Periodicus numer 18

Wywiad z Falikiem, Chronometr, Dni nalesnika

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
          Problemy zwiazane z wydaniem poprzedniego numeru Periodicusa
             okazaly sie tak duze, ze obily sie echem az o komnaty
           Niesmiertelnych. Redakcja Periodicusa otrzymala oficjalny
         zakaz rozsylania numerow dluzszych niz piecset wersow (juz po
           zlozeniu wszystkich artykulow - ten numer zostal rozeslany
           w dwoch czesciach). Udajac sie na urlop, Redakcje opuscil
         Mistrz Krough. Jednoczesnie pojawila sie mozliwosci stworzenia
       siedziby Periodicusa - na ktora i tak trzeba bedzie jeszcze dlugo
           poczekac - i zmienienia calkowicie jego wygladu. W zwiazku
           z tym Redakcja zdecydowala zawiesic dzialalnosc gazety do
                czasu powstania drukarni lub rozwiazania bledow
                        powstajacych podczas wysylania.
                                        
                                                 note ku pamieci zlozyl
                                       Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Czempionem Falikiem.........................strona 1
     * Chronometr uzytkowy..................................strona 2
     * Relacja z Dnia Nalesnika.............................strona 3
     * Nie taki karczmarz straszny. . ......................strona 4
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o


Zatytulowano: Wywiad z Czempionem Falikiem  

           _       _  _     _  _       _  _______   _____   _____  
          (_)  _  (_)(_)   (_)(_)  _  (_)(_______) (_____) (_____) 
          (_) (_) (_) (_)_(_) (_) (_) (_)   (_)   (_)___(_)(_)  (_)
          (_) (_) (_)   (_)   (_) (_) (_)   (_)   (_______)(_)  (_)
          (_)_(_)_(_)   (_)   (_)_(_)_(_) __(_)__ (_)   (_)(_)__(_)
           (__) (__)    (_)    (__) (__) (_______)(_)   (_)(_____) 

                    z Falikiem, Czempionem Szkoly Walki Domu von Raugen
                        
                        
              Nie pomogly  kilogramy wysylanej  poczty.  Na
              nic zdalo sie ukrywanie po traktach Imperium,
              podchody  w mrocznych  alejkach Nuln  czy tez
              uganianie  sie  po korytarzach szkoly. Niczym
              zjawa najodwazniejsza, a zarazem  najbardziej
              niesmiala persona  Nuln wymykala  sie  z  rak
              redaktora z notatnikiem, jakby byl on Demonem
              Chaosu.
              
              Ostatecznie jednak efektem tygodniowej zabawy
              w  berka  jest  ten  oto wywiad  z  Falikiem,
              najwieksza slawa Areny Gladiatorskiej!
              
              Redakcja: Skoro juz udalo nam sie doprowadzic
              do rozmowy,  moze  przyblizy  Czempion  swoja
              osobe?
              Falik: Najwazniejsze  cechy odziedziczylem po
              ojcu - byl on gwardzista w sluzbie elektorki.
              Razem  z  ojcem mojej matki  zginal w obronie
              miasta z rak  skavenow.  Wtedy postanowilismy
              przeprowadzic sie  do  Novigradu,  rodzinnego
              miasta  mojej  matki.  Za  mlodu  byl ze mnie
              niemaly  rozrabiaka.   Wprawdzie  studiowalem
              w  Oxenfurcie, nie jednak  nie udalo  mi  sie
              ukonczyc  pierwszego  semestru.  Wtedy  matka
              postanowila mnie ustatkowac. Rozumie Redaktor
              co mam na mysli?
              
              Redakcja: Rozumie,  rozumie.  Z  kim wiec sie
              Czempion ustatkowal?
              Falik: Po  zobaczeniu  z  kim dorwalem w nocy
              szybkiego konia  i  odtad staram  sie  unikac
              matki. Jak  dotychczas,  skutecznie.  Pozniej
              roznie bywalo  -  trzeba bylo  zaczac  samemu
              zarabiac na chleb. W taki sposob zawedrowalem
              do Imperium,  gdzie poznalem opowiesci o moim
              ojcu. Poniewaz brakowalo  mi  i wiary Rycerza
              Sigmara, i dyscypliny najmnika,  postanowilem
              wstapic do Szkoly.

              Redakcja: Jak  wygladal  ten pierwszy  okres?
              Kiedy to ktos inny byl Czempionem?
              Falik: Pozytywnie  rozpatrzono dopiero drugie
              moje   podanie.   Poniewaz   wowczas   staran
              praktycznie nie bylo, szybko dostalem odznake
              gladiatorska.  Poznalem kilku uczniow,  razem
              stworzylismy  dosc zgrana grupe.  Nie  mialem
              wiekszych problemow zyjac w Szkole.

              Redakcja: Jak obecnie wyglada rekrutacja?
              Falik: Zlozone  podanie musi  byc  pozytywnie
              rozpatrzone.  Kandydatem  moze  zostac kazdy,
              poza wyznawcami  Chaosu.  Dla  tych,   ktorzy
              przebrna pierwszy etap staran, mamy specjalne
              testy  sprawdzajace sile,  wytrzymalosc  oraz
              zrecznosc. No i tajemniczy egzamin dodatkowy,
              jesli ktos obleje. Ale to sekret Szkoly, wiec
              prosze nie pytac.

              Redakcja: Komu oficjalnie podlega Szkola?
              Falik: Oficjalnie  wlascicielem  Szkoly  jest
              Hans Jurgen von Raugen,   trzeci  syn  Barona
              Ottona von Raugen  i  Estery  z  Bregll.  Zas
              patronka   jest  nasza   Elektorka,   Hrabina
              Emanuell von Leibowitz.
              
              Redakcja: Jak  ocenia  Czempion  swoje obecne
              czempionowanie?
              Falik: Najwiekszym  problemem,  za  jakim sie
              spotykam,  to ciagle angazowanie nas w wojny,
              ktore tak  naprawde  niewiele  nas  obchodza.
              Niestety,  nie wszyscy sa w stanie  to pojac.
              Ciezko  walczyc   w   pojedynke  z  szescioma
              przeciwnikami. Co zaskakujace, cale zdarzenie
              bylo  obserwowane  przez   dwoch  zakonnikow.
              Nawet nie mrugneli okiem.
              
              Redakcja: W takim  razie przejdzmy  do  mniej
              oficjalnej czesci.  Plotki glosza, ze posiada
              Czempion niesamowity talent malarski.
              Falik: Malarski?  To  niemozliwe,  nigdy  nie
              malowalem. Uczniowie  musieli  za  duzo bajek
              naopowiadac.

              Redakcja: Jak radzi sobie Czempion z licznymi
              wielbicielkami? Nie ukrywajmy, ze sa ich cale
              tlumy.
              Falik: Przez   ostatnie   zamieszanie   wokol
              Szkoly troche jakby ich ubylo, nie odwiedzaja
              nas tak czesto, jak w zwykly dzien.
              
              Redakcja: A w zwykly  dzien  jak  to wyglada?
              Ponoc ma  Czempion dosc  spora...  bulawe  do
              obrony przed nimi?
              Falik: Na  codzien zdarzaja  sie  odwiedziny,
              nawet dosc czeste. Niestety, w wiekszosci nie
              sa one warte uwagi.
              
              Redakcja: Czempion  wiec nieustatkowany,  dla
              czytelniczek   Periodicusa  wciaz   pozostaje
              nadzieja.  Tymczasem spytam o kotke - jak sie
              wabi?
              Falik: Moze to dziwne,  ale nie nadalismy jej
              imienia. Dotad nie udalo sie ustalic zadnego,
              ktore by pasowalo calej Szkole.
              
              Redakcja: Kto ja tu sprowadzil?  Rasowa,  czy
              moze wyciagnieta z rynsztoka?
              Falik: Przyprowadzil  ja  wlasciciel  szkoly,
              gdy  dowiedzial  sie,  ze  czesc  gladiatorow
              zamiast walczyc  na  arenie,  ugania  sie  za
              szczurami.  Uznal,  ze to nie przystoi,  wiec
              kazal zostawic walke z gryzoniami kotce.
              
              Redakcja: W Mahakamie mowi sie, ze kotka jest
              poteznym   czarownikiem   przemienionym   dla
              niepoznaki.
              Falik: Plotki.
              
              Redakcja: Zyciowa dewiza?
              Falik: Jesli walczyc, to aby wygrywac.
              
              Redakcja: Ulubiony jadlo i napitek?
              Falik: Dobijacz.  A  z  jedzenia, to chleb ze
              skwarkami. Palce lizac.

              Redakcja: A kotki?
              Falik: Szaleje za rybami.
              
              Redakcja: Bede pamietal przy nastepnej
              wizycie. Dziekuje za spotkanie!
> 
> 
Zatytulowano: Chronometr uzytkowy           

          C H R O N O M E T R
                  
                U Z Y T K O W Y

                       zwany tez
                         
                             C Z A S O M I E R Z E M



      Pewnego  razu  grupa  wojakow,  w bojach zaprawionych,
   na  odwiecznego  swego  wroga zasadzke urzadzila. Miejsce
   wybrali  doskonale,  wyposazyli sie adekwatnie, plan ich,
   w   kazdym   detalu   dopracowany,  zawiesc   nie   mogl.
   Podzielili    sie   na   grupy,   kazda   miala   zadanie
   przydzielone  tak,  by  wszelkie  mozliwe  drogi ucieczki
   przewidziec,    odciac,    a    przeciwnikowi   nie   dac
   najmniejszej szansy na wymkniecie sie...

      ...  niestety,  nie  mieli  ze  soba chronometru, wiec
   nieskoordynowany  atak  nastapil  przedwczesnie,  a  wrog
   drwiac   z   nich   umknal   korzystajac   z   powstalego
   zamieszania.




      Innym  zas  razem  kupiec  przebiegly tak sie ze swymi
   podwladnymi   ulozyl,   ze   ci  przybyc  na  spotkanie w
   interesach  mieli  w  momencie  odpowiednim  z  wiesciami
   nowymi,  ktore  to  transakcje na tory wlasciwe skieruja,
   a  bogactwa  kupcowi  rzeczonemu  przysporza. Kiedy juz w
   trakcie  negocjacji  wspolnicy  sie  nie pojawili, kupiec
   poniewczasie przypomnial sobie...

      ...   ze  ludzie  jego  chronometru  nie  mieli,  wiec
   nijak   wlasciwej  godziny  na  dzialanie  wyznaczyc  nie
   mogli.




      W   spokojnym   smajalu   halflinski   mistrz   kuchni
   warzyl  szczegolna  potrawe  na  szczegolna  okazje, jaka
   mialy  byc  urodziny  jednego  z  Wielkich Niesytych. Cud
   kulinarny   mial   uswietnic   obchody,   a   wobec   tak
   wybrednych  podniebien  nie  moglo  byc  mowy o bledzie w
   sztuce.  Nagle  jednak  znad  naczyn na piecu uniosly sie
   kleby dymu, i zaplakal kucharz, myslac...

      ...  gdybym  mial  chronometr,  wiedzialbym dokladnie,
   kiedy z ognia danie zdjac.




      Mowili,   ze  mlodzieniec  jeden  umowil  sie  ze  swa
   ukochana,   by   wymknac  sie  razem  pewnej  nocy  celem
   spraw,  o  ktorych  niezrecznie  tu  pisac.  Od wielu dni
   czekal  na  ten  moment.  Kiedy zas nadszedl czas zapukal
   cichutko w okienko swej wybranki...

      ...   gdybyz,   ach   gdybyz  dysponowal  chronometrem
   zrobilby  to  o  wlasciwym  czasie i trafil na dame swego
   serca, a nie jej rozwscieczonego ojca.



                             _____
                          _.'_____`._
                        .'.-'  12 `-.`.
                       /,' 11      1 `.\
                      // 10      /   2 \\
                     ;;         /       ::
                     || 9  ----O      3 ||
                     ::                 ;;
                      \\ 8           4 //
                       \`. 7       5 ,'/
                        '.`-.__6__.-'.'
                          '-._____.-'




      Oto  i  on,  niepozorny  przedmiot, ktory uczynic moze
   zycie    kazdego    z    nas    o    tylez   latwiejszym,
   bezpieczniejszym,    zdrowszym,    mniej    stresujacym i
   efektywniejszym.  Tak  jak  zdarzylo by sie ze wszystkimi
   opisanymi wyzej osobami... gdyby tylko go posiadali.

      Wystepuja  w  rozmaitych  odmianach,  wielkie  i male, 
   zdobione   i   czysto   uzytkowe,  dzwoniace,  tykajace i
   wyciszane.   Najpopularniejszy   jest  jednak  podstawowy
   model  rozpowszechniany  przez  SGW, o kodzie technicznym
   TS734J.  Niewielkie  rozmiary,  czarno-zlote wykonczenia,
   mechanizm  najwyzszej  jakosci.  Klasyczny  i  bedacy juz
   standardem    schemat    okreslania    godziny    poprzez
   konwencje  dwuwskaznikowa  i  numeracje dwunastogodzinna,
   z    polnoca/poludniem   w   szczytowej   czesci   tarczy
   odczytu. Prostota i elegancja dla kazdego.




      Pamietajcie!   Tylko   chronometry   wytwarzane  przed
   dyplomowanych     Inzynierow    Stowarzyszenia    Gnomich
   Wynalazcow    daja   gwarancje   odchylenia   czasu   nie
   wiekszego  niz  jedna  gnomominuta  na przestrzeni calego
   roku!  Po  uplywie  owego  czasu  kazdy Inzynier  chetnie
   dokona    bezplatnej    regulacji,   ktora   zagwarantuje
   dokladny pomiar czasu przez kolejny rok.

   

      spisal dla powszechnej korzysci
      IXMSGW Inz. Luctus Void
> 
Zatytulowano: Relacja z Dnia Nalesnika      

  Byl  piekny  sloneczny  dzien  kiedy  wyruszalam  o swicie spod Gory
  Carbon   w  strone  Daevon.  Uroczystosci  z  okazji  obchodow  Dnia
  Nalesnika  rozpoczac  sie  mialy  dopiero  w  poludnie,  mialam wiec
  przed  soba  kilka  godzin  drogi.  Z  torba  zarzucona  na  ramie i
  pustym  plecakiem  na  plecach,  krok  za  krokiem,  mila  za  mila,
  stopniowo   zblizalam  sie  do  miejsca  do  ktorego  juz  od  kilku
  tygodni     zapraszaly    kolorowe    plakaty    porozwieszane    na
  ogloszeniowych tablicach.

  Moj  chronometr  pokazywal  dziesiata,  kiedy statek kolyszac sie na
  morskich  wodach  spokojnie  wplywal  do portu. Podczas calej swojej
  podrozy  liczylam  na  to,  ze  spotkam kogos kto rowniez wybieralby
  sie  do  Krainy  Zgromadzenia  i  dotrzymalby mi towarzystwa, prozne
  jednak  byly  moje  nadzieje, bo tego dnia wyjatkowo malo podroznych
  na  swej  drodze  spotkalam.  Dziwne  - myslalam - w koncu nieczesto
  zdarza  sie  sprobowac  tego slawnego jadla halflingow i bawic w ich
  towarzystwie.  Przez  chwile  obawialam  sie  nawet,  ze  frekwencja
  gosci  nie  bedzie  satysfakcjonujaca,  jednak wszystkie watpliwosci
  i  domysly  okazaly  sie niepotrzebne kiedy to wkroczylam na wzgorze
  Cookhill.

  Przywitalo   mnie   trzech   halflingow,  ktorymi  okazali  sie  byc
  gospodarze:    Vookash   Gluepar,   Tibolt   Openheim   i   Bradrick
  Proudfoot.  -  Witamy  pierwszego  goscia  -  uslyszalam,  a  chwile
  pozniej   poczestowano  mnie  slodkim  paczkiem.  Zaraz  za  mna  na
  wzgorze  przybylo  kilka  kolejnych  osob.  Od  poludnia dzielil nas
  jednak  kwadrans,  a  zeby  wszystko odbylo sie zgodnie z planem (bo
  kto  to  widzial  zeby  rozpoczynac  biesiade  za  wczesnie) wszyscy
  grzecznie  czekali  az  slonce  znajdzie sie w zenicie. Towarzyszylo
  temu  niecierpliwe  przechadzanie  sie  z miejsca w miejsce, nerwowe
  szturchanie  i  ciagle  zadzieranie  glowy w gore, aby sprawdzic czy
  to  aby  juz  nie  poludnie.  W tak zwanym miedzyczasie dolaczylo do
  nas  kilka  nowo  przybylych  osob  i  w  takim  oto  gronie wszyscy
  niecierpliwie   wyczekiwali   kiedy   pan  Vookash  oglosi  poczatek
  uroczystosci.  Do  tej  pory  nie  wiem czy to ten wyglodnialy wzrok
  czesci  z  przybylych,  czy  moze  faktyczna pora poludnia sprawily,
  ze  halfling  potrzasnal  wreszcie  malym dzwoneczkiem obwieszczajac
  tym samym to, na co wszyscy tak czekali.

  -   Witam   wszystkich   serdecznie   na   swiecie  nalesnika  ktore
  moglismy   zorganizowac   gdyz   matka   nasza  Esmeralda  niezwykly
  urodzaj  marchwi  nam  zgotowala!  - jeszcze dobrze nie wypowiedzial
  ostatnich  slow  kiedy  mlode  halflingi  usunely  plotki  i wniosly
  jadlo  na  puste  wczesniej stoly. Coz to byl za widok, slow brakuje
  do  opisania...  kasza,  pulpety,  fasolka,  gulasz  z  ziemniakami,
  pieczen  wieprzowa,  pieczone  golabki,  steki,  prosiak  pieczony w
  ziolach,   befsztyk,  zrazy  cielece,  pieknie  wypieczone  rogaliki
  nadziewane   czekolada,   ciasteczka  w  najrozniejszych  ksztaltach
  ("ja   poprosze   to   w  ksztalcie  smoka!")  i  z  najrozniejszymi
  bakaliami,   paczki   -  lukrowane,  nadziewane  czekolada,  rozami,
  toffi,  czym  sie  tylko  dalo,  torty,  a  przede wszystkim ogromne
  stosy  nalesnikow.  Nawet  najbardziej wybredna osoba znalazlaby tam
  cos  dla  siebie  -  slodka  gruszka, mlode poziomki, puszysty krem,
  soczyste  morele,  malinowa  marmolada,  kandyzowane  jablka,  lesne
  borowki,  czekolada,  wisnie,  a  to  wszystko  zawiniete  w miekkie
  ciasto   i   polane  smietana.  Zaczelam  w  tym  momencie  rozumiec
  dlaczego   nie   bylo  wsrod  nas  elfek  (dopiero  jedna  dolaczyla
  pozniej)  -  po  takim posilku nawet najszczuplejsza mialaby powazne
  klopoty z powrotem do swojej dawnej wagi.

  Oprocz  jadla  zadbano  rowniez  o  swiateczny  wystroj. Nad stolami
  rozwieszone  zostaly  kolorowe  lancuchy  oraz  latarnie, ktore milo
  poblyskiwaly  w  swietle  dnia.  Na  stolach  zas  miedzy rozmaitymi
  daniami  postawiono  wazony  z  bukietami  swiezych polnych kwiatow.
  Atmosfera  byla  iscie  swiateczna  i udzielila sie chyba wszystkim.
  Zewszad  slychac  bylo  smiech i rozmowy starych i nowych znajomych,
  a  z  roznych  stron  co chwile dobiegalo to jakze charakterystyczne
  pozdrowienie   "Obys   nigdy  nie  byl  glodny!"  Po  chwili,  kiedy
  towarzystwo   zasmakowalo   kilku   wybornych  drinkow  w  powietrzu
  zaczely  latac...  torty.  Popularnoscia  cieszyly sie tez pojedynki
  na marchewki.

  Sposrod  calej  tej  zabawy  i  wesolego  zamieszania  udalo  mi sie
  wylowic pana Perhela i zapytac o kilka rzeczy dotyczacych swieta:

  "Swieto  Nalesnika  to  najwazniejsze  halflinskie  swieto. Trudno w
  tym  czasie  namowic  nas  do  robienia  innych  rzeczy  niz zabawa,
  jedzenie  i  swietowanie.  Swieto  odbywa  sie  zazwyczaj  z  okazji
  Letniego   Przesilenia,   urodzin,   wesel   lub   ostatniego   dnia
  wyjatkowo  udanych  zniw.  Zawsze  rozpoczyna sie w samo poludnie, a
  konczy  o  swicie  dnia  nastepnego.  Swietujemy  zazwyczaj  wlasnie
  tutaj,   na   wzgorzu   Cookhill,   gdzie  na  ta  specjalna  okazje
  otwierane jest Pole Zabaw.
  
  Powodem   tego   Swieta  jest  wyjatkowa  obfitosc  marchewek  ktora
  raczyla   obdarzyc  nas  Esmeralda  w  tym  roku.  Cieszymy  sie  ze
  wzgorze   odwiedzilo   tylu   znamienitych   gosci,  przedstawicieli
  roznych   ras,   stowarzyszen   i   organizacji,  ktorych  ciekawosc
  przyciagnela  nawet  z Mahakamu, czy Gor Sinych. Jednak frekwencja w
  stosunku   do   poprzednich   swiat   jest   wyjatkowo   niska,  nie
  przeszkadza   nam   to   jednak   jak   widac   w  dobrej  zabawie i
  swietowaniu."

  Wielkim   zainteresowaniem   cieszyly  sie  trunki:  Sniegi  Karaz a
  Karak,  Mizerykordia,  czy  Mlot  Sigmara.  Do tego wspomniane wyzej
  nalesniki,  oraz  nieskonczone  ilosci  ciastek,  paczkow, babeczek,
  rurek z kremem i torcikow.

  Pan  Vookash,  bard  Zgromadzenia,  uraczyl  nas  kilkoma wierszami,
  glownie  o  tematyce  dotyczacej halflinskiej spolecznosci, jedzenia
  i  zabawy,  oraz  na  specjalne zyczenie jednego z gosci, o elfkach.
  Przy  ogromnym  ognisku  bardziej  zmeczeni  raczyli  sie rozmowa, a
  ci,  ktorzy  mieli  jeszcze  energie  wykorzystali  ja na gonitwe po
  wzgorzu  i  szukaniu  ukrytych  przez  pana  Vookasha  karmelkow, za
  ktore szczesliwy znalazca dostal nagrode.

  Jak  wiadomo,  przy  dobrej  zabawie czas szybko mija, a mi niestety
  nie  dane  bylo  pozostac  do konca. Ksiezyc swiecil jasno na niebie
  kiedy  z  zalem  zegnalam sie ze wszystkimi i dziekowalam za wspolne
  biesiadowanie.  Wracajac  z  plecakiem pelnym halflinskich pysznosci
  (zabranymi  dla  Kolegow  ze  Stowarzyszenia)  mialam  nadzieje,  ze
  szybko nadarzy sie kolejna okazja do tak hucznego swietowania.


          Ja tam bylam, miod i mleko z nimi pilam,
              a co widzialam, to opisalam

                                 Rigel de Reyer
> 
Zatytulowano: Nie taki karczmarz straszny. . .

       Nie taki karczmarz straszny,
   czyli gdzie najlepiej zjesc i wypoczac
            


Gdy mroz  przyozdobil w piekne  wzory okno mojego mieszkania,
a chlodny  wicher  co i rusz  stukal  okiennica  postanowilem
wyruszyc - tym razem nie w poszukiwaniu  przygod, lecz w celu
opisania kilku moim zdaniem najlepszych i najpopularniejszych
karczm  w Ishtar.  Otulilem  sie ciasno kabatem  i wyruszylem
przez osniezone przelecze i trakty, aby ocenic  nie tylko je-
dzenie  i trunki,  lecz rowniez  wystroj  oraz klimat,  ktory
przyciaga do danego miejsca podroznych.


   Daevon - Tawerna 'Pod Papugami'

Gdy tylko wszedlem do daevonskiej karczmy, juz  z progu przy-
witaly mnie kleby popielatego dymu, ktore starannie maskowaly
otaczajacy  mnie  wystroj oberzy.  Jednak od  razu  z jednego
z katow  dobiegly mnie glosne  skrzeki  kolorowej papugi oraz
ciche dzwieki mandoliny, ktorej struny wciaz z ogromnym uczu-
ciem szarpal Tsches Nemen. Tawerna 'Pod Papugami' jest miejs-
cem  spotkan tak  marynarzy,  jak  i kupcow,  ktorym  polmrok
pomieszczenia sprzyja doskonale w prowadzeniu  ciemnych inte-
resow  i szachrowaniu  zlotem.  Wydawaloby  sie,  ze  tlumnie
przybyle do karczmy  'wilki morskie', od  ktorych  wciaz  bil
slony  zapach morza  szukaja okazji do  mordobicia, jednak ci
jedynie pragna wypoczac  przy akompaniamencie  szant i ballad
opiewajacych losy majestatycznych statkow i bohaterow. W obe-
rzy  tej  nie ma  moze zbyt  wyszukanego menu, jednak  klimat
i atmosfera, ktora  panuje  tutaj dzieki umiejetnosciom barda
oraz jego papugi sa jedyne w swoim rodzaju.


   Trakt Tridam-Yspadem - Oberza 'Pod Zadumanym Smokiem'

Drewniany budynek oberzy oraz  szyld z napisem 'Pod Zadumanym
Smokiem' przyciaga podroznych  pragnacych tu spedzic tak mile
chwile,  jak  i  tych ktorzy   podazaja traktem z  Yspadem do
Tridam badz Ard Carraigh. W przeciwienstwie do fasady karczmy
wnetrze  zostalo  urzadzone  bardzo  gustownie,   jednak  ono
rowniez nie jest najwieksza zaleta tego miejsca. Aby wykorzy-
stac  calkowicie  mozliwosci oberzy  nalezy  udac sie kretymi
schodami na gore - juz przy ostatnich stopniach smugi cieplej
pary skraplaja sie na twarzy, a oczom ukazuje sie widok smuk-
lej elfki kapiacej sie  w obszarnej  balii wypelnionej goraca
woda. Pomieszczenie z  poczatku razi swym  surowym wystrojem,
jednak ogromna balia, mogaca pomiescic  az cztery osoby, jest
pelna  wody, ktora  zwodzi aromatem  pachnidel.  Dodatkiem do
widoku  przejrzystej  tafli moga byc zroznicowane potrawy po-
czawszy  od jagnieciny,  poprzez wegorze,  a  skonczywszy  na
nietypowo przyrzadzonych rakach.


   Aedirn - Zajazd 'Pod Czarnym Jednorozcem'

Juz z daleka przywital mnie szyld zajazdu 'Pod Czarnym Jedno-
rozcem', ktory  wzial swa nazwe  od obrazu, ktory nadaje temu
miejscu  nietypowa  atmosfere.  Sporych  rozmiarow izba  jest
przyozdobiona  niewielkim  kominkiem, w ktorym  ogniki wesolo
tancza  i pelzaja  tworzac co  i rusz  nowe  ksztalty  cieni.
Dzieki niemu podroznik moze sie  smialo ogrzac, jesli na dwo-
rze panuje tak sroga zima jak podczas  mojej podrozy a mijane
jeziora sa  calkowicie  pokryte lodem.  Gospode ta mija wielu
wedrowcow, tak  wojownikow jak  i kupcow,  wiec czesto mozemy
uslyszec wiesci z dalekiego swiata dotyczace moznowladcow czy
czarodziejow, badz po prostu zaopatrzyc  sie w jeden z nieco-
dziennych przedmiotow, ktory  zachwalaja wedrowni  handlarze.
W  nocy  miast spac  w  jednym z wygodnych  lozek, mozemy sie
udac na taras, aby podziwiac rowniny skapane w blasku ksiezy-
ca  oraz smukle wiezyczki  i baszty  tych  blizej  polozonych
miast.


   Twierdza Mons Arx - Karczma 'Pod Diamentowym Pylem'

Przemierzajac  pokryte bialym  puchem kotliny oraz  wspinajac
sie po osniezonych  gorskich grzbietach  wreszcie dotarlem do
wrot Twierdzy Mons Arx. Juz od progu karczmy 'Pod Diamentowym
Pylem' przywitaly mnie brodate krasnoludzkie  twarze gornikow
skryte za czarna warstwa pylu oraz glosne okrzyki tych graja-
cych w  wista.  Oberza  jest  bardzo obszerna,  wybor  pokoi,
w ktorych mozna wypoczac jest  przeogromny - mozna przebierac
w rozmiarach i ksztaltach. Calosci dopelnia wybor  roznorodn-
ych miodow pitnych, przez lata dojrzewajacych w piwnicach pod
karczma, ktore mozna zamowic na miejscu badz kupic dla znajo-
mych w beczulce.  Pewnym jest,  ze kazdy kto odwazy  zapuscic
sie az  tutaj,  znajdzie  dla siebie  miejsce,  czy to chciwy
kupiec,  ktory wlasnie  przegral caly  swoj dobytek,  czy tez
gnom chcacy w spokoju pomyslec nad swoimi projektami.


   Gnomie Miasto - Gnomia Gospoda

Gnomia Gospoda - miejsce spotkan gnomich  wynalazcow, naukow-
cow, lecz nie tylko.  To wlasnie tutaj,  przy szklaneczce de-
stylatu,  osobnicy  o  nieprzecietnej  inteligencji  dokonuja
przelomowych odkryc, jednak oprocz alkoholu zapracowani kons-
truktorzy i technicy  czesto korzystaja z dobrodziejstw kawy.
Przy  scianie karczmy znajduje sie jeden  z  najbardziej zaa-
wansowanych  gnomich  wynalazkow  -  'Jednoreki Ogr'.  Dzieki
gry na nim podroznicy moga sie zrelaksowac i odprezyc, zapom-
niec  o  codziennych problemach i rozterkach.  W towarzystwie
Jull i Tarka zapewne nie bedzie dane nikomu sie nudzic, wszak
slyna oni z nietypowego gnomiego poczucia  humoru, lecz jesli
jednak  zdecydowalibysmy  sie na  chwile  odpoczynku,  mozemy
udac sie na tyl  gospody, aby ulozyc  sie  wygodnie na sofie.
Tam tez towarzyszyc nam beda tylko wesolo trzaskajacy kominek
oraz nasze wlasne mysli.


   Piana - Barka 'W Brzuchu Krakena'

Ogromna  barka  budzi groze swoja  nazwa 'W Brzuchu Krakena',
jednak wystroj i barwy wnetrza pokazaly  mi, ze  nazwa ta do-
skonale pasuje do tej gospody.  Bladorozowy kolor  oraz przy-
pominajace  zebra  pionowe pasy  obrazuja  brzuch  mitycznego
potwora.  Przegladajac  menu  mozemy  natrafic  na roznorodne
owoce morza takie jak malze  czy  krewetki, a do popicia mamy
doskonale mahakamskie piwo. Osoby, ktore stronia  od alkoholu
beda musialy zadowolic sie  ziolowa  herbate  oraz monotonnym
kolysaniem starej barki.  To jest wlasnie jeden  z  czynnikow
wplywajacych na popularnosc tej karczmy - zamiast  na ladzie,
jest jedyna tawerna znajdujaca  sie  na wodach rzeki, obecnie
przybrzezna tafla skuta jest lodem, jednak w lecie nawet naj-
mniejszy  wrzucony  kamyk marszczy  jej  powierzchnie. Oprocz
orginalnego wygladu  do  karczmy podroznych przyciaga rowniez
zapach  smazonych ryb, ktore podawane  sa  prostu  z  polowu,
z sieci zarzuconych na wodach Pontaru.


   Oxenfurt - Herbaciarnia 'Herbaty Swiata'

W nocy wraz ze studentami  oxenfurckiej Akademii  odwiedzilem
wiele hucznych przyjec oraz zabaw, jednak w zadnym  z  miejsc
nie panowala taka atmosfera jak w malej herbaciarni. Wydawalo
mi  sie,  ze cala  waska uliczka przed kamienica przesiaknela
wrecz zapachem malinowej herbaty oraz delikatnym aromatem ka-
wy.  Po przekroczeniu progu wkroczylem do niewielkiego pomie-
szczenia wypelnionego zapachem jablek  i  cynamonu, ktory na-
plywal  od strony pieca, gdzie byla na biezaco pieczona szar-
lotka. Przytulna atmosfere temu miejscu nadaja  obrazy przed-
stawiajace sielankowe  sceny  oraz  dwa  kawiarniane stoliki,
obok ktorych trzeba przejsc,  aby dostac sie  do  schodow. Na
gorze herbaciarni panna Notlip urzadzila niewielki, wlasciwie
wbudowany  w  dach taras, na  ktory  wchodzenia  nie  polecam
w zimie z powodu przerazliwego chlodu, jaki tam panuje.


   Zerrikania - Karczma w Val'kare

Moja nadzieja, ze zimowe slonce bedzie troche mniej srogie na
pustyni okazala sie byc plonna. Piasek wydm tak samo jak zaw-
sze parzyl stopy, a burze  przyprawialy o zawroty glowy, jed-
nakze bylo warto kluczyc  przy pomocy kompasu  -  celem mojej
podrozy byla karczma  w  Val'kare,  miescie  skrytym posrodku
zerrikanskiej pustyni. Miasto to jest pelne wlasnych tradycji
i obyczajow, ktore to wlasnie  przyciagaja podroznych z dale-
kich krain. W strone gospody doprowadzil  mnie  cichy szelest
lisci, gdyz na podworzu zajazdu rosnie jedyne w miescie, pra-
dawne drzewo oraz miarowe odglosy tamburyna,  w  rytm ktorych
tancerka potrafi zauroczyc kazdego kunsztem ruchow swego gib-
kiego ciala. Po  srodku surowego wnetrza  ulozone sa maty, na
ktorych  strudzony  wedrowiec  moze usiasc,  aby pozywic  sie
przed dalsza droga ktoras  z  egzotycznych potraw, badz napic
sie bezcennej wody. Jedzenie nie zawsze wyglada  zachecajaco,
jednak wiekszosc potraw jest naprawde  doskonala, a ich smaku
dopelniaja nieznane w innych zakatkach swiata wyszukane przy-
prawy. Kazdy obiezyswiat powinien  chociaz raz w zyciu usiasc
w tej karczmie, aby delektowac  sie smazonym ogonem skorpiona
oraz cieszyc oczy  widokiem pieknej zerrikanskiej dziewczyny,
ktora wykonuje swoj dziki taniec.

Tutaj tez konczy sie moja wyprawa  -  podczas powrotu traktem
do Gnomiego Miasta  moge dostrzec  pierwsze  kwiaty probujace
sie przebic przez biala pierzyna. Powyzsze zestawienie tawern
ukazuje  te moim zdaniem  najbardziej godne  uwagi karczmy na
terenie  calego Ishtar. Pozostaje  mi tylko zyczyc  szerokiej
drogi podroznym, ktorzy pragna  udac sie w te miejsca,  ktore
polecilem!

                       ***

                                                 Aznar