Periodicus numer 20

Wywiad z Cannardem, Niepokoje w Mariborze

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
                              Droga Czytelniczko!
                                 Drogi Czytelniku!
                                        
 Gdy niemal dwa lata temu rozstawalismy sie z Wami obiecujac, ze pomimo zakazu
  rozsylania Periodicusa poczta zrobimy co w naszej mocy, abyscie znowu mogli
 uprzyjemnic sobie czas czytaniem gazety, bylem pewien, ze kiedys nam sie uda.
                                         
 I oto jest! Oto on! Nowy, wspanialy Periodicus! Kompletnie odmieniony, lecz to
   wciaz ta sama, w pelni profesjonalna marka! Nie liczylem na to, ze uda nam
 sie powrocic w takim stylu, a jednak dokonalismy tego! Nowa siedziba Redakcji
                 zapiera dech w piersiach najstarszych gnomow.
                                          
    W tym miejscu chcialbym pozwolic sobie na krotkie podziekowania. Przede
 wszystkim dziekuje dwom Magom, ktorzy swymi niepojetymi nawet dla mnie, gnoma,
 czarami umocnili konstrukcje calej Redakcji. W dalszej kolejnosci podziekowac
musze kolezankom i kolegom z SGW, ktorzy w pocie czola pracowali nad projektami
wnetrz, mechanizmow, koordynacja wszystkiego. Bez was nigdy by to nie powstalo!
 Nic z tego by sie jednak nie udalo, gdyby nie zgoda na wydawanie pisma - Jego
            Milosci Krolowi Foltestowi czesc niech bedzie i chwala!
                                          
   I w koncu dziekuje dwom grupom, o ktorych nie sposob zapomniec. Wszystkim
   Redaktorom, ktorzy pracuja badz pracowali dla Periodicusa - za stworzenie
   dziela, na ktorego upadek nie moglem pozwolic. Oraz Wam, Drodzy Czytelnicy
Periodicusa, ktorzy przez te dwa lata nieustannie dopytywaliscie o reaktywacje,
                    dajac wiare w sens walenia glowa w mur.
                                          
Specjalne podziekowania naleza sie: Mistrzowi Luctusowi za to, ze caly czas nie
     wierzyl, oraz Ohotniczemu Hufcowi Mahakamskiemu, z uwagi na ktory nie
           zapomnialem ani na moment o budowie siedziby Periodicusa.
                                          
                                        Dziekuje!
                                            
                                           inz. Hiir z rodu Dlugonosych
                                              Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Przewodnikiem Cannardem.....................strona 1
     * Ogry, glupcze!.......................................strona 2
     * Podroz za kilka srebrnikow...........................strona 3
     * Niepokoje w Mariborze - reportaz.....................strona 4
     * Klejnoty Niebios.....................................strona 5
     * List do Redakcji.....................................strona 6
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o
Mozesz przeczytac konkretna strone.
> 
Zatytulowano: Wywiad z Przewodnikiem Cannardem


      __    __       __    __ _____  _      ___ 
     / / /\ \ \/\_/\/ / /\ \ \\_  _\/_\    /   \
     \ \/  \/ /\_ _/\ \/  \/ / / / //_\\  / /\ /
      \  /\  /  / \  \  /\  /\/ /_/  _  \/ /_// 
       \/  \/   \_/   \/  \/\____/\_/ \_/___,'

  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  z czwartym Przewodnikiem Stowarzyszenia Polelfow
                      Cannardem!


Przeszlosci  nie  mial   zbyt  szczegolnej  -  lubil wypic,   jak
kazdy normalny. Probowal zarabiac na zycie handlem, rzemioslem...
Wlasciwie  chwytal  sie niemal  (podkreslam: NIEMAL!)  wszystkich
zawodow, prowadzac  zywot raczej rozrabiaki,  ktory domem nazywal
miejsce,  w  ktorym aktualnie  sie  znajdowal.  Zainteresowal sie
zyciem wsrod  spolecznosci  polelfiej  po  tym, jak oczarowala go
sliczna kobieta  imieniem Sunja,  ktorej  to  szarmancko  pomagal
odnalezc pewnego kupca, rzadajac  w  dodatku  z  owa  'przysluge'
wynagrodzenia wiekszego, niz ona otrzymala.

Skierowal  sie  do  Mariboru, majac nadzieje na zamieszkanie wraz
z tamtejsza grupa polelfow  z  Bialego  Kla.  Pierwsze  spotkanie
z  Przewodnikiem Badgerem zakonczylo sie kompletna kompromitacja,
o ktorej dzisiaj niechetnie  mowi.  Zrezygnowany  i  zrozpaczony,
porzucil marzenia  o  zamieszkaniu  na  stale  i  pewnie nigdy by
nie polelfka  imieniem Ruda,  ktora przywrocila mu wiare w siebie
i przekonala do ponownego spotkania.

Jego starania  do  Stowarzyszenia  byly  krotkie,  ale  burzliwe.
Prowadzil  badania  nad nastawieniem roznych ras i organizacji do
Stowarzyszenia Polelfow, nie cofajac sie  nawet  przed  kontaktem
z  komandem  Scoia'teal,  mimo  swojego  ludzkiego wygladu, ktory
odziedziczl   po  ojcu.   Chociaz  nastepnie   ofiarowal  jednemu
z  Przyjaciol Brokilonu  skore  brokilonskiego wilka,  a  pozniej
dostarczyl  spaczony skavenski miecz,  upierajac  sie  zawziecie,
iz  przynosi  bron  magiczna,  zostal  dopuszczony  do  egzaminu,
a w konsekwencji zostal jednym z mieszkancow Bialego Kla.

Ten okres zycia wspomina  o  wiele lepiej.  Podkresla,  jak wiele
nauczylo go  Stowarzyszenie Polelfow,  ile wnioslo do jego zycia.
Nabywal  nowych umiejetnosci  uczac sie  od innych,  teraz to  on
bedzie musial byc przykladem i wzorem do nasladowania. Oto wywiad
z nowo wybranym Przewodnikiem Stowarzyszenia Polelfow - Cannardem!

W  milej  atmosferze Bialego Kla,  sporadycznie zaklocanej  przez
kilku nadgorliwych mieszkancow, wywiad przeprowadzil inz. Hiir.


Redakcja: Na  poczatek  pytanie,  ktore  nurtuje  wielu:  co
stalo sie  z  Przewodniczka Seren? Sporo osob  zmartwilo sie
jej naglym odejsciem.
Cannard: Przede wszystkim  to  ona  nigdy  nie  odeszla.  Na
szczescie  jest  tu  nadal  z  nami. Ona jedynie ustapila ze
stanowiska.  Trafila  na  najtrudniejszy okres przewodnicze-
nia, to glownie jej zawdzieczamy,  ze ktos tu nadal mieszka.
Ale taki  nadpolelfi wysilek,  oczekiwanie na rzeczy,  ktore
nie byly od niej  zalezne, swiadomosc,  ze mimo nawalu pracy
czasem wszystko wlecze sie bez konca  -  to strasznie meczy.
Odpoczynek jej sie w pelni nalezal.

Redakcja: Swietnie  Przewodnik  z tego wybrnal.  Ale plotka,
ze w Kle doszlo  do  przewrotu, ktorego celem bylo przejecie
wladzy musiala skads sie wziac!
Cannard: To bzdura!  Przewrot  ze  mna na czele?  To jeszcze
smieszniejsze,  niz  proba obalenia Seren;  kochamy  sie jak
brat i siostra.

Redakcja: Potrzebne byly wybory  -  prosze przyblizyc naszym
czytelnikom ich procedure.
Cannard: Oczywiscie  o  wyborze  Przewodnika  decyduje wiek-
szosc glosujacych. Jednak wybory nie przebiegaja  u  nas tak
jak to sie  przewaznie  wyobraza.  Sa  one  czescia  naszego
zycia,  odbywaja sie co pol roku, mozna zatem powiedziec, ze
na stale wpisaly  sie  do  naszego zycia i nikt sie nimi nie
przejmuje. Nie przygotowujemy  na  te  okolicznosc programow
wyborczych,   agresywnych  kampanii.  Wybrac  mozna  kazdego
mieszkanca Kla;  inna sprawa,  czy bedzie chcial  on przyjac
stanowisko. Niemniej nie wywoluja  one  negatywnych  emocji.
Trudno byloby spiskowac  przeciwko komus,  kto wyciagnal cie
niezliczona ilosc razy z rowu i z ktorym wypiles morze piwa.

Redakcja: Co charakteryzuje dobrego Przewodnika?
Cannard: Umiejetnosc sluchania  -  to bezwzglednie na pierw-
szym miejscu.  Oczywiscie  musi  czasem tupnac  i  zebrac te
bande szalencow do  kupy,  ale  gdybym probowal  zaprowadzic
jakis wojskowy  rezim,  system kar  i  nagrod,  awansow  czy
degradacji,  zwyczajnie zostalby  wybrany ktos inny.  Trzeba
umiec wsluchiwac sie  w  problemy stowarzyszonych, rozumiec,
ze czasem nie maja  na  cos  czasu albo ochoty; nie pozosta-
wiac  samym sobie,  nie traktowac  z  wyzszoscia.  To diablo
trudne, ale warto.

Redakcja: Jak  Przewodnik  ocenia  siebie  w  tej  roli?  Ma
wszystkie te cechy?
Cannard: Czasami miewam.  Nabralem sporo doswiadczenia bedac
w Radzie Truwerow,  chociaz tam panuja inne zaleznosci.  Tam
kilkakrotnie  wymachiwalem   swoja  dymisja  z  funkcji  gdy
chcialem osiagnac jakis cel, tu jest to niemozliwe.  Tu jest
o wiele latwiej, wszyscy znamy sie jak lyse konie. Tu musimy
sie szanowac,  bo jestesmy dla  siebie jedyna rodzina.  Tego
czasem w tej drugiej spolecznosci brak.

Redakcja: No wlasnie!  Jak Przewodniczacy widzi siebie w obu
tych rolach? Uda sie polaczyc obowiazki?
Cannard: Coz, tak wybitna jednostka jak  ja  z  pewnoscia da
sobie rade. Ale tak powaznie  -  bedzie trudniej,  to jasne,
bede mial  jeszcze mniej  czasu dla siebie,  ale zrobie,  co
w mojej  mocy!  Zreszta,  nie  oznacza to wcale  pogorszenia
mojej  sytuacji.   Konczymy  na  Wydziale  prace  remontowe,
zacznie  sie duzo wiecej dziac,  ale  przez  to  bedzie  tez
o wiele ciekawiej!

Redakcja: Nawet jesli  Przewodnik sobie poradzi,  jest wciaz
druga  strona.   Czy   spodziewa   sie   Przewodnik  jakichs
trudnosci ze strony czlonkow Stowarzyszenia?
Cannard: Watpie,  bym mogl sie  spodziewac jakichs atakow na
mnie,  w koncu sami wybrali mnie przed chwila.  Ale nie jes-
tem tak naiwny by wierzyc, ze nie pojawia sie zadne zgrzyty.
Czas pokaze, jak sobie z tym poradzimy.

Redakcja: Obecnie nie ma  w  Stowarzyszeniu zadnych  podzia-
low? Wewnetrznych sporow?
Cannard: Bylbym  kiepskim  Przewodnikiem,  gdybym  o  takich
sporach mowil Naczelnemu Periodicusa!

Redakcja: Punkt dla Przewodnika!  A problemy zewnetrzne? Nie
mozna  oprzec sie wrazeniu,  ze lekkiego zycia w tym miescie
to wy nie macie.
Cannard: Niestety,  zaczyna  byc  nieciekawie.  Od  lat mamy
anonimowych  wielbicieli,   ktorzy  wybijaja  nam  szyby  po
nocach,  ale teraz wszystko  jakby sie pogorszylo.  Pojawily
sie persony, ktore  w  zywe  oczy  lza mieszancow  w  srodku
miasta, w bialy dzien!  Nie wyglada to dobrze.  Stowarzysze-
nie  niejedna burze  juz  przezylo,  ale  moze  byc  potezny
sztorm!  Narazie  staramy  sie  ustalic  zrodlo  tej  naglej
niecheci;  jak dotad,  bezowocnie.  Kazdemu  mlodemu staramy
sie pomoc  nauczyc radzic  sobie w sytuacjach  -  oby  nigdy
sie nie zdarzylo! - pogromu.  Ale czy wiemy  na  pewno kiedy
zaplona pochodnie? Niestety nie.

Redakcja: Nie  odbije  sie  to  negatywnie  na  popularnosci
gospody? Ilosci klientow?  Co  z  kandydatami? Jak zareaguja
mieszkancy Kla?
Cannard: Za wczesnie by o tym mowic.  To  jak  przywidywanie
pogody,  druidem  nie  jestem.  Poki co nawet nie wiemy, czy
to tylko babskie gadanie,  czy cos powaznego.  Ale  wiem  na
pewno, ze latwo sie nie poddamy!

Redakcja: Przyjmijmy  optymistyczna  wersje  jutra.   Co  by
chcial Przewodnik zmienic w Kle?
Cannard: Mysle,   zeby  na  dobry  poczatek  podpisac  kilka
dokumentow   cementujacych  juz   trwajace  przyjaznie    ze
stowarzyszeniami.

Redakcja: Mialem na mysli nieco mniej polityczne zmiany.
Cannard: Aaa, to wprowadzic dwuosobowe lozka, bo starajacych
sie za wielu nie mamy. Trzeba jakos zadbac o nowe pokolenia.
No wlasnie, tutaj apel:  polelfki,  nie lekajcie sie!  Przy-
bywajcie  do  Mariboru!  To nieprawda,  ze palimy  skarpetki
w kominku. Ale tak po prawdzie,  to sami jeszcze nie myslimy
o optymistycznej wersji.

Redakcja: Polelfki? Mowi sie,  ze polelfy  sa  niezdolne  do
prokreacji, zarowno w obrebie wlasnej rasy,  jak  i  z  tymi
tak zwanymi czystymi rasami, podobnie jak muly.
Cannard: To mit!  Polelfy sa jak najbardziej plodne w kazdej
konfiguracji. Drogie panie,  prosze  nie  zrazac sie durnymi
zabobonami!

Redakcja: Kilka slow  instrukcji dla kandydatow.  Co zrobic,
zeby zaimeszkac w Bialym Kle? Wystarczy wilcza skora?
Cannard: Po  pierwsze,  nie  bojcie  sie  przyjsc  i  zlozyc
podanie. Nie oczekujemy  powiesci mrozacych krew  w  zylach.
Szczera  historia,   napisanie  czemu  chcecie  tu  mieszkac
i czemu my mielibysmy chciec mieszkac z wami.  To wystarczy.
To podanie to  tylko pierwszy krok.  Potem czeka was rozmowa
ze  mna,  z innymi polelfami.  Przywiezcie  poczucie  humoru
i  bedzie  dobrze.  Nie  kantujcie,  bo  jak  paru  sie  juz
przekonalo dobitnie,  predzej  czy  pozniej dowiadujemy  sie
o  niemal wszystkim.  Nie musicie byc krysztalowi,  kazdy ma
wady.  Chcemy widziec,  ze  chcecie  stawac  sie  madrzejsi,
sprytniejsi. Jesli  chcecie  sie uczyc, nauczymy Was. Kiedys
starania   trwaly   latami,    staramy   sie   to   zmienic,
zintensyfikowac proces.

Redakcja: Na czym polegaja starania?  Jakie obowiazki  stoja
przed kandydatem?
Cannard: Zadania,  prosby,  sa rozne od blachych  po  takie,
ktore wydzaza sie wam absurdalne. Ale wiekszosc ma swoj cel,
z czasem go pojmiecie.

Redakcja: Co  moze  zaoferowac  Stowarzyszenie  tym,  ktorzy
wahaja  sie miedzy  wstapieniem do niego  a  wyborem sciezki
wojownika?
Cannard: Po pierwsze,  wojowac mozecie uczyc sie i tu,  mamy
wolne etaty.  Jest  nas  niewielu,  kazdy  kto  okazuje  sie
przydatny moze na niego liczyc.  Po drugie wojsko  to  nuda.
Nie  oszukujmy sie.  Tu  nie bedziemy  wam  kazac stawac  na
bacznosc i salutowac.  Nie bedziemy wam robic bury za to, ze
radosnie spadliscie z urywiska,  bo  oslabiacie sile bojowa.
I przede wszystkim,  nie bedziemy knuc  za  waszymi plecami,
nie bedziemy sie obrazac z glupich powodow.

Redakcja: A obowiazki po przystapieniu do Stowarzyszenia?
Cannard: Dzialac  wspolnie na rzecz  naszego  domu.  Pomagac
sobie nawzajem.  No  i  oczywiscie czyscic klatke  po naszej
papudze.

Redakcja: Wlasnie,  papuga!  Prosze  kilka slow o niej.  Czy
to  prawda,  ze  probowala kiedys  upolowac  ulubiona  kotke
hrabiny von Raugen?
Cannard: Papuga wabi  sie Klara  i  jest niesamowicie upier-
dliwa.   Niektorzy  sadza,   ze  jest  materlizacja  naszego
szalenstwa. Wprawdzie nic mi nie wiadomo o tej historii, ale
to prawda, ze uwielbia jezdzic na kotach.  Klare do Mariboru
przyniosla ze soba Ruda, ale skad ja wziela - diabli wiedza.
Jest  tez  niezwykle inteligentna,  a  przy  tym  nieziemsko
zlosliwa.  Kiedys  caly dzien  probowalem  ja  nauczyc mowic
'Cannard jest piekny'.  Niezle sie zdziwiliem,  gdy po tygo-
dniu mowila 'Cannard, nie pij!'

Redakcja: Nie opuszczajac  ptasich tematow:  chodza  szepty,
ze po tych wyborach Radny Cannard stworzy chor  Mariborskich
Polslowikow w miejsce karczmy.
Cannard: Chor  organizuje   sie   sam  srednio  po  czwartej
beczulce,  ale slowiczym  spiewem  bym tego nie nazwal.  Ot,
grupa pijanych w sztok polelfow  spiewa o wyzszosci piwa nad
swiatem.

Redakcja: Czy aby nie zgorszy to studentow Uniwersytetu?
Cannard: A  czy jest  cos,  co  mogloby  zgorszyc s tudenta?
W zyciu o czyms takim nie slyszalem!

Redakcja: Ulubione jadlo i napitek?
Cannard: Zupa piwna i mariborskie jasne.

Redakcja: Zblizamy  sie  juz  do  konca  wywiadu.   Chcialby
jeszcze Przewodnik dodac cos od siebie?
Cannard: No   chcialbym  pozdrowic   wszystkie  moje  fanki!
Chcialbym tez przypomniec,  ze dawanie napiwkow bardom wcale
a  wcale ich nie obraza.  Jest jakas niedorzeczna  tendencja
w  niedawaniu napiwkow bardom.  W  kazdym razie ta tendencja
moze mnie pocalowac w rzyc!

Redakcja: Dziekuje za wywiad!

Po zakonczeniu rozmowy, myslac o pytaniu 'co Stowarzyszenie
moze dac mlodym polelfoem', Cannard udostepnil unikatowy
wpis z ksiegi kronikarskiej:

Ilu z nas zaskoczenie odebralo oddech i slow braklo, kiedy po raz pierwszy z
 Sandris rozmawial i odnalazl zrozumienie  w  jej glosie i cieplo w spojrzeniu
 jej oczu.
  Ilu  odetchnelo  z ulga i  nie  wiedzialo co dlawi w gardle, kiedy zdejmujac
 kaptur  w  gospodzie "Bialy Kiel" i  ujawniajac swe  mieszane pochodzenie nie
 spotkalo pogardliwych uwag a akceptacje i bliskosc.
  Ilu  naplynely do oczu lzy, kiedy  pierwszy  raz z  innymi  mieszkancami tej
 mariborskiej  kamieniczki  przed  kominkiem  zasiadl  i  w  jego  plomien sie
 zapatrzyl, czujac, ze jest nareszcie u siebie. Ze odnalazl Rodzine.

  Trudno to miejsce  na swej drodze moze znalezc bylo. Nielatwo bylo udowodnic
 mieszkancom, ze zaufac moga i pod swoj dach przyjac. Trudno z nieznanej osoby
 w Przyjaciela, Brata czy Siostre sie przemienic.

Sunja z Bialego Mostu

Cannard dopisal pod tym cytatem: Ale Ona i My wiemy: bylo warto.
> 
Zatytulowano: Ogry, glupcze!                


   
                                                                   
                               * * *                               
                                                                   
   Witam wszystkich  Szanownych  Czytelnikow  Periodicusa. Byc moze
 ktos z Was slyszal juz o zajsciach  za oceanem, o tym, co to sie w
 Imperium wyprawia.                                                
                                                                   
   Ale moze od poczatku... Cech Kupcow Novigradu od wiekow ma swoja
 siedzibe w Ishtar i  po tej stronie swiata  najwiecej  szerzyl swa
 dzialanosc. Z  pozoru  spokojni, uprzejmi  i chetni do  wspolpracy
 Kupcy  okazuja sie  byc  krwiozerczymi  bestiami  laknacymi  krwi,
 ogrzej krwi.                                                      
                                                                   
   Podczas gdy  klientom pokazuja sie  z tej lepszej  strony - spe-
 cjalne  delegacje wysylane sa do  Imperium, by  porywac, rabowac i
 palic wszystko, co do Ogrzej Kompanii nalezy. Niech wszystkim wia-
 dome bedzie, ze Cech im wojne wypowiedzial!                       
                                                                   
   Przyczyna calego konfliktu byl  jeden Straznik cechowy, ktory to
 wsparl swojego  zaatakowanego przez ogry  znajomego. Krasnolud wy-
 bral obrone przyjaciela, nie zas przestrzeganie Prawa Kupieckiego,
 dlatego tez opuscil owo  Stowarzyszenie. Neutralnosc Cechu zostala
 zachwiana... A Kompania  zazadala  okupu... 100  mithrylowych  mo-
 net za kogos, kto  juz od dawna (tu dodac nalezy, ze  incydent ten
 juz dawno  winien zostac  przedawniony) nie jest w  naszych szere-
 gach. To dopiero poczatek. Ogry  tlumaczyly sie takze tym, ze daw-
 ny Kupiec i Radny Lindarion  ich ponoc oszukiwal. Zastanawiam  sie
 jedynie nad tym, jak malo pojemne  rozumy zdolaly wykalkulowac ta-
 kie oszustwo. Bogowie! W jakich  my czasach zyjemy...? W calej og-
 rzej bezmyslnosci  to tez jest  jakis  pomysl na nowych  wrogow. O
 dziwo w tym wszystkim dopatruje sie  rzeczy pozytywnej. Oprocz je-
 dzenia (tak, wiem, ogry zarly, zrom  i zrec bendom delijony) i za-
 bijania, ogry  docenily kolejne  dobro - zloto. Nie jestem  jednak
 pewien czy  rozumieja  jego wartosc, czy tez po  prostu ladnie sie
 dla nich blyszczy. Bardziej sklaniam sie ku tej drugiej tezie. Ale
 byc moze bledem bylo  nieprzyjmowanie ich do Cechu (moze o to maja
 tez nieco zalu...?).                                              
                                                                   
   Swiat sie  powoli stacza  na dno - niebawem wyczekiwac  bedziemy
 wiesci: Kupiec napadl i obrabil  bezbronnego ogra lub Zle licho   
 przyciagnelo ogra do  straznikow w faktorii  kupieckiej.          
                                                                   
   Nie rozumiem... majac  tylu wrogow szanowne ogry  szukaja kolej-
 nych. Czyzby  liczyli, ze  to w koncu  przeciwnik, ktory  ich  nie
 przerasta?                         
                                
                                                                   
   Artykul powstal na podstawie relacji Cechu Kupcow Novigradzkich.
 Ze wzgledu na goniace terminy nie zdazylem dotrzec do drugiej ze
 stron konfliktu, niemniej jestesmy gotowi poznac odpowiedz Ogrzej
 Kompanii na stawiane jej zarzuty i opublikowac ja w nastepnym
 numerze Periodicusa! Zachecamy do przedstawienia Waszego punktu
 widzenia!


   na podstawie zebranych informacji sprawe opisal
                            inz. Hiir z rodu Dlugonosych
                              Redaktor Naczelny Periodicusa
> 
Zatytulowano: Podroz za kilka srebrnikow    

     Od wynalazienia przez gnomy kola minely juz wieki i jest ono obecnie
    dosc  szeroko stosowane.  Ten wiekopomny  wynalazek wplynal na wprost
    niezliczona ilosc dziedzin zycia kazdego stworzenia, trudno jest dzis
    watpic w niezaprzeczalny pozytek z niego plynacy oraz geniusz umyslu,
    ktory zastosowal go po raz pierwszy.
    
     Jednym z aspektow zycia  udoskonalonym przez  kolo jest modernizacja
    podrozowania.  Wraz  z  ewolucja  mysli transportowej  powstalo wiele
    kompanii trudniacych sie przewozem osob  i  towarow, oferujacych swym
    klientom coraz to lepsze warunki!
    
     W zwiazku z niedawnym wysypem przewoznikow w Ishtar mamy przyjemnosc
    zaprezentowac najwswiezsza  i  najdokladniejsza mape polaczen miedzy-
    miastowych  wraz  z  krotkimi   komentarzami  naszych   nieocenionych
    Redaktorow pracujacych w terenie!
                                                                        
                                                                        
       Ponizsza mapa  prezentuje jedynie  siec komunikacyjna  ladowa.
     Nie zawiera  ona  wszystkich traktow ani polaczen  srodladowych,
     skala  takze  nie  zostala zachowana  -  rekompensuje  to podany
     czas przejazdu. Jedynie gdzie to konieczne  (w trzech miejscach) 
     zaznaczono trakty, jako ze odbycie podrozy miedzy miastami ktore
     lacza  nie moze  sie  odbywac  przy  pomocy  srodkow  transportu
     publicznego.
     
       Czasy   przejazdow  i  postoju   sa  zapisane  z  uzyciem   USG
    (Uniwersalnego Systemu Gnomiego). Czasy te sa jedynie wieloksciami
    podanymi  orientacyjnie,  moga  wystapic  pewne  odstepstwa.   Nie
    sa one podstawa do skladania reklamacji u przewoznikow!
                                                        
                                                2m 30s  
                                            11-------------12
                                    _______/              
                                   / 1m 30s           
                                  /                1 - Novigrad
                                 10                2 - Oxenfurt
            ___              ___/|                 3 - Piana    
    1m 40s /   \ 40s   _____/    |                 4 - Bialy Most
   1------2     \   __/          |                 5 - Anchor
                 \ /             7--\              6 - Wyzima 
         16       3             /    \____         7 - Rinde  
          |        \ 30s   ____/    1m 30s\        8 - Murivel
      40s |         \     / 1m 20s         8       9 - Hagge
          |          4---/                  \      10 - Tretogor     
           \          \                1m 30s\     11 - Sucha Kepa         
            \      50s \___5                  \    12 - Gelibol            
            15          /                      9   13 - Maribor            
             |         / 40s                       14 - Puszcza Shekhal    
            /         6                            15 - Kociepole        
    1m 40s /         /                             16 - Grabowa Buchta   
          \         /\                             17 - zajazd przy trakcie
           \       /  \_____                       18 - Obawa k. Bodrogu
            14    /         \    1m 50s            19 - Carreras         
        30s  \   /          19-----------20        20 - Rivia            
              \ /                         \        21 - Scala            
               13                          \ 60s   22 - Spala            
              /                            |
             / 1m 30s                      |                            
            /                             21    
          17                              /     
          /                              /      
         / 1m 15s                       / 1m 20s
        /                              / 
      18                             22  
                                         
                                         
 Trasa 1: Novigrad-Oxenfurt         
 Koszt: 6 srebrnych monet
 Postoje: Na kazdym przystanku 1m
 Komentarz: Z wozu zalecamy korzystac jedynie wtedy,  gdy jest
           on absolutna koniecznoscia. Dystans nie jest duzy,
           szkoda marnowac  cenny czas na czekanie  i  jazde,
           skoro mozna sie przejsc.

 Trasa 2: Oxenfurt-Piana-Bialy Most-Anchor-Wyzima
 Koszt: 18 srebrnych monet
 Postoje: Na kazdym przystanku 50s
 Komentarz: Wyjatkowo trafna inwestycja!  Dylizans jest wygodny,
           mozna  nim  bezpiecznie  podrozowac,   znajdzie  sie
           sporo miejsca na bagaz, a co najwazniejsze - kursuje
           on po bodaj najwazniejszym szlaku tej czesci swiata!
           Goraco polecamy!
           
 Trasa 3: Bialy Most-Rinde-Murivel-Hagge
 Koszt: 25 srebrnych monet
 Postoje: Na kazdym przystanku 35s
 Komentarz: Godnym odwiedzenia  miastem jest Rinde,  dlatego ten
           srodek transportu jest  wyraznie korzystny dla tych,
           ktorzy  podrozuja  tam  z  Bialego  Mostu.   Rowniez
           kierujacym sie w strone Aedirn polecamy  zaplacic te
           kilka srebrnych monet, aby nie isc dlugim i meczacym
           traktem wsrod malo ciekawego krajobrazu.
           
 Trasa 4: Tretogor-Sucha Kepa-Gelibol
 Koszt: 12 srebrnych monet
 Postoje: Na kazdym przystanku 50s
 Komentarz: Ktos byc  moze mial dobre  intencje probujac  uczynic ten
           trakt bardziej przyjaznym  dla  podroznych,  jednach  nie
           ma sie co  oszukiwac - do Gelibolu o wiele latwiej dostac
           sie z Daevon, dokad  mozna  dotrzec statkiem, zas  dalece
           bardziej potrzebny woz do z Redanii Zachodniej do stolicy
           nie kursuje. Oferta tylko dla fanatykow!

 Trasa 5: Maribor-Puszcza Shekhal-Kociepole-Grabowa Buchta
 Koszt: 23 srebrne monety
 Postoje: Na kazdym przystanku 30s
 Komentarz: Chociaz  powoz ten  nie  jedzie przez zaludnione  tereny,
           jest to  doskonala oferta dla tych,  ktorzy maja interesy
           w owych malo uczeszczanych i poldzikich jeszcze obszarach
           Temerii. Gwarantuje tez szybki dojazd do Redanii, jako ze
           ostatni  przystanek  znajduje  sie  tuz  przy  przeprawie
           promowej przez Pontar.
           
 Trasa 6: Maribor-zajazd przy trakcie-Obawa k. Bodrogu
 Koszt: 19 srebrnych monet
 Postoje: Na kazdym przystanku 50s
 Komentarz: Trakt wiodacy do twierdzy Bodrog faktycznie  nie  zacheca
           do pieszych wedrowek, jednak powiedzmy to sobie szczerze:
           trzeba  byc szurnietym (albo czlowiekiem),  zeby wybierac
           sie w podroz do Bodrogu!
           
 Trasa 7: Carreras-Rivia-Scala-Spala
 Koszt: 25 srebrnych monet
 Postoje: Na kazdym przystanku 50s
 Komentarz: To druga trasa,  ktora nie jest  polaczona z innymi.  W jej
           przypadku jest nawet gorzej,  gdyz jedyna droga  do  miasta
           Carreras prowadzi  przez gory.  Niemniej  polaczenie  zdaje
           sie  byc  warte  uwagi, jako  ze  oszczedza  sporo  klopotu
           i sil tym, ktorzy planuja dotrzec do Lyrii.  Trakty tam  sa
           dlugie i niebezpieczne, a powoz spolki Adrena Galgi oferuje
           profesjonalny i wygodny przewoz.
           
           
      Zyczymy milej podrozy!
      
   opracowal inz. Hiir z rodu Dlugonosych
                        Redaktor Naczelny Periodicusa
> 
Zatytulowano: Niepokoje w Mariborze - reportaz

Niepokoje w Mariborze - reportaz

Maribor.  Nazywany takoz ironicznie  "Twierdza Maribor",  bo 
taka wlasnie f unkcje ma pelnic.  Bastion obrony  temerskiej 
przed ewentualna napascia z poludnia.  Ironicznie, bo straze 
sa tu dzisiejszymi czasy niezwykle nieliczne.

Od   kilku  juz  lat    nieznani   sprawcy  wybijaja   szyby
gospodarzom  gospody  "Po Bialym Klem".  Czy  to  powodowani 
zawiscia   wlasciciele    posledniejszych   od   Kla   knajp 
mariborskich,  czy tez zwykli  wandale upatrujacy sobie celu
w mieszancach - nigdy wladzom nie udalo sie ustalic.

"Wiadomym, ze mieszanki krasnoluda  z  ludziem nie urodzisz, 
 a  skad to mieszanstwo  ludzko elfie  sile by zyc  bierze?! 
 Z  samego grzechu bierze!  Z  diablich cyrografow  i  picia 
 krwi!"

Niedawno jednak niechec do polelfow zamieszujacych  poddasze
gospody spotykaja sie  z  coraz to jawniejsza i odwazniejsza
niechecia  mieszkancow. Kobiety  w  roznym wieku  i  roznego 
stanu opowiadaja na ulicach i targowiskach Mariboru historie
wielce  nieprzychylne i krzywdzace nieludzi slowa.  Mozna by
powiedziec,  iz to  nic nowego,  babskim gadaniem  nikt  nie 
zwykl sie interesowac.  Jednak nauki historii najnowszej nie
umknely wszystkim. 

"Ja zawsze wiedzialam, to zle nieludzie, szczegolnie te 
 baby! Skad one maja na te swiecidelka? Z naszej krwawicy!"

Zaniepokojenie przejawiaja nie tylko mieszkancy Bialego Kla,
ale takze  Ci z obywateli miasta,  ktorym na sercu lezy jego 
dobro.  Pogrom bowiem  to okrutny  i  niszczycielski  zywiol 
dotykajacy nie tylko jego cel - odmiencow.

"Jak to moze byc, zeby oni tu, w naszych domostwach swoja
 wolnosc glosili?! To Czarnych gadanie jest! Bo co czarne,
 to elfie albo polelfie!"

Redakcji Periodicusa  udalo sie ustalic,  iz wladze Mariboru 
sa  zaniepokojone  wydarzeniami.  Z  dobrze  poinformowanych 
zrodel,  bliskiego  otoczenia   hrabiego  Garramone  wynika,
iz  w  przypadku wybuchu zamieszek  garnizon mariborski moze
nie byc  w  stanie powstrzymac walk  i  zaprowadzic porzadku
a na posilki nie sposob liczyc.

Jak  do  tej  pory  wszystkie  strony zdaja  sie  zachowywac 
spokoj.   Czlonkowie  Stowarzyszenia  Polelfow  z  przekasem 
stwierdzaja,  ze gdyby mieli porywac sie na kazdego kto mowi
o  nich  zle,  dawno  by  wygineli.  Ludnosc  procz pogrozek 
i pomowien nie wszczyna rozrob.  Lecz kto wie  co przyniesie
to  babskie  gadanie.  Pewien krasnolud  mawial,  ze babskie
gadanie to rychly zwiastun pogromu.
> 
Zatytulowano: Klejnoty Niebios              

                                                                 *
                                                              * * * *
                Klejnoty                                       *   *
                        Niebios                               * * * *
                                                                 * 

       Znam wielu, ktorzy wpatruja sie w nie, tancza pod nimi lub zwa sie ich
 dziecmi.Rozmawiajac z nimi szukaja kontaktu z dawnymi bogami, ktorzy niegdys
 swiat tworzyli. Byc  moze z tych  powodow powstalo  obserwatorium w wysokich
 gorach mahakamskich. Zeby przyblizyc widoczny z niego niebosklon, udalam sie
 tam. Glosny zgrzyt rozlegl sie we wszystkich, opustoszalych zakamarkach, gdy
 rozwierala sie kopula...I wtedy ujrzalam zapierajacy dech w piersiach widok-
 Gwiazdy.                
               
                                ~`*`~

         Na polnocy zaczynaja majaczyc charakterystyczne ksztalty..
 
    W prawej czesci obserwowanego nieba gwiazdozbior przypominajacy srednich
 rozmiarow lutnie -zwany wielka kozica. Nieco obok, po prawej,lesne jezioro,
 choc z niewiadomych powodow nosi miano Dzikiego Zubra.Blisko zenitu i nieco
 z lewej blyszcza gwiazdy przypominajace malego orla w locie. W istocie jest
 to gwiazdozbior  Zimowej Panny.  Obok, zbior  swiecacych punktow podobny do 
 fletu sredniej  wielkosci.. W centralnym  punkcie zas przy krzcie wyobrazni
 tajemnicza elfka - Letnia  Panna. Dosc blisko zenitu, nieznacznie  po lewej
 gwiazdozbior jak lesna szyszka. Nie  wiem czemu astrologowie  dali mu nazwe
 Wlocznia.
  
    Kieruje teleskop na zachod,gdzie dosc blisko zenitu,lecz znacznie blizej
 prawej strony nieba rozposciera sie gwiazdozbior przypominajacy srebrzysty,
 migoczacy dab - starozytni astronomowie nazwali go jednak Siedem Koz.Dalej,
 z lewej strony jednak, sredniej wielkosci kielich pelen wina. Smakosze moga
 czuc sie oburzeni, ze mimo to nazwano go Okiem.Wysoko, tuz  nad glowa widze
 w  centralnym punkcie prastary las sporej wielkosci. Choc  w tym wypadku, z
 zadowoleniem przyznaje, specjalisci zawarli w nazwie choc troche prawdy- to
 Lisc Debu.Na linii horyzontu gwiazdy formujace sredniej wielkosci lire-moge
 przyznac, ze po dluzszym  namysle jego nazwa Studnia Wiedzy,nabiera pewnego
 sensu, szczegolnie dla bardow.. Wijace sie punkty,ktore mi przypominaja nic
 innego jak winorosl, to Wieszcz Dobrej Nowiny.
 
     Na wschodzie zas smukly luk sie rozpisciera choc ktos z nadmierna chyba
 wyobraznia obdazyl go nazwa Dzwonnika. Zloty  Smok,  to ten zbior, ktory mi
 przypomina lisc.  Znajduje sie tuz  nad horyzontem.  Obok, w  prawej czesci
 piekna  roza - Dziki Wilk. Dziwne  okreslenia, zwazywszy, ze gwiazdy, ktore
 tworza flet, o ktorym  wspomnialam, to nic innego jak  gwiazdozbior Prawda.
 Moze  oczy  mnie zwodza podsuwajac  mi jako zielarce  kolejne  skojarzenie,
 woreczek  z ziolami, jednak nie...w ksiegach to tylko Bialy Kon.
 
     Ostatnia czesc niebosklonu - ta na  poludniu, skrywa w  dzien znane juz
 gwiazdozbiory. Procz  tych, ktore  wymienilam, i ktore widoczne sa na linii
 przejscia  miedzy sztucznie podzielonymi  czesciami nieba, widnieje jeszcze
 jeden.Nawet dla zupelnego laika to wyrysowany za pomoca gwiazd zgrabny kon.
 Wyjatkowy dla wielu istot - Jednorozec. Nic zreszta  w tym dziwnego, ze tak
 doskonala  istota znalazla  sie w panetonie tego, co  pragniemy ogladac nad
 soba co wieczor wierzac w magiczna ochrone wyzszych sil.



                                ~`*`~

     Znaczenie nadawane cialom niebieskim wynika z wiary w sakralnosc nieba.
 Staly, wyraznie  cykliczny  ruch  gwiazd, ktory  mozemy  obserwowac wraz ze
 zmieniajacymi sie porami  roku, pozwala  wykorzystywac  je do  praktycznego
 mierzenia uplywajacego czasu i rytmu powtarzajacych sie etapow.Sa takze jak
 wspomnialam, reprezentantamimi  tego, co  znajduje  sie w  swiecie  gornym.
 W  wierzeniu  powszechnie  znane  sa prawidla,  ze pewne  specyficzne ziola
 powinny  byc  tylko  w blasku  gwiazd zrywane, by  czerpaly  swoje magiczne
 moce z ich mocy. Przyklady  na  tym  polu z  racji zawodu moglabym  mnozyc,
 zostawie je jednak pasjonatom.
    Gwiazdy widoczne golym  okiem na niebie to  dopiero powloczka skrywajaca
 prawde. Bo  czym tak  naprawde sa znaki w  nocy, ktore  ulatwiaja zeglarzom
 podroz do bezpiecznego portu i czym dla zagubionego wedrowca w nieznanym mu
 miejscu. To, ze prowadza  nas kiedy  sami nie potrafimy odszukac drogi, nie
 musze udowadniac. By dotknac  bezkresu nad  nami  choc w  znikomej  czesci,
 warto  spojrzec w  legendy. Przez wieki przekazywane i spisywane ku pamieci
 potomnych staja sie naszym drogowzkazem.
      Nie sposob  wszystkich  wymienic ni spamietac. Bez watpienia wiekszosc
 poddanych w Imperium zna doskonale historie Sigmara.Jego przyjscie na swiat
 zwiastowal  przelot  komety o dwoch  ogonach, znaczac ten  niezwykly dzien.
 Zreszta, tak jak dla poddanych Imperium, tak dla Elfow  z Lasu Loren symbol
 gwiazdy jest bliski. Athel-Loren, stolica kulturalna  Lesnych Elfow  na tym
 ladzie, zbudowano na planie  osmioramiennej  gwiazdy, ktora  jest  symbolem
 Undo'miel - Gwiazdy Wieczorej - ukochanej Pana Tanca. Wiele osob oddaje sie
 w opieke gwiazdom, kierujac swoje modly o dobra droge w strone swych bogow.
 Zwyczajowe pozdrowienia Elfow, jednych z  najblizej z  gwiazdami zwiazanych
 istot, jest zyczeniem, by  gwiazdy czuwaly nad  droga wedrowca. Inne  rasy,
 maja zroznicowane podejscie do migotliwych punktow nad ich glowami. Ludzie,
 jako dosyc  mloda rasa, wpartuja  sie w  nie probujac zrozumiec ich magie i
 tajemniczosc. Gnomy jako  wpaniali wynalazcy, jesli przejawiaja nimi jakies
 zainteresowanie, jest  ono  czysto  techniczne. Przedstawiciele  halflingow
 zdaja  sie  nie  przejmowac  tak  odleglymi  sprawami. Z glebi mego zoladka
 dziekuje im za to.. Krasnoludy swoje poszukiwania kieruja zgola w przeciwna
 strone, penetrujac ziemie w poszukiwaniu lsniacych skarbow natury.
     
     To jedynie  odrobina  wiedzy  starozytnych i wspolczesnych  astronomow.
 Chetnym pozostawiam zglebienie pozostalych tajemnic - jeszcze ciekawszych i
 Bardziej zaskakujacych. Chocby  skad wziely  sie owe niezwykle nazwy, ktore
 w pierwszym odruchu tak zaskakuja.
    
                                ~`*`~
                                                              
                                                                Eve 'Aedd
> 
> 
Zatytulowano: List do Redakcji              


       W tym dziale publikowane sa materialy czytelnikow Periodicusa.
     Czesc z nich zastrzega sobie anonimowosc. INFORMUJEMY, ZE REDAKCJA
     NIE PONOSI ZADNEJ ODPOWIEDZIALNOSCI ZA ICH TRESC I FORME. Redakcja
     zastrzega sobie prawo do ich edycji. Tesksty o charakterze promocyjnym
     beda platne.
   
                                                   w imieniu Redakcji
                                        Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa
===============================================================================

Dlaczego rycerze Sigmara chronia Nieumarlych?!

 Ktoz z nas nie slyszal o wspanialych Rycerzach Sigmara - pogromcach Chaosu?
 Najeliterniejsi z elitarnych, prawi i sprawiedliwi, nieustraszeni - tacy
wlasnie w powszechnej opini sa sludzy Patrona Imperium.
 Zdecydowalem sie moim artykule odslonic jedno z najbardziej krwawych
oblicz tej organizacji. Odpowiem na pytanie: jaki sojusz laczy 
zakonnikow z plugawymi nieumarlymi?!

 Na trop tej tajemniczej afery naprowadzil mnie pan Hans, browarnik z
miasteczka Uberesreik. Ponizej zamieszczam jego historie:

 Przerazajace zombie porwaly w zeszlym tygodniu moja coreczke, Helge!
Ze lzami w oczach obserwowalem jak wciagaja te biedna i delikatna jak kwiat
rozy dziewczynke do swej kopalni.
 
 Zrozpaczony postanowilem poprosic o pomoc pewnego poczciwego ogra - Wuga, 
ktory dba o spokoj w naszym pieknym miescie. Ten mily mlodzieniec w lot pojal 
powage sytuacji, schwycil za topor i samotnie rzucil sie tropem ozywiencow.
 Dlugo go nie bylo, oj dlugo! Balem sie, ze nie podolal zadaniu i sam stal sie
pozywka dla nieumarlych. Nagle w mych oczach zaswitala nadzieja! Oto na 
trakcie ujrzalem dwoch zakutych w zbroje mezow noszacych pasy rycerskie.
 Zawolalem don, o pomoc blagalem. Bez slowa ruszyli do kopalni.
 Po chwili rozlegl sie szczek broni! Pomyslalem - jest nadzieja! Moze 
wspolnymi silami dadza rade wyrwac me dziecie z rak nieumarlych?
 Nic bardziej mylnego. Zdradzieccy rycerze rzucili sie na poranionego bohatera,
ktory samotnie probowal wyrwac dziecko z rak potworow. Stajac do boju ramie
w ramie z zastepami zombich niemal zamordowali biednego ogra!
 Ze zgroza w oczach obserwowalem walke, ktora przeniosla sie ku wejsciu do
kopalni. Najwiekszy z nieumarlych trzymal ma biedna core za wlosy, smiejac sie
potwornie zza plecow dwoch rycerzy Sigmara! Ci skutecznie zwiazali bohatera
walka, nie dajac szans na odbicie dziewczyny.
 Ogr cudem uciekl tym bandytom! Nie interesujac sie losem mej biednej coreczki
obaj rycerze rzucili sie w pogon. Po jakims czasie wrocili, po czym ponownie
weszli do kopalni.
 Z oddali slychac bylo krzyki, czy raczej jeki mej biednej, malej (zaledwie
dwunastoletniej!) cory. Po jakis dwoch minutach kopalnie opuscil nie kto inny,
jak sam Wielki Marszalek Makus, ktory podciagajac spodnie oznajmil mi, ze nic
juz nie dalo sie zrobic.

 To brzmi nieprawdopodobnie, czyz nie? A jednak! Po dlugich poszukiwaniach
odnalazlem w Gorach Szarych bohatera opowiesci pana Hansa. Mosci Wug zgodzil
sie udzielic mi krotkiego wywiadu:
-Um. Nu. Nenafice tych neumarlych, fjecie? Sjadajom moje jecenje i f ogole,
mencom bjednych ludkuf, a tak ne folno, nj? Nu i moj ich tempic kce, bo to
moja cela syciofa ist. Na kasdym kroku i f kasdym sakontku sfiata, dobra trup
to martfa trup! Ne rosumiem cemu rycese Sigmarofi chroniom te plugafe 
plugastfa - f koncu to luckofe luciki s krfi i kosci, nj? F oblicu hord 
neumarlych chyba pofinnismy sie my - syfi - jednocyc i rasem stafac do falki,
a nje, probofac siem na fsajem sucic na posarcie sombim?

 Rownie niepokojace sygnaly slychac w calym Imperium. 
 Pewien mlody gnom - sluga Morra pragnacy zachowac anonimowosc - opowiedzial 
mi swa mrozaca krew w zylach historie.
 Byla juz ciemna noc. W oddali krakaly kruki, nawet swiatlo ksiezyca nie
oswietlalo posepnych rownin okalajacych kurhany ghuli.
 Nieumarli byli bardzo niespokojni, balem sie, ze niedlugo zaatakuja Tadrig.
 Walczylem z nimi z calych sil! Szpony zdarly ze mnie niemal cala zbroje,
jedyne co mi zostalo to dobywane w rekach mlot, topor i miecz.
 Dwoilem sie i troilem! Za kazdym ciosem padal kolejny ozywieniec, widmo ataku
tej hordy na pobliskie wioski bylo juz bliskie zazegnania... Gdy nagle...
 Widzialem ich dobrze - ludzie mowia, ze mam kocie oczy, a znaczy to jeno
tylko, ze w ciemnosci widze wyraznie. No i to byli ONI.
 Rycerze pelna geba. Dowodzil nie kto inny jak sam Ansgar. Przemierzali
pokryte koscmi ziemie nie zwracajac zadnej uwagi na krwiozercze potwory bedace
na wyciagniecie mlota.
 Co dziwniejsze - nieumarli rowniez nie atakowali rycerzy! Wydawalo sie, ze
nie sa zainteresowane krwia zywych. 
 Nagle jeden z ghouli zaskrzeczal glosno w strone przybyszow wskazujac lapa
kryjowke w ktorej odpoczywalem. Bronie od razu pojawily sie w zakutych
dloniach, rycerze ruszyli!
 Zadne slowa nie byly w stanie sie przebic przez oslony ich helmow! Bez litosci
probowali ubic mnie na krwawa miazge, zapewne planujac rzucic mnie na pozarcie
nieumarlych!

 Podobne opowiesci mozna uslyszec w kazdym zakatku znanego swiata - ofiarami
bezpodstawnych napasci ze strony Zakonnikow padl zarowno pewien drobny
przedsiebiorca z Tilei zwiedzajacy kurhany zjaw jak i mloda zielarka zbierajaca
rzadkie okazy mchu na jednym z Bretonskich cmentarzy.

  Coz za tajemniczy sojusz laczy rycerzy Sigmara i nieumarlych? Coz za plugawy
spisek owladnal tymi niegdys szlachetnymi ludzmi, grozac byc moze upadkiem
calego Imperium?!

 W celu wyjasnienia tej zagadki wyruszylem do lasu Loren. Swoja niezbadana
madroscia zgodzil podzielic sie ze mna sam krol Orion:
- Chodze po tym swiecie juz wiele setek lat, jak to na dlugowiecznego elfa
przystalo! Przez ten czas poznalem wielu rycerzy Sigmara.
 Mysle, ze zainteresuje ciebie, ze takiego na przyklad Ferda po raz pierwszy
spotkalem rowno trzysta osiemnascie lat temu! Zdawal sie byc wtedy w sile
wieku, jako i teraz - a ludzie przeciez az tyle nie powinni zyc!

 Obserwacje Krola Oriona potwierdza moj korespondent z Ziem Czaszki.
 Wedlug przedstawionych mi zapisow ze swiatynnej ksiegi, taki na przyklad
Rycerz Norden zostal przez polaczone sily tubylcow zabity juz okolo dwadziescia
szesc razy. I mimo palenia, cwiartowania i beszczeszczenia zwlok ten sam 
Zakonnik wciaz przemierza swiat!

 Czy to znaczy, ze wszyscy Rycerze Sigmara to dzialajacy w ukryciu Nieumarli?
 Wilki w owczej skorze, wyruszajace swiat by bronic swych braci?

 Pomimo mojego sledztwa nie jestesm w stanie jednoznacznie odpowiedziec na
to pytanie juz dzis. Mimo to zalecam dalece idaca ostroznosc w kontaktach
z Rycerzami Zakonu Sigmara Mlotodzierzcy!


   list do Redakcji Periodicusa wyslal
                                   Kafel