Periodicus numer 26

Wywiady z Haernem i Ulikiem, Rady wujka Zxara

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
      Witam   Was  po  dlugiej  przerwie! Mam nadzieje, ze zdazyliscie sie
      stesknic   za   najczesciej  kupowana  gazeta  na obu  kontynentach.
      Specjalnie  dla Was   przygotowalismy dwa   szczere  wywiady, troche
      turystyki, literatury i oczywiscie wspaniale Dobre Rady Wujka Zxara!
      Jednoczesnie zachecamy Was do wspolpracy z  Periodicusem, podsylanie
         arykulow, ciekawostek, wlasnej tworczosci. Miejsca w redakcji
                            czekaja wlasnie na Was!
                                        
                 Pozdrawiam i jak zwykle zyczymy milej lektury!
                                        
                                                w imieniu Redakcji,
                                          Faiga Fausto, red. naczelna
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Pulkownikiem Haernem........................strona 1
     * Wywiad z Mistrzem SGW - Ulikiem......................strona 2
     * Dobre Rady Wujka Zxara...............................strona 3
     * Relacje ze szlaku - Skellige.........................strona 4
     * Tileanska Historia - Opowiadanie.....................strona 5
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o
Mozesz przeczytac konkretna strone.
> 
Zatytulowano: Wywiad z Pulkownikiem Haernem 

Dnia piatego  listopadnika  polaczone  sily  wojsk  Ochotniczego  Hufca
Mahakamskiego  i  Krasnoludow Mahakamu wtargnely sila do obozu Kompanii
Gryfa, celem zniszczenia obiektu. Nawiazala sie dluga i  krwawa  walka,
nie obylo sie bez ofiar. Mahakamczycy dopieli swego celu. Oboz splonal.
Zdazylismy  juz  nieco  ochlonac  po  tych  wydarzeniach,  mozemy  wiec
spojrzec na nie  trzezwym  okiem.  Zapach  spalenizny  juz  wywietrzal.
Periodicus  pojawia  sie  wszedzie tam, gdzie cos sie dzieje, takze i w
tej sytuacji nie bedzie wyjatku.

Specjalnie  dla  Was  przedstawiam  wywiad  z Pulkownikiem Ochotniczego
Hufca  Mahakamskiego  -  Haernem,  jednym  z  najlepszych  mahakamskich
dowodcow.


Faiga Fausto : To moze zacznijmy od  tego  jaka  jest  obecna  sytuacja
miedzy Hufcem a Kompania Gryfa?

Pulkownik Haern : Ochotniczy Hufiec Mahakamski oraz  Kompania  Czarnego
Gryfa  ustanowily  zawieszenie broni poparte pewnymi warunkami, ktorych
spelnienie przez rzeczona  Kompanie  jest  warunkiem  podpisania  paktu
pokojowego.

FF: Czy warunki sa tajne?

PH: Nie,  wiekszosc  jest  jawna.  Dodam,  ze  po  stronie  Hufca stoja
rowniez  Klany  Mahakamskie,  ktore  takoz  braly  udzial  w  rozmowach
pokojowych.  A  co  do  warunkow...   Primo,   Kompania   Gryfa   winna
przeniesc  swoj  oboz  z  powrotem  na  ziemie  Imperialne,  czego  jak
donosi  moj  wywiad  juz  dokonala.  Secundo,  Kompania zobowiazuje sie
do przestrzegania  zakazu  wstepu  na  teren  Masywu  Mahakamskiego,  z
kilkoma  wyjatkami.  Tertio,  Kapitan  Kristiansen  slowem swym reczy i
przysiege   zlozyl   nigdy  zbrojnie  przeciwko  Hufcowi  Mahakamskiemu
oraz Klanom Mahakamskim nie wystepowac.
Jeszcze  istotnym  warunkiem  jest  calkowity zakaz wspolpracy Kompanii
z Ogrza Kompania oraz chordami Chaosu.

FF: A jak wlasciwie doszlo do konfliktu z Kompania?

PH: Kompania Gryfa nie spelnila ultimatum, nakazujacego jej opuszczenia
terenow Krolestw Nordlingow. Bylo tez kilka pomniejszych powodow.

FF: Czy  moglby pulkowanik powiedziec pare slow o samej akcji napadu na
    oboz? Jakies pikantne kawalki.

PH : Pikantne...?

FF: Czy to prawda, ze wszyscy mieliscie rozchlestane koszule?

PH : Wszyscy! Taki rozkaz.

(chwila ciszy)

PH: W owym szturmie jak zapewne wiadomo wsparly nas Klany  Mahakamskie,
ktore  glosowaniem  Glow  ustanowily  wsparcie Hufca w owej wojnie. Tym
samym umacniajac nasz sojusz i wiezi przyjazni,  bez  nich  sam  Hufiec
nie podolalby temu nielatwemu zadaniu.
Z goracych szczegolow - wrzatek, ktorego na barbakanie stojacy  obroncy
nie  szczedzili  nam  w  momencie wyazania solidnej bramy, na pewno byl
goracy.

FF: A "Gryfy"? Jak sie bronili? Dobrze sie bija?

PH: Odwaznie,  to  im  trzeba przyznac. Przewaga silowa i liczebna byla
po naszej stronie. Oczywiscie u zadnej ze stron  nie  brakowalo  bledow
czy  lutow  szczescia,  niekiedy cienka linia dzielila wygrana potyczke
od fiaska...

FF: A czy zapamietal pulkownik jakies szczegolnie bohaterskie postawy?

PH: Oczywiscie!

FF: Prosze uchylic rabka tajemnicy, czytelniczki oszaleja!

PH:  Piechur   Nioh,  dzierzacy  Sztandar  Hufcow  Mahakamskich,  ledwo
odratowany z lazaretu, nie namyslajac sie dlugo wrocil na  pole  walki.
Z  drugiej  strony  rownie  stanowcza  postawa  wykazal   sie   Kapitan
Kristiansen,  ktory  mimo  prawie smiertelnych ran i krotkiego pobytu w
lazarecie nie ostawil swego wojska i wrocil na linie  frontu,  ponownie
doznajac rozleglych obrazen.

FF: To musiala byc piekna bitwa.

PH (nieco marzycielsko): A ten widok plonacych namiotow...

PH: Krajobraz popsulo przybycie padlinozercow Chaosu, zapewne liczacych
na latwy lup. Oczywiscie przeliczyli sie, i jak  szybko  przybyli,  tak
predko  wiali z podkulonymi ogonami, ino kurz na trakcie za nimi chmura
sie wzniosla.

FF: No dobrze, to moze zostawmy juz te plonace namioty. Moze teraz  cos
o kuzynie. Jak to jest byc pulkownikiem Hufca?

PH: To  przede  wszystkim  odpowiedzialnosc   za   losy   zolnierzy   i
bezpieczenstwo  mieszkancow Masywu, ale rowniez duma i chluba pelnienia
tak waznej funkcji. Zasada  'Komu  wiecej  poruczono,  od  tego  wiecej
wymagac beda' sprawdza sie tu w stu procentach. Czasem nawet wiecej.

FF: Czy jest pulkownik zadowolony ze swoich zolnierzy?

PH (z usmiechem):  Oczywiscie!  Jeden  lepszy  od drugiego, same zuchy.
Najbardziej  jestem  zadowolony,  gdy  wracam,  chociazby,  po  krotkim
urlopie  i  widze,  ze  swietnie  sobie  dawali  beze  mnie rade, o nic
nie musze miec pretencji. Nawet latryny wyczyszczone! Chociaz  do  tego
to pewnie zagonili rekrutow.

FF: A  co  by powiedzial pulkownik tym, ktorzy mysla o zaciagnieciu sie
do Hufca? Jak zachecil?

PH: Jesli szukaja miejsca, z ktorego beda mogli chronic swoja  ojczyzne
- to wlasnie Hufiec stanie  sie  ich  domem.  Jesli  szukaja  wojskowej
karnosci,  sily,  towarzyszy do ostatniej kropli krwi - Hufiec jest dla
nich. Jesli szukaja bezpiecznej oazy,  domu,  pogawedek  przy  piwie  i
przechwalania  sie  iloscia  smoczych  zebow na naszyjniku - to wlasnie
Hufiec im zapewni.

FF: A teraz w imieniu czytelniczek  musze  zapytac...  Jaki  jest  stan
rodzinny pulkownika? Zonaty? Dzieciaty?

PH (nieco markotnie): Po slowie.  Jednak  slowo  gdzies sie w powietrzu
rozwialo, a i wybranka znaku zycia nie daje. Ale jedna zone juz mam...

(tu pulkownik wskazuje rog - symbol Hufca)

PH: I z kazda kolejna czas bede musial dzielic miedzy dwie!

PH: A dziatw - ze czterdziesci, i wszystek rosle chlopy na
schwal.

FF (lekko odchrzakujac): Czterdziesci?

PH: Mniej czy wiecej, kto by sie tam tych rot i regimentow doliczyl...

FF: No i nasze standardowe pytanie... Ulubione jadlo i napitek?

PH:  Moze  to  dziwne,  bo za morzem nie przepadam, a wody wiecej nizli
gorski strumien niepewnoscia mnie napada... Ale to co morze w glebinach
rodzi niezmiernie lube mojemu podniebieniu. Takze wszystkie  karczmy  w
nadmorskich osadach w Tilei znam na wylot.
A z napitkow... Ot, przepalany spirytusu lyk gardlo jak najlepszy napar
glaszcze!
> 
> 
> 
Zatytulowano: Wywiad z Mistrzem SGW - Ulikiem

Stowarzyszenie Gnomich  Wynalazcow  przezywalo  ostatnimi  czasy  sporo
zmian.  Mistrz  Luctus Void,  po  kilku  latach piastowania stanowiska,
odszedl na zasluzona emeryture. Po jego  rezygnacji  odbyla  sie  ostra
walka  o  wladze,  startowali miedzy innymi inz. Tabulariks, inz. Hiir,
inz. Yalom i inz. Krep. Wyniki, mimo  iz  jednoznaczne  -  wygral  inz.
Hiir,   wzbudzily   kontrowersje   i  spowodowaly  nieformalny  podzial
stowarzyszenia.  W wyniku stresu i presji, czterech inzynierow opuscilo
Stowarzyszenie. Jeden z nich popelnil samobojstwo,  dwojka o ddala  sie
samodzielnej  pracy  naukowej  poza  Stowarzyszeniem. U inzyniera Hiira
odkryto  niesamowite  zdolnosci  i  wstapil  on  do  szacownego   grona
Niesmiertelnych. W samym Stowarzyszeniu ucichlo. Uspokoilo  sie.  Nowym
Mistrzem zostal dlugoletni inzynier - Ulik Indagatrix. To wlasnie z nim
zamienimy dzis kilka slow.

Faiga Fausto: No wiec - po pierwsze - jak to jest byc Mistrzem SGW?

Ulik  Indagatrix:  Porownujac  do  wszelakich  innych  stanowisk  jakie
przyszlo mi piastowac to spokojnie. Tym samym nieco nudno... Aczkolwiek
mysle, ze teraz takiego stanowiska potrzebuje.
No  chyba, ze ktorys z Inzynierow cos przeskrobie. Wtedy robi sie nieco
ciekawiej.

FF: A mial juz Mistrz okazje do wykorzystania wladzy?

UI: Niestety,  wszystkie  gnomki  gdzies wybyly. (cichy chichot) Mowiac
nieco powazniej to pare drobnych incydentow... nic szczegolnego.
No  i  moglem  przyjac  mlodego  gnoma do Stowarzyszenia... to ten mily
aspekt wykorzystywania wladzy.

FF: A prosze mi powiedziec, jak sie ma  sytuacja  w  SGW,  jakies  nowe
projekty, pomysly, wydarzenia?

UI:  Sytuacja  ma  sie  po  staremu...  z  poczatkiem  swojej  kadencji
stworzylem  towarzystwo  dla   bibliotekarza,   mianowicie   stanowisko
skarbnika  i   intendenta.   Pomyslow,  jak   Kolezanka   dobrze   wie,
u   nas   zawsze   duzo,   niestety  wiekszosc  konczy  sie  wybuchowo.
Bibliotekarze nie donosili mi  o  zadnych  ciekawych  projektach,  wiec
mozna  uznac,  ze   takowych  nie  ma... No, a przynajmniej  nie takich,
ktore maja szanse zrealizowania i pokazania swiatu.
Jesli  chodzi  o  wydarzenia  to  pozostajemy tylko przy Dniach Gnomiej
Nauki... byl pomysl na wskrzeszenie biegu Khami Khadze,  jednak  ciezko
jest  cokolwiek  zorganizowac  gdy  wiekszosc  Inzynierow  przebywa  na
delegacjach   w  dalekich  krainach...  albo  zapija  sie  w  lokalnych
karczmach.

FF: Czy LINGNOM nadal prowadzi dzialalnosc?

UI: Z  tego  co  sie orientuje to prowadzi, aczkolwiek jest to bardziej
indywidualna inicjatywa kilku gnomow,  co  oczywiscie  nie  ujmuje  jej
chluby.

FF: U kogo mozna obecnie nauczyc sie jezykow?

UI: Inzynierowie  Khalid  i  Yalom  zawsze chetnie udziela nauki. Jesli
tylko uda sie ich wysledzic. Akurat  z  Yalomem  to  nie  ma  problemu,
rezyduje w Nuln, to Khalida czesciej mozna spotkac w  lasach i gorach.

FF: Czy chcialby Majster wprowadzic jakies zmiany w SGW?  Albo  moze  w
Gnomim Miescie? Jakies pomysly na przyszlosc?

UI: Pomyslow jest wiele, pozostaje kwestia wykonalnosci. W samym gnomim
miescie brakuje i nfrastruktury  naukowej...  powstaly  warsztaty,  ale
potrzeba  przeciez  sal  wykladowych.  Podobnie jak sal konferencyjnych
z prawdziwego zdarzenia, wiekszych od tej w  alkierzu  naszej,  gnomiej
karczmy.  Dodatkowo  sa pomysly na muzea i wystawy. Wszystko aby zwabic
wieksza ilosc wedrowocow do naszego podziemia.

FF: Czy planuje sie rozwoj gnomiometra?

UI: Plany sa gotowe... ale oczywiscie nie ma komu kopac.

FF: I dokad mialoby prowadzic? Moze akurat ktos sie zainspiruje i
przyjdzie z lopata.

UI: Stacje w twierdzach Craag Ros i Mons Arx, dodatkowo  na  podgorzach
od strony Aedirn i Lyrii.

FF: Zostawmy  moze technikalia... Teraz pare slow o Mistrzu. Ustatkowal
sie Majster? Zona? Gnomieta?

UI: Zony  brak,  aczkolwiek  swego  czasu sie dwojki gnomiat dorobilem.
Praktyczne to juz samodzielne osoby sa, a nie gnomieta.  Kurcze,  stary
juz  jestem...  Wracajac  jednak...  Corka w Poviss zajmuje sie handlem
wszystkim  co  blyszczy  i  jest  choc podobne do zlota. Natomiast owoc
mojej   tileanskiej   dzialalnosci  w  jednej  z  tamtejszych  kompanii
handlowych poszedl bardziej w moje slady i wedruje po swecie.

FF: No i takie nasze standardowe pytanie... Ulubione jadlo i napitek?

UI (po  dluzszym  zastanowieniu):   Najtrudniejsze   pytanie...   Nigdy
specjalnym  smakoszem  nie  bylem, zasadniczo jadlem aby zyc, a nie sie
delektowac. Jesli chodzi o trunki  to  wyrwalem  sie  nieco  z  kanionu
gnomiego  destylatu  i  preferuje  wina.  Najchetniej   te   z   winnic
znajdujacych  sie w dolinie Alby. Aczkolwiek jak latwo sie domyslic nie
sa zbyt popularne tu, na polnocy, ani tymbardziej za oceanem...
> 
Zatytulowano: Dobre Rady Wujka Zxara        

                  REDAKTORA ZXARA RAD KILKA cz. 2

W dzisiejszym numerze kolejna dawka Rad  dla  wszelakich  Wedrowcow
Ziem  Imperialnych  i  przylegajacych!  Ledwo  wstales  z  pryczy w
karczmie? Jestes swiezo upieczonym uciekinierem z domowego  ogniska
swych rodzicow? To jest temat dla Ciebie! Po raz kolejny naprowadze
Was  na  poprawne  politycznie  zachowania  w  regionach,  ktore  z
pewnoscia dane Wam bedzie odwiedzic.

Podrozujac  po  ziemiach  Imperialnych  mozemy  dojsc  do podobnych
wnioskow co wiekszosc naukowcow socjognomii - latryny  sa  czystsze
od  ulic,  iloraz  inteligencji  tlumu nie przesciga tego u kurzego
jajka, a jakosc podniebienia mieszkancow  ratuje  tylko  mniejszosc
z  Krainy  Zgromadzenia.  To  wszystko  nie  przeszkadza  jednak  w
egzystowaniu wielu grup  spolecznych,  ktore  sila  utrzymuja  swoj
wlasny  porzadek  na podworku przynaleznym. Czy przemieszczajac sie
miedzy granicami tych  terytoriow  jestesmy  zmuszeni  dostosowywac
sie  do ustalanych regul? W teorii tak by wypadalo, ale po krotkiej
analizie sytuacji dochodzimy do wniosku, ze reguly  sa  podobne,  a
roznia sie tylko drobnymi szczegolami.

Przemierzajac okolice Nuln spotkac mozna praktycznie kazdego, nawet
syna, o ktorym nie mialo sie pojecia, albo corke, ktora jest od Was
starsza.  Jest jednak pewna grupa, ktora charakteryzuje sie pewnymi
detalami. Jak spytacie  kim  sa,  odpowiadaja  kolorami  -  czarni,
czerwoni  -  pelen zakres palety, ktorej nie powstydzilby sie nawet
von Gog. Nosza pancerna rekawice, sztuk jedna. Czemu  tylko  polowa
normalnego  zapotrzebowania dloni? Nie mam pojecia, ale moze to byc
zwiazane z zakazem uzywania tej opancerzonej do  czegokolwiek  poza
wojaczka.  A  zdecydowanie  sa  w  niej dobrzy - swoje umiejetnosci
sprawdzaja miedzy soba, co sprawia, ze ich lazaret musi miec  pelne
rece  roboty.  Mowa  oczywiscie  o  szkole  domu  Von  Raugen i jej
personelu edukacyjnym i uczniach. Szkola ta, jak kazda inna o  tego
rodzaju  renomie,  posiada internat, w ktorym to mikrospoleczenstwo
zyje na codzien. Jak wiadomo, tak duzo  mlodych  umyslow  w  jednym
miejscu  powoduje  gwaltowny  wzrost  oparow  wysokoprocentowych  w
powietrzu. Spowodowalo to przerozne,  dziwne  zjawiska.  Mieszkancy
pobliskich  kamienic  twierdza  nawet,  ze  jak ktos w okolicy jest
niegrzeczny to Czempion szkoly, obecnie  Cadael  Lwowicz  wypuszcza
na  ulice  przerazajacych mutantow, nad ktorymi ma pelna wladze. To
oczywiscie  plotki.  Moge  potwierdzic  swoimi  wlasnymi  oczami  i
binoklami,  iz po zwiedzeniu calej szkoly nie doszukalem sie zadnej
dodatkowej  macki,  czy  innej  konczyny  u  zadnego  z  widzianych
osobnikow.  Zasadniczo  dom  Von Raugen chce poprzez inwestowanie w
szkole   dbac   o  porzadek  w  Nuln,  a  takze  zapewnic  rozrywke
mieszkancom   miasta.   Gwardia,  ktorej  przewodzi  Dowodca  Falik
ma za zadanie chronic rod Von Raugen i jest perelka na tle zwyklych
zolnierzy Elektorki. Rady  dla  odwiedzajacych?  Kilka,  ale  kazda
raczej prosta.

RADA 1: Jak uslyszysz nazwe koloru, ktorego nie znasz, nie dopytuj.
        Lepiej  sprawdzic  potem  w  bibliotece,  niz skonczyc jako
        zakaska dla tygrysow, czy innych egzotycznych zwierzat.
RADA 2: Niewazne  ile  spirytusu  wypiles,  nie  wchodz  na  arene.
        Procenty  dodaja  odwagi,  ale  nie  umiejetnosci  wladania
        mieczem.
RADA 3: Jesli  chcesz  komus zrobic psikusa udajac mutanta, nie rob
        tego w Nuln. Na zdrowie Ci to nie wyjdzie.

Na  polnocny-zachod od Nuln miesci sie najwieksza forteca jaka dane
mi bylo ogladac.  Zamek  Zakonu  Sigmara  Mlotodzierzcy.  Juz  przy
samym  wymawianiu  nazwy przechodza mnie ciarki. Rycerze zamieszku-
jacy   ow   twierdze  sa  prawdziwymi  dostojnikami,  a  ich  biale
plaszcze widac z kilometra przy  srednich  opadach  atmosferycznych
o  czwartej  po  poludniu.  Podczas  jesieni.  Nie  da sie ich nie-
zauwazyc. Poza rycerzami w  zamku  mieszka  takze  gwardia  Mistrza
Zakonu,  ktory  przewodzi  calym  przybytkiem  na  czele  Kapituly.
Czym jeszcze  zwracaja  uwage?  Po  plaszczu  od  razu  dostrzegamy
Mloty.  Ale  nie  jakies  tam  mlotki  -  Mloty. Zazwyczaj wielkie,
ciezkie, twarde, ktore  zdaja  sie  az  prosic  o  to  zeby  blizej
zaznajomic  sie  z  czyjas  glowa. A spotkanie takie nie nalezaloby
zdecydowanie   do  najprzyjemniejszych.  Legendy  glosza,  ze  mlot
dzierzony   przez   samego   Sigmara   bylo   doprawdy  najwiekszy,
najciezszy i najtrwadszy. A to, co  szeptal  do  swego  wlasciciela
niechaj  lepiej  pozostanie  tajemnica  (przynajmniej  dla   mnie),
gdyz  liczba  goblinskich  glow, z ktorymi sie spotkal jest wieksza
niz standardowe szacunki dotyczace zamtuzow w Mahakamie.
Zadaniem  prawdziwego  Sigmaryty  jest  tepic  wszelki  chaos  oraz
bronic granic Imperium. Natomiast gwardia,  zlozona  z  krasnoludow
z  Gor  Kranca  Swiata  jest jednostka powolana specjalnie po to by
chronic Mistrza, obecnie Ansgara Kellera. A oto  kilka  rad,  ktore
zdecydowanie  przydadza sie podczas bliskich spotkan ktoregokolwiek
stopnia z czlonkami Zakonu Sigmara Mlotodzierzcy.

RADA 1: Nie   wiadomo   czemu,   ale  szafa  (mebel  o  charakterze
        przechowujacym)  jest  tematem  tabu w szeregach Zakonu. Do
        tego stopnia, ze jesli zycie Ci mile - nie wspominaj.
RADA 2: Nos  helm,  najlepiej  jeden  z tych ciezkich i mocnych (na
        przyklad model GlownyDzwon2 z  wytworni  Wnodzemocny)  oraz
        jesli  nalezysz do grona czytelniczek - bluzka bez dekoltu,
        dluga spodnica oraz wlosy w warkocz. Celibat celibatem, ale
        lepiej i tak nie kusic.
RADA 3: Psikus  zwiazany  z udawaniem mutanta w tym wypadku skonczy
        sie gorzej niz w  wyzej  wymienionym.  UWAGA  -  Imperialny
        Fundusz  Zdrowia nie refunduje zadnych rehabilitacji, jesli
        powodem  tymczasowej/permanentnej  niepelnosprawnosci  jest
        "wyzywanie  i  prowokowanie  czlonkow Zakonu Sigmara Mloto-
        dzierzcy oraz obnazanie przed nimi  nieprzyzwoitych  czesci
        swojego  ciala". Cytat z Dekretu J.W. Elektorki dotyczacego
        Zakresu Dzialan Imperialnego Funduszu Zdrowia.
RADA 4: Jesli odwiedzasz Zamek celem zakupow u  tamtejszych  kowali
        upewnij  sie,  ze  zaden  Rycerz  nie jest w tym czasie tez
        tym zainteresowany. Wszedzie wisza karteczki, ze wspomniani
        obslugiwani sa poza kolejnoscia.

Wspomniana  juz  na  samym  poczatku   Kraina   Zgromadzenia   jest
zamieszkana  przez  lud  niebywale   spokojny   i   przyjazny   dla
przyjezdnych.  Goscinnosc  Halflingow z tamtejszych smajali nie zna
granic. Wielce Niestyty, ktorym  obecnie  jest  Perhel  Brandysnap,
doglada  czy aby na pewno kazdy czlonek Zgromadzenia ma odpowiednio
uwypuklony brzuszek, gosc ma wystarczajaco duzo herbaty, a zapasy w
spizarce starcza do zimy. Przyszlej zimy, oczywiscie, gdyz takie do
tej blizszej starczylyby tylko do  dnia  nastepnego,  a  zdaza  sie
niekiedy, ze spizarka jest oprozniana dwa razy, mimo, ze napelniono
ja  raz.  Specjalni  wyslannicy  Gnomiej  Ekspedycji, nieformalnego
kolka naukowego, okreslili to zjawisko jako Paradoks Spizarnianego.
Jak   sie  okazuje,  Spizarniany,  czyli  osoba  odpowiedzialna  za
Spizarnie w czasie swojej zmiany jest w stanie zjesc cala zawartosc
Spizarni, oraz to co ze soba przyniosl na czas pracy, co  z  reguly
jest  obietosciowo  porownywalne  do  obszernosci  Spizarni.  Wbrew
pozorom system ten sprawdza sie, gdyz uczciwosc  Spizarnianych jest
ogromna i zawsze oddaja wszystko, co do okruszka. I to zanim pojawi
sie nastepny Spizarniany na  swoja  zmiane.  Takze  w  tym  miejscu
powinnismy  pamietac  o  kilku  rzeczach,  aby  wystrzec  sie przed
nieprzyjemnosciami.

RADA 1: Pamietaj,  jesli  jadles  cos   dzisiaj,   a   nawet   dnia
        wczorajszego,  nie  zblizaj  sie  do  Krainy  Zgromadzenia.
        Niewazne   czy  masz  na  to  ochote  czy  nie,  zostaniesz
        zaproszony do obficie  zastawionego  stolu,  a  nie  sposob
        odmowic widzac przed soba tyle wspanialosci.
RADA 2: Jak  trafisz na kogos, kto chce ofiarowac Ci ciasteczko, to
        przyjmij je, inaczej spotkasz sie z potokiem lez.
RADA 3: Jesli  nazywas sie Kotlecik, Kielbasa badz Paczek - radzimy
        omijac Kraine Zgromadzenia szerokim  lukiem,  albo  chociaz
        nie afiszowac sie tym faktem.

Serdecznie  zapraszam  do lektury rowniez nastepnego wydania naszej
gazety, w ktorym umieszczony zostanie kolejny epizod cyklu.

                                                Zxar Fausto
> 
> 
Zatytulowano: Relacje ze szlaku - Skellige  

                            >>>>>>>>>><<<<<<<<<< 
                             Relacje ze szlaku 
    Archipelag Skellige - Wyspa Faroe,  Hindarsfjall i Kaer Hemdall
                            >>>>>>>>>><<<<<<<<<<


   Morska bryza  przynosi zapach  ryb i wodorostow, a  zimny  wiatr chloszcze
 bezlitosnie przyprawiajac o dreszcze. Kolejny, zwykly dzien mieszkanca  wysp
 z   Archipelagu  Skellige,  przyzyczajonego    do  tego  surowego  i  czesto
 uzaleznionego od kaprysow morza zakatka swiata.

 Archipelag Skellige to w istocie kilka wysp, z ktorych najwieksza nosi nazwe
 An Skellige. Druga co do wielkosci to Ard Skellige z warownia Kaer Trolde, a
 mala wyspa na zachodzie to Spikeroog. Na wschodzie zas  wyspa Undrik, troche
 jeno wieksza od Spikeroog.Nieco na polnocny wschod polozona jest najmniejsza
 z wysp noszaca miano Hindarsfjall, niedaleko niej zas Kaer Hemdall.Nie mozna
 tez zapomniec o wyspie Faroe.


                            >>>>>>>>>><<<<<<<<<<
                            Czesc I. WYSPA FAROE
                            >>>>>>>>>><<<<<<<<<<

 Na wyspe plywa jedynie maly statek 'Sel'threa', ktorego kapitanem jest Bjorn
 Dahlson. Oferuje przewoz zarowno z polnocnego  portu Novigradu jak i z portu
 na Ard Skellige za 1 zlota monete. Ten czlowiek wie wszystko o tym zakatku i
 poswiecil cale swe zycie swojemu statkowi. Bjorn, zapytany o morze, usmiecha
 sie jedynie i mowi:
 - Kaprysne, niebezpieczne i nieobliczalne. - szeroki usmiech - Wymaga  wielu
 ofiar i poswiecen. Takim je kocham i za nic nie zamienilbym swojego zycia na
 los szczurow ladowych.
 I ciezko mu nie  przyznac racji, gdy  mowi o  tych  nieobliczalnych  wodach.
 Wystarczy jeden rzut oka za burte. Morze ma tutaj  granatowa lub prawie sina
 barwe.  Niespokojne  fale  zwienczone bialymi  balwanami  piany  bezlitosnie
 chloszcza  wybrzeze  wgryzajac  sie  w  jego  strome  skaly i  drazac w  nim
 bezustannie. 
 Port, do ktorego  przybijamy  mowi wiele o wyspie i jej rozwoju. Tylko jeden
 - jeden srodek transportu mogacy wywiezc cie w bardziej cywilizowane obszary
 swiata. Drewniany pomost wspierajacy  sie na palach wychodzi  w zatoke. Wody
 zatoki sa  raczej spokojne, gdyz od   podmuchow  wiatru i  silniejszych  fal
 chronia ja strome klifowe polwyspy wypietrzajace sie groznie  na zachodzie i
 wschodzie przystani. Na poludniowym zachodzie zatoka wychodzi w pelne morze.
 Bez tej naturalnej ochrony, nie byloby mozliwe przycumowanie do brzegu.Widac
 stanowi to  istne  blogoslatwinstwo dla nielicznych  mieszkancow.  Pozostaly
 krajobraz to niemal pionowo opadajace w morze sciany, pociemniale i mokre od
 smagajacych je  bezustannie fal, poznaczone  peknieciami i  wydrazone woda w
 miejscach gdzie woda uderza najsilniej.
 Bjorn wysadza mnie na  pomoscie i po chwili  odplywa. Walcze przez  chwile z
 silnym  wiatrem, ktory  omal  nie  wywraca  mnie  prosto w  spienione  fale.
 Po chwili dopiero dotrzegam pochylonego, starego  czlowieka, ktory nieopodal
 poprawia mocowanie  sieci. Ewerel, bo tak zwie sie  ow staruszek, spedzil tu
 cale swe zycie.
 Ewerel chetnie opowiada:
 - Zawija tu jeden drakkar - w zamysleniu zerka na morze - on laczy  wyspe ze
 stalym ladem. 
 Pytam o wyspe, miejsce ktore widac, ze kocha.
 - To  zapomniane  przez  bogow miejsce. Niewielu  nas tu  zyje. Brak tu moze
 uciech - smieje sie i mruga do mnie - znanych w  swiecie lecz  wyspa ta moze
 zaoferowac ci spokoj potrzebny do oswojenia  sie z soba  i otoczeniem. Swiat
 za morzem bywa brutalny. Rozejrzyj sie wokol a nie pozalujesz.

 Rozgladam sie.
 
 Z  jednego z  najwyzszych  punktow  wyspy, znajdujacych  sie w jej centrum i
 oslonietych  od wiatru, mozna  podziwiac jej pelen  krajobraz - od lagodnych
 skalistych plaz polozonych na polnocy, poprzez porosniete zielenia  skaliste
 rowniny serca wyspy, gesto  pokrytego  trawa, az po  urwiste klify poludnia,
 ktore  wznosza sie  coraz stromiej  by niespodziewanie skonczyc  sie pionowa
 sciana. Na  poludniowym  wschodzie  widac  zatoke  stanowiaca  przystan  dla
 przyplywajacych statkow. Najdalej na  poludnie wysuniety  kraniec wyspy jest
 najbardziej stromy i wystawiony na pastwe morskiego zywiolu. Wiatr  swiszcze
 tutaj bezustannie  niosac z soba  kropelki lodowatej wody.  Niespokojne fale
 chloszcza sciany klifu,  wezszego przez to u podstawy niz na szczycie. Z tym
 groznym  widokiem  kontrastuje  gleboki, nasycony blekit poludniowej zatoki-
 spokojniejszej oazy morza ukrytej w objeciach ostrych skal. Wbrew pozorom na
 wyspie mozna znalesc ziola, ktore nawet wsrod  nieprzyjemnego wiatru i  skal
 potrafia wyrosnac. Zreszta, na  bujnej  trawie wyspy  pasa sie  takze  owce.
 Udomowione, brazowe owce, dokladniej rzecz biorac. Zwierze to wydaje sie byc
 uosobieniem spokoju i lagodnosci. Owce hodowane sa ze  wzgledu na uzyskiwane
 z nich skory, mieso, mleko, jak rowniez welne.

 Staruszek widzac moj zachwyt dodaje: Owszem...Swiat nie ogranicza sie do tej
 wyspy.  Kierujac  sie  na  poludnie  trafisz na  przystan.  Tam  tez  szukaj
 informacji o drakkarze mogacym  cie przewiezc na lad. Pamietaj  jednak ze za
 morzem  czychac moze  wiele  niebezpieczenstw przed  ktorymi  chroni  Cie to
 odosobnienie. Wyspa z pozoru jest monotonna...Jednak jest  tu wiele zakatkow
 ktore warto zwiedzic.

 Na wyspie spotykam takze, Zasuszona i niesamowicie siwiutenka kobiete - Adie
 z Ard Skellige. Jest to miejscowa zielarka.
 Przystaje chwile i wypytuje, o zycie i o jej  zainteresowania. Adia usmiecha
 sie i z poblazaniem radzi: ziola  sa bardzo  pozytecznym srodkiem leczniczym
 regenerujacym i wzmacniajacym. Do ich szukania wystarczy troche cierpliwosci
 i  umiejetnosci. Znalezione ziola  mozesz potem u  mnie wycenic, sprzedac, a
 jesli  jestes do  tego  zbyt  leniwy, przejrzyj  moja torbe, moze  cos sobie
 wybierzesz do kupna.
 Dziekuje  jednak i  ide dalej, ogladac  te surowe i zarazem  piekne okolice.
 W szczelinach  skalek gniezdza sie  kepki soczystozielonej  trawy, kraglosci
 glazow  porasta  sliski  mech, w  pekniecia z  latwoscia  moze  wpasc  noga.
 
 Na wyspie, w jej centralnej czesci, znalesc mozna karczme, ot chatke o dachu
 wykonanym z kamienia, zaopatrzona az w  dwa stoly, przy ktorych mozna spozyc
 proste potrwawy.

       *+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++*
       |                       M   E   N   U                       |
       *+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++*
       |                        N A P O J E                        |
       |           Chlodna woda ........................... 10     |
       |  0.5 l    Zimne piwo ............................. 22     |
       |          /takze w 5-litrowej beczulce za jedyne 415 mdz/  |
       |                         J A D L O                         |
       |           Zupa rybna ............................  15     |
       |           Cienki placek .........................  35     |
       |          /okazja - takze na wynos w tej samej cenie/      |
       *+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++*

 Doceniam to ciche  schronienie, w koncu wiatr nie  swiszcze mi w uszach, a w
 bardziej mrozne dni mozna sie ogrzac przy kamiennym kominku.

 Ciepla  zupa krzepi, Zas cienki  placek z jakiejs dziwnej  maki upieczony na
 rozgrzanym kamieniu nada sie do zjedzenia dla kazdego glodnego podroznika.

 Natchniony artystyczna  wizja  wlasciciel karczmy postanowil jej nadac nieco
 ciepla i domowej atmosfery wieszajac na scianach szorstkie zwierzece skory w
 raczej przypadkowej konfiguracji, lecz  konsekwentnie utrzymane w naturalnej
 kolorystycznie tonacji. 
 
 Na tej wyspie, o dziwo,znajduje sie filia poczty. Niska, zbudowana z kamieni
 chata o plaskim dachu, malych otworach okiennych i niskich drzwiach. Budulec
 sprawia ze budynek niemal zlewa sie z otoczeniem,w wielu miejscach porastaja
 go platy mchu. Jedynymi drewnianymi elementami budowli sa proste okiennice i
 drzwi. Wzdluz  obejscia  usypano niski  kamienny murek symbolicznie znaczacy
 granice tej posesji.

  =-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=
  |       o          o                      | Wyspa Faroe - skalista i zawsze
  |       |           \                     | wietrzna. Nie  uswiadczysz  tam
  |       o--o    T    o                    | zrodla wody zdatnej do picia, a
  |          |\   |    |      Legenda:      | jedynie w karczmie nasycisz swe
  |       P--o o--o    o      P - poczta    | pragnienie. Wizyta tam zostawia
  |           \|    \ /       T - karczma   | dziwne  uczucie  refleksji. 
  |            o--o--o        S - statek    | Zapomiany,odludny zakatek,gdzie
  |            |\     \                     | mozna  schowac sie  przed calym
  |         o--o-o     o                    | swiatem,   a  jednoczesnie  tak 
  |       / |  |       |                    | blisko  jednego  z  najbardziej          
  |      o  o  S       o                    | glosnego  i  ruchliwego  miasta
  |      |            /                     | jakie znam - Novigradu.
  |      o        o--o                      |
  |       \                                 |
  |        o                                |
  |                                         |
  =-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=

                            >>>>>>>>>><<<<<<<<<<
                                  Eve 'Aedd
                            >>>>>>>>>><<<<<<<<<<
                                
> 
> 
Zatytulowano: Tileanska Historia - Opowiadanie

  _________________________________________________________________________
 /                          -----------------                             /\
|                           -----------------                           /___/
|                                                                       |
| Slonce opiekalo jasny kamien kamienic  portowej czesci miasta  Urimbo.|
| Piatka dobrze ubranych ludzi przemierzala ulice kierujac sie do jednej|
| z nich, wyrozniajacej  sie przepychem wsrod starej, szarej i spekanej |
| reszty. Carlo, Franzisio, Poetro,  Jacopo... i  jeszcze ktos. Dzielni |
| chlopcy. Solidne  fundamenty. Ostatnie sprawy, ostatnie rzeczy, ktore |
| musza   zostac   zalatwione.  Problem?   Nie,  nie   bedzie  problemu.|
| Nie z tymi chlopcami.                                                 |
|                                                                       |
| Westchnienie.                                                         |
|                                                                       |
| - Signore? - Carlo popatrzyl ostroznie. - Cos sie stalo?              |
| - Nic. Idziemy dalej, trzeba sie szybko uporac, Slonce zachodzi.      |
|                                                                       |
| Trzeba, wplynela mysl. Stary  Paolo  przyjmie zaraz gosci.  Gosci...  |
| Trzeba. Trzeba sie spieszyc, wyrobic przed czasem.Bo zawsze moga byc  |
| komplikacje. Piatka  mlodziencow, odzianych  w  najlepszego  gatunku  |
| czern przyspieszyla kroku. Sam fakt obecnosci osob odzianych  w  ten  |
| rodzaj  czerni  wplywal  na  mieszkancow.  Zatloczone  ulice  Urimbo  |
| rozstepowaly  sie  na  poly,  noszac tluszcze nagle  pelna  szacunku  |
| i...  uzasadnionych   obaw.  Wszyscy wiedzieli  czym  owocuje   brak  |
| poszanowania dla tileanskich Rodzin.  Kazdy wolal  byc  przyjacielem, |
| nizli wrogiem. Ah... Jak  latwo poprzez wlasna glupote  obudzic  sie  |
| z reka w nocniku... Casem pare stop  dalej od samego ciala, bedacego  |
| wczesniej   wlascicielem  tejze reki.  Nikt   natomiast  pochodzenia  |
| mlodziencow  nie  rozpoznawal.  Fakt  ten  wkrotce  ulegnie  zmianie. |
| Jednakze, w chwili tej to sie  nie  liczylo. Od Lucciego?  Giannaci?  |
| A  moze  Vitacci?  Jaka  roznica, jesli kazda  Rodzina   postepowala  |
| wedlug    podobnych    zasad.     Przynajmniej     do   tej     pory. |
|                                                                       |
| Kolejne westchnienie.                                                 |
|                                                                       |
| - Signore,                                                            |
| - Carlo, spokojnie. Zaraz dojdziemy, nie rozpraszaj sie.              |
|                                                                       |
| Wlasnie  w  tym   problem. Narobiono konretnego syfu. W  calej Tilei. |
| Trudno to  nawet  sobie wyobrazic,  jak  bardzo  niektore,  mniejsze  |
| czy  wieksze  syndykaty  posunely sie w zepsuciu. Brak  poszanowania. |
| Brak dawnych, pieknych tradycji. Brak szacunku. Nic  sie  nie  liczy. |
| Wszyscy,  wszyscy  chca  pieniedzy.  Handel  fistehem? Tak. Brutalne  |
| mordestwa, dla samej  uciechy  slyszenia  trzasku gruchotanej kosci?  |
| Bez zadnego powodu? Pewnie.  Gwalty  na  kobietach?  Jak najbardziej. |
| Czemu  nie?  Padre  by  na to nie  pozwolil. Szacunek,  poszanowanie. |
| Wiezy  rodzinne.  To  kiedys   bylo  na  pierwszym  miejscu.  Jednak, |
| wartosci te dawno zniknely z Tilei.  Czemu?  Niewazne.  Tudno, stalo  |
| sie.   Naprawde,   narobiono  konkretnego  syfu.  Syf,  jak  wiadomo, |
| trzeba posprzatac.                                                    |
|                                                                       |
| - Jestesmy na miejscu.                                                |
|                                                                       |
| Mosiezna  klamka  blysnela  gladko  w  swietle  zachodzacego  Slonca  |
| nie stawiajac oporu. Kamienica  byla przestronna, schludna. Korytarz  |
| ciagnal  sie,  uwienczony kolejna klamka. Ta  byla zlota.  I rowniez  |
| ustapila. Za drzwiami pojawil sie  pokoj, czy moze gabinet.  Niegdys  |
| skromny.  Pamiec   przywracala  widoki, kiedy to Ojciec  bywal tutaj  |
| czesto. Minimalizm, takie bylo motto tego pomieszczenia. Teraz pelno  |
| tu   przepychu,   zlocen,   zdobien  i  ogolnie  pojetego   bogactwa. |
| No i Paolo. Siedzial w fotelu, z  mina  trudna  do  opisania.  Wyraz  |
| zdziwienia,   pomieszany  z  przerazeniem.  Wyraz  twarzy  czlowieka, |
| ktory wie, co za chwile  sie stanie. Chlopcy podeszli blizej. Poetro  |
| przytrzymal twarz zbierajaca  sie  do krzyku, zalozyl knebel. Jacopo  |
| i Franziso zlapali  wyrywajacego sie juz starca  za  race,  sprawnie  |
| wykrecajac je do  tylu,  zmuszajac delikwenta  do odsloniecia grdyki. |
|                                                                       |
|  Zostalo wypowiedziane:                                               |
|                                                                       |
| - Paolo Santigo Mirchelvi Archivalde! Za zdrade Rodziny Castello,     |
|   skazuje Cie na smierc.                        |
|                                                                       |
| Nie byly to slowa msciwe. Nie zdalo sie wyczuc w nich pychy, strachu  |
| czy  fascynacji. Byly  to  jednak  slowa niosace ze  soba ton wyroku, |
| ktory nie moze zostac niewykonany.                                    |
|                                                                       |
| Stalowe  zelazce  wyjete  ze  starannie  ukrytej  w  rekawie  pochwy  |
| blysnelo   ostroscia   brzytwy   rozplatujac   gardlo   przerazonego  |
| czlowieka, probujacego  wyrwac  sie od  tego  co  bylo  nieuniknione. |
| Sztylet nawet  nie    zabrudzic  sie  brunatnoczerwona  posoka, |
| buchajaca    teraz  obficie   z   gardla   stygnacego   juz    Paolo. |
|                                                                       |
| - Wychodzimy. Carlo...                                                |
| - Si, Signore.                                                        |
|                                                                       |
| Carlo podszedl do ciala, schylil sie, upuscil skrywana w reku czarna  |
| roze.  Klamka  ponownie  brzdeknela.  Drzwi  rozwarly sie  na chwile  |
| oddajac na ulice piatke mlodziencow,  ktorzy uplynnili sie  w  mroku  |
| zapadajacej juz nocy.                                                 |
|                                                                       |
|   ___________________________________________________                 |
|  <___________________________________________________>                |
|                                                                       |
|                                                                       |
|                                                                       |
| Elegancki  mezczyzna  o  twarzy  dzentelmena   spojrzal   na   cialo. |
| - Czarna  Roza...    -  Sherlookh    stwierdzil     w     zamysleniu. |
| Mniejszy  czlowiek  stojacy obok popatrzyl pytajaco na to co jeszcze  |
| niedawno  bylo  zywym   czlowiekiem,  a   konkretniej   bylo   Paolo. |
| - Czarna  Roza...  No  no,  a  wiec  jednak   plotki   sa  prawdziwe. |
| Kto by  pomyslal... Znowu   bedzie   glosno  w   Tilei,   zapamietaj  |
| to, moj  Whotsoonie,  znowu  bedzie  glosno  o   Rodzinie   Castello! |
|                                                                       |
|   ___________________________________________________                 |
|  <___________________________________________________>                |
|                                                                       |
| Dziewiec roz.  Dziewiec  pieknych  czarnych roz.  Dziewiec  zdrajcow. |
| Dziewiec cial.                                                        |
|                                                                       |
| - Carlo                                                               |
| - Signore?                                                            |
| - Wyslij kwiaciarce  jakis  skromny  prezent.   Zasluzyla.  Niedlugo  |
|   bierze   slub, potrzebuje posagu.                                   |
| - Si Signore.                                                         |
|                                                                       |
|   ___________________________________________________                 |
|  <___________________________________________________>                |
|                                                                       |
|                                                                       |
| Milczenie?   Wplywy?  Calkowite  oddanie? Jaka  to  ma  wartosc?  Dla |
| niektorych to oczywiste. Ba, nawet wyliczone, co do florena. Ten fakt |
| zasmucal, jednak sprawial jednoczesnie ze pewne  rzeczy  stawaly  sie |
| nieprawdopodobnie proste.                                             |
|                                                                       |
| -Sto florenow.                                                        |
|                                                                       |
| Wyrwalo go to z rozmyslan. Znajdowal sie w  gmachu Strazy Campogrotty,|
| w  gabinecie  dowodcy.  Nie  byl  to  szczegolnie   okazaly   gabinet.|
| Dowodca nie przykladal wagi  do  miejsca  pracy,  wszystkie  fundusze |
| jakie   tylko  wyskrobal  odkladal  na  dom,  czy  moze  juz  palacyk,|
| okazaly,     jakiego     pozazdroscilby      niejeden       szlachcic.|
|                                                                       |
| - Sto. - powtorzyl Garth, Dowodca Strazy Miejskiej. - Sto, za kazdego |
| oficera Strazy. - Oblesny  usmiech usmiech  zagoscil na jego facjacie.|
| - W   sumie,  dziewiec    tysiecy  sto  florenow.   W  zlocie  bitych.|
|                                                                       |
| Liczna ta straz, pomyslal mlody Castello. Nie   lubil  takich   ludzi |
| jak Garth.   Ale   wiedzial,   ze   wlasnie   z   takimi   osobnikami |
| praca bedzie przebiegac bez problemu. Siegnal  spokojnie do  kieszeni |
| wyciagajac spory mieszek. Rzucil go na stol. Wysypalo sie pare  setek |
| blekitnych      monet.          Kapitan       wytrzeszczyl      oczy. |
|                                                                       |
| - Mithryl... - Wyszeptal Garth.                                       |
|                                                                       |
| - Mam nadzieje, ze wspolpraca przebiegnie bezproblemowo.              |
|                                                                       |
| Castello usmiechnal sie cierpko, wstal i wyszedl zanim z twarzy       |
| dowodcy zniknal wyraz pozadania. Za drzwiami czekali spokojnie        |
| Chlopcy.                                                              |
|                                                                       |
| -Wychodzimy stad.                                                     |
|                                                                       |
|                                                                       |
|                                                                       |
| Hmmm.                                                                 |
|                                                                       |
| Maszerowali ulicami pieknego, tileanskiego miasta w blasku parzacego  |
| Slonca.                                                               |
|                                                                       |
| -Carlo,                                                               |
| -Si?                                                                  |
| -Potrzebuje kamienicy. Centrum Campogrotty. Wychodzimy z ukrycia.     |
| -Si. Zrozumialem.                                                     |
|                                                                       |
| Mieszek wyciagniety z kieszeni zostal schowany przez Carla w kamizelce|
|                                                                       |
| -Nie powinno byc problemow.                                           |
|                                                                       |
| Pewnie ze nie  powinno. Jednak, problemy sie zdazaja. Co prawda zwykle|
| nie takie, ktorych nie mozna  rozwiazac. Tak jak tamten, jakmutam. Ah,|
| Michlet?  Myslal,  ze trzyma lape, na wszystkich szlakach  handlowych.|
| Narkotyki, to bylo jego drugie imie. Nie chcial nic  wyjawic,  zadnych|
| kontaktow, zadnych skrytek, kanalow transportowych, nic.. A tak ladnie|
| prosilismy. Przynajmniej  na poczatku. Wystarczylo zeby  Jacopo zabral|
| sie za robote,  a  juz  po  chwili potok wyjasnien zalal  wszystko jak|
| sredniej wielkosci wodospad.                                          |
|                                                                       |
| Westchnienie.                                                         |
|                                                                       |
| - Signore?                                                            |
| - Napisz do tego nowego gnomiego  Periodyka. Chce zeby wszyscy        |
|   wiedzieli. Rodzina Castello powraca.                                |
|                                                                       |
| Kolejny mieszek. Cierpki usmiech.                                     |
|                                                                       |
| -Pierwsza strona, Carlo.                                              |
|                                                                       |
| Carlo usmiechnal sie spokojnie, po czym oddalil wolnym krokiem.       |
|                                                                       |
| - Stary lad,  stary  szacunek,  stary  porzadek. Niedlugo  wszystkie  |
|   Rodziny na nowo przejma stare tradycje. Bedzie jak za czasow Padre, |
|   juz ja tego dopilnuje.                                              |
|                                                                       |
| Slowa, rzucone raczej  do siebie niz  do  konkretnej  osoby skwitowal |
| spokojny  ton  zadowolenia,  zwiastujacy  nadchodzace duzymi  krokami |
| zmiany.                                                               |__
|                                                                       |  \
|                                                                       \  /
\________________________________________________________________________\/