznie szybko  i syczec glosno,  a wskutek  tego
  wszystkiego nagle z ptaka zaczela unosic sie struzka dymu o  niezbyt
  przyjemnym zapachu.  Sytuacja  stawala  sie  coraz  zabawniejsza,  a
  urzadzenia coraz bardziej zniszczone. Gdy noga mechanicznego golebia
  zostala  ostatecznie  oddzielona   od  tulowia,   banda  nieco   juz
  wstawionych konstruktorow  ochoczo rzucila  sie do  naprawiania  obu
  wynalazkow jednoczesnie. Wszystkie potrzebne czesci oraz narzedzia w
  iscie magiczny sposob odnalazly sie w naszych torbach i kieszeniach.
  Kazde z urzadzen zostalo pospiesznie rozebrane na czesci pierwsze  i
  elementarne, a  nastepnie  na  powrot zlozone  z  nowiutkich.  Golab
  powstal pierwszy, natychmiast  tez odbyl  swoj testowy  lot, lecz  w
  ogolnym chaosie zaginela gdzies przynoszona przez niego  najsampierw
  wiadomosc i w rezultacie nie dowiedzielismy  sie, od kogo i do  kogo
  wlasciwie przylecial. Ze sprzataczem bylo wiecej problemow. Otoz  po
  uruchomieniu nie  chcial  sie  zupelnie,  ani  na  malutki  kroczek,
  poruszyc. Mona, kierujac nieprzytomne spojrzenie gdzies w pustke  za
  jego plecami, upomniala profesora, ze powinien byl odwrotnie  wlozyc
  blaszke. Ten mlasnal z niezadowoleniem i odparl, ze niewatpliwie zna
  swoj wlasny projekt wystarczajaco  dobrze. Nie musze chyba  dodawac,
  ze spodziewalismy sie, iz z  calkowita pewnoscia i koniecznoscia  ma
  racje. Przeciez  moja  siostra  nawet  nie  czytala  zadnej  z  jego
  ksiazek! Skad mogla wiedziec, jak nalezy wlozyc te blaszke? Profesor
  tymczasem po raz kolejny postanowil nas  zadziwic i wydobyl z  torby
  pomiety pergamin  ze  szkicem  wlasnie  konkretnie  tego  wynalazku.
  Przyjrzelismy sie uwaznie procesowi ponownego rozkrecania, tym razem
  bardziej  dokladnemu  i  niespiesznemu,  jednoglosnie  uznajac,   ze
  wszystko zgadza  sie co do srubki.  'Fakty nie  przestana istniec  z
  powodu ich  ignorowania, moi  drodzy.' przemowila elokwentnie  Mona.
  'Blad  musi  tkwic w  projekcie' mruczala  dalej  uparcie,  zyskujac
  ta uwaga  kilka nieprzychylnych  spojrzen. Profesor  zanurzyl sie  w
  myslach. Z nieobecnym  wzrokiem przeliczal cos,  na przemian  piszac
  szybko  po  pergaminie  i  energicznie  skreslajac  swoje   notatki.
  'Dajcie  mi  to!'  nie  wytrzymala   w  koncu  i  porwala   na  wpol
  rozlozone na  czesci urzadzenie,  uciekajac z  nim kilka  krokow  od
  stolika. Niezbyt pewnie  (to znaczy  niezbyt pewnie  jak na  gnomke)
  uzywajac narzedzi  zlozyla je  w calosc  i z  tryumfalnym  usmiechem
  uruchomila na stoliku. Sprzatacz  ku zdumieniu wszystkich  zebranych
  konstruktorow, tak bezradnych w obliczu awarii, znow rozpoczal  swoj
  marsz w poszukiwaniu paproszkow  i smiecikow. Okazalo  sie, ze  blad
  rzeczywiscie tkwil w projekcie, a jedyny dzialajacy egzemplarz  tego
  wynalazku zostal skonstruowany  z  odwrotnie, czyli przez  przypadek
  prawidlowo, wlozona blaszka. Mona nie jest tak roztargniona jak  ja,
  przypomnialam sobie. Ma  dobra pamiec,  przez co  umie spamietac  te
  wszystkie nazwy swoich ulubionych  roslin i ziolek oraz  odpowiednie
  proporcje i  sposob ich  aplikowania. Czyzby  po prostu  zapamietala
  kierunek wsuwania  blaszki mimo  ze nie  miala pojecia  do czego  ow
  mechanizm sluzy?  Ta historia  musi miec  jakis moral,  przyszlo  mi
  nagle do  glowy. Moze  nawet powiedzialam  to glosno,  trudno w  tej
  chwili orzec. Wsrod  euforii i  toastow i  tak nikt  by nie  zwrocil
  uwagi na moje slowa.

    Vyera Graff von Habenix


> przeczytaj strone 10
Zatytulowano: Krajobraz przed Burza         


Swoj los majac za nikczemy, posluchaj barda, zapytasz,
dlaczego barda? On twoj los bezprawia wykpi wyszydzi,
porownujac do prawa. 

Swoj los majac za prawy, posluchaj barda, zapytasz,
dlaczego barda? On twoj los bez skazy od czci odsadzi 
i zakpi z twej nieprwosci.

Czym wiec rozni sie od kaplana zakazany grajek? 
Szczeroscia. Jesli nia wzgardzisz, glupis po stokroc.

Rozprawy Cannarda z Filozofem, flasza V


Za gorami, za lasami w miescie zwanym  Nowym  Grodem spotkal
raz  grajek  hanze  zacna.  Nie bylo trzeba dwoch, ni trzech
spojrzen, by  wiedziec  szarpidrutowi, ze  taka ekipa ino na 
wojne isc musi, nie na ogrodkapielenie.  Zatrzymal  sie wiec 
bard, znecony ciekawoscia.

- Zagraj  co  ku  pokrzepieniu  serc! Zdaj wiare z tegos cos
widzial i idz z nami by opiewac nasze uczynki!

Zdawalo sie grajkowi uslyszec w tumulcie. Natenczas trubadur,
starej  szkoly  uczon,  wiedzial,  ze takiej prosbie, ludu na 
smierc i zycie idacemu  odmowic nie lza.  Popedzil  zatem  na
raczym  Pegazie   do   Oxenfurtu   aby  tam  nuty  do  piesni 
odpowiedniej dopasc.  Nie  zalujac Pegaza ni tchu powrocil do
zacnej hanzy.

I poczal grac, naiwny minstrel, piesn co ku pokrzepieniu serc
co miala isc w dusze  krasnoludzkich  i gnomich   wojow,  jak
i ich wspolprzymierzencow. Wiedzal bowiem grajek, ze  odmowic
w  takiej  chwili  byloby  dyshonorem  dla niego, jak i calej
braci truwerskiej.

Stalo sie i tak, iz mimo,  ze piesn  proszona  byla, spotkala
sie z  "glupota". Bard zostal zbluzgan i  wykrzyczon  podlymi
slowy.  Kilku nieprawych  synow mahakamu godzilo sie plwac na
tradycje Carbonu. Carbonu, ktory zrodzil tak  zacnych  bardow
jak Camaris Draco,  Mimi  Ori, Hiir, czy wielu innych,  podle 
ktorych  pergaminu by nie stalo by ich wymieniac.  "Jakze  to 
oni, synowie ich synow  moga nie znac starych prawd? - wdarlo
sie w mysl grajkowi, gral jednak dalej ku chwale  wiekszosci.

Kilku owych Synow Mahakamu uznalo, ze tradycja  niewarta jest
szacunku, ze barda mozna obrazac  i wyzywac.  Podlegajac  sie
lapczywie w niczym wspolnej krasnoludom  i gnomom mahakamskim
lodom,  ze  fartowne  to i chwytliwe, by swa nieumiejetnoscia 
zrozumienia  kilku  prostych  jak  cep wersow upadlac grajka. 

Uznali, ze godne to i woja  by  zachowac  sie jak wieprz. Cos
czego   doroslemu  i   spelna   rozumu   mahakamczykowi   nie 
przystaloby  do  glowy,  poprosic  o piesn i za nia  skarcic? 
"Podlym sukom tako czynic,  nie  kranolsuowi  Makakamu" - jak
powiedzial ongis pewien weteran krasnoludzki. 

Tako  sie stalo.  Bard  pod grozba  topora wyproszony zostal. 
Znajac swoj fach nie od wczoraj, wytarl jeno buty od tchorzem
podszytych spluniec. Otarl zadek od kopnakow gowniarzy  co to
zwykle przy prawdziwym wojsku sie paleytaja. Nic nowego.

Splunal jeno, na zly Los co go sprowadzil na tchorzliwy tlum.
Przyjal grzecznie dar od tych krasnoludow, ktorym wsytd  bylo 
za innych. Wyznajal bard w duchu swym nadzieje, ze ci tam  co
na niego topory i obelgi wznosili to jeno marne wypryszcze,
nie  warte wzmianki, na zdrowym ciele Mahakamu. 
 
Poszedl w swoja strone zwad wiecej nie  szukajac. Bo  coz  on
mogl -  Marny bard. Mogl jedynie wspomniec to i owo, ze jesli
tak nerwowi to im pisane kozy doic, kwiatki zbierac, czy inny
haft uprawiac. Bo  to  ponoc  zlosliwy bard byl i nie lubowal
widoku pelnych portek jeszcze przed bitwa. Szkoda mu bylo ino
zacnych wojow, co w tym smrodku stac mus bylo potem.

I  stalo  sie  tak pozniej, ze lud mahakamski polegl solidnie
a krwawo na wyspach,  gdyz  "pech"  chcial, ze  elfie posilki
przyszy przypadkowo zbyt pozno. Przypadkowo i pechwo. Jak to,
mawiaja starzy bardowie: "Marny los wzywaja ci, co plwaja  na
Tradycje Wlasna i Bardow. Plwaja na siebie i Los - a Los tego
nie lubi." 

Byc moze tym co zbeszczescili swa tradycje, nie opowiadaczowi
jest dane osadzac, lecz mowi tez przyslowie, ni krasnoludzkie
ludzkie , czy elfie. znane od lat: 

"Szukasz pecha, obraz barda."

Ale coz... Pech zdaza sie kademu... Prawda?