Periodicus numer 28

Wywiad z Faiga, Bushim i wojtem Blaviken

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
                              Drodzy czytelnicy!                     
             Z radoscia chcialbym powitac Was wszystkich jako nowy
           naczelny naszej wspanialej gazety. Zauwazyliscie zapewne, 
          ze od dawna nie bylo zadnego numeru. Chcialem serdecznie za
               to przeprosic. Niezastapiona naczelna Faiga Fausto
           zdecydowala sie wziac zasluzony urlop. Jej miejsce zajalem
           ja i jako wierny gnomim tradycjom bede kontynuowal dzielo
            moich wielkich poprzednikow, takich jak Zurlich, Fjell,
           Rigel, Hiir czy wlasnie Faiga. Ze wzgledu na dluga przerwe
              od ostatniego wydania, to konkretne jest calkowicie
                                    DARMOWE!
                                     Zapraszamy do lektury!
                                        
                                        redaktor naczely Zxar Fausto
                                        
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Faiga.......................................strona 1
     * Reportaz z Mariboru..................................strona 2
     * Wywiad z Bushim......................................strona 3
     * O kulturze ubierania.................................strona 4
     * Pochwala ras - ludzie................................strona 5
     * Wywiad z Wojtem Blaviken.............................strona 6
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o
Mozesz przeczytac konkretna strone.
> 
Zatytulowano: Wywiad z Faiga                

                                           
Jak   juz   zapewne   zauwazyliscie,   nastapily   zmiany  kadrowe  w  Naszej
gazecie,  znanej  jako  najczesciej  czytana  gazeta  swiata.  Nie  bylibysmy
jednak   soba,   nie   oddajac   holdu   poprzedniej   naczelnej,  wspanialej
redaktor   Faidze   Fausto.   Specjalnie   dla   Was,   drodzy    czytelnicy,
ekskluzywny wywiad z ulubiona wsciubinoska swiata!

Redakcja: Witam serdecznie! Na poczatek  nieco  oczywiste  pytanie,  dlaczego
przeszla Pani na urlop?

Faiga Fausto:  Na  oczywiste   pytanie,   oczywista   odpowiedz.   Zmeczenie,
starosc, w  krzyzu  nieco  mi  strzykalo  od  siedzenia  przy  biurku,  opary
farby  drukarskiej  lekko  przezarly  mi  sluzowke  no  i  oczywiscie  trzeba
czasami  odpoczac  od  tej  ogromnej  popularnosci.  Choc  musze przyznac, iz
czasami po  cichu  brakuje  mi  sztorcowania  redaktorow,  dlugich  korekt  i
ciaglego  naprawiania  maszyny  drukarskiej.  No  i  oczywiscie  kontaktow  z
czytelnikami,   sprzedaz   detaliczna   Periodicusa   to   zdecydowanie  moje 
ulubione zajecie.

R: Zapewne   wielu  z  naszych  czytelnikow  chcialoby  wiedziec  cos  wiecej
o Pani, takiej  codziennej  a  nie  rozbieganej  i  szukajacej  informacji  z
blyskiem w oku.

FF: Z  blyskiem?  (smiech)  Na  codzien  jestem  przykladna  zona  i  niezbyt
przykladna  pania inzynier. Jako kierowniczka Wydzialu Gorniczo - Maszynowego
jestem predestynowana  do  przesiadywania  pod  ziemia,  gdzie  jest  goraco, 
niezbyt  czysto,  ale  jest  mozliwosc  do  ciekawej i ciezkiej pracy. Jestem
wielka fanka  gnomiometra,  szczegolnie  jego  regularnej  naprawy,  albowiem
psuje sie z precyzyjna regularnoscia, zegarmistrzowska wrecz.

R: A moze cos bardziej osobistego?  Jak  w  skrocie  opisalaby  sie  Pani  do
swojej biografii?

FF: Coz,  to  moze  tak  bez  zbednego  zanudzania czytelnika. No dobra, moze
jednak  troche  ponudze.  Moje  dosyc  dziwaczne  imie  oznacza  w  zamorskim
jezyku  "ptak".  I  mysle,  ze  pasuje,  lubie  wolnosc  i  swieze powietrze. 
Moze odrobine odrzuca mnie od  dziobania  i  konsumpcji  robactwa.  Od  kilku
lat  jestem  zona  inzyniera  Zxara.  Wczesniej  bylam zareczona z inzynierem
Krepem, juz  mi  nawet  niesiono  suknie  z  welonem.  Na  szczescie  w  dniu
slubu  uratowal  mnie  od  zyciowego  bledu kolega Hiir, zloty gnom doprawdy!
Oczywiscie   kolega   Krep   dlugo  nie  cierpial,  poniewaz  w  ciagu  kilku 
minut udalo mu  sie  namowic  do  ozenku  kolezanke  Rigel,  to  zapewne  ten
jego  zwierzecy  magnetyzm.  Dziwnym  zbiegiem  okolicznosci  kolezanka Rigel
w trakcie ceremonii zemdlala i tyle  ja  widziano  od  tego  czasu.  (smiech,
czy  moze  nawet  rechot)  Co  jeszcze?  Moim  ulubionym  czasem  w  roku  sa 
oczywiscie Dni Gnomiej Nauki, jak bogowie dadza mozliwosc to mam nadzieje, ze
i  w  tym  roku uda nam sie wspolnie spotkac, wysadzic namiot i oswoic smoka!
Dobra, wiecej grzechow nie pamietam.  naczy  pamietam,  ale  nie  powiem,  bo
musialabym Was zabic! (smiech i zarzucenie rudym puklem)

R: To moze chciaz nasze ostatnie, standardowe pytanie...

FF: Ha! Ulubione jadlo i napitek?

R: Tak...

FF: Prosze wybaczyc, znam nasze procedury na  pamiec.  No  wiec  zdecydowanie
moim  ulubionym  jadlem  sa  gnocchi  z  sosem  pomidorowym  babci  Fausto, a 
napitkiem...   Kompot   z  suszonych  sliwek  z  tak  zwanym  pierdylnieciem, 
czyli kieliszeczkiem gnomiego destylatu.

R: Dziekujemy za rozmowe!


> 
Zatytulowano: Reportaz z Mariboru           



Dnia   pierwszego   majownika   biezacego   roku,   poznym   wieczorem   do
redakcji  naplynely  niepokojace  wiesci  o   wydarzeniach   w   Mariborze.
Kilka  godzin  wczesniej  kuznia  polelfa   Jozwy   byla   trawiona   przez
zywy  ogien.  Straznikom  sporo  czasu   zajelo   ugaszenie   pozaru   oraz
niedopuszczenie , aby  pozoga  przeszla  na  drewniane elementy konstrukcji
murow miasta, do ktorych przytulala sie kuznia.

'W  czasie  pozaru  nikomu  nic  sie  nie  stalo'  -  relacjonuje   kapitan
strazy  miasta  Maribor.  'W    chwili   obecnej   zabiezpieczamy   miejsce
zdarzenia  i  sprawdzamy,  co  bylo  powodem  tej  niewatpliwej tragedii' -
dodaje.

Scenariuszy jest kilka, wsrod miejsowej ludnosci najpopularniejsze
sa dwie.
'(...) polelf sam sie  podpalil,  (cenzura)  jedna'  -  twierdzi  pokaznych
rozmiarow   kobieta,   nazywajaca   sama   siebie  'polmieszczanka',  ktora
twierdzi, ze byla swiadkiem zdarzenia.

'Nie  wydaje  mi  sie,  ze  byl  to  wypadek. Znam Jozwe, malo kto jest tak
ostrozny jak on' - mowi mloda krasnoludka, prosi o zachowanie anonimowosci.
Na   pytanie,   czemu  nie  chce  podawac  imienia,  odpowiada  -  'Ja  tez
powinnam byc ostrozna'.

Niepokoje  wsrod  nie-ludzi  rosna.  Wiekszosc nie chce sie wypowiadac. Ci,
ktorzy znajduja odwage, wola sie nie  ujawniac.  Czy  mamy  zatem  poczatek
zamieszek na tle rasowym? Czy faktycznie jest sie czego obawiac?

Redakcja  probowala  skontaktowac  sie  z  samym   poszkodowanym.   Zalozyl
nowa   kuznie   w  pobliskiej  wsi.  Niestety,  nie  chcial  dawac  zadnego 
komentarza. Zaczerpnelismy garsc informacji od amatora  trunkow  wszelakich
zabij miejscowej tawerny - Waldeczka.

'Anu,  ten  tu  przylazlbylo, aze dobryje podkowki robio to siem przyda nom
wszestkim. Narozie nie sprawio problemo, a  i  sam  wszestko  postowilbylo.
Som ni wim jak uon te kowodlo przetargalbylo' - opowiada Waldeczek.

Calej  sytuacji nie uspokajaja zajscia na ulicach Mariboru. Nieautoryzowane
zgromadzenia zarowno  ludzi,  jak  i  nieludzi,  podczas  ktorych  dochodzi
do  przepychanek,  glosnych  wyzwisk  i lekkich pobic, to w ciagu ostatnich
dni standard. Cos wiec jednak wisi w powietrzu.

Czytelniku!
Jesli byles swiadkiem jakiejs niepokojacej sytuacji - zglos sie do nas!
Wszelkie informacje mile widziane!

> 
> 
Zatytulowano: Wywiad z Bushim               


Wywiad z Bushim z  Roggeveen  zostal  przeprowadzony  jakis  czas  temu  w
Karczmie  Mariborskiej  -  Bialy  Kiel,  przed  ostatnimi  wydarzeniami  w
Mariborze. Mimo to,  temat  nienawisci  miedzyrasowych  zostal  delikatnie
poruszony. Zapraszamy do lektury.

Redakcja: Prosze przedstaw sie po krotce, aby czytelnicy wiedzieli  z  kim
mam dzisiaj do czynienia.

Bushi z Roggeveen:  Zwa  mnie  Bushi.  Pochodze  z  Roggeveen,  miasteczka
polozonego na poludniu Redanii, w ktorym to spedzilem pierwsze lata  swego
zycia. Imie dostalem po ojcu, ktory byl gwardzista w rodzinnym miescie.

R: Czy to po nim odziedziczyles zapedy wojskowe?

BzR: Zapewne. Nasz dom byl jednym z najwiekszych w miescie. Widok  z  okna
roztaczal  sie  na  plac  apelowy,  gdzie odbywaly sie zbiorki i cwiczenia
gwardii. Co dzien przygladalem sie manewrom, a  pozniej  bieglem  do  lasu
cwiczyc na drzewach wszystko co podpatrzylem.

R: Czy byly to spokojne lata?

BzR:  Tak,  wtedy  jeszcze  tak.  Nie  mialem zbyt wielu obowiazkow. Mama,
Iliane, uczyla mnie elfich manier i  sztuki.  Jednak  mi  blizej  bylo  do
walki z przyjaciolmi na patyki.

R: Ale wnioskuje, ze to sie zmienilo...

BzR: Tak.  Zmienilo  sie  jakis  czas  pozniej.  Coraz  bardziej  widoczne
stawaly  sie  ataki komand partyzanckich. Nie rozumialem tego na poczatku,
jednak  teraz  gdy  patrze  z  dystansem  rozumiem  w  pewien  sposob  ich
motywacje.  Co  nie znaczy, ze ja w calosci popieram. Oj, tu wmieszala sie
polityka, moze nie publikujmy tego.

R: Czy ataki partyzantow zmotywowaly Cie do czegos?

BzR: Nie, nie bylem wtedy zbyt mlody.  Nie  rozumialem  zbyt  wiele  jesli
chodzi  o  swiat polityki. Natomiast oddzialy wojsk redanskich zaczely byc
przesuwane coraz bardziej na polnoc, w  strone  stolicy.  Moj  ojciec  nie
mial  ochoty rzucac zycia niewielkiego miasta i chyba to sprawilo, ze stal
sie niewygodny. Moze nawet zbedny. Pewnego dnia, zebral nas  w  salonie  i
powiedzial,  ze  bedziemy  musieli sie przeprowadzic. Jednak przeprowadzka
nie miala byc na polnoc, a... Za morze. To tam sie wszystko zaczelo.

R: Za morzem nie ma zbyt wielu polelfow. Jak sie tam odnalezliscie?

BzR: Mego ojca znali wszyscy nawet tam. Byl powszechnie znanym  wojskowym,
wiec  mozna  powiedziec, ze w pewien sposob bylismy nietykalni nawet w tak
odleglym miejscu od naszego  domu.  Jednak  dlugo  nie  mielismy  spokoju.
Okazalo  sie,  ze...  Oddzial gwardzistow redanskich, wlasciwie skladajacy
sie jedynie z mojego  ojca  i  jemu  najblizszych  Roggeveenczykow  zostal
oddelegowany  do  Nuln,  gdyz  w jaskiniach pod miastem twory Chaosu zwane
skavenami zalozyly swoja swiatynie, a kazde wsparcie  w  miescie  bylo  na
wage  zlota. Nie chce opowiadac o szczegolach. Powiem tylko, ze to wlasnie
w Nuln, wiosna, widzialem moja rodzine ostatni raz.
Troche  to  trwalo  nim  wrocilem.  Wtedy okazalo sie, ze bez opieki ojca,
czternasto letni polelf jest nikim w  nieznanym  miescie.  Powiem  wiecej.
Stalem  sie  wyrzutkiem.  To tam pierwszy raz poczulem, ze nie mam swojego
miejsca.

R: Czy to byl okres  w  ktorym  nasilily  sie  negatywne  emocje  wzgledem
nieludzi?

BzR: Dokladnie.    Chcialem  zarobic na chleb, na przezycie, jednak nawet na
stajennego nie chcieli odmienca.

R: Dlugo szukales schronienia jakim okazala sie ta karczma?

BzR: Tulalem sie tu i owdzie, az pewnego dnia w Bissingen  rozpoznal  mnie
syn  karczmarza  z  Rogeeveen.  Mial  na imie Grizwald. Byl pietnascie lat
starszy niz ja i to on wyciagnal do mnie dlon. Powiedzial, ze moze  lepiej
bedzie  ukryc swoje prawdziwe pochodzenie. Do Bialego Kla trafilem jeszcze
troche pozniej.

R: Opowiedz zatem jak to sie stalo.

BzR: Grizwald uczyl mnie tego co potrafil, nawet  pomogl  mi  znalezc  dom
wsrod  Mysliwych, jednak co to za dom, jesli caly czas nosisz kaptur i nie
mozesz sie nawet  usmiechnac,  by  nie  zdradzic  swoim  usmiechem  swojej
odmiennosci. Gdy doroslem porzucilem schowana w Puszczy gospode i ruszylem
w swiat. Wtedy wiedzialem, ze sobie poradze. Przemierzylem wszystki krainy
w  poszukiwaniu  miejsca  dla  siebie.  Az  pewnego  dnia uslyszalem, ze w
Mariborze osiedlila sie garstka podobnych do mnie. Przybylem zatem tutaj z
nadzieja, ze moze to  tu  znajde  swoje  miejsce,  swoj  dom.  Spolecznosc
Bialego Kla nie byla liczna, jednak widac bylo, ze ich odmiennosc sprawia,
ze traktuja sie jak rodzine. Z kazda chwila gdy przebywalem wsrod nich,
czulem, ze tego wlasnie mi brakowalo. Rodziny.

R: A  wiec  przylaczywszy  sie  do  tego  zgromadzenia... Czy duzo czas Ci
zajelo osiagniecie swojej pozycji?

BzR: Mowimy tu o pozycji Zbrojnego?

R: Jak najbardziej.

BzR: Kiedy jeszcze  mieszkalismy  z  rodzina  w  Roggeveen  i  moj  ojciec
zobaczyl  jak lubie bijatyki, zaczal mnie uczyc takze taktyki, ale rowniez
przekazywac   wiedze   o  zbrojach  i  broniach.  Jednak  nim  stalem  sie
specjalista   w   tej  dziedzinie  musialem  jeszcze  wiele  sie  nauczyc. 
Zwiedzialem kuznie calego swiata, oraz w szelakie  krainy  w  poszukiwaniu
najznakomitszych  pancerzy i oreza. Po pewnym czasie Przewodnik Kla, wtedy
Sindawe, uznal, ze byloby  dobrze  uhonorowac  mnie  za  trud  wkladany  w
funkcjonowanie  Bialego  Kla  i  nadac  mi  oficjalnie  tytul   Pierwszego
Zbrojnego Stowarzyszenia Polelfow.

R: Czy to ten fakt zawazyl o wybraniu pierwszego zbrojnego stowarzyszenia?

BzR: Tak, to wlasnie ten fakt. Biegla znajomosc wszelakich sprzetow,  oraz
zasluzona praca dla Stowarzyszenia.

R: Redakcja  jest  pod  wrazeniem.  Pomowmy   zatem   o   terazniejszosci.
Wspomniales,  ze  od  dawna  spotykasz  sie z niezadowoleniem u ludzi... W
kwestii pochodzenia.

BzR: Owszem. Nie zawsze bylo latwo byc polelfem.

R:  Czy  w  waszych  oczach  ostatnio to sie nasililo? Na ulicach mozna az
poczuc podgrzana atmosfere.

BzR: Racja. Niestety w ostatnich czasach to sie jeszcze nasila.

R: W jaki sposob to sie przejawia?

BzR: Zazwyczaj   to   nie  jest  zbytnio  zauwazalna,  jednak  wiele  razy
slyszelismy okrzyki za naszymi plecami wyzywajace nas od mieszancow, kilka
razy wybito nam nawet okna w Kle. Jednak  gdy  wybiegam  na  ulice.  Jakby
nikogo  tam  nie bylo. Zwykle wszyscy sie odwracaja i nikt nie jest winny.
Co odwazniejsi patrza sie jedynie  z  szyderczym  usmiechem  i  niezncznie
wytykaja nas palcami.
Pewnej  nocy  gdy  spacerowalem  po  miescie skrywajac twarz pod kapturem,
zagadnal mnie jakis czlowiek o powiedzial, ze ta karczme odmiencow  bedzie
trzeba  spalic,  ze  to nic innego niz plaga, ktora zniszczy niechybnie to
miasto.

R: Do  redakcji  naplywaja  co  jakis  czas  doniesienia  o  porwaniach  i
tajemniczych smierciach polelfow. Mozna prosic o komentarz?

BzR:  Porwania...  Nie  wiem  kto  porywa polelfy. Slyszalem o przeroznych
praktykach prowadzonych przez medykow, moze zamiast na  ludziach  chca  je
robic na polelfach?

R: Czy  wladze interesuja sie tymi incydentami? Redakcja probowala dotrzec
do   Rzecznika   krola  Foltesta  w  sprawach  spolecznych.  Niestety  nie
otrzymalismy zadnej odpowiedzi.

BzR: Jesli chodzi o tajemnicze smierci... No coz. Ciezko jest mi slyszec o
takich aktach przemocy.  Nie  chcialbym  jednak  wskazywac  winnych.  Moge
jedynie  prosic wszystkie polelfy o ostroznosc. Nie chcialbym sie wdawac w
polityke, jednak krol Foltest nie do konca jest nam przychylny. Mysle,  ze
to   glownie  za  sprawa  doradcow  na  jego  dworze.  Wiedza  jednak,  ze
wyrobilismy dobie dosyc silna pozycje  w  granicach  Czterech  Krolestw  i
ciezko byloby pozbyc sie nas.

R: Czy wobec tego rowniez i w strazy miast temerskich widac  nieprzychylne
polelfom emocje?

BzR: Sa  czasem  dostrzegalne  niestety.  Wiadomo  straz  jedynie wykonuje
rozkazy.

R: Czyli nie potwierdzasz anonimowych listow, ze i straz  czasem  wykracza
poza swoje obowiazki?

BzR: Zostawie to bez komentarza.

R: Ze statystyk wynika, ze w ciagu ostatniego  polrocza  liczba  polelfow,
ktorzy  trafili  do  mariborskiego  wiezienia zwiekszyla sie do 60 procent
wszystkich zatrzyman. Czym to moze byc zatem spowodowane?

BzR: Coz latwo  jest  obwiniac  za  wszystko  mniejszosci.  Jednak  trzeba
rowniez  spojrzec na to z tej strony, ze od kiedy Bialy Kiel wyrobil sobie
marke w granicach Czterech Krolestw, coraz  wiecej  przyjezdnych  odwiedza
Maribor, a jednoczesnie na ulicach jest dla gosci bezpieczniej.

R: Gwarantujecie  zatem  bezpieczny  pobyt w Mariborze wszystkim turystom-
czytelnikom?

BzR: Staramy  sie.  Wiadomo  nie  chcemy prowokowac konfliktow, nie chcemy
zwad wkolo nas, gdyz chcielibysmy trzymac sie zdala  od  polityki,  jednak
chcemy, zeby Bialy Kiel byl oaza spokoju. Dlatego kazdy kto zawita do  nas
na porcje nalesnikow, czy szklaneczke wina, moze czuc sie bezpieczny.

R: Totez  na  koniec  zadam  Ci  ulubione  pytanie wszystkich czytelnikow.
Jakies to jadlo i napitek preferujesz najbardziej?

BzR: Jesli chodzi o jadlo, to wiadomo, ze dbajac o  forme  nie  moge  jesc
tego co popadnie. Jednak pieczen mahakamska, chociaz tlusta, to cos, czego
nie  odmowie.  Co do napitku. Polecam wino polelfie, dostepne w Bialym Kle
za niewielka przed oplata stu miedziakow za litr.

R: Redakcja i wszyscy czytelnicy bardzo dziekuja Ci za rozmowe!

> 
Zatytulowano: O kulturze ubierania          


                     ~*~   O kulturze ubierania   ~*~


   Moj poranek wyglada zawsze tak samo. Pierwsza mysla po przebudzeniu jest
   stroj na ten dzien - tak, jestem prozna i poswiecam tej kwestii sporo 
   czasu. Zastanawiam sie nad tym co tez bede dzisiaj robic, co powinnam z
   tej racji ubrac i w jakim kolorze bede sie czula najlepiej. A czasy mamy
   takie, iz przy odpowiednim nakladzie finansowym o dobrze zaopatrzona 
   szafe nietrudno, tedy i wybor mamy wiekszy. 


   Zwracam uwage nie tylko na wlasna, ale i cudza garderobe, tedy czasami
   wyjsc z podziwu nie potrafie. Czy tym wszystkim kobietom wygodnie zabija
   sie oddzialy wrogich potworow w eleganckich sukniach po kostki, plataja-
   cych sie miedzy lydkami? Czy blask niezliczonych jubilerskich swiecidelek,
   spod ktorych nieraz ciezko dojrzec wlascicielke, jest po prostu atutem w 
   walce i oslepia przeciwnikow? Czy widok krwi na koronkowej bluzce jest 
   dla nich az tak pociagajacy? 


   Ja rozumiem. Te wszystkie suknie w sklepach stanowia dla kobiecego oka 
   tak wspanialy widok, ze czasem chec przymierzenia i kupna przewyzsza 
   nasze umiejetnosci stawiania oporu. Ale prosze pamietac, iz wszystko ma
   swoj czas i miejsce. Wieczorowe suknie, zgodnie z nazwa, nadaja sie na 
   wieczorne przyjecia wymagajace elegancji i kobiecosci. Zaufajcie mi - 
   wichty nie beda zwracaly uwagi na stroj podczas rozrywania go pazurami.
   Podejrzewam, ze jedynym przeciwnikiem zdolnym do docenienia szlachetnego
   materialu czy mistrzowskiego wzornictwa moze byc Foltestowa latorosl - 
   gdzies w glebi jej odmienionej duszy musiala zachowac sie iskierka kro-
   lewskiego wychowania, ktora sprawia, iz strzyga do posilku zlozonego z 
   ludzkich watrobek zasiada z kompletem sztuccow. Ona z pewnoscia dostrze-
   ze piekno damskiego stroju i na wlascicielke owego rzuci sie w pierwszej
   kolejnosci. Cel osiagniety!

   Ja rozumiem, ze chcemy pieknie wygladac i czuc sie kobieco, chcemy uwo-
   dzic. Nie musi sie to jednak rownac niewygodzie i wrzynajacym sie w dlo-
   nie pierscionkom, gdy podczas walki dzierzyc nam przychodzi bron czy 
   tarcze. Szyfonowe szale, targane przez wiatr i zaslaniajace oczy rowniez
   bardziej moga podczas wyprawy zaszkodzic, niz dodac uroku. Niewiasta ob-
   wieszona bizuteria, w delikatnych trzewikach i zwiewnej sukni, ubrana w 
   perfumy przedzierajaca sie przez bagno jakze piekne zostawi po sobie 
   truchlo! Obcisle spodnie, skorzany gorset badz koszula z ciepla (zdobiona
   haftami) kamizelka, delikatna bizuteria (nie rozumiem - czy to obwiesza-
   nie sie metalami szlachetnymi we wszystkich dostepnych miejscach to rodzaj
   zabezpieczenia swojej cnoty w razie napadu rabunkowego? A moze wrecz prze-
   ciwnie, to blyszczace w sloncu zaproszenie dla lobuzow..?), wygodne i pa-
   sujace do reszty buty - stroj to praktyczny, ktory zapewnia zarowno kom-
   fort i pociagajacy widok w lustrze. Co prawda zwloki nasze nie beda juz 
   tak zwiewnie i pociagajaco wygladaly (o ile w ogole moga), ale szansa na
   zostanie owymi rownoczesnie radykalnie zmaleje. Warte przemyslenia.

   Absolutnie nie twierdze, iz nie mozna na co dzien ubierac sie w stroje 
   typowo damskie. Ilez pieknych sukienek mozna w swiecie kupic, wie kazda
   z nas. Mozna posrod z nich znalezc takie, ktore dodajac nam dziewczecego
   uroku nie sprawia jednoczesnie wiekszych trudnosci w konnej jezdzie, 
   podrozowaniu czy po prostu chodzeniu bez potykania sie o przydlugi tren.
   Mozna znalezc takie, ktore idealnie nadaja sie na codzienny stroj do 
   czynnosci wszelakich, a podkreslajace warte uwagi ksztalty. Wystarczy
   nieco dobrej woli i rozsadku.
     
   Byc moze bedzie to dla niektorych zaskoczeniem, ale pory roku rowniez
   graja pewna role w doborze ubioru. Ja tymczasem niezmiennie widuje let-
   nie sukienki zima i iscie krolewskie, gronostajowe plaszcze latem. Ale 
   pomijajac juz ten fenomen (byc moze niektorzy maja problemy z odczuwaniem
   ciepla?), jest jeszcze szereg popelnianych bledow, ktore rzucaja sie w 
   (moje) oczy. Stroj powinien tworzyc calosc, poszczegolne jego elementy 
   powinny wspolgrac stylowo i kolorystycznie. Stroj powinien byc obecny - 
   to tylko mala uwaga na marginesie do tych (kobiet i mezczyzn, bez roznicy),
   ktorzy wstaja rano i wychodza z sypialni w samej jeno bieliznie - dalejze,
   szokowac swiat! Wiekszosc ubran przeznaczona jest dla wybranej plci - jakze
   bylabym rada, gdyby panowie zwracali na to uwage, dla wlasnego dobra.

   Moze na to wyglada, ale mimo wszystko nie chce nikogo pouczac. Smiac mozna
   sie z innych po cichu, wiedziec o tym nawet nie musza. Jednak przy obecnym
   bogactwie w zakresie krawiectwa i latwym dostepie do wszelakich towarow 
   warto pokusic sie o nieco rozsadku w dobieraniu swoich strojow - dla wlas-
   nego bezpieczenstwa, wygody i dobrego samopoczucia na co dzien.
   I milych wrazen otoczenia!


                                                                    SzN.
> 
Zatytulowano: Pochwala ras - ludzie         


                       .:  P O C H W A L A   R A S  :.
                            .: czesc IV - LUDZIE :.


   Ostatnim razem skupilam sie na elfach, jako jednym z dwoch czynnikow
  tworzacych polelfy. Przyszla wiec i pora na Ludzi, drugi pierwiastek
  mej rasy, lecz co wazniejsze - wazna czesc dzisiejszego swiata.

   
   Zawsze odnosilam wrazenie, iz Ludzie sa rasa niedoceniana. Bo gdyby
  tak przyjrzec im sie z bliska, ujrzymy ogromna roznorodnosc, o ktora
  trudno posrod innostworow. I te innosc, mnogosc charakterow i postaw
  z latwoscia mozna w nich polubic. Mam przyjemnosc znac bardzo wielu
  przedstawicieli tej rasy, ktorzy tylko potwierdzaja te teze - posrod
  nich sa sumienni i leniwi, honorowi i tchorzliwi, prawdomowni i nie 
  do konca, praworzadni i zboje.. moznaby tak wymieniac i wymieniac.

   Gwoli szczerosci - nie bylam przekonana, co tez o ludziach napisac.
  Popytalam wiec przyjaciol i jedna wspolna cecha zdala sie w komenta-
  rzach objawiac, totez i na niej zdecydowalam sie oprzec tym razem.

   Rozmnazanie. Uslyszalam, ze ludzie (a zapewne miano tu na mysli
  glownie mezczyzn) tylko o nim mysla. I uciekaja sie do przeroznych
  sposobow, aby osiagnac swoj cel - ich spryt i pomyslowosc nie znaja
  w tej materii granic. Na dodatek - pozwole sobie powtorzyc za kole-
  ga Rispatem w wiekopomnym wykladzie podczas minionych Dni Gnomiej
  Nauki - ludzkie samice sa DZIWNE i cokolwiek zrobisz, znajda sie
  takie, ktore cie za to pokochaja. Innymi slowy - pomyslowosc ich
  samcom sie oplaca, gdyz dzieki niej zdobeda poklask i uwielbienie.
  Inna to rzecz, gdy zadanie staje sie nieco bardziej skomplikowane i
  Czlowiekowi zalezy na wzgledach tej jedynej. Pragne tu rowniez zaz-
  naczyc, ze nie zawsze musi to byc Kobieta - wielkie uklony w strone
  Mezczyzn za umiejetnosc zdobycia wzgledow samic niemal kazdej rasy.
  Wykazuja sie oni wspanialym zmyslem obserwacji i wszelkie spostrze-
  zenia umiejetnie wykorzystuja w walce z oporem wybranej damy. Chocby
  nie wiem jak niechetna niewiasta byla - gdy mezczyzna jej zapragnie,
  ulegnie ona pod wplywem jego zalotow. Nie kazdy potrafi tego dokonac.
  
   A ludzkie samice? Co tu duzo mowic - polelfki po kims musialy wszak
  odziedziczyc swoje ksztalty i wielkie podziekowania w tym wzgledzie
  naleza sie Kobietom. Lecz nie nalezy przypadkiem wazyc sobie lekce
  innych ludzkich zalet - znane mi Kobiety sa tez na tyle inteligentne,
  by wykorzystywac swoj rozum w sytuacjach po temu stosownych i ukryc
  go, gdy moglby stanowic przeszkode dla otoczenia. Wierzcie mi - wsrod
  ludzkich samcow to umiejetnosc wielce zalecana.

   Moznaby rozpisac sie o wielu przywarach Ludzkiej rasy, ale kazdy z
  szanownych Czytelnikow moze sam je sobie dopowiedziec. Dosc rzec, iz
  zawsze razniej miec u swego boku czlowieka, z ktorym mozna sie i na-
  pic, i posmiac, stanac do walki z poczuciem bezpieczenstwa, porozma-
  wiac czy po prostu pobyc i wspolnie oceniac urode dziewek naokolo.

   I choc moze ciezko to nam, innostworom przyznac, to wlasnie ludzie
  opanowali nasz swiat i wiele jeszcze wiekow uplynie, nim sytuacja ta
  bedzie mogla sie zmienic. Poki co pozostaje nam doceniac ich zalety,
  ulegac zalotom przystojnych mezczyzn i zabiegac o wzgledy ponentych
  kobiet, a przede wszystkim - uczyc sie od nich, tego co najlepsze.


                                                                  SzN
> 
Zatytulowano: Wywiad z Wojtem Blaviken      


Poniewaz Blaviken,  miejscowosc  do  niedawno  mala,  o  niskiej  pozycji
gospodarczej  i  politycznej urosla w sile ze wzgledu przeniesienia kilku
glownych polaczen morskich Redakcja postanowila  przeprowadzic  wywiad  z
Wojtem miasta, Caldemeynem.

Redakcja: Blaviken stalo sie ostatnio szalenie  modne,  szczegolnie  jako
osrodek agroturystyczny. Co oferujecie przejezdnym?

Wojt Caldemeyn: Zesmy sie dogadali z kapitanami, co  nie?  Ze  to  u  nas
lepiej niz w jakims Daevon, mniej smierdzi, a i dziewki bardziej ochocze.
To  i zaczeli do nas kursowac, a razem z nimi cala gawiedz z Novigradu. A
bo i  jest  czego  pouzywac,  jest...  Znaczy,  na  co  popatrzec...  No,
pozwiedzac.  Jak  kto  woli,  plaza  za skalkami albo jakies moczary, tam
czesto chadzaja. Ale u nas to  w  ogole  jakos  tak  spokojniej  i  mniej
balaganu  niz  w  wielkich miasta, lubia se z wedka nad morzem posiedziec
albo co ladnego kupic.  Nawet  ze  Starego  Swiata  do  nas  zawijaja  po
okolicach  pochodzic,  powietrzem  niespaczonym  odetchnac, ale z nimi to
tylko utrapienie jest, zachowac sie za nich nie potrafia.

R: Jakie sa szanse na rozwoj zawodowy w Waszym miescie? Na czym najlepiej
zarobic?

W.C.: My tu uprawiamy polityke patry... party...  No  ten,  rownosci,  no
nie? Chce chlop miec karczme i gorzale polewac, to ladne kelnereczki musi
zatrudnic.  Mysli,  ze  bedzie  sprowadzal  cos  na targ, to jak baby nie
zatrudni, coby stala od switu do nocy, to nie ma mowy! Tak jest,  wlasnie
tak.  Sprawiedliwosc! Tylko jakies zajecie im na noc musimy znalezc, coby
baby nie zdobyly przewagi zbytniej, bo to i zle jak w te  strone  bedzie,
oj zle.

R: Czy z Blaviken sa zwiazane jakies niesamowite historie, a  moze  nawet
skandale? 

W.C.: Pewnie se myslicie, ze wam bede o wiezy prawil, ale to  moze  innym
razem.  Stoi  i nikomu nie wadzi, to ja lepiej w spokoju zostawic. Ale to
wam powiem, ze zyla kiedys tu u nas baba, znaczy  nie  u  nas,  tylko  na
bagnach.  Ona  stara  i parchata byla, ale sztuczki magiczne jakie umiala
czy co, ze jak miesiac jasno swiecil, to ona cyku-myku i nie ma  baby,  a
mloda dziewka, co to nie wiesz czy nogi dluzsze od czarnych lokow... I se
balamucila jakiegos chlopa co go upatrzyla, a ze dobra w tym byla,  to  i
nie  wadzila  nikomu.  Ale  jak  to  one, kazda baba kiedys sie zadurzy i
odstapic nei chce, nawet wiedzma harda. To tez tak sie stalo, tyle ze jak
do miasta wejsc, jak kto  ja  zobaczyl  to  batami  gonil?  Wymyslilo  se
babsko,  ze  w  kociej  postaci  przemknie  nad  murem  i podgladac swego
kochanka bedzie... Tyle ze on se inna juz byl znalazl za ten  czas,  nie?
Jak sie wiedzma nie zezlila, jak ponoc we wrzask uderzyla! A ze  kocur  z
niej  byl pewnikiem bardziej chyzy niz kobita, to rzucila sie chlopowi na
gardlo,  rozerwala  bidakowi  szyje,  ale   konkurentke  to   tylko   tak
poharatala,  ze na jedno oko przestala widziec i na miasto do konca zycia
nie wyszla. Nu, prawda to czy bajdurzenie, prawda jest, ze szweda nam sie
tutaj taki kocur jeden, a charakterny to on jest...!

R: No a kilka slow o Panu, jak to jest byc wojtem? Czy trudno nim zostac?
Jakie sa zarobki?

W.C.: Panie, co tam zarobki! Chate mam, zonka mnie nie chce zostawic,  na
gorzalke  czy rumik czasem starczy, to i nie narzekam, nie? A zem obrotny
i zaradny, to nikt na mnie nie dybie noca  i  bezpieczny  wracac  moge  z
karczmy.  Nu, gorzej w chalupie wtedy sie pokazac, ale cos za cos! Ja wam
powiem, ze tu sie trzeba umiec dogadac ze  wszystkimi  -  kupcom  miejsca
uzyczyc,  w  gospodzie  piwa duzo pic, do bab sie usmiechac i kiwac glowa
jak gadaja, a i o swiatyniach nie zapomniec!

R: Najzabawniejsze wspomnienie z okresu wojtowania?

W.C.: A byly tu raz paniczykow dwie, takich ze co to nie  oni,  miastowi,
imaginujesz  sobie?  Spali  se  w  najlepszych pokojach, nosem krecili na
jadlo, ale wsuwali ze az milo patrzec. Do dziewek  oczka  puszczali,  ale
tez  ze  tacy  niedostepni  niby.  No,  ale  raz  sie pozarli widac o co,
naburmuszeni na sie chodzili, ale przyszla razem na targ,  bo  to  festyn
byl  akurat,  i  dalejze  usmiechac  sie  zalotnie, oczka na prawo i lewo
puszczac. Jeden se upatrzyl taka co to za nia wszyscy sie  ogladaja,  ona
tez  do  niego  cielece  oczeta  zaczela robic... A ten drugi jak sie nie
zakradnie don od tylu, jak mu rybisko jakies tak  wrednie  do  kolenierza
nie  przypnie, ze za nic zdjac sie nie da! A powiem wam, ze mewy to u nas
pazerne sa jak diabli, a jeszcze se jakos  te  rybke  tak  upatrzyly,  ze
chmura spadly na chloptasia, podziobaly ga, podrapaly, fryzure zepsuly, a
do tego obesraly jeszcze i sie nazarly. Tyle dodam, ze juz go nigdy u nas
nie widzielismy!

R: I na zakonczenie nasze standardowe pytanie - ulubione jadlo i napitek?

W.C.: Ach,  ten  wasz  destylacik...  Raz  czy  dwa go kosztowalem, ale w
pamieci sie wypala, oj wypala. A z jadla to mi wsio jedno, byle  je  moja
Libusze zrobila, bo u niej to i chleb ze smalcem dobrze smakuje.