Periodicus numer 19

Wywiad z Luctusem, najwiekszy Ochlejmorda Mahakamu

Rzucasz okiem na pierwsza strone pisma...
o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
      Przerwa w wydawaniu Periodicusa nie przyniosla wiekszych rezultatow.
        Szanse na stworzenie siedziby czasopisma zmalaly w tym czasie do
     niemalze zera, a chociaz liczba prenumeratorow przekroczyla rekordowa 
        liczbe 250 osob, gazeta stracila swoj dawny impet i energie. Co
        wiecej, stanowisko Redaktora Naczelnego z powodu nadmiaru innych
      zajec inz. Hiir przekazal inz. Rigel. Niestety, byl to jedyny numer
      wydany pod wodza Kolezanki, jako ze wraz z jego rozeslaniem pojawil
          sie kolejny odgorny nakaz, tym razem zabraniajacy wydawania
            Periodicusa w jakiejkolwiek formie obciazajacej poczte.
          Wraz z tym numerem skonczyla sie seria druga; na wznowienie,
       podobnie jak przy poprzedniej wielkiej pauzie, trzeba bedzie znow
                              poczekac dwa lata...
                                        
                                                   note ku pamieci zlozyl
                                        Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Mistrzem SGW - Luctusem.....................strona 1
     * Najwiekszy Ochlejmorda Mahakamu......................strona 2
     * O doborze bizuterii - dla panow!.....................strona 3
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o



> przeczytaj strone 1

Zatytulowano: Wywiad z Mistrzem SGW - Luctusem

               __    __       __    __ _____  _      ___ 
              / / /\ \ \/\_/\/ / /\ \ \\_  _\/_\    /   \
              \ \/  \/ /\_ _/\ \/  \/ / / / //_\\  / /\ /
               \  /\  /  / \  \  /\  /_/ /_/  _  \/ /_// 
                \/  \/   \_/   \/  \/\____/\_/ \_/____/  


                          Z Luctusem Void, 
             IX Mistrzem Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow

            Kislevczyk  z pochodzenia, ponurak i pesymista
            z  charakteru.  Niedoszly  rzemieslnik,  przez 
            dlugi  czas  zawodowy  wojskowy -  zwiadowca w 
            armiach   Imperium   i   kompaniach najemnych. 
            Kariera naukowa nie byla mu przeznaczona, wiec
            wbrew   przeznaczeniu   zostal  Inzynierem,  a 
            pozniej   Mistrzem   Stowarzyszenia.   Osobnik 
            nieczesto udzielajacy  sie  publicznie, rzadko 
            kiedy zdarza  sie  okazja  spotkania  go  poza 
            Gnomim Miastem pod Carbonem. Panie, Panowie - 
            IX  Mistrz  Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow,
            Luctus Void


            Redakcja:  Od jak dawna sprawuje Mistrz swoja
            funkcje?
            Luctus: Dwa miesiace naszej rachuby czasu.
   
            Redakcja: Cos sie zmienilo  w  Stowarzyszeniu 
            od tamtej pory?
            Luctus: Niewiele, na szczescie. Stowarzyszenie
            zmienia  swiat,  samo  zmienia  sie  rzadko  i 
            powoli.    Pare   rotacji    na   stanowiskach 
            kierowniczych,  kilku   nowych  inzynierow,  z 
            ktorych  szescdziesiat szesc i szesc w okresie
            procent  zapadlo  juz  w  letarg.  Modyfikacja
            procedury rekrutacyjnej. Najwazniejsze zmiany,
            jakie  oczekuja  Stowarzyszenie,  sa  niestety
            calkowicie  ode mnie niezalezne.

            Redakcja: A zmiany zalezne od Mistrza? Planuje
            Mistrz takie?
            Luctus:  A  uwaza  Kolezanka,  ze  nalezy  cos 
            zmienic? Caly   czas   pracuje   nad    nowymi
            algorytmami  organizacji  pracy.  Ale   prawde  
            mowiac sa to kwestie  czysto  akademickie,  bo
            w   praktyce  wymagaja  grona   wykonawcow   o 
            skonczonej,  acz    niezbyt   bliskiej    zeru 
            liczebnosci. O co, jak Kolezanka  dobrze  wie,
            w Stowarzyszeniu nie jest latwo.
             
            Redakcja: Wspomnial Mistrz o zmianie procedury
            rekrutacyjnej... jak ona teraz wyglada?
            Luctus:  O  tak, to  cenna informacja dla tych 
            rzesz  kandydatow,  jakie  do  nas trafiaja... 
            Zaczyna  sie   klasycznie,   czyli  od podania 
            na rece  naszego  skryby. Potem  podanie  jest 
            odrzucane.  Czasem, ze  wzgledu na przeoczenie
            lub   przebylysk   potencjalu,   podanie   sie 
            przyjmuje,     ewentualnie    zleca     jakies 
            uzupelnienia. To moja rola. Jak juz  przez  to
            kandydat    przebrnie,    zostaje   oficjalnym 
            Stazysta  Stowarzyszenia.  Zaczyna obowiazywac
            go  Ustawa  Zasadnicza,  przydzielony  zostaje 
            Inzynier    -   Opiekun.  Rola  Opiekuna  jest
            z jednej   strony   prowadzenie   i   edukacja 
            Stazysty,  z   drugiej  zas  weryfikacja  jego 
            potencjalu    intelektualnego,     stabilnosci 
            umyslowej  i  przydatnosci dla Stowarzyszenia. 
            Ostatnim  etapem  jest  egzamin,  podejscie do 
            ktorego   wymaga  najpierw  zdobycia  poparcia
            Opiekuna i ktoregos z pozostalych  Inzynierow.
            Jesli  Stazysta  zda  egzamin otrzymuje  tytul 
            Inzyniera.  Powinien   tez   jak   najszybciej 
            porozumiec  sie  z  Kierownikiem  wydzialu, do 
            ktorego chcialby nalezec, i  uzgodnic  warunki 
            przyjecia do tegoz Wydzialu.

            Redakcja:      Potencjalny     kandydat     do 
            Stowarzyszenia... jaki powinien byc?
            Luctus:  Genialny.  To w optymalnym przypadku. 
            Natomiast  w  zasadzie  wystarczy   zeby   byl 
            niezwykle inteligentny, pomyslowy,  pracowity,
            aktywny,  kolezenski,  rozsadny  i  gotow   do 
            poswiecen  dla  nauki.  Nic,  co   prawdziwemu 
            gnomowi sprawiloby trudnosc.

            Redakcja:  Czym  kieruje   sie   Mistrz   przy 
            akceptacji badz odrzuceniu podania kandydata?
            Luctus:  Przede wszystkim  podanie weryfikuje, 
            czy kandydat jest pismienny. Dementuje, jakoby
            nie posiadajacy tej trudnej umiejetnosci mogli
            zostac Inzynierami.  Poza tym wlasciwie nie ma
            konkretnych  wytycznych  -  jesli podanie jest 
            skladne, logiczne i widac  z niego, ze kadydat
            jest w stanie  wymyslic  cos  poza  "chce  byc 
            Inzynierem",  to  nie  ma  wiekszych przeszkod 
            zeby zostalo zaakceptowane. 

            Redakcja:  Co   Mistrz   najbardziej  ceni   u 
            inzynierow  i  czego   najbardziej   od   nich 
            oczekuje?
            Luctus: Aktywnosc. Inicjatywe.  Chec  pracy dla
            Stowarzyszenia. Do bialej goraczki doprowadzaja
            mnie  gnomy,  ktore  uwazaja  Stowarzyszenie za 
            sypialnie.      Jest    tyle   ladniejszych   i 
            wygodniejszych miejsc  na swiecie,  gdzie mozna 
            ulokowac swoje lozko... Co innego, jesli mowa o
            Inzynierach   emerytowanych,   ktorzy  w  swoim
            czasie  ofiarowali  SGW   swoj  czas,  wysilek,
            zdolnosci,   a   teraz  ciesza  sie  zasluzonym 
            uznaniem i zwolnieniem z codziennych obowiazkow.
            Gorzej, jesli komus wydaje sie, ze  egzamin  to 
            ostatni  moment,  kiedy  czegos  sie  od  niego 
            wymaga.

            Redakcja: Wiele osob na calym  swiecie  wie  ze 
            istnieje cos takiego jak Stowarzyszenie Gnomich
            Wynalazcow,  ale  nic  poza  tym.  Moze  Mistrz 
            przyblizyc  im  nasza  dzialalnosc, na czym ona 
            polega?
            Luctus:  Na  zmienianiu   swiata   na   lepsze, 
            oczywiscie!  Chociaz  Stowarzyszenie   bardziej 
            znane    jest   z   dzialalnosci   produkcyjno- 
            -wynalazczej, jednak  nie  mniej  istotne  jest 
            jego    zadanie   poznawczo-badawcze.   Poprzez 
            pchanie nosa tam, gdzie nikt rozsadny nawet  by
            nie  spojrzal, poprzez niestrudzone gromadzenie 
            i  przetwarzanie  wiedzy  poznajemy  i oswajamy   
            otaczajacy nas swiat. Aby potem wykorzystac  te 
            wiedze  w  praktyce  i  uczynic  zycie  w   nim 
            lepszym,  latwiejszym   i   ciekawszym.  Nalezy  
            pamietac o jednej  z podstawowych zasad kazdego
            Inzynier - zadna informacja nie jest zbyteczna,
            kazda  ma  wartosc i przyda  sie wczesniej  czy  
            pozniej.  Wiec,  jak  skromnie  wspomnialem  na 
            poczatku, nie  robimy nic wielkiego - zmieniamy
            tylko swiat.

            Redakcja:  Czy,  a  jesli  tak to w jaki sposob 
            Stowarzyszenie  dzieli  sie  zdobyta  wiedza ze 
            swiatem?
            Luctus: Alez  oczywiscie,  jestesmy  ostatnimi,
            ktorzy by  wiedze  ukrywali  przez  ogolem.  To 
            zbrodnia,  ktorej   niestety  dopuszczaja   sie 
            niektore  organizacje,  ograniczajac  dostep do 
            informacji   tylko  dla   swoich   czlonkow.  A 
            dzielimy  sie   wiedza  w   sposob  najbardziej 
            bezposredni   z  mozliwych   -  kazdy  Inzynier 
            wszakze jest kopalnia tejze.  Starczy zatrzymac
            sie  na  moment  i  sprobowac   porozmawiac   z 
            takowym,  a  natychmiast   zaleje   nas   wrecz
            olbrzymia  iloscia  faktow,  badan,  analiz   i 
            wnioskow. Dziwne jedynie,  ze  wielu  majac tak 
            niezwykla  okazje  nie  chce  z niej korzystac, 
            mniej lub bardziej dyplomatycznie wycofujac sie
            z dysputy.
         
            Redakcja:   Jak zaczela sie przygoda Mistrza ze
            Stowarzyszeniem?
            Luctus:  Chcac zmienic diametralnie swoja droge
            zyciowa  zlozylem  podanie  do Mistrzyni Jeddy. 
            Jako  ze  nie  mialem   zadnego   wyksztalcenia 
            inzynierskiego  ani   praktyki   w    zawodzie, 
            sugerowalem   przyjecie   mnie  na   stanowisko 
            testera wynalazkow.  Wiadomo, na ograch testuje
            sie  dobrze,  ale  jednak  bardziej  precyzyjne
            urzadzenia wymagaja nieco innych predyspozycji.
            Niestety, Mistrzyni nie pozwolila mi z jakiegos
            powodu testowac naszych  niezwykle bezpiecznych
            i niezawodnych wynalazkow,  tylko  sklonila  do 
            podjecia  normalnej  pracy  naukowej. Jak widac 
            przy okazji kandydujac nie trzeba miec za  soba
            studiow   w   Oxenfurcie  ani   dwudziestu  lat 
            praktyki w  warsztacie  konstruktorskim.  Mozna 
            startowac od zera, i skonczyc tak, jak ja.

            Redakcja:   Pamieta   Mistrz    swoj   pierwszy 
            wynalazek? Lub chociaz projekt?
            Luctus: Alez oczywiscie.  Pierwsza konstrukcja,
            ktora   mialem    przyjemnosc   realizowac   w 
            Warsztacie, to mechaniczna laleczka.  Pamietam,
            ze  bardzo  spodobala  sie  Mistrzyni  Jeddzie. 
            Laleczka  da  sie  nakrecic, rusza  konczynami, 
            chodzi i w ogole jest milutka. Idealny prezent.

            Redakcja: Co nalezy do Mistrza obowiazkow?
            Luctus:  Biurokracja, biurokracja, biurokracja.
            Wstepna   selekcja   kandydatow.   Weryfikacja, 
            testowanie     i     ewentualna      akceptacja 
            projektowanych  wynalazkow.  Obsluga Biblioteki
            Stowarzyszenia.      Organizacja       struktur 
            funkcjonalnych  SGW.   Ocena   pracy   naukowej 
            Inzynierow   i   odpowiednie     gratyfikowanie
            zasluzonych.  Prowadzenie polityki zewnetrznej.
            No   i,   jesli   okaze   sie   to   konieczne, 
            rozstrzyganie sporow wewnatrz Stowarzyszenia.

            Redakcja: Lubi Mistrz to co robi? Nie chodzi mi
            tu tylko  o obowiazki. Ale o wszystko co sie  z 
            mistrzowaniem wiaze.
            Luctus:  Czasem  lubie,  czasem  nie   cierpie.
            Procentowo  jest  to  jednak   znacznie  wiecej 
            regularnej, papierkowej pracy niz  tryunfalnego
            wypuszczania wynalazkow poza Stowarzyszenie czy
            nagradzania Inzynierow awansami.  Tym  niemniej 
            sprawia mi satysfakcje solidne wykonywanie tych
            obowiazkow. Ktos to musi robic, a ja  preferuje
            wziecie  odpowiedzialnosci  na   siebie   ponad 
            zrzucenie jej na kogos innego.

            Redakcja:   Ktory    z   przygotowanych   przez 
            inzynierow  SGW   projektow   powinien  zdaniem 
            Mistrza  jako pierwszy doczekac sie rozpoczecia 
            produkcji masowej?
            Luctus:   Projekt   samo-majster,  automatyczny 
            mistrz precyzyjnie,  obiektywnie,  sumiennie  i 
            skutecznie zarzadzajacy Stowarzyszeniem.  A tak
            serio...  najbardziej  chyba  zasluguje  na  to 
            ktorys   z   projektow   Avioniki.  Ten  bardzo 
            zasluzony   wydzial    cierpi    niestety    na 
            przypadlosc  niskiej  realizowalnosci  wytworow
            umyslu   pracujacych   tam   inzynierow.   Taki 
            gnomokopter... to dopiero bylaby rewolucja.

            Redakcja:  Gdyby  mogl  zmienic  Mistrz   jedna 
            dowolna rzecz na swiecie, co by to bylo?
            Luctus: Wyeliminowalbym  glupote. Oszczedziloby
            to  swiatu  wielu  nieszczesc.  A  przy  okazji 
            moznaby    ciekawie   pokonwersowac  z   kazdym 
            przypadkowo spotkanym przechodniem.

            Redakcja: Ulubione jadlo i napitek?
            Luctus: Jako ze kawe stosuje  raczej leczniczo, 
            niz z zamilowania, wiec napitek to bedzie chyba
            ajerkoniak. A na przebieranie  w  posilkach nie 
            mam po prawdzie czasu.  Zreszta  nikt  mi jakos 
            nie  chce  gotowac, wiec  jem to, co  najblizej 
            albo najlatwiej sporzadzic.

            Redakcja: Zyciowa maksyma?
            Luctus: Honos habet onus  [Zaszczyt  pociaga za
            soba   obowiazki   -   przyp.   red.],  ze  sie 
            klasycznym jezykiem posluze.

            Redakcja:  Czy  chcialby  Mistrz powiedziec cos 
            jeszcze czytelnikom Periodicusa?
            Luctus:   Czytajcie   Periodicus,   bo   rzadko 
            bedziecie mieli lepsza okazje w rownie  latwy i
            przystepny sposob obcowac z wiedza  i postepem.
            A jak  znacie  jakiegos  utalentowanego gnoma - 
            kierujcie go pod Carbon.


> przeczytaj strone 2

Zatytulowano: Najwiekszy Ochlejmorda Mahakamu

                        Najwieksza Ochlejmorda Mahakamu
                           (od menhira do menhira)


  Dzialo sie to czasy dawnymi, kiedy Galinowi Hoogowi ledwo zarost sypac sie 
poczynal. Byly to czasy czynow brawurowych, honoru z rzadka tylko plamionego
i popijaw tegich i czestych. Zyli wowczas ci, ktorych groby dzis dumnie w 
Dolinie Przodkow stoja, mlodziencami, lub dziecmi zas ci, ktorzy broda lub 
warkoczem szacunek w sercach a kurz na klepisku wzbudzaja. I zyli madrzy,
rozumni, przebiegli. I zyli glupi i tepi i pusci niczym ten buklak osuszony.
I o takim wlasnie glupim pustaku opowiesc ta bedzie.
  Imie jego Doodi Shnapps bylo. Jako wszyscy Shnappsowie znany byl z malego
rozumku, slynal zas z niebywale mocnej glowy. W swych pijackich mozliwosciach
zas - trzeba mu to uczciwie przyznac - nawet wsrod najblizszej rodziny nie 
mial sobie rownych. Byl duma i chluba Shnappsow, choc broda nawet piersi mu 
jeszcze nie siegala. Kiedy wiec ogloszono wielki konkurs na Najwieksza 
Ochlejmorde Mahakamu (od menhira do menhira), beczke przedniego spirytusu, 
oraz tytul taki, jaki w nazwie konkursu widnieje w nagrode obiecujac, Doodi
zglosil swa kandydature bez namyslu. A gdy brac mahakamska ujrzala go w 
karczmie "Pod Bezzebnym Smokiem" wsrod zawodnikow, wielu rozmyslilo sie i do 
zawodow nie przystapilo. Wszelako, wielu starych i cenionych moczymordow nie 
zleklo sie mlodzika i jego slawy, wiec godnych mial Doodi wspolzawodnikow.
  I oto kufle zostaly napelnione i konkurs sie rozpoczal. Kazdy zawodnik mial
swego wyznaczonego przez komisje przybocznego, ktorego zadaniem bylo 
sprawiedliwe napelnianie kufla po brzegi i znaczenie na swistku ilosc wypitego
trunku. Walka byla zacieta. Zewszad rozlegaly sie gromkie okrzyki, gwizdy i 
przyspiewki, kazdy dopingowal swego faworyta. Oczywiscie nie obylo sie bez
tradycyjnego mordobicia, gdy obok siebie znalezli sie kibice roznych 
zawodnikow, a poniewaz kibice bardzo byli ze soba przemieszani, dopingujace
wrzaski nader czesto mieszaly sie z odglosami dzikich bojek. Krotkoac -> 
zabawa byla przednia.
  Doodi zas wychylal kufel za kuflem, kufel za kuflem, wciaz dziarsko sie 
trzymajac i zdradzajac ledwo widoczne oznaki upojenia, podczas gdy liczba 
zawodnikow powoli zaczynala juz topniec. Pierwszy pod stol zwalil sie Jolek
Khrassohn. Gdy go podnosili belkotal, by dali mu jeszcze jeden kufel, usilowal
przekonywac, ze ma sily by pic dalej, lecz gdy spelniono jego prosbe, nie mial
sil, by podniesc naczynie do ust. Choc probowal stawiac opor, zostal 
bezceremonialnie chwycony pod ramiona i wyniesiony z karczmy. Przyjaciele jego
widzac to, ze zgryzoty przypieprzyli kazdemu, kto sie znalazl w zasiegu ich
kulakow. Przypieprzeni przypieprzyli im w odwecie. W rezultacie w niedlugim 
czasie rozgorzala wsrod widowni zawzieta bojka, ktorej jedyna regula bylo
"kazdy na kazdego". Uspokojono sie jednak po kilkunastu minutach, by popatrzec 
jak sie wiedzie pozostalym. Padali zatem kolejno: Grimm Ivorythrump, Dony 
Shlutz i Sven Svenssohn. Nastepnie brat Grimma Shatek i Hagg Belshwitzk. Kto
oraz w jakiej kolejnosci potem nie zdzierzyl, trudno jednoznacznie orzec, gdyz
naoczni swiadkowie rozne informacje podawali. Znana jest natomiast trojka tych,
co okazali sie najlepsi. Byli to: Doodi Shnapps, Frajdek zwany Stalowym 
Frajdkiem, i stara Olla O'Riordan. Dziwil sie Doodi widzac kobiete wsrod 
wspolzawodnikow, gdyz krasnoludki, choc mialy glowy rownie tegie co 
krasnoludy, do konkursow stawaly niezmiernie rzadko. Nie mial jednak wiele 
czasu by sie czemukolwiek dziwic, gdyz dotoczono kolejne beczki, a jemu wciaz
od nowa napelniano kufel. Bardzo mu zalezalo na wygranej, wiec skoncentrowal 
sie na miarowym wychylaniu naczynia, glosnym stukiem w blat sygnalizujac, ze 
czeka na dolewke. Bardzo mocno mial juz w czubie. Podniecone wrzaski widzow, 
dzwiek piwa lejacego sie strumieniami, stukot kufli o blat... Zapamietanie,
skupienie sie na tych kilku czynnosciach, podniesienie kufla, wlanie piwa w 
gardlo, stuk o blat i znowu podniesienie, wlanie i stuk, podniesienie, wlanie
i stuk, podniesienie, wlanie i stuk... Jakis ryk straszliwy, kogos odciagaja z
lawy zawodnikow, czyjes ramie przy jego ramieniu... Podniesie, wlanie i 
stuk... Podniesienie, wlanie... Ciemnosc...
wylanie na siebie wiadra lodowatej wody przywrocilo mu sily na tyle, by mogl
dowlec sie do "Smoka" i sprawdzic na tablicy imie zwyciezcy. Wszyscy mijani 
znajomkowie, a nawet osoby, ktorych twarzy ni imienia skojarzyc nie mogl 
przystawali by uscisnac mu prawice i wyrazic w krotkich slowach gratulacje. 
W oczach tych osob widzial nieklamane uznanie. Juz wiedzial, znal imie 
zwyciezcy. To co ujrzal na tablicy podzialalo na niego niczym cios palka w 
leb. Na tablicy wielkimi literami widnial napis: "Olla O'Riordan Najwieksza 
Ochlejmorda Mahakamu (od menhira do menhira)". Na wiesc o tym, ze pokonala go
kobieta w dyscyplinie, ktora uwazal za swoja domene, duch w Doodim upadl. 
Gryzl sie swym niepowodzeniem okrutnie. Chodzil smutny, osowialy i milczacy.
Lecz przyjaciele nie zostawili go w tych trudnych chwilach. Nie pozwolili mu
snuc sie samemu po pracy. Czy chcial czy nie chcial, to po dobroci, to znow
przymusem wlekli go do karczmy, gdzie wsrod ogolnej wesolosci, snutych 
opowiesci, gwaltownych bojek i awantur jako tako przyszedl do siebie. 
Karczmarz zas obwiescil, ze jesli rada zezwoli, za rok znowu konkurs urzadzi.
  Nadzieja wowczas zaswitala w pod czaszka Doodiego. Zaczal wznosic do 
przodkow prosby o najmocniejsza glowe jaka Mahakam kiedykolwiek nosil. Prosby
zas wspomagal piwskiem, ktore na ich czesc tego i zarliwie wypijal w ilosciach
prawdziwie zdumiewajacych.
  I tak sie stalo, ze w rok pozniej obok tablicy z imieniem Olli pojawila sie 
nowa czysciutka tablica czekajaca na nowego Ochlejmorde. Do konkursu znow 
stawilo sie wielu. Olli jednak wsrod nich nie bylo. Coz, kobiety...
  Doodi tym razem byl silnie zdeterminowany by nie sprawic zawodu ni sobie, ni
rodzinie, ni przyjaciolom. Dziarsko wypijal kolejne kolejki, smiejac sie, 
tlukac kuflem o blat i wrzeszczac o jeszcze. Przeciwnicy juz zaczynali slabnac
i osuwac sie pod stol, tudziez usilowac spac na blacie, Doodiemu zas nawet 
szumiec w glowie nie zaczelo. Narzucal kolegom takie tempo, ze nikt nie mogl 
mu strzymac. Smial sie, gdy ostatni uczestnicy zostali wyniesieni, smial sie,
gdy dolewano mu kolejne kolejki, smial sie, gdy tlum widzow szalal nie mogac
uwierzyc, ze wciaz nie ma dosc. A gdy karczmarz odmowil mu juz dolewek, on zas
nie czul sie nawet odrobine podchmielony przestal sie smiac. W jego 
przerazliwie trzezwej glowie pojawila sie straszna mysl: zostal wysluchany 
przez przodkow. Wysluchany w sposob, ktorego nie przewidzial. Skad bowiem mogl
wiedziec jaka odpornoscia na alkohol dysponowala najmocniejsza glowa jaka 
Mahakam nosil?
  Przez dlugi czas po konkursie chodzil opromieniony slawa i bardzo byl z tego 
powodu szczesliwy. Okres szczescia nie trwal dlugo. Mimo usilnych prob bowiem,
nie mogl nie tylko sie upic, ale nawet leciutko podchmielic. Alkohol zupelnie
przestal na niego dzialac. Powoli Doodi zaczal pograzac sie w bezdennej 
otchlani rozpaczy. Mimo usilnych prob nie zdolali go pocieszyc przyjaciele
ni rodzina. Z tego zmartwienia zbladl, schudl, a broda zaczela mu wypadac.
  Pewnej bezsennej nocy tepo patrzac w swiezo oprozniona beczulke powzial 
decyzje. Wyjal z matczynych zaren kamien, z piwniczki zas mocna line i poszedl
nad jeziorko. Ostatni raz tesknym wzrokiem objal gorski masyw. Przywiazal 
jeden koniec liny do kamienia, drugi zas do wlasnej nogi po czym wzial rozbieg
i skoczyl w jezioro.
  Od tego czasu w ksiezycowe noce jesli podrozny zatrzyma sie chwile przy 
jeziorku, moze katem oka ujrzec zjawe tesknie wyciagajaca rece do jego buklaka
lub beczulki, nawet po smierci cierpiaca straszliwe meczarnie trzezwosci i 
rozpaczliwie steskniona kropli alkoholu.
  Moral opowiesci jest chyba oczywisty: Uwazaj o co prosisz przodkow. Moze sie
zdarzyc, ze cie wysluchaja.


              Opowiesc, com ja od starszych wysluchala dedykuje mojemu 
drogiemu opiekunowi, Ragmonowi Krouthowi.

                                                      Astrid Skaggs


> przeczytaj strone 3

Zatytulowano: O doborze bizuterii - dla panow!

    __##
  =#|| )                                                     
    ||=*                                                     
    || oradnik dla Panow,                                    
    **    czyli odpowiedni dobor bizuterii do charakteru     
                                                             
                                                             
Witam w  pierwszej czesci  poradnika, skierowanego  do Panow,
ktorzy lubia  nosic choc troche  blyskotek. Zawiera  on kilka
propozycji  dla roznych  typow  charakterow (wiadomo, ze  nie
kazdy lubi to samo), jak i do ubioru.                        
                 ~ Zycze milego czytania! ~                  
                                                             
   -= x =- -= x =- -= x =- -= x =- -= x =- -= x =- -= x =-   
                                                             
   Propozycja numer I:                                       
                                                             
    __##                                                     
  =#|| )                                                     
    ||=*                                                     
    ||  ropozycja ta jest skierowana do zadnych krwi wojowni-
    **  kow, ktorym  nie obca jest walka, a i takze  dostrzec
 piekno bizuterii  potrafia. Zakladajac  naszyjnik z wilczych
 klow na szyje, umieszczajac  w uchu kosciany  kolczyk, a na 
 dlon dzierzaca ogromy topor badz maczuge nakladajac kosciana
 bransolete przyprawisz przeciwnikow  o drzenie nog, a i sza-
 cunkiem beda darzyc.                                        
   Proponowana bizuteria:                                    
      + naszyjnik z wilczych klow,                           
      + misternie rzezbiona, kosciana bransoleta,            
      + grawerowany kosciany kolczyk.                        
                                                             
                -+-      ~=-+ O +-=~      -+-                
                                                             
   Propozycja numer II:                                      
                                                             
    __##                                                     
  =#|| )                                                     
    ||=>                                                     
    || ) izuteria,  ktora  ponizej  przedstawie,  odpowiednia
    ***  jest dla mezczyzn, ktorych  pochodzenie szlacheckie,
 lecz sakiewka z roznych powodow pustka swieci. Pozlacane ko-
 raliki  szyje wydluza, z daleka mieniac sie  niczym szczerze
 zloto, a miedziane ozdoby w blasku swiec sypialnych w oczach
 zakochanej  damy nie beda wiele roznic sie  od ozdob jej ob-
 rzydliwie bogatego ojca.                    

   Proponowana bizuteria:                                    
      + sznur pozlacanych koralikow,                         
      + maly miedziany kolczyk.                              
                                                             
                -+-      ~=-+ O +-=~      -+-                
                                                             
   Propozycja numer III:                                     
                                                             
    __##                                                     
  =#||                                                       
    ||                                                       
  . || ezeli ktorykolwiek mezczyzna czytajacy Periodicusa lu-
   **  bi  ekstrawagancje,  oryginalnosc  i  szokowanie  plci
 przeciwnej, zrozumie, ze  prawdziwe piekno kryje sie w egzo-
 tycznej bizuterii. Nawet zamyslona  podrozniczka spostrzega-
 jac mezczyzne noszacego na szyi wyszukany, piekny egzotyczny
 naszyjnik  nie bedzie  potrafila odwrocic wzroku od  obiektu
 swoich przyszlych rozmyslan. Widzac doskonale odzianego, go-
 dnego westchnien mieszczanina czy chocby samotnika, postuku-
 jacego blyszczaca  bransoleta zadna dama  nie oprze sie jego
 urokowi i zapewniam, efekt bedzie zaskakujacy.              
   Proponowana bizuteria:                                    
      + barwny egzotyczny naszyjnik,                         
      + delikatna postukujaca bransoleta,                    
      + barwna egzotyczna bransoleta,                        
      + barwny egzotyczny kolczyk,                           
      + zdobiony barwny kolczyk.                             
                                                             
                -+-      ~=-+ O +-=~      -+-                
                                                             
   Propozycja numer IV:                                      
                                                             
    __##                                                     
  =#|| )                                                     
    ||=*                                                     
    ||  ropozycja, ktora przedstawie w tym punkcie, kierowana
    **  jest glownie do krasnoludow  z odleglych jaskin i gor
 lubujacych sie w ubieraniu blyszczacej zbroi i prezentowaniu
 swojej godnej uwagi plci  przeciwnej muskulatury. Dodajac do
 kolczugi badz napiersnika bursztynowy wisior lub gruby, zlo-
 ty lancuch dodasz sobie choc troche ekstrawagancji i na pew-
 no dama serca dowie sie o wielkich bogactwach, zgromadzonych
 przez lata w jaskiniach. Takze para bransolet blyszczacych w
 promieniach slonca badz blasku  zapalonych pochodni wygladac
 bedzie pieknie i godnie. Proponowalbym  tez kilka kolczykow,
 zlotych i mithrylowych, w  uszach, nosie, wargach i brwiach,
 co na pewno okaze  Twoje  zamilowanie do monet  i okazywanej
 wyzszosci.                                                  
   Proponowana bizuteria:                                    
      + bursztynowy ognistozloty wisior,                     
      + zloty masywny lancuch,                               
      + owalny mithrylowy kolczyk,                           
      + zloty kolczyk z szafirem,                            
      + zloty maly kolczyk,                                  
      + ciezka pozlacana bransoleta,                         
      + waska pozlacana bransoleta,                          
      + spiralna zlocista para bransolet.                    
                                                             
                -+-      ~=-+ O +-=~      -+-      


   Propozycja numer V:                                       
                                                             
    ====##                                                   
      //                                                     
     //                                                      
    //    amilowania do przyrody  coraz wiecej na swiecie sie
    ***** pojawia, stad  tez kolejna moja  propozycja. Motywy
 roslinne w bizuterii sa nie  od dzis, wiec i dla tejze grupy
 znajdzie sie cos  odpowiedniego. Wystarczy zalozyc delikatny
 medalionik w ksztalcie  liscia debu badz  odwazniejsze kora-
 liki wytworzone z malych  listkow, a od razu wiadomo bedzie,
 ze cud, piekno  i  troska  o przyrode nie jest  Ci  obca. Na
 pewno piekne elfki zwroca uwage na tenze akcent i ogonic sie
 od nich  nie bedzie mozna. Dla dodania sobie  malego akcentu
 ekstrawagancji, polecam  umieszenie perlowego kolczyka w no-
 sie.                                                        
   Proponowana bizuteria:                                    
      + drewniany medalionik w ksztalcie listka,

      + sznur koralikow w ksztalcie listkow,                 
      + maly perlowy kolczyk.                
 
                  -+-      ~=-+ O +-=~      -+-                
                                                             
   Propozycja numer VI:                                      
                                                             
    __   __##                                                
  =#||\  ||                                                  
    || \ ||                                                  
    ||  \|| iespotykanie niski wzrost  to nie powod do smutku
    **   ** i wstydu, lecz do dumy! Wszak kazdy wie, ze gnomy
 maja niebagatelne umsly, kazdy zna ich wynalazki, kazdy wie,
 ze maja  wielkie i  otwarte  serce. Jestem pewien, ze  i  na
 pieknie sie znaja, dlatego chcialbym polecic bizuterie, kto-
 ra dodatkowo podkresli  wyjatkowosc tej  rasy. Bransoletka z
 czerwonych  paciorkow  i  rubinowy kolczyk w uchu  doskonale
 beda do  siebie pasowac, a  i  uwydatniac beda kolor  oczu i
 na pewno sprawi, ze  bedziecie lepiej widoczni  wsrod tlumu,
 dzieki  czemu unikniecie  niepotrzebnych popchniec i  trato-
 wan.               
   Proponowana bizuteria:                                    
      + rubinowy kolczyk,                                    
      + bransoletka z czerwonych koralikow.                  
                                                             
                -+-      ~=-+ O +-=~      -+-                
                                                             
   Propozycja numer VII:                                     
                                                             
    __##                                                     
  =#||                                                       
    ||                                                       
  . || estem pewien, ze  niejeden czytelnik  Periodicusa lubi
   **  obnosic sie  ze swoim niebotycznym dobytkiem i  bogac-
 twem, zapewne ciezko zbieranym w trudzie i znoju przez wiele
 lat. Przedstawiam bizuterie, ktora  wykonana jest z najdroz-
 szych  metali i  kamieni  szlachetnych. Doskonale widoczne z
 oddali diamentowe kolczyki w  uszach idealnie pasuja do zlo-
 tego naszyjnika, zas  mithrylowy pierscien z diamentami kom-
 ponowal sie bedzie cudownie wraz  z mithrylowa broszka przy-
 pieta do wytwornego ubrania.  Wszystko tworzyc bedzie niczym
 niezachwiana  rownowage  i  nie pozwoli  odwrocic od  siebie
 wzroku zazdrosnym mieszczanom.                              
   Proponowana bizuteria:                                    
      + diamentowy kolczyk,                                  
      + mithrylowy fantazyjny pierscien z diamentem,         
      + zloty lekki naszyjnik,                               
      + mala mithrylowa broszka.                             
                                                             
                -+-      ~=-+ O +-=~      -+-                
                                                             
   Propozycja numer VIII:                                    
                                                             
    __##                                                     
  =#|| )                                                     
    ||=*                                                     
    ||  ropozycja ta kierowana jest do osob, ktore lubuja sie
    **  w srebrze i kochaja  okazywac swoje upodobania. Dora-
 dzalbym  jednak, zeby  nie przesadzac z iloscia  bizuterii i
 starannie komponowac kolejne, delikatne elementy stroju. Za-
 kladajac na szyje lancuszek, do  ubrania dodajac srebrny pa-
 sek i srebrna  broszke oraz zakladajac na palec  pierscien z
 diamentem, na pewno  uda  nam sie zachowac zdrowy  rozsadek.
 Wszystko podkreslic  mozna  egzotycznym  kolczykiem, dodaja-
 cym do naszego ubioru odrobine odmiennosci.                 
   Proponowana bizuteria:                                    
      + srebrny cieniutki lancuszek,                         
      + delikatny srebrny pasek,                             
      + mala srebrna broszka,                                
      + srebrny migotliwy pierscien z diamentem,             
      + barwny egzotyczny kolczyk.                           
                                                             
                                                             
                -+-      ~=-+ O +-=~      -+-                
                                                             
   Propozycja numer IX:                                      
                                                             
    __   __##                                                
  =#||\  ||                                                  
    || \ ||                                                  
    ||  \|| iestety, artykul dobiega  konca i to juz jest os-
    **   ** tatnia moja propozycja. Jesli jestes tropicielem,
 dobrze  wiesz,  jak  wazny jest odpowiedni  stroj, zeby  nie
 zdradzic swojej obecnosci. Nie polecam postukujacych branso-
 letek badz  szeleszczacych lancuszkow  na szyje, ktore  moga
 zahaczyc  sie o  pierwsza lepsza  galaz. Proponuje  umiescic
 spora ilosc srebrnych  kolczykow w uchu, chociazby i okragla
 liczbe dziesieciu, doda ta  ozdoba charakteru i oryginalnos-
 ci, ktora  przeciez  jest tak  wazna w dzisiejszym  swiecie.
 Na  nadgarstek  zalozyc  mozna  tania, skorzana  bransolete,
 ktora  pasowac bedzie do  charakteru tropiciela, a  za razem
 gdy sie  zniszczy,  latwo  kupic  nastepna, nie  zalujac, ze
 stracilo sie cos naprawde cennego.                          
   Proponowana bizuteria:                                    
      + szeroka skorzana bransoleta,                         
      + okragly posrebrzany kolczyk,                         
      + posrebrzany kulisty kolczyk.                         
                                                             
   -= x =- -= x =- -= x =- -= x =- -= x =- -= x =- -= x =-   
                                                             
   Wszystkie   powysze  bizuterie  zamowic   mozna   u  mnie,
 Farandara, Kupca Novigradzkiego  jak i  u Quarmiela, Radnego
 Cechu Kupcow Novigradzkich  czy Kiary, Kupca Novigradzkiego.
 Wszyscy gwarantujemy jednakowe i niskie  ceny oraz zadowole-
 nie z naszych uslug.                                        
                                                             
   Tak oto dobiegl konca poradnik dla panow, zapraszam do ko-
 lejnej czesci, tym razem dla Pan.                           
                                                             
             Poradnik spisal:                                
                       Farandar Scalia z Blaviken,           
                                    Kupiec Novigradzki,      
                                                   polelf