Periodicus numer 21

Wywiad z Marfem, Reportaz wojenny

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
                                Droga Czytelniczko!
                                     Drogi Czytelniku!
                                        
  Jesli czytasz te slowa, to zapewne Twoja sakiewka jest szczuplejsza o kilka
     zlociszy, ktore zdecydowalismy sie pobierac za kazdy egzemplarz pisma.
     Niestety, reforma Periodicusa wymogla na nas ten krok, aby moc pokryc
    koszty farby drukarskiej, konserwacji i naprawy maszyny drukujacej oraz
   swiezej kawy dla Redaktorow. Niemniej ufam, ze nie stanie sie to problemem
                   i naszej gazecie nie ubedzie czytelnikow.
                                        
      Obiecuje, ze jakosc artykulow nie spadnie, a pieniadze ze sprzedazy
                wykorzystamy najlepiej, jak bedziemy potrafili!
                                        
                                                    Milej lektury!
                                                    
                                            inz. Hiir z rodu Dlugonosych
                                             Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Osadnikiem Marfem, gnomem...................strona 1
     * F jak Felieton.......................................strona 2
     * Pochwala gnomiej rasy................................strona 3
     * Reportaz wojenny.....................................strona 4
     * Wiersze Enefghara....................................strona 5
     * Wielkie maszyny Ishtar...............................strona 6
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 1
Zatytulowano: Wywiad z Osadnikiem Marfem, gnomem


           __    __       __    __ _____  _      ___ 
          / / /\ \ \/\_/\/ / /\ \ \\_  _\/_\    /   \
          \ \/  \/ /\_ _/\ \/  \/ / / / //_\\  / /\ /
           \  /\  /  / \  \  /\  /\/ /_/  _  \/ /_//
            \/  \/   \_/   \/  \/\____/\_/ \_/___,'
          
          ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
          z pierwszym nieludziem w Osadzie - gnomem Marfem
          
          Bohater naszego wywiadu jest  -  na pierwszy rzut
          oka  -  zwyczajnym gnomem. Ale jesli rzucic okiem
          raz drugi i trzeci,  okazuje sie bardzo niezwykla
          osobowoscia!
          
          Urodzil sie w malej gnomiej osadzie w masywie Tir
          Tochair , nieopodal Veldy,  i  tam spedzil  swoje
          dziecinstwo,   wiodac  spokojne  zycie  ze  swoja
          rodzina. Utrzymywali sie z handlu bronia; ludzkie
          karawany czesto odwiedzaly wioske,  czestokroc po
          przebyciu  sporych odleglosci.  Nic dziwnego,  ze
          wkrotce  wyruszyl na Polnoc  z  jedna z nich,  by
          zakosztowac troche swiata i - jak mowi - czekola-
          dy, ktora wprost uwielbia!
          
          Jak wielu przed nim, osiadl w Novigradzie.  Paral
          sie roznymi zajeciami,  najbardziej jednak pocia-
          galo  go zielarstwo.  Uczyl sie wiec  rozpoznawac
          ziola, poznawal ich wlasciwosci  i  zastosowanie.
          Podczas jednej ze swoich wypraw poznal mieszkanke
          Osady w Puszczy Shekhal  -  panne Ethnin. Od niej
          dowiedzial  sie,  ze moze  dalej  zglebiac  swoja
          wiedze oraz poszerzac zainteresowania jako pelno-
          prawny (!)  mieszkaniec Osady.  Nie myslac dlugo,
          zlozyl podanie.
          
          Oto historia zwyklego gnoma o niezwyklych  (nawet
          jak na gnoma)  ambicjach,  oraz tym,  co  z  tego
          wyniklo  -  historia Marfa,  pierwszego nieludzia
          w Osadzie!
          
          W   zaciszu   gabinetu    redaktorskiego   wywiad
          przeprowadzil inz. Hiir.
          
          
          Redakcja: Prosze powiedziec,  co naklonilo Kolege
          do zamieszkania  w  Osadzie w Puszczy?  Nie  lubi
          Kolega gor? Mieszkania pod ziemia?
          Marf: W sumie to nigdy nie mieszkalem pod ziemia,
          wioska  w  Tir Tochair byla zbudowana  na  powie-
          rzchni.  Po prawdzie,  to tesknie  za  bliskoscia
          gor, ale nie mam do nich znowu tak daleko. Czesto
          urzadzam sobie wycieczki po Mahakamie. A dlaczego
          Puszcza? O wiele bardziej przypomina moj rodzinny
          klimat niz  ruchliwy Novigrad.  Do tego z wieloma
          jej mieszkancami lacza mnie zainteresowania.
          
          Redakcja: Nie bal sie Kolega,  ze podanie  wywola
          smiech i zostanie odrzucone w przedbiegach? No bo
          jak to - gnom do ludzkiej osady?
          Marf: Pewnie,  ze tak!  Ale ktos musial  byc  tym
          pierwszym, wiec pomyslalem,  ze czemu mialbym nie
          sprobowac? Tak wiec zlozylem podanie.
          
          Redakcja: Jak wygladalo pierwsze oficjalne  spot-
          kanie z Rada? Jakie bylo pierwsze wrazenie?
          Marf: Spotykalem  sie  z  poszczegolnymi  Radnymi
          w roznym czasie.  Jakie oni mieli o mnie  zdanie,
          trudno powiedziec.  Ja  natomiast od razu  bardzo
          dobre!
          
          Redakcja: A reszta osadnikow?  Nie  bylo  zadnych
          uszczypliwych uwag?
          Marf: Oczywiscie,   ze  byly!   To  byloby  wrecz
          dziwne,  gdyby nie bylo.  Przeciez jestem pewnego
          rodzaju  wyjatkiem,  wiec  naturalne  sa  roznego
          rodzaju docinki.  Nie  jest  latwo  sie  od  razu
          przyzwyczaic,  ze ktos zmienia panujace od zawsze
          zasady.  Ale,  z  drugiej  strony,  nie  bylo  to
          robione  przez zawisc,  nie moge  sie skarzyc  na
          zadne nieprzyjemnosci.  Moze  nie wszyscy jeszcze
          mi ufaja, ale to sie z pewnoscia wkrotce zmieni.
          
          Redakcja: Wiec   jednak   usprawiedliwia   Kolega
          jakies podzialy?
          Marf: E  tam,  nie  podzialy!   To  tylko  zmiana
          sytuacji, a zmiany,  jak wiadomo,  nie dzieja sie
          natychmiast; musza byc rozlozone w czasie.
          
          Redakcja: Czytelnikow  z  pewnoscia  zainteresuja
          starania do Osady.  Czy byly trudniejsze? Zadania
          wymagaly  wiekszego  wysilku niz zwykle?  A  moze
          byly surowiej oceniane?
          Marf: Nie,  starania  byly,  powiedzialbym,  dosc
          klasyczne.  Moj opiekun,  pan Mingan,  byl bardzo
          sympatyczny!  Jednak przed  przydzieleniem mi  go
          zajmowala sie mna Rada. Wykonywalem rozne zadania,
          zazwyczaj jakos  mi szlo.  Musialem sie duzo nau-
          czyc o zyciu  Puszczy,  o  historii Temerii.  Ale
          zeby bylo to cos specjalnie trudnego, to nie moge
          powiedziec.
          
          Redakcja: Jest  teraz  juz   Kolega  pelnoprawnym
          mieszkancem Osady?
          Marf: Prawie.  Niedlugo   skonczy  mi  sie  okres
          weryfikacyjny,  po ktorym bede mial jeszcze jeden
          egzamin  -  caly czas sie do niego  przygotowuje.
          Jeszcze nie jestem  pelnoprawnym osadnikiem,  ale
          to  tylko  kwestia  czasu.   Zamierzam  zdac  ten
          egzamin!
          
          Redakcja: Gdzie  zatem   Kolega  mieszka?   Razem
          z pozostalymi Osadnikami, czy we wlasnym kaciku?
          Marf: Razem!  Oczywiscie,  ze razem.  Razem jemy,
          razem polujemy...
          Redakcja: Prosze opisac jeden dzien w Osadzie.
          Marf: Przewaznie wstaje rano, zeby razem z innymi
          wybrac sie na polowanie i przyniesc cos do jedze-
          nia. Pozniej mozna zatroszczyc sie o dostarczenie
          najpilniejszego   sprzetu  w  Osadzie.   Jak  juz
          wszystko  bedzie  gotowe,  moge sie  zajac swoimi
          sprawami.  Zazwyczaj  ide  pochodzi  po  Puszczy,
          poznac ja, poszukac ziol...
           
          Redakcja: Co planuje  Kolega robic w przyszlosci?
          Na zawsze pozostac w Osadzie? Oczywiscie rozumiem,
          ze jest jeszcze dosc wczesnie,  by  o  to  pytac,
          niemniej odwaze sie na to.
          Marf: Bardzo mi sie podoba zycie w Osadzie.  Poki
          co,  nie planuje jej  w  zaden sposob  opuszczac.
          Szczerze mowiac,  w dalszych planach tez tego nie
          mam, jesli wiec  nie  zdarzy sie kompletna  kata-
          strofa, to bede w niej zyl do konca!
          
          Redakcja: A co z rodzina? Nie teskni Kolega?
          Marf: Oj, bede ich odwiedzal!  Tylko  nie  teraz,
          pora  roku  nienajlepsza.  Najlepiej  wybrac  sie
          na  jesien  i  po  zimie wrocic.  Dawno  tam  nie
          bylem,   wiec  teraz  bede  mogl  na  dluzej  ich
          odwiedzic.
          
          Redakcja: Spotkal czy Kolega z jakimis nieprzyje-
          mnosciami  ze  stronny osob,  ktore nie mieszkaja
          w Osadzie? Jakies pogrozki?
          Marf: Gdzie tam!  Jesli otrzymywalem jakies listy
          w tej sprawie,  to z gratulacjami oraz zyczeniami
          powodzenia.
          
          Redkacja: Uwaza sie Kolega za popularna osobe?
          Marf: Skadze! Jestem zwyklym gnomem, gdzie mi tam
          do slawy i popularnosci?
          
          Redakcja: Jest Kolega  na  pewno skromnym gnomem.
          Ale te listy o czym swiadcza.
          Marf: Raczej tylko o nowej sytuacji. Jak za jakis
          czas stanie  sie to normalne  i  czeste,  to nikt
          mnie nie bedzie za slawnego uwazal.

          Redakcja: Mysli Kolege,  ze kiedys uda sie zostac
          Radnym Osady?
          Marf: Nie! Znaczy, nawet o tym nie mysle. Moze za
          kilkanascie lat,  jak juz czegos sie naucze.  Ale
          niewykluczone, ze bedzie to mozliwe. Bardziej sie
          liczy, jak dany kandydat na Radnego sie sprawuje,
          niz czy jest on gnomem, czy czlowiekiem.  To jest
          zdecydowanie drugorzedna sprawa.  Aczkolwiek, jak
          mowilem, raczej nie w najblizszej przyszlosci.
          Redakcja: Jak   by   Kolega   zareagowal,   gdyby
          w karczmie pobil sie czlowiek z gnomem?
          Marf: To zalezy o co by sie pobili.  Przeciez nie
          bede opowiadal  sie  po  czyjej  ze  stron  tylko
          z uwagi na rase!

          Redakcja: A jesli zdarzylby sie  -  oby  nigdy! -
          - pogrom?  Po czyjej  stronie  by  Kolega stanal?
          Jest Kolega gnomem, ale i poddanym Krola!
          Marf: Nie wolno do tego dopuscic!  Trzeba zmienic
          sytuacje  juz teraz,  zanim bedzie za pozno.  Nie
          mozna dopuscic do jakichkolwiek  zamieszek na tle
          rasowym.  A jesli jest  juz za pozno?  Pobieglbym
          do Krola. On na pewno znalazlby jakas rade!
          Redakcja: Ciekawe, ciekawe...  Dajmy  juz  spokoj
          temu tematowi. Niech mi Kolega powie  -  dlaczego
          nie SGW? Dlaczego nie Mahakam?
          Marf: Prawde mowiac,  wynalazki to mnie nigdy nie
          pociagaly.  Poza tym,  chcialem sprobowac  czegos
          kompletnie nowego.  I nie zaprzeczy Kolega, ze mi
          sie to udalo!

          Redakcja: Faktycznie,   nie  da  sie  zaprzeczyc!
          Kolegi ulubione jadlo i napitek?
          Marf: Bigos  z  naszej karczmy!  A napitek? Mleko
          krowie.

          Redakcja: A gdzie czekolada?
          Marf: Czekolady sie nie je. Czekolada sie delektuje!

          Redakcja: Cos na zakonczenie od siebie?
          Marf: Zapraszam do  Osady  wiecej kandydatow!  To
          moze w koncu nie ja bede tym najmlodszym.  Zapra-
          szam  goraco,  nie taki  wilk  straszny,  jak  go
          maluja. Lepiej sprobowac, niz sie poddawac.

          Redakcja: Dziekuje za wywiad!


> przeczytaj strone 2
Zatytulowano: F jak Felieton                

Z serii zawodow, ktorych nigdy nie chcialabym wykonywac:
WLADZA. Konkretnie wladza w gildii. Czemu? O tym juz za 
chwilke.
Zapewne wiekszosc z Was przynajmniej raz w zyciu chciala
rzadzic gildia swoja, sasiednia, wroga, czy w ogole jaka-
kolwiek, tylko ze wzgledu na wybujale ambicje. Moc wydawac
polecenia, rozkazy, zajmowac sie kwestia dyplomacji, czy
po prostu zamowic w drukarni Periodicusa szpanerskie
wizytowki z tytulem "Mistrz", "Glowa" czy inne wielkie
slowo. Wzbudzac zachwyt u plci przeciwnej. I tak dalej i
tak dalej.
Zanim jednak zostanie sie milosciwie panujacym swoja
gildia, trzeba sie jakos o to postarac. I moi drodzy, schody 
zaczynaja sie wlasnie tu. W najlepszym przypadku ktos Wam 
taka wladze przekaze. Zapewne pomyslicie, ze dlatego, ze
uwaza, iz jestescie bardziej odpowiedni na jego miejsce, 
wiec usuwa sie by zyc w Waszym cieniu. Swieta naiwnosci, 
naprawde ktos tak pomyslal?
Druga opcja. Wybory. Pamietasz moze jakich wiernych druhow
miales w swojej gildii? Tuz przed wyborami zapomnij o tym.
Znakomita wiekszosc z nich bedzie chciala wladzy tak mocno
jak Ty. Beda falszywe usmiechy, patetyczne deklaracje.
Nagle wszyscy stana sie najlepszymi przyjaciolmi. Pamietasz
tego rudego ze swojej gildii? Nigdy nawet nie uklonil Ci
sie na powitanie. Teraz rzuca 'Witaj stary! Milo Cie
widziec! A Ty nie bardzo wiesz co o tym myslec. Dalej -
przekonywanie niekandydujacych o tym kto jest lepszy. 
Mogles myslec, ze jestes dobry. Okazuje sie, ze zawsze 
znajda sie przynajmniej trzy osoby, ktore udowodnia iz nie
jestes w sposob tak skuteczny, ze po pewnym czasie i Ty w to
uwierzysz. W wersji bardziej drastycznej po prostu Cie
zabija, ale kto by myslal o takich przykrych rzeczach.
Ze znanych mi sposobow mozna wymienic jeszcze ciagniecie
slomek, zabijanie sie do skutku, walke na piesci, walke
na wiersze, przespanie sie z biezacym wladca, zalozenie
wlasnej gildii i wiele innych. Zaden oczywiscie nie jest
nigdy wystarczajaco sprawiedliwy i mozesz byc pewnien, ze
za kazdym razem ktos sie obrazi.
Pojdzmy jednak o krok dalej. Jednak wladasz swoja gildia.
Przypadek nie przypadek, stalo sie. Juz za chwile powinny
posypac sie listy z gratulacjami, oferty od pieknych kobiet
a Ty sam bedziesz oplywajac w kosztownosci i alkohol 
dyrygowac innymi. Mija rzeczona chwila. I coz?
Piec listow o pozyczki. Trzy z pogrozkami. Kolejka Twoich
podwladnych stoi pod drzwiami, kazdy z jakimis pretensjami.
Skrzynia stoi pusta. To Twoja wina. Dlaczego wszyscy spia?
Zadnych goracych ofert od kobiet. Jedna za to obwinia Cie
o brak slodyczy w gildiowej tawernie. Jeszcze inna placze. 
Czemu? Bo tak. Powiesz im cos, obraza sie. Czemu wtedy kiedy 
wszyscy moga isc na wyprawe Ty akurat nie mozesz? Co z
Ciebie za wladca? Czemu robota papierkowa zajmuje Ci tyle
czasu, przeciez wszyscy inni zrobiliby to sto razy szybciej?
Dodatkowo ktos z Twoich przez przypadek zabil jakiegos
nieszczesnika po pijaku i masz na glowie nowa wojne. Wojna
jak wojna, trzeba miec duzo wyszkolonych osob, przydalby sie
niezly sprzet. Niestety, polowa nie ukonczyla swojego
zawodu, kilku oswiadcza, iz sa u Ciebie na szkoleniu i nie
zamierzaja sobie brudzic rak, a sprzetu nie ma i nie bedzie,
bo wszyscy mieli czas zeby go zdobyc, tylko kazdy w innym
terminie. Zgadnij czyja to wina? Oczywiscie Twoja.
Uwierz mi, na Twoim stanowisku mysli samobojcze wcale nie
sa nienormalne. A juz na pewno nie chec rezygnacji,
przekazania wladzy, ogloszenia nowych wyborow, zmiany
nazwiska i przeprowadzenia sie do jednej w bretonskich
wsi by do konca zycia w ciszy i spokoju pasc krowy,
cokolwiek. Nie martw sie, cala reszta z radoscia przyjmie
taka wiadomosc, beda sie klocic, zabijac i konkurowac o to,
kto zostanie nastepnym wladca. Jezeli przekazesz stanowisko,
obdarowany bedzie Cie calowac po rekach. Bo przeciez kazdy
kocha wladze i chce zostac wladca.
Do czasu oczywiscie, do czasu...


                                  inz. Faiga Fausto


> przeczytaj strone 3

Zatytulowano: Pochwala gnomiej rasy         

                     .:  P O C H W A L A   R A S  :.
                          .: czesc I - GNOMY :.


  Powszechnie wiadomym jest, od dlugich juz wiekow, ze droga najlepsza do przy-
podobania sie komus i zdobycia upragnionego celu jest pochlebstwo. Jednakoz nie
jest to zwykle, proste sprawienie komplementu - winien to byc raczej obszerny
pean ku czci chwalonego, by zapewnic sobie sukces u zwienczenia swych staran.
Stad tez posrod licznych, jakze blyskotliwych pomyslow zrodzonych w swej glowie
autorka postanowila wybrac ten jeden, szczegolnie nadajacy sie do powyzej wylo-
zonego celu - wychwalic Gnomia rase ponad wszystkie, aby posrod osob znacznie 
bardziej obdarzonych talentem wslizgnac sie na lamy tegoz pisma - o jego wiel-
kosci, znaczeniu i wspanialosci pisac wiele nie trzeba, gdyz kazdy w swiecie
podroznik wlasnymi slowy, wprost z zachwyconej duszy plynacymi, swe uwielbienie
ujmie w najpiekniejsze sobie znane frazy.

  Aby jednak zanadto nie wywyzszac zadnej rasy ponad inne i nie narazac sie na
zemste ze strony czytelnikow, ktorzy inne nizli moje wlasne zdanie posiadaja,
pochwala ras w kazdej swej czesci wychwalala bedzie rozne stwory. Z przyczyn
oczywistych jednakze, w pierwszej czesci odpowiemy sobie na pytania:

           Dlaczego to wlasnie Gnomy sa najlepsza posrod ras? 
         Dlaczego akuratnie Gnoma najlepiej miec za przyjaciela?

  Choc pytanie to z pozoru jest latwe i na mysl kazdemu przychodzi od razu
bilijon roznych, trafnych odpowiedzi, to jednak nielatwo jest zebrac je razem
i opisac - czego tez nizej podpisana autorka robic nie bedzie, gdyz pomimo jej
mlodego jeszcze wieku prawdopodobnie czasu by jej do smierci nie starczylo, by
wszystkie zalety omawianej rasy wymienic. Tedy skupic nalezy sie na tych naj-
istotniejszych.

  Gdy idzie o spostrzegawczosc i zwracanie uwagi na rzeczy ledwie widoczne,
male i tajemnicze, Gnomy nie maja sobie rownych. Spojrzmy na te oto druzyne -
niechze naleza do niej ogr, elf, polelf, Gnom, czlowiek, krasnolud i niziolek.
Coz sie stanie w chwili odpoczynku i czasu na popas? Ogr zacznie rozgladac sie
za posilkiem wiekszym chociaz od wlasnej glowy. Elf poszuka sobie kwiecistej
polany, na ktorej bedzie mogl zbierac szyszki i lapac motyle. Polelf, pomimo
iz nasza druzyna znajduje sie na srodku pustkowia, znajdzie w okolicy jakas
przedstawicielke plci pieknej i natychmiast skoncetruje swa uwage na owej.
Czlowiek, przygnebiony brakiem buklaka w swoim plecaku, z radoscia dolaczy do
krasnoluda, ktory w tempie tileanskiej zarazy oproznia kolejna, chyba piata
juz beczulke mahakamskiego piwa. Niziolek najpewniej skupi sie na trzecim juz
tego dnia sniadaniu czy tez obiedzie. I jeden jedyny Gnom, drodzy Panstwo,
dostrzeze czyhajace na podroznikow niebezpieczenstwo, ratujac ich tym samym
od pewnej zguby poprzez swa czujnosc, inteligencje, przenikliwosc, a takze
spostrzegawczosc godna najbardziej doswiadczonego bywalca domow rozkoszy.

  Co by tez sie stalo w kryzysowej chwili, gdyby nasza wesola gromadka utkne-
la w miejscu pozornie bez wyjscia? Ogr zaprzatnie sobie glowe trudnymi rozwa-
zaniami, ktorego tez towarzysza broni zjesc jako pierwszego. Elf zacznie snuc
opowiesci o Lesnej Pani, ku ktorej wkrotce podazy, doprowadzajacym tym samym
krasnoluda do szewskiej pasji i wyzwalajac u niego dotychczas nieodkryte po-
klady soczystych przeklenstw, metaforycznych na rowni z ogrza poezja. Polelf
zacznie w myslach wspominac wszystkie radosne chwile spedzone w kobiecych, a
za kazdym razem innych objeciach i zalowac, ze w ostatnia srode jednak nie
naklonil tamtej elfki do blizszego poznania sie. Czlowiek i niziolek beda na
swoje sposoby pocieszali sie w tej ciezkiej sytuacji - pierwszy bedzie sie
cieszyl, ze przynajmniej nie on sam cierpi, a i byli na pewno tacy, ktorzy w
wiekszych niz on sam tarapatach sie znalezli, a niziolek uspokoi sie pysznym
deserem czekoladowym. Albo i trzema. I jedynie Gnom, jak zawsze polegajacy
na swym sprycie, zrecznosci, wiedzy i inzynierskich umiejetnosciach znajdzie
wyjscie z pulapki, tym samym ponownie ratujac towarzyszy od pewnej zguby.

  Gdy Gnom pozyczy od nas pieniadze, po czym ewentualnie zapomni ich oddac,
nie pozostaje nam nic innego, jak niezmierna radosc. Gdyz wszelkie zasoby
finansowe Gnomy przeznaczaja na rozwoj nauki, wszelako rozumiany. A zatem
kazdy nasz datek dla tych wiernych przyjaciol pomoze nam lepiej zrozumiec
otaczajacy nasz swiat i ulatwi Gnomom ich ped ku wiedzy, ktora wszystkim -
niezaleznie od przynaleznosci do rasy - przydatna jest w codziennym zyciu.
Bo gdziez bysmy dzis byli bez tych wszystkich, niezbednych Wynalazkow?

  Podczas dlugotrwalej zabawy, gdy przelany strumieniami alkohol zaczyna
szumiec w glowach biesiadnikow, jakze zachowa sie nasza druzyna? Spojrzmy.
Ogr oblizuje wszystkich wokol, doprawiajac gesta atmosfere bekaniem oraz 
innymi czynnosciami, ktorych ze wzgledu na swoj takt autorka nie opisze, po-
zostawiajac to wyobrazni czytelnikow, badz gotuje sie do walki z kontuarem -
przeciwnikiem tyle trudnym, co i zywym. Polelf wykorzystuje lekkie rozmiek-
czenie obecnych przy swoim stole dam, ktore w tym stanie nie opedzaja sie
juz tak skrzetnie przed wedrujacymi tu i owdzie dlonmi. Elf od dawna juz le-
zy gdzies w kacie, milosiernie zawleczony tam przez przyjaciela (oczywiscie,
ze Gnoma) po utracie przytomnosci wywolanej dwoma kielichami szyszkowego
wina. Krasnolud swoim donosnym rechotem i domaganiem sie kolejnej beczulki
"prawdziwego, mahakamskiego browaru miast tego paskudztwa wyjetego spod
krowiej rzyci" (ktore to mleko gospodarz proponowal dla elfa..) wprawia
w drzenie okoliczne chaty, bedac tym samy powaznym zagrozeniem budowlanym.
Niziolek natomiast grzeje swoje owlosione stopy przy ogniu, zjadajac "juz
naprawde ostatnia" tego wieczora kolacje. Czlowiek upity na smutno siedzi
gdzies z boku i zwierza sie swojemu od dzis najlepszemu przyjacielowi - 
poznanemu dwie godziny temu gospodarzowi - ze wszystkich wiekszych porazek,
ktore poniosl w ciagu calego swojego zycia. A coz takiego porabia Gnom?
Otoz, drodzy Panstwo, Gnom jako jedyny posiadacz silnej glowy, pomimo spo-
rych ilosci wypitego trunku nadal zachowuje jasnosc umyslu i wlasciwy swej
rasie rozsadek - On jako jedyny zatroszczy sie o nocleg, cos solidnego do
zjedzenia dla ogra, aby uniknac ewentualnej straty ktoregos z towarzyszy,
o buklak wodki dla krasnoluda, gdy ten nad ranem metnym wzrokiem bedzie
szukal zwady. On postara sie o sprytny wybieg, by maz uwiedzonej przez pol-
elfa damy nie dowiedzial sie o rosnacych mu rogach. Czlowiekowi podrzuci
towarzyszke owej damy, by ten szybko zapomnial o swoich smutkach. A dla
elfa znajdzie nieopodal jakas obsypana kwieciem polane, z daleka od wina.
Nalezaloby rowniez wspomniec i o tym, ze Gnom - dzieki swemu wrodzonemu i
nieocenionemu poczuciu humoru - bawil bedzie zgromadzonych przez caly dlugi
wieczor, opowiadajac zarowno opowiesci smieszne, jak i blyskotliwe dowcipy.
Jak widac, nasza banda w zadnej z przedstawionych sytuacji nie poradzilaby
sobie tak dobrze badz wcale, gdyby nie naistotniejszy jej element - Gnom.

  I choc to jedynie ulamek tych wszystkich przymiotow, ktorymi cechuje sie
Gnomia rasa, autorka niniejszego artykulu przekonana jest, iz kazdy szacow-
ny czytelnik wraz z nia dojdzie do tego samego, jakze prostego, acz genial-
nego wniosku, ktory nalezy szerzyc w calym swiecie az po sam kres czasu:

                   .: Gnomia Inteligencja Triumfuje! :.


                                                         Seren z Novigradu


> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Reportaz wojenny              

        Ostatnie doniesienia z krain Starego  Swiata.  Zol-
nierze  Kompanii  Gryfa  gina  na  polach walki, na roznych
frontach. Wojownicy Domu von  Raugen  pod  komenda  rycerzy
sigmarskich w pelnym uzbrojeniu patroluja trakty Imperium i
Bretonii. Stary Swiat  pograzony  jest  w  ciaglej  wojnie,
ktora  zostawia  po  sobie  ponure zniwo. Z jakich przyczyn
Kompania Gryfa, do tej pory meznie walczaca po stronie pra-
wosci i porzadku, zbratala sie z wyznawcami chaosu i wspol-
nie  atakuja  stanowiska Zakonu, gladiatorow i legendarnych
Zabojcow Trolli? Z jakiego powodu niedawny stan, wydawajacy
sie calkiem trwaly, przerodzil sie w cos zupelnie odmienne-
go, nowego?
        Aktualne  dane  dotyczace ofiar prowadzonych wojen:
61 zabitych, 238 rannych, 127 sierot i wdow. 47% to zolnie-
rze z Weilerbergu. Bilans niezbyt dla nich  pozytywny,  tym
bardziej,  iz jeszcze 3 miesiace temu formacja ta sprawiala
sie calkiem niezle na polu walki z Chaosnikami i tenze  bi-
lans wygladal zupelnie inaczej. Jaka jest przyczyna takiego
obrotu wydarzen?
        Dnia  25  lipcownika w blizej nieokreslonym miejscu
dowodztwo Kompanii  Gryfa  podpisal  pakt  o  nieagresji  z 
przedstawicielami  wyznawcow chaosu. Jak donosza informato-
rzy z terenu nastroje w obozie ' Swiatla' stanowczo sie po-
gorszyly. Zolnierze Czarnego Gryfa byli do tej pory waznymi
sojusznikami w walce o porzadek w Imperium i Gorach  Kranca
Swiata. Kilka dni pozniej dowodca gwardii Wielkiego Mistrza
Zakonu Sigmara Mlotodzierzcy zostal zabity na oczach  wielu
swiadkow  przez  wyznawcow chaosu. Miejsce zdarzenia: brama
wiezy w Weilerbergu. 'Zolnierze Kompanii  Gryfa  stali  tak
se, o i patrzali na tych no, mutkow jak Ci tego z tymi jego
widlami przyparli i mu te no, wypruli'- opowiadaja swiadko-
wie. 'Masakryczny widok, moje dziecko  nie  chce  wychodzic
teraz  w ogole z domu' - dodaje zrozpaczona matka. Postano-
wieniami Mistrza Zakonu Sigmara oraz Czempiona Szkoly Walki
w Nuln rycerze i wojownicy domu von Raugen zaczeli  uznawac
zolnierzy  spod znaku Czarnego Gryfa za smiertelnych wrogow
Imperium.  W  nie  pilnowamych  juz  tak  dobrze  okolicach
Kreutzhoffen, jak i w samym miescie strach i panika. Miesz-
kancy boja sie wyjsc w pole, wola nie wystawiac sie na  po-
tencjalny  atak  ze  strony chaosnikow. A zapasy zywnosci i
wody pitnej niedlugo sie skoncza.  Cesarz  wprowadzil  stan
wyjatkowy w tym rejonie, Wielkiemu Mistrzowi Zakonu Sigmara
zlecil czeste patrole i egzekucje na zolnierzach  Kompanii.
'Nie   poddadza  sie  latwo'  -  mowi  anonimowy  zwolennik
'Gryfow' - 'To przeciez  Wolna  Kompania!  Nie  musi  robic
tego, co karze jakis zadufany bubek w stolicy'.
        Zakon  Sigmara,  Gladiatorzy  z  Nuln  oraz Zabojcy
Trolli maja jednak dalej na glowie hordy mutantow  napiera-
jace  z  pustkowi  chaosu  i zwolennikow tychze w szeregach
Ogrzej Kompanii z gor Szarych. Ci czesto zagladaja do  Nuln
i  okolic  celem  zasiania  chaosu  w sercach cywilow i nie
tylko. Niejednokrotnie ze szkoly walki w Nuln wyparto  zor-
ganizowane  druzyny  wyznawcow mrocznych bostw i wspieraja-
cych ich w odwecie zolnierzy Kompanii Gryfa.
        Konca  wojen  na  razie nie widac. Informatorzy za-
przeczaja prowadzeniu jakichkolwiek rozmow pokojowych.  Wy-
glada na to, ze dopoki cywile nie beda umierac z glodu, lub
nie wybuchnie jakas zaraza to krew bedzie lala sie dalej.


                              przygotowal: inz. Zxar Fausto


> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Wiersze Enefghara             

       "Chce"                                                      
 
    Wzleciec ponad chmury                                                
    Poogladac swiat                                                      
    Rozbic wszystkie mury                                                
    Wladzy rzec - Szach! Mat!                                            
                                                                         
    Napisac wiersz lub dwa                                               
    Opowiadanie                                                          
    Wene wozic bez cla                                                   
    Slowa zabrane                                                        
                                                                         
    Odebrac; nie oddac                                                   
    Po swojemu zyc                                                       
    Nie musiec udawac                                                    
    Chce po prostu byc                                                   
                                                                         
    Polelfem                                                             
                                                                         
                                                                         
         * * *                                                           
                                                                         
                                                                         
         "Pelnia"                                                        
                                                                         
    Blask ksiezyca dziwnie mdly                                          
    Oswietlil jego cialo                                                 
    Jemu jest ciagle malo                                                
    I jest taki strasznie zly                                            
                                                                         
    Ze musi znowu ruszyc                                                 
    W miasto w miesiaca blasku                                           
    Znalezc sie znow w potrzasku                                         
    I ludzka slabosc skruszyc                                            
                                                                         
    Polizal bark jezykiem                                                
    I zawyl w bezkres nocy                                               
    A ona pelnia swej mocy                                               
    Odpowiedziala krzykiem.                                              
                                                                         
                                                                         
         * * *                  


                              truwer Oxenfurckiej Akademii               
                                            _                            
                                           /_`_ _ _/)_  /_ _  _          
                                .-----,   /_,///_'/ /_// //_|/           
                               /   _   `- _ _ _ _ _ _/_ _ _ _ _ ...      
                              (:==(=)============================= }     
                               \   '   ,-```_`````````````````` '''      
                                `-----'    /_` _  _  _  / _  _/_/_ .     
                                          ._/ /_ /_|/  / /_| / /  / .  



> przeczytaj strone 6
Zatytulowano: Wielkie maszyny Ishtar        

                             WIELKIE MASZYNY ISHTAR


    Chcac przedstawic wielkie maszyny znajdujace sie na terenie Ishtar nalezy
najpierw zdefiniowac pojecie "maszyny".
Zgodnie z poprawnym rozumowaniem, maszyna to rzecz materialna! Czyli
nie ciecz, ani nie gaz, tylko cialo stale, skladajace sie z co najmniej 
dwoch ruchomych elementow. Obostrzenie przynajmniej dwoch polaczonych ze soba
dynamicznie elementow jest potrzebne w celu wyeliminowania narzedzi,
a przynajmniej tych mniej skomplikowanych. Nie chce w tym opracowaniu wchodzic
w polemike, "czy kazda maszyna jest narzedziem", dlatego pozostawiam te kwestie
otwarta. Aby jeszcze bardziej uscislic definicje maszyny, nalezy dodac, ze
maszyna musi byc ukierunkowana na konkretny, pojedynczy cel. Tym warunkiem
chce wyeliminowac takie rzeczy skladajace sie z elementow ruchomych np. jak
dom, ktore maja kilka glownych celow, w przypadku domu jest to mieszkanie,
ochrona przed zjawiskami zewnetrznymi ect. A przeciez zgodzimy sie, ze dom
maszyna nie jest. 
Majac te wstepne formalnosci za soba przystapmy do meritum sprawy.

    Niewatpliwie wszyscy sie zgodza, ze najwiekszym osiagnieciem nauki
i techniki jest gnomie metro. Zlokalizowane jest ono pod gora Carbon (jedna 
stacja znajduje sie w Gnomim Miescie) i pod Wzgorzami Mahakam (druga 
stacja jest pod chatka kolegi Sougivala). Obydwie stacje, tunel je laczacy
jak i komora dla kotla parowego zostaly z wielkim poswieceniem i narazeniem 
zycia wykute przez gnomy i krasnoludy. Metro zasadniczo sklada sie z trzech 
elementow: kotla parowego, mechanizmu poruszajacego metro, a takze
z wagonikow.  Dzialanie metra jest bardzo proste. W kotle dochodzi do przemiany
wody w pare wodna. Para rurami wedruje do mechanizmu poruszajacego pojazdami.
Po przesunieciu dzwigni w ktoryms wagoniku, mechanizm poruszajacy zostaje 
uruchomiony i wagonik zostaje wystrzelony jak z katapulty. Pojazd z wielka
predkoscia porusza sie po ogromnych zelaznych szynach ulozonych na calej
trasie. Gdy wagonik zbliza sie do stacji koncowej, uruchamia sie mechanizm
hamulcowy i pojazd wytraca pretkosc i sie zatrzymuje. Wszyscy, ktorzy 
pierwszy raz mieli okazje wyprobowac ten srodek transportu przyznaja, ze 
wrazenia sa niezapomniane i  maja wplyw na postrzeganie swiata (staje sie on
podobno piekniejszy). Mechanizm metra, wszystkie jego elementy zaprojektowali
i wykonali gnomi inzynierowie z SGW. Inzynierowie rowniez kontroluja stan
techniczny maszyny i dokonuja odpowiednich napraw. Tylko czlonkowie SGW sa
wladni wydac przepustke upowazniajaca do wejscia na stacje poczatkowa. Jak
juz wspomnialem, metro jest wielkim osiagnieciem gnomiej nauki, a zwlaszcza
musi byc z tego cuda dumny Wydzial Gorniczo-Maszynowy, lecz nie mozemy 
zapomniec, ze inne wydzialy rowniez mialy swoj istotny wklad w proces 
konstruowania i budowy.

    Drugim urzadzeniem jakie pragne tutaj przedstawic jest obserwatorium 
astronomiczne znajdujace sie w pewnej chatce w wyzszych partiach Gor 
Mahakamskich. Przyznaje, ze maszyna ta nie posiada wielkich gabarytow, lecz
jej konstrukcja i mistrzostwo wykonania w moich oczach zaliczaja je do 
wielkich maszyn (w koncu nie zawsze wazny jest rozmiar). Rowniez przyznaje,
ze obserwatorium jako pojedyncze urzadzenie moze budzic w niektorych gleboki
sprzeciw, lecz czy takie cudo nie powinno byc traktowane jako calosc i byc
uhonorowane zaliczeniem do tej przeswietnej listy? Obserwatorium umieszczone
jest w pomieszczeniu znajdujacym sie na szczycie niewielkiej wiezyczki
dobudowanej do domku wlasciciela. Umieszczenie obserwatorium w wiezy
i usytuowanie tego budynku w wysokich gorach sprawia, ze pole widzenia jest
niespotykanie dobre. Centralne miejsce obserwatorium zajmuje tuba teleskopu,
przez ktory mozna spogladac w niebo. Pozostala czesc pomieszczenia zajmuje
drewniany podest, sluzacy do wygodnego spogladania przez okular teleskopu.
Wyposazenie obserwatorium uzupelnia mechanizm skladajacy sie ze sznurow
i przekladni sluzacy do uchylania i zamykania skrzydel kopuly obserwatorium.
Teleskop zbudowany jest z dlugiej tuby umieszczonej na drewnianym wysiegniku
umozliwiajacym obracanie urzadzenia w pionie jak i poziomie. Teleskop jest 
umocowany posrodku okraglego podestu na ktory nalezy wejsc przed rozpoczeciem
obserwacji. Zwracam uwage na mistrzowskie wykonanie soczewek teleskopu. Ich
wyszlifowanie i dopasowanie komus zabralo sporo czasu. By docenic wspanialosc
wykonania soczewek warto spojrzec przez teleskop. Rozmiar powiekszenia,
jak i wyrazistosc zapieraja dech w piersiach. Przy tej okazji nalezy 
powiedziec, ze nie jest znany autor projektu obserwatorium, a takze wykonawca 
tego urzadzenia. Lecz sledzac rozwoj optyki, mam tu na mysli np. lustra
i soczewki znajdujace sie w latarni novigradzkiej, a takze gnomia lupe albo 
okulary mozna dojsc do wniosku, ze projekt  najprawdopodobniej mogl powstac
w pracowniach SGW. Przeciez to wlasnie gnomy sa prekursorami w optyce, a takie
wspaniale urzadzenie nie moglo powstac w jakiejs zapyzialej pracowni 
innostwora. Dlatego przypuszczam, ze projekt i budowe wykonali inzynierowie
z wydzialu Awioniki Stosowanej, a takze Alchemii i Swiatopoznawstwa.

    Przed dalsza kontynuacja tego krotkiego traktatu chcialbym napisac, ze
przy wyborze trzeciej wielkiej maszyny kierowalem sie wlasnymi upodobaniami.
Uwazam, ze kazdy gnom nie tylko zyje praca i projektami naukowymi, ale tez 
rozrywka i zabawa. swiadczy o tym kolejna maszyna, ktora chce omowic. Jest
nia humanoidalna maszyna umieszczona w gnomiej gospodzie w naszym miescie
pod gora Carbon. W ogolnym zarysie sluzy ona do zaawansowanej gry hazardowej.
Maszyna swoim ksztaltem jest stylizowana na przerazajacego, jednorekiego
ogra, ktory ma szeroko otwarta szczerbata paszcze. Na wysokosci klatki 
piersiowej stwora jest umocowana szybka, za ktora sa zamontowane cztery
metalowe walce z roznymi rycinami. Do obudowy maszyny umocowano trzy
tabliczki, opis, instrukcje obslugi i opis trybow. Z boku urzadzenia
umieszczono klapke kryjaca zielony przycisk wlaczajacy i wylaczajacy
maszynerie. Na obudowie rowniez umieszczono przyciski wybierajace nastepujace
tryby: gnomi, krasnoludzi, polelfi, elfi, halflinski, ludzki i innostwory.
Instrukcja obslugi jednorekiego ogra jest bardzo prosta. U inzyniera Tarka
obslugujacego gre nabywa sie za zlota monete metalowy krazek z rycina ogra.
Nastepnie uruchamia sie maszyne zielonym przyciskiem. Po wlaczeniu ogra
dokonujemy wyboru trybu gry naciskajac odpowiedni przycisk. Po ustawieniu
wszystkiego wrzucamy do paszczy stwora nabyty wczesniej zeton i mocno
ciagniemy za lape ogra. Pociagniecie za reke ogra uruchamia gre. Walce sa
rozpedzane i kreca sie bardzo szybko. po chwili zatrzymuja sie kolejno
i okazuje sie czy wygralismy. wygrana odbiera sie u inzyniera Tarka. Niestety
kolega Tark nie zezwolil mi obejrzec mechanizm znajdujacy sie w srodku
obudowy ogra, lecz mam nadzieje, ze kiedys bede mial ta przyjemnosc. Dlatego
nie moge bardziej szczegolowo omowic budowe tej maszyny, ale przypuszczam, ze
konstrukcje oparto o zasade sprezyny naprezanej i uruchamianej przez 
pociagniecie reki ogra. Jak glosi jedna z przymocowanych do maszyny tabliczek
cala maszyna powstala w gnomich prototypowniach. Nie wiem ktory wydzial
wykonal to urzadzenie, lecz nalezy przypuszczac, ze duzy wklad w ten projekt
mieli inzynierowie z wydzialu Automatyki Uzytkowej, a takze Alchemii
i Swiatopoznawstwa (zwracam uwage na ryciny przyporzadkowane do odpowiednich
ras). Konserwacja i obsluga jednorekiego ogra zajmuje sie juz wspomniany
inzynier Tark. Zaawansowanie konstrukcji gry zdecydowanie wyprzedza wszystko
to co wymyslono by bawic i cieszyc, dlatego bez watpliwosci mozna zaliczyc ta
maszyne do wielkich. Niewatpliwie na swiecie jest wiele innych wspanialych
maszyn (np. dzwigi w stoczniach Novigradu), lecz sila rzeczy nie mozna 
przedstawic ich w jednym miejscu nie zapelniajac kilku tomow. Dlatego
omowilem tylko czesc z nich, ktore uznalem za najwieksze osiagniecia w swoich
dziedzinach. W zasadzie mozna skonstatowac, ze praktycznie wszystkie wieksze
osiagniecia nauki i techniki naleza do gnomich inzynierow. To powinno napawac
nas duma i zachecac do dalszej ciezkiej pracy.


                                                        stazysta Anatos