Periodicus numer 15

Wywiad z Kroughiem, Gnomocyped, Choroby magiczne

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
       To wydanie zostalo zadedykowane Stowarzyszeniu Gnomich Wynalazcow.
      Oczywiscie znajdujda sie w nim takze artykuly czytelnikow, niemniej
      glowny nacisk - od wywiadu az po fachowe artykuly - zostal polozony
                       na przyblizenie istoty pracy SGW.
                                        
                                                  note ku pamieci zlozyl
                                       Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Mistrzem SGW - Kroughiem....................strona 1
     * Mapy Swiata - Gnomie Miasto..........................strona 2
     * Gnomocyped...........................................strona 3
     * Kopalnia tileanska (I)...............................strona 4
     * Magia perfum (II)....................................strona 5
     * Wyniki ankiety.......................................strona 6
     * Choroby magiczne.....................................strona 7
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o



> przeczytaj strone 1
Zatytulowano: Wywiad z Mistrzem SGW - Kroughiem

           __      _______.___.__      __.___   _____  ________   
          /  \    /  \__  |   /  \    /  \   | /  _  \ \______ \  
          \   \/\/   //   |   \   \/\/   /   |/  /_\  \ |    |  \ 
           \        / \____   |\        /|   /    |    \|    `   \
            \__/\  /  / ______| \__/\  / |___\____|__  /_______  /
                 \/   \/             \/              \/        \/ 

                       z Kroughiem, VIII Mistrzem
                          Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow
                         
              Urodzil sie i wychowal w Gnomim Miescie,  pod
              Carbonem.   Mimo  wielu  lat  spedzonych    w
              najwiekszym osrodku gnomiej kultury,  mlodosc
              swoja   spedzil   z   dala   od    srodowiska
              inzynierow. Jak sam mowi,  nalezal  do  grupy
              gnomow,   ktora  nie    byla    zwiazana    z
              rozpowszechnianiem  nauki,   lecz  prowadzila
              niezalezne,   odrebne  zycie,    patrzac    z
              odwzajemnionym   obrzydzeniem   na   niemalze
              druga  strone  barykady.   Zycie  w  ubostwie
              spowodowalo,   ze  dosc  szybko  podjal   sie
              pracy. Idac w  slady  ojca,   ktoremu  prawie
              cudem udalo sie wyzyc z handlu  zdominowanego
              przez   krasnoludy,     sam     tez    zaczal
              handlowac. Jak mowi  po  latach,   handel  to
              zbyt mocne slowo,  a  juz  z  cala  pewnoscia
              zbyt  piekne.    Niejednokrotnie    oszukiwal
              swoich klientow,   a  nawet,   do  czego  nie
              wstydzi  sie  przyznac,   kradl  w  karczmach
              rzeczy, ktore pozniej sprzedawal jako  towar.
              Chwytal sie w czasie podrozy roznych zawodow,
              obok  piekarza  czy  pomocnika  kowala    byl
              takze przez pewien okres  prawdziwym  kupcem.
              O tym, jak z szarego  gnoma  zostal  Mistrzem
              Stowarzyszenia       Gnomich      Wynalazcow,
              opowiadal    Krough    Nghexav.       Rozmowe
              przeprowadzil Hiir.

              Redakcja: Burzliwa mlodosc i  malo  przyjazne
              stosunki z tymi, do ktorych  Mistrz  dolaczyl
              w ostatecznosci. Jak zaczela sie przygoda  ze
              Stowarzyszeniem?
              Krough: To bylo w Wyzimie, do ktorej  zawita-
              lem podczas mojej podrozy. Nedza  i  rozpacz,
              prawie tak jak w niektorych dzielnicach  Gno-
              miego Miasta. Trzeciego dnia mojego pobytu  w
              stolicy spotkalem grupe inzynierow. Mowili  o
              rzeczach, o ktorych nigdy mi sie  nie  snilo.
              Nawet chyba wlaczylem sie do rozmowy,   stra-
              sznie mnie  to  zainteresowalo.   Szczesliwym
              zbiegiem okolicznosci niedlugo potem w  Rinde
              spotkalem stazyste SGW, Ondraszka. Dal mi  do
              zrozumienia, ze  ja  tez  moge  zaczac  swoje
              starania.   Zszokowal  mnie  ta   propozycja,
              Uznalem jednak, ze nie mam nic  do  stracenia
              i zlozy- lem podanie. Czekalem,   czakelam  i
              czakalem na odpowiedz... az znudzilo  mi  sie
              to czekanie  i  wrocilem  do  swojego  zycia,
              aczkolwiek   zdecydowanie    wiecej     czasu
              poswiecalem siedzac w  bibliotekach  niz  pod
              karczmiana lawa. Jakie bylo moje  zdziwienie,
              gdy niespodziewanie, po miesiacu,  otrzymalem
              list  od  Mistrzyni  Jeddy  z  informacja   o
              przyjeciu podania. Tak mniej wiecej  wszystko
              sie zaczelo.
              
              Redakcja: Tak wiec zaczal  sie  okres  stazu.
              Jak wygladaly pierwsze kroki Mistrza w SGW?
              Krough: Wtedy staz  wygladal inaczej niz obe-
              cnie.  Jedda  kazala mi znalezc sobie opieku-
              na. Wybralem kolege Ulika, jedynego inzyniera
              znanego mi z imienia. Szybko przekonalem sie,
              ze byl to  straszny wybor.  Czasami  powaznie
              zalowalem tej decyzji,  jak tamtej nocy wsrod
              szczytow  Orcal,  starajac sie stworzyc  mape
              dla opiekuna.  Ale pracowalem ciezko i  udalo
              mi sie wytrwac. Poznalem tez wszystkich inzy-
              nierow, chociaz moim glownym autorytetem,  do
              ktorego  wciaz sie zwracalem,  byl Ondraszek.
              Z czasem dobranelm do egzaminu.  Byla to malo
              spokojna noc, wiekszosc Stowarzyszenia wolala
              zostac w domach. Przyszla tylko Mistrzyni ra-
              zem z inzynierem  Krepem. Za moich czasow byl
              on prawdziwym postrachem stazystow.  W porow-
              naniu z nim, pytania Majstrowej byly banalne.
              A jednak zdalem egzamin i zostalem  pelnopra-
              wnym czlonkiem Stowarzyszenia!

              Redakcja: Jak wygladala Mistrza wspinaczka po
              drabinie kariery w SGW?
              Krough: Moje pierwotne plany  straszliwie sie
              zmienialy. Najpierw ciagnelo mnie  Gornictwo,
              jednakze na stazu ostatecznie przekonalem sie
              do Alchemii  i  Swiatopoznawstwa.  Jako mlody
              inzynier, poprzysiaglem sobie najwiecej czasu
              poswiecic  stazystom.  Byl to moj glowny  cel
              w Stowarzyszeniu i w zasadzie  taki  pozostal
              do dzis.  Od poczatku zdawalem sobie  sprawe,
              ze jestesmy tylko gnomami i nie bedziemy  zyc
              wiecznie,  a ktos musi zapelnic luki po tych,
              ktorzy odeszli. Slowa te sprawdzily sie szyb-
              ciej,  niz bym tego pragnal.  Powolanie przez
              Staroste do zycia  Ochotniczy Hufiec Mahakam-
              ski spowodowal potezna emigracje i nzynierow.
              Nagle puste pozostaly stanowiska Kierownikow,
              a nawet i cale wydzialy!  Za wszelka cene nie
              chcac dopuscic do katastrofy z SGW, Mistrzyni
              poprosila mnie, bym przejal stanowiska Kiero-
              wnika Wydzialu Awioniki Stosowanej. Zgodzilem
              sie na to, jednak szybko mnie tez zaczely ku-
              sic nowe doswiadczenia. Poprosilem Mistrzynie
              o zgode na opuszczenie SGW z mozliwoscia  po-
              wrotu.  Jedda postawila tylko jeden warunek -
              - uzyskanie tytulu naukowego. Dlugie miesiace
              pracowalem  nad zakrojonym  na  szeroka skale
              Spisem Gnomiej Rasy.  Sukces byl widoczny, ja
              zas otrzymalem  upragniony  awans.  Mistrzyni
              jednak nie poprzestala na tym - odbylem z nia
              powazna rozmowe,  podczas ktorej wyjawila mi,
              ze na chwile obecna jestem dla niej  jedynym,
              jesli nie  jednym  z  niewielu gnomow,  ktore
              maja  w sobie na tyle doswiadczenia,  aby moc
              w razie  czego  przejac  stanowisko  Mistrza.
              Zdumialo  mnie to niesamowicie  -  Jedda byla
              Mistrzynia dlugie lata i nic nie  zapowiadalo
              tego, ze ma zamiar z tego zrezygnowac. Ja na-
              tomiast zdalem sobie sprawe, ze podczas pracy
              nad Spisem przywiazalem  sie  jeszcze mocniej
              do  Stowarzyszenia  i  postanowilem pozostac,
              chociazby dla prosby Mistrzyni.
              
              Redakcja: I tu dochodzimy do  najwazniejszego
              wydarzenia. Wiadomo, ze znikniecie Jeddy bylo
              szokiem dla wszystkich a Mistrz jest ostatnia
              osoba,  ktora ja widziala.  Prosze cos powie-
              dziec na ten temat.
              Krough: Dla mnie byl to nie mniej wstrzasaja-
              ce.  Pewnego dnia Jedda zaprowadzila mnie  na
              poczte. Zaczela wysylac  mi  rozne dokumenty,
              w  przerwach tlumaczac,  co powinienem  teraz
              zrobic. Nie bardzo pojmowalem o co jej chodzi
              z tym wszystkim.  Gdy dotarl w koncu do  mnie
              sens jej slow, bylo juz za pozno.  Jedda kon-
              czyla przekazywac mi sterte papierow,  porad,
              wytycznych,  zyczen wszystkiego  najlepszego.
              Potem usmiechnela sie po raz ostatni i wyszla
              z pomieszczenia.  Pozniej juz jej nie  mialem
              okazji zobaczyc.
              
              Redakcja: Czy wyjawila powody swojej decyzji?
              Krough: Oficjalnie  nie,  ale zasadniczo  nie
              jest tajemnica,  ze jej odejscie  bylo  mocno
              zwiazane  z  wydarzeniami  wokol  Czarodzieja
              Tabularixa, bylego inzyniera SGW i bardzo do-
              brego przyjaciela Majstrowej. Porzucenie sta-
              nowiska mialo byc protestem  przeciwko podje-
              tym decyzjom, na ktore nie miala wplywu.
              
              Redakcja: Niemniej  najwyzsze stanowisko Sto-
              warzyszenia przypadlo  Mistrzowi.  Co  Mistrz
              wtedy czul?
              Krough: Z pewnoscia nie to,  co czulbym w in-
              nych okolicznosciach. Pomijajac zal po gnomce
              bedacej dla nas  wszystkich wzorem i idealem,
              nie odczuwalem jakiejs ogolnej radosci. Grono
              inzynierow gratulowalo mi,  pytali sie o roz-
              ne rzeczy, a ja wtedy tak naprawde zdalem so-
              bie sprawe,  jak wielka  odpowiedzialnosc  na
              mnie spadla. Rozpisanie nowych wyborow, ktore
              tylko  potwierdzily wybor Jeddy,  bylo niczym
              w porownaniu z tym, co czekalo.
              
              Redakcja: Jakie  mial  Mistrz plany  odnosnie
              przyszlosci? Co juz udalo sie osiagnac?
              Krough: Przede  wszystkim trzeba bylo przygo-
              towac Stowarzyszenie do nadchodzacej reformy.
              Odpowiednie  prace,  niestety,  wciaz trwaja,
              glownie  dlatego,  ze do  tej pory  SGW  bylo
              traktowane przez Niesmiertelnych jak cos zbe-
              dnego.  Niemniej udalo sie dokonac przebudowy
              Miasta,  a takze na terenie Stowarzyszenia od
              jakiegos czasu funkcjonuje  pomieszczenie  do
              testowania wynalazkow.  Niemniej jeszcze duzo
              pracy przed nami.
              
              Redakcja: A marzenia do zrealizowania?
              Krough: Kolego, ja  od  dwoch lat  jestem juz
              w Stowarzyszeniu.  Przez ten czas,  ze wspom-
              nianych juz przeze mnie powodow, nie zmienilo
              sie  w zasadzie  prawie nic.  Jakze wiec moge
              miec  jakies nadzieje,  ze moje marzeni  beda
              zrealizowane jeszcze za mojego zycia?

              Redakcja: Ale jednak cos takiego jest.
              Krough: Rzeczywiscie,  na chwile obecna  moim
              celem jest stworzenie Stowarzyszenia Wynalaz-
              cow,  ktore nie zrzeszaloby wylacznie gnomow.
              Wsrod Innostworow tez znajduja  sie jednostki
              inteligentne.  Wraz z powiekszeniem sie kadry
              Stowarzyszenia bedzie mozliwe stworzenie paru
              nowych wydzialow.  Niestety, obawiam sie,  ze
              to jest jedynie odlegla przyszlosc.

              Redakcja: Co uwaza Mistrz za swoja najwieksza
              porazke?
              Krough: Szczerze  mowiac,  nie widze w swojej
              przeszlosci momentu, ktory bylby jakas powa-
              zna kleska.
              
              Redakcja: Moze w takim razie  najwieksze suk-
              cesy?
              Krough: Niewatpliwie  najwiekszym  naszym do-
              tychczasowym dokonaniem byla przebudowa Mias-
              ta. Jednak nie oszukujmy sie, ja pelnie tutaj
              przede  wszystkim role nadzorcza,  kontroluje
              prace inzynierow. Gnomie Miasto jest wynikiem
              wspolnej pracy  wielu gnomow,  tak jak  kazde
              inne  przedsiewziecie  jest  sukcesem  calego
              Stowarzyszenia.  Osobiscie za  sukces  uwazam
              kazdy  zdany egzamin,  kazdego  przyjetego na
              staz gnoma,  kazdy czynnik,  ktory spowoduje,
              ze o SGW nikt nie zapomni jeszcze przez jakis
              czas.

              Redakcja: Zyciowa maksyma?
              Krough: Zaskoczeniem chyba nie bedzie.  "Modl
              sie i pracuj".
              
              Redakcja: Diekuje za wywiad!



> przeczytaj strone 2
Zatytulowano: Mapy Swiata - Gnomie Miasto   

**************LEGENDA*************                                     
*                                *       W                               
* A  - pracownia alchemika       *      |                               
* Al - warsztat alchemiczny      *    o-o-o                             
* As - warsztat automatyki       *    |   |                             
* G  - warsztat gorniczy         *    o-o-o                                
* J  - jubiler                   *    | |                                
* K  - kowal                     *    o-o                                 
* Kr - karczma                   *    |                                 
* L  - latryna                   *    o                ||\ ||           
* M  - most                      *    |                ||\\||           
* P  - poczta                    *    M                || \\|           
* S  - sklep                     *    |                ||  \\           
* Sk - sala konferencyjna        *    M                 /||\            
* T  - sala tronowa              *    |                //||\\           
* V  - skryba Ventmar            *    o               // || \\          
* W  - winda na wyzsze pietro    *    |                  ||             
* Wk - winda kopalni             *    o                  ||            
**********************************    |                  ||            
                                   Al | As               ||            
                 Stowarzyszenie      \|/                               
            Gnomich Wynalazcow <--V---o           T                    
                                     /|\          |                    
                                    G | Sw        |                    
                                      |           |                    
                                      o---Kr      o                    
                                     / \  |      /                     
                                    /   \ Sk    /                      
                                   /     \     /                       
                                  o   B---o---o                        
                                 /       /                             
                                /       /                              
                               /       /                               
                              o-o-L o           o                    
                             / \     /|\         / \                   
                            /   \   / | \       /   \                  
                           / Wk  \ /  |  \     /     \     Stacja      
                      A---o   |   o   W   o---o       o---> Gnomiometra
                           \  o  / \     /                             
                            \ | /   \   /                              
                             \|/     \ /                               
                              o       o                                
                             /         \                               
                            /           \                              
                           /             \                             
                          J           o---o---K                        
                                     / \                               
                                    /   \                              
                                   /     \                             
                                  P       S    

       
> przeczytaj strone 3
Zatytulowano: Gnomocyped                    

         ____                                                        _
        / ___|_ __   ___  _ __ ___   ___   ___  _   _ _ __  ___   __| |
       | |  _| '_ \ / _ \| '_ ` _ \ / _ \ / __\| | | | '_ \/ _ \ / _' |
       | |_| | | | | (_) | | | | | | (_) | |__.| |_| | |/ /| __/| (_| |
        \____|_| |_|\___/|_| |_| |_|\___/ \___/ \__. | ._/ \___| \____|
                                                 _/ /|_|
                                                |__/
 

       Kiedy ostatnio rozwieszalam plakaty  zapowiadajace nowego Periodicusa
     zostalam zaczepiona i zapytana przez pewnego halflinga 'co to do diabla
     za ustrojstwo',  na  ktorym podrozuje.  Otoz byl to wlasnie gnomocyped.
     Urzadzenie  wspaniale i ulatwiajace  zycie, jednak  nadal  znane bardzo
     malej liczbie osob.  Dlatego tez chcialabym dzis przyblizyc czytelnikom
     ten wynalazek, autorstwa V Mistrza SGW, Kulinga. 

       Gnomocyped  jest  wynalazkiem  ktorego  zadaniem jest  uprzyjemnienie
     podrozowania  po  terenach miejskich i budynkach.  Jest poreczny, lekki
     i  prosty  w  obsludze.  Pozwala rozwijac duze predkosci nawet na lekko
     wyboistej  drodze,  dzieki czemu podrozowanie  nie musi byc  juz dlugie
     i  nieprzyjemne.   Dzieki  niemu  oszczedzamy  czas  i  energie,  ktora
     spozytkowac mozna na  czynnosci  inne  niz  snucie sie  po  wydeptanych
     traktach w upalny dzien.
                                                          
       Wyglada bardzo ladnie i zgrabnie:             /
     pozioma   deseczka z  zamontowanymi            T
     kolkami, od ktorej odchodzi pionowa           /|
     metalowa  raczka.  Aby  wprawic  go            |
     w ruch,  trzeba  kolejno: zlapac za            |
     raczke,   postawic  jedna  noge  na           <===============>
     deseczce,  a druga odepchnac sie od           O               O      
     podloza.  Kiedy  pojazd  uzyska juz 
     predkosc, mozemy dostawic na deseczke druga noge.                    

       Kazdy egzemplarz zbudowany jest z dobrze przygotowanych czesci: nie
     poslizniemy  sie  na deseczce,  poniewaz pokryta jest cienka  warstwa
     substancji  antyposlizgowej.  Obrecze  malych  koleczek sa odporne na
     kamienie i ciernie, ktorych pelno jest na drogach. Raczka pozwala nam
     utrzymac rownowage i pokierowac pojazd  we  wlasciwa strone.  Ponadto
     dzieki specjalnym  testom  na obciazenie cala konstrukcja jest bardzo
     mocna i wytrzymala - utrzyma nawet ogra z nadwaga. 

       Z pierwszych zapiskow Mistrza wynika ze jego celem bylo rowniez
     stworzenie gnomocypedu w wersji wieloosobowej oraz militarnej. Do tej
     pory jednak jedyna istniejaca wersja jest gnomocyped jednoosobowy.   

             na podstawie zapiskow Mistrza Kulinga i doswiadczeN wlasnych
                                           gnomocyped opisala  inz. Rigel

> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Kopalnia tileanska (I)        

|                                     _                          |
|         | | _ __  __   __ _ _   __ (_) __ _                    |
|         | '/// |\| _`)/ _` | | |  \| |/ _` |                   |
|         |_|\_\__/||   \__,_|__-|_|_|_|\__,_|                   |
|                  ||                                            |
|               __   _                                           |
|              | _| (_) _    __  __ _ __   __ | | _ __ _         |
|              | |_ | || | / -_)/ _` |  \ / _\| '/// _` |        |
|              |___||_||__-\___|\__,_|_|_|\-_/|_|\_\__,_|        |
|                                                                |
|   K I L K A   G O R N I C Z Y C H   L I C Z B , F A K T O W,   |
|         O P O W I E S C I    O R A Z    K A W A L E K          |
|       M A P Y   W   O D C I N K A C H   -  C Z E S C   I.      |
|                                                                |
|                                                                |
|           Trzymasz wlasnie w reku, drogi czytelniku, krotki    |
|   raport, bedacy efektem ubocznym gorniczego trudu.  Jeslis    |
|   kiedy spedzil w osadzie gorniczej czasu na tyle duzo,  ze    |
|   na sama mysl o kolejnej  porcji  tej samej kaszy, dreszcz    |
|   przechodzil Ci mimowolnie po karku. Setny kufel jedynego,    |
|   dostepnego w karczmie piwa sprawial,  iz miales wrazenie,    |
|   ze wszystkie plyny swiata smakuja w ten sposob.  Tak samo    |
|   pod ziemia ciemne  dnie i noce zlaly sie w jedno tak,  ze    |
|   wstawales do pracy jak tylko sil zebralo sie na tyle,  by    |
|   z baraku  sie wytaskac,  a kladles  sie gdy ich braklo by    |
|   kopac dalej. Dnie cale przy bladym swietle kaganka czyni-    |
|   ly,  iz katem oka rzeczy niestworzone zaczynales widziec.    |
|   A posrod ciszy podziemnego korytarza, przerywanej jedynie    |
|   rytmicznym uderzeniem oskarda, zaczynales slyszec dzwieki    |
|   co do ktorych nawet dzis nie wiesz,  czy byly  prawdziwe.    |
|   Jeslis  doswiadczyl  tego wszystkiego  na wlasnej skorze,    |
|   to wszystko co tutaj przeczytasz wyda Ci sie znajome.        |
|                                                                |
|           Powody,  dla ktorych  kopalnia sama z siebie moze    |
|   rodzic opowiesci i legendy.  Historie zdajace sie byc tak    |
|   samo prawdziwe,  bez wzgledu na to czy fakt za nimi stoi,    |
|   czy moze  tylko  zludzenie.  Te juz zostaly  napomkniete.    |
|   Drazysz bez ustanku gore, ktora co raz wbrew Twojej woli,    |
|   a zgodnie z wola natury  uklada sie spowrotem,  zasypujac    |
|   to,  co w znoju przekopales.  Tak,  iz nie masz pewnosci,    |
|   czy z kolejnym  uderzeniem oskarda  w scianie  zyla zlota    |
|   sie  pojawi,  czy moze czaszka  poprzednika,  ktory przed    |
|   toba  ten sam  tunel  przekuwal.  Gdy w ciemnosci i ciszy    |
|   zmysly  plataja figle.  Jedyny kalendarz  mowiacy ile juz    |
|   dni pod ziemia  to wizyta pewnego jegomoscia,  ktory zak-    |
|   ladajac  sygnet oznajmia: "Dlugo Wasc  juz nie pokopiesz.    |
|   Licencja sie konczy".  Gdy tak cale dnie mijaja, tedy sam    |
|   nie wiesz czy to co Ci sie zdaje,  lub to co gornicy przy    |
|   piwie mowia, czy prawda to czy falsz.                        |
|                                                                |
|           Tako i ja, kopiac juz dzien  nie wiem ktory,  aby    |
|   bystrosc  umyslu  zachowac i nie dac sie omamic  mrokowi,    |
|   powzialem  sie  spisac  te slowa.  Sa tu i fakty i zwidy.    |
|   Choc zem staran dolozyl, by jasno granice widac bylo.        |
|                                                                |
|           Pierwsza  rzecz, ktorej  gornik sie podejmie, gdy    |
|   glowa  jego  skupiona  ciagle  na nasluchiwaniu  pomrukow    |
|   gory, patrzeniu czy co z sufitu nie odpada  podczas kucia    |
|   sciany.  Otoz by  czujnosci  nie uspic,  pierwej  zacznie    |
|   szukac zajecia uwagi zbyt nie zajmujacego ale i trzymaja-    |
|   cego mysli na wodzy. Bo wiadomo, ze rutyna w kazdej pracy    |
|   zabija,  ale w pracy  gornika zabija  dwa  razy szybciej.    |
|   Tako  gornik  zaczyna liczyc.  Z  braku innej  mozliwosci    |
|   liczy to,  co z kolejnym  uderzenim  od  sciany odpadnie.    |
|   Czesta to czynnosc,  o ktorej gornicy  co raz wspominaja.    |
|   Wiec i ja liczylem,  co dla kazdego  kto kopal dosc dlugo    |
|   niczym nowym nie bedzie.  Uderzenie - brylka.  Nastepne -    |
|   dwie.  Dziesiec. Sto. Tysiac.  Kolejny oskard peka,  wiec    |
|   kto by to razem spamietal. Ale ja notowalem.                 |
|                                                                |
|           Tak patrzac co od sciany odpada i w jakiej ilosci    |
|   doszedlem  do  pierwszech  faktow z kopalnia  zwiazanych.    |
|   Spisywalem  dosc  dlugo zawartosc  kazdego wiadra urobku,    |
|   ktorem przed kopalnie wynosil.  Przy kolejnym juz tysiacu    |
|   brylek rud wszelakich liczyc przestalem.  Liczylem po to,    |
|   by jasno okreslic  jakie rudy i w jakiej ilosci w kopalni    |
|   wystepuja.  Ale nastepna  setka i tak  proporcji  zmienic    |
|   znacznie nie mogla wzgledem tysiecy wczesniej zliczonych.    |
|   Tako poprzestalem,  gdy brylek  cztery  tysiace z okladem    |
|   z kopalni wynioslem.  Nikla ta czesc z calosci,  zliczona    |
|   byla w pierwszym okresie pobytu w kopalni.  Podawac ilosc    |
|   dni gnomich z tego okresu sensu nie ma. Gdyz jeden gornik    |
|   caly gnomi dzien kuc moze,  a inny po godzinie uda sie na    |
|   spoczynek. Jeden kopie szybciej, drugi wolniej.  Wiec nie    |
|   ma  mozliwosci,  by  uznac,  ze wykopanie  tych  czterech    |
|   tysiecy zajmuje tyle to,  a tyle czasu.  Czas wiec bedzie    |
|   tu zmienny.                                                  |
|                                                                |
|           Sa wszak pewne stale niepodwazalne wnioski, ktore    |
|   bez wzgledu na to kto kopie zawsze beda prawdziwe.  Otoz,    |
|   kopiac w scianie,  co raz wykujemy tak duzy jej fragment,    |
|   ze korytarz podziemny powiekszy sie w kierunku,  w ktorem    |
|   zesmy kopali. Aby tego dokonac, trza dokladnie stu solid-    |
|   nych uderzen oskarda, a co za tym idzie,  trza sto brylek    |
|   od sciany odlupic.  To pierwszy, znany kazdemu  kto kopie    |
|   fakt.  Drugi, rownie oczywisty, jest taki, iz poza gruzem    |
|   bezwartosciowym, w opisywanej kopalni wegiel, zelazo oraz    |
|   zloto wykopac mozna.  Przy czym zloto  wystepuje tylko na    |
|   nizszym poziomie kopalni. A i to bardzo zadko.               |
|                                                                |
|           To co gornikow, tych wytrawnych i tych  poczatku-    |
|   jacych zaciekawic moze, to wlasnie zasobnosc zloz kopalni    |
|   we wszelkie rudy,  ktore wymierna  wartosc maja w skupie.    |
|   Jak mowilem, do kruszca  cennego trza miec nosa, gornicza    |
|   intuicje i fart.  Tak tez  ilosci,  ktore tu  podaje trza    |
|   traktowac  z  pewnym  marginesem  doslownosci,  gdyz  los    |
|   sprawic moze,  ze  ktos  inny  kopiac  wydobedzie o kilka    |
|   procent danego kruszcu wiecej lub mniej niz ja. Ale wiem,    |
|   ze czesto  gornicy  sie zastanawiaja,  ile to mozna zlota    |
|   z kopalni wyniesc, ile monet z pracy uzyskac. Tako pisze.    |
|   Nie licz gorniku na to, ze rozkuwajac kolejna sciane, uda    |
|   Ci sie spieniezyc wszystkie brylki od niej odlupane. Jest    |
|   to tak,  ze zawsze ponad 40 sposrod setki gruz to bedzie.    |
|   Bez wzgledu na  poziom kopalni,  na ktorym kopiesz,  gruz    |
|   stanowi  ponad 40 procent  zawartosci sciany - jesli masz    |
|   pecha,  duzo wiecej.  Liczyc srednio mozna, ze jest to 40    |
|   i kilka procent. Reszta brylek przypada na zloza kopalne.    |
|   Nie zauwazono,  by ilosc wegla i zelaza w kopalni roznila    |
|   sie w jakims znacznym stopniu. Oba zloza sa raczej rownie    |
|   zasobne.  Zloto zas wystepuje w  ilosciach sladowych i to    |
|   tylko na drugim poziomie kopalni.                            |
|   Procentowo wyglada to mniej wiecej tak.                      |
|   Gruz   - 40 proc.                                            |
|   Wegiel - 30 proc.                                            |
|   Zelazo - 30 proc.                                            |
|   Gdy traktowac te liczby doslownie, tedy okaze sie, ze juz    |
|   mamy opisane 100 procent zawartosco scian i nie ma tu juz    |
|   miejsca na zloto.  Ale sa to wartosci  przyblizone i trza    |
|   nam brac margines bledu , ktory uczyni,  ze danych brylek    |
|   ukopiemy mniej lub wiecej.  Z moich obserwacji wynika, ze    |
|   wlasnie w tym marginesie bledu bedzie sie miescic procen-    |
|   towa zawartosc zlota w kopalni.                              |
|   Jesli chodzi o roznice w zasobnosci zloz miedzy poziomami    |
|   kopalni, tycza one tego wlasnie, iz na pierwszym poziomie    |
|   nie trafiono na zloto.                                       |
|                                                                |
|           Tak wiec ilosc zlota bedzie miescic sie w statys-    |
|   tycznym  marginesie  bledu. Tym razem,  w  trakcie  badan    |
|   stanowilo ono dwa procent z posrod tego, cozem wykopal na    |
|   nizszym poziomie kopalni. To tyle jesli idzie o procenty.    |
|   Ze wzgledu na nikla  ilosc zlotego kruszca,  okazuje sie,    |
|   iz to zelazo jest tym zlozem,  z ktorego w dluzszym okre-    |
|   sie czasu uzyskiwac bedziemy najwieksze zyski.  Jest dosc    |
|   cenne i jest go duzo - tyle co i wegla.  Mimo,  iz nigdym    |
|   nie spotkal  gornika,  ktory prowadzil  takie obliczenia,    |
|   wszyscy dokladnie  sobie z tego  sprawe zdawali.  Nie raz    |
|   po pracy przy piwie gornicy prawili ile to dzis nie zaro-    |
|   bili,  i zazwyczaj wlasnie zelazo bylo tym,  co ich uwage    |
|   zaprzatalo.  Czasem tylko  ktorys siadal i opowiadal,  ku    |
|   niedowierzaniu  kompanow,  iz  widzial  w  scinie  jakies    |
|   dziwne  zloza.  Smugi  nie  podobne  do  zadnych  innych.    |
|   Mieniace  sie nawet  w pyle i  brudzie  blaskiem  jasnym.    |
|   Twarde niespotykanie,  iz nie jeden oskard na nich peknal    |
|   nie odlupujac ani najmnejszego okrucha.  Opowiesci te, co    |
|   raz do mych uszu w karczmie dochodzily.  Jedni mowili, ze    |
|   zwidy to. Ze wilgoc na scianie swiatlo lampy odbija. Lecz    |
|   nie brak  takich,  co do dzis  dnia wierza,  ze  widzieli    |
|   zloze najczystszego mithrylu. Inni mowia,  ze kamienie to    |
|   szlachetne  z  pewnoscia  byc  musialy.  Jakie - tego nie    |
|   wiedza. Tak kraza opowiesci o zlozach mithrylu,  cytrynow    |
|   ogromnych czy krysztalu gorskiego, pod ziemia lezacych.      |
|                                                                |
|           Moze  to i prawda.  Moze gdzies zyje jaki gornik,    |
|   ktory je  odlupil i wzbogacil sie na tyle by  moc opuscic    |
|   kopalnie na  stare lata.  Moze ktorys czytelnik sam takie    |
|   cuda widzial.  Jam ich nie widzial, choc nie raz w oczach    |
|   sie  cos  mienilo.   Tako  pisze  jedynie,  izem  slyszal    |
|   opowiesci o skarbach  nieprzebranych.  Lecz ich  nie moge    |
|   potwierdzic.  Jedno jest wszak pewne.  Bez wzgledu na to,    |
|   czy takowe istnieja czy nie, i tak w kopalni mozna solid-    |
|   nie sie wzbogacic.  Tu tez  czytelnikowi jasno nie powiem    |
|   ilez  to  mozna  zarobic  kopiac w okresie  obowiazywania    |
|   licencji.  Ze znanych powodow.  Jedni maja  farta i kopia    |
|   szybko.  Inni wytarguja  lepsza  cene w skupie  za brylki    |
|   wydobyte.  Sprawdz  czytelniku sam.  Sprzedaj  po  jednej    |
|   brylce kazdego rodzaju by zobaczyc jak sa cenne.  A potem    |
|   jesli uznasz,  ze moje szacunki co do  zasobnosci zloz sa    |
|   wiarygodne latwo obliczysz, ile srednio zarobisz rozkuwa-    |
|   jac sciane i ile czasu ci to zajmie.                         |
|                                                                |
|           By byc uczciwym wobec czytelnika, nie tego, ktory    |
|   kopie juz  od lat (bo ten  dokladnie  wie to,  co chce tu    |
|   napisac),  lecz tego,  co dopiero schodzi pod ziemie sku-    |
|   szony wizja  bogactw.  Trza tu dodac,  iz liczyc sie musi    |
|   kazdy  gornik z tym,  ze zamiast  zlota w kopalni  smierc    |
|   znalezc moze.  I na ten temat po osadzie krazy wiele opo-    |
|   wiesci.  O tym,  jak w korytarzu  kilkanascie osob na raz    |
|   zywcem pogrzebalo. O mlodzikach,  ktorzy ledwo pod ziemie    |
|   zeszli i nawet oskarda nie dobywszy oberwali glazem co to    |
|   z sufitu  sie oderwal.  O szalencu,  co  to ponoc  celowo    |
|   rozkowal sciany i sufit, zeby zawalic wyjscie z kopalni a    |
|   w niej wielu gornikow.  Czy wreszcie o tajemnej komnacie,    |
|   w ktorej ponoc do dzis zasypani moga zyc sedziwi juz gor-    |
|   nicy, ktorzy nawoluja o pomoc. I raz na czas jakis kompan    |
|   przed zasnieciem w baraku wspomina, ze dziwne okrzyki pod    |
|   ziemia slyszal. Cala masa przerazliwych historii, ale tez    |
|   z  drugiej  strony i niesamowitych  opowiesci o wyczynach    |
|   wrecz boskich.  Jak na przyklad o krasnoludzie, co to sam    |
|   ponoc golemi  rekami i po ciemku  wykopal sie spod ziemi,    |
|   a zagrzebany byl ponoc wiele tygodni.                        |
|                                                                |
|           Dawac im wiare czy nie,  faktem pozostaje, ze ko-    |
|   palnia jest  miejscem  wielu tragedii.  Sam zem na wlasne    |
|   oczy widzial, jak wali sie odnoga korytarza, co do ktorej    |
|   ledwo jakis gornik wejsc zdazyl nieopatrznie.  Samemu nie    |
|   raz ledwo z zyciem  uchodzilem,  gdy posrod sypiacych sie    |
|   odlamkow  trza bylo  uciekac,  pozostawiajac  pod  ziemia    |
|   narzedzia i dorobek kikudniowej pracy. Albo gdy wychodzac    |
|   z kopalni spostrzegalem, ze wyjscie calkiem zasypalo.        |
|                                                                |
|           Wszystko to mialo miejsce. Wiele ofiar pod ziemia    |
|   pogrzebanych. Gornikow tak starych jak Serdock, ktorzy do    |
|   starosci przezyli, niewielu chodzi.  Ale tez nie jest tak    |
|   zeby kazdy od  razu ginac musial.  Wiele zalezy od uwagi,    |
|   czujnosci i rozsadku kopiacego. A tych z czasem sie naby-    |
|   wa,  jak i odruchow  wlasciwiych i umiejetnosci  czytania    |
|   sygnalow,  ktorymi  mowi  do nas gora,  ostrzegajac przed    |
|   zawalem.                                                     |
|                                                                |
|           Podstawowe zasady  bezpiecznej  pracy,  kazdy kto    |
|   ciekaw znajdzie. Chocby w osadzie na tablicy spisane slo-    |
|   wami kuzyna Kzanola.  Powtarzac nie bede.  Ale i tak,  co    |
|   gornik,  to inaczej kopie.  Jeden jak zejdzie pod ziemie,    |
|   to wyjdzie dopiero gdy czas na prycze.  Inny co raz,  gdy    |
|   tylko sie zmeczy, wyjdzie przed kopalnie by odpoczac. Tak    |
|   pierwszy  bedzie kopal szybciej,  ale i pozostajac dluzej    |
|   pod ziemia zwiekszy ryzyko, ze pogrzebanym bedzie.  Drugi    |
|   wolniej  bedzie kul,  ale mniej  czasu  w kopalni  spedzi    |
|   to i mniejsza szansa, ze sufit mu na glowe spadnie. Jeden    |
|   poza jednym wiadrem i lampa nic nie wezmie. Nie obciazony    |
|   raz dwa i sciane  przekuje.  Ale bez  zapasowego  sprzetu    |
|   w razie wypadku niechybnie zginie.  Inny sie oblozy,  ale    |
|   i zabezpieczenie wezmie. Tako kazdy decyduje sam.            |
|                                                                |
|           Wszak jedno jest tu wymagane bez wzgledu na wybor.   |
|   Kazdy winien stale  nasluchiwac sygnalow kopalni. Gdy sie    |
|   ziemia zatrzesie wiac trza,  i jeslis zbyt zamyslony, lub    |
|   nie poczujesz wstrzasu, osuniecia nie zauwazysz - zapewne    |
|   zginiesz. Naprawde wiele pomoze,  jesli uwaznie sluchasz,    |
|   patrzysz,  co tez sie dzieje wokolo.  Sam moge powiedziec    |
|   tyle: kopalem wiele czasu.  W tym czasie nie raz korytarz    |
|   sie  nademna walil.  I prawie zawsze  udalo mi sie  uciec    |
|   z  opalow. Jest  jedno  jeno  niebezpieczenstwo.  Czasem,    |
|   zanim  korytarz,  w ktorym  kopiesz  sie  zawali,  wpierw    |
|   osunie  sie sasiedni,  blokujac droge ucieczki.  Tedy nic    |
|   nie pomoze.                                                  |
|                                                                |
|           Tym razem na tym poprzestane.  Tych  kilka liczb,    |
|   faktow i opowiesci  mam  nadzieje zaciekawilo czytelnika.    |
|   Jednoczesnie  zachecam z gory  do  zamowienia  nastepnego    |
|   numeru Periodyka,  w ktorym  to  pojawi  sie dalsza czesc    |
|   mego raportu.  Zawierajaca kolejne gornicze historie oraz    |
|   mape Kopalni  Tileanskiej.  Z gory  zastrzegam,  ze wciaz    |
|   nie kompletna.  Ale to wszystko nastepnym razem w drugiej    |
|   czesci, ktora ukaze sie niebawem.                            |
|                                                                |
|                               inzynier Zumberto von Habenix    |
|                   Kierownik Wydzialu Gorniczo - Maszynowego    |
|                           Stowarzyszenia Gnomich Wynalazcow    |
\================================================================/

> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Magia perfum (II)             

                  _____,         ___,
                 (-| | |        (-|_)
                  _| | |_,agia   _|  erfum
                 (              (

Witam w drugiej czesci  "Magii Perfum".  Tym razem w artykule bedzie
mozna odnalezc kilka  praktycznych  porad,  jak dobrac najlepszy dla
siebie zapach, oraz klasyfikacje znanych w naszym swiecie perfum.
W kolejnym numerze  natomiast  pojawia  sie  obiecane  informacje na
temat aromaterapii: odrobina historii oraz porady praktyczne.
Zycze  przyjemnej  lektury,  niech  zabierze  was  w  magiczny swiat
zapachow...

 __    _,
(-| | |
 _|_|_|ielka sztuka uzywania perfum
(

Poszczegolne  rodzaje  pachnidel  roznia  sie  od  siebie  stezeniem
esencji  zapachowej.  W  przypadku   perfum  wynosi  ono  15%,  wody
perfumowanej - 8%, a wody  toaletowej - 4%.  Jesli na rynek trafiaja
wszystkie trzy rodzaje danego  zapachu,  zwykle kazdy z nich zawiera
odpowiednie stezenie substancji pachnacej.
Jesli jednak  w  sklepach  pojawia  sie  np.  tylko  jeden produkt z
napisem  "woda  toaletowa",  nie  znaczy  to,  ze  pachnie on  mniej
intensywnie.  Moze  zawierac  tyle  samo  koncentratu,  co  perfumy.
Wspolczesni kreatorzy zapachow przyjmuja po prostu, ze osoba mloda i
aktywna, do ktorej akurat  kieruja produkt, chetniej kupi flakonik z
napisem  "woda  toaletowa",  poniewaz  bedzie  poszukiwala  lekkiego
zapachu. Jest to wylacznie zabieg majacy przyniesc korzysc w postaci
wiekszej ilosci sprzedanych perfum.
Ponadto kreatorzy kieruja sie okreslona koncepcja perfum. Wazny jest
ich kolor,  np.  niebieski  przywodzi  na  mysl  wode,  odswiezenie,
czerwony - erotyke, a fioletowy - gesta atmosfere Dalekiego Wschodu.
Najlepsze perfumy to te,  ktore  lubisz. Ich zapach musi sprawiac ci
przyjemnosc. I nie ma  znaczenia,  ze  np. naleza do tanszych. Warto
wiedziec, ze na cene sklada sie zazwyczaj ladne opakowanie. Bywa, ze
niedrogie  i  wcale   nie   najmodniejsze   perfumy  najbardziej  ci
odpowiadaja.
Jesli czujesz sie w nich doskonale, to znaczy, ze zawieraja molekuly
uzupelniajace sie  z  molekulami  twojego  organizmu.  Z kolei nawet
najdrozsza woda toaletowa firmowana znanym nazwiskiem moze cie swoim
zapachem odrzucac.  Prawdopodobnie  w  tej  kompozycji skladnikow sa
molekuly bardzo podobne do twoich,  wiec organizm ich nie akceptuje,
bo ich nie potrzebuje  -  na zasadzie tych samych, odpychajacych sie
ladunkow.

 ____,
(-|     
 _|ajniki perfum
(

1. Nie lacz zapachow  perfum,  bo w konsekwencji moze powstac trudna
do  zniesienia  mieszanka.   Jesli   spryskujesz  sie  rano  jakimis
perfumami i przez caly dzien nie  zmieniasz ubrania, zostan przy tym
samym zapachu  do  wieczora.  By  nie  zaklocic  woni perfum, uzywaj
bezzapachowych kosmetykow,  a  jesli to mozliwe, kup sobie balsam do
ciala i mydlo z tej samej linii  zapachowej. Wtedy na pewno bedziesz
pachniec doskonale.

2. Nie naduzywaj perfum. Pamietaj,  ze wokol ciebie sa inni, ktorym,
moze ten zapach nie odpowiadac, bywa nawet, ze wywoluje agresje.

3. Jaki zapach? To nieprawda,  ze  latem  powinno sie uzywac lekkich
roslinno-wodnych zapachow, a na zime ciezkich, oleistych. Wazne jest
wylacznie twoje  indywidualne  odczucie.  Tak  samo jesli na wieczor
wolisz delikatna  mgielke  pachnaca  kwiatami,  a  o  swicie ciezkie
orientalne perfumy - nie wahaj sie ich uzyc.

4. Kupowanie perfum jest sprawa  niezwykle intymna. Trzeba wybrac je
samemu. Dlatego nie kupuj perfum komus w prezencie, jesli nie wiesz,
jakie zapachy lubi.  Zawsze  mozesz  dowiedziec  sie,  jakich perfum
uzywa i dokupic  do  nich  balsam  lub  inny  kosmetyk  o  tym samym
zapachu.

5. Gdzie sie  perfumowac?  Do  niedawna  obowiazywala  zasada: panie
skrapiaja sie za uchem  i  na  szyi,  panowie  na klatce piersiowej.
Dobrzy perfumiarze nie wstydza sie mowic, ze trzeba sie perfumowac w
tych miejscach...  gdzie  chcemy  byc  calowani!  Dlaczego? Bo nasze
strefy erogenne  to  jednoczesnie  najbardziej  ukrwione  miejsca na
calym ciele. Rozpylone  tam  perfumy  beda  sie najlepiej utleniac i
dzieki temu dlugo pachniec.
Dawni mistrzowie mowia, iz kobieta za uszami i na szyi perfumuje sie
na codzien, dla siebie. Kiedy dodaje kropelne pod kolanami - robi to
dla mezczyzny,  z  ktorym  pracuje.  Kiedy  natomiast skrapia dekolt
lub... inne intymne czesci ciala - robi to dla swojego wybranka.
Co ciekawe,  kobiety  przede  wszystkim  perfumuja  sie  dla siebie.
Mezczyzni zas... dla kobiet.

6. Perfumy moga wplywac na nasze  samopoczucie na tej samej zasadzie
co olejki aromaterapeutyczne.  I  tak  na przyklad perfumy z wanilia
moga uspokajac, bogate  w  pizmo  z  kolei beda delikatnie pobudzac.
Niektore, np. bogate w cytrusowe nuty  moga nawet usmierzyc migrene.
Ale uwaga, sa tez zapachy,  ktore nam szkodza. Czasem wrecz wywoluja
meczacy bol glowy  i  mdlosci.  To  moze znaczyc, ze jestesmy na nie
uczuleni.

7. Perfumy  moga  sie  zepsuc.  A  raczej  zawarte w nich  skladniki
barwiace, zwlaszcza  jesli  flakonik  stal  dlugo na sloncu,  np. na
parapecie. W efekcie barwniki  sie wytraca i opadna na dno w postaci
osadu.  Takie  perfumy  trzeba   wyrzucic.   Najlepiej  przechowywac
perfumy w ciemnym, niezbyt cieplym  miejscu, np. na polce w lazience
lub  na  toaletce  w  sypialni.  Uwaza  sie, ze flakonik  codziennie
uzywanych perfum powinien nam wystarczyc na 3-4 miesiace.

8. Perfumy  warto  zmieniac,   bo  nasz  wech  jest  tak  doskonalym
zmyslem, ze szybko  przyzwyczaja sie  do znanych  sobie zapachow i w
konsekwencji przestajemy  je  czuc.  Wyczuwamy  intensywnie tylko te
nowe. Dlatego po dluzszym  czasie  stosowania jednego rodzaju perfum
wydaje nam sie, ze szybciej  sie  ulatniaja, nie pachna. To nasz nos
potrzebuje nowych bodzcow.  Dlatego  warto  robic przerwy w uzywaniu
ukochanego zapachu, by sie nam nie znudzil.

9. Dla profesjonalistow.  Czesto  zapachy opisuje sie, korzystajac z
nazw zrozumialych  tylko  dla  perfumiarzy.  Dlatego  absolutnie nie
przejmuj sie, jesli  nie  wyobrazasz  sobie zapachu, na ktory sklada
sie np. nuta skorzana, nuta lesna czy rozy damascenskiej.
Skladnikow perfum jest  mnostwo,  wiec  i  tak nikt z nas by ich nie
ogarnal.   Czy   wiesz,   ze   jest   kilkanascie   rodzajow  olejku
pomaranczowego?  Trudno tez klasyfikowac  perfumy jako np.  kwiatowe
czy wodne, bo powstaje tyle nowych  zapachow, ktore nie przystaja do
zadnej  okreslonej  kategorii.   Jedyny  prawdziwy  test  perfum  to
wrazenie, jakie na tobie robia.  Tylko wtedy wiesz, jak pachna. A na
pewno dla kazdej innej osoby beda pachniec zupelnie inaczej,bo kazdy
ma inna wrazliwosc na zapachy.

10. Dla niej i dla niego. Kiedys  uwazalo sie, ze meskie zapachy nie
moga zawierac zadnych  "slodkich"  nut,  natomiast duzo zwierzecych,
jak  pizmo.  Z  kolei  damskie  bazowaly  na  delikatnych  aromatach
kwiatowych. Teraz sie od tego odchodzi.
Miedzy  wspolczesnymi  perfumami  dla  niej  i  dla  niego  jest tak
naprawde jedna  roznica  -  w  ilosci  poszczegolnych  skladnikow. W
wersji meskiej jest ich  po  prostu  wiecej,  by zapach byl bardziej
intensywny.

11. Jak kupowac? Nasz  nos  po  kilku  powachanych  flakonach odmowi
wspolpracy. Po prostu receptory  wechowe przeciazone iloscia bodzcow
zapachowych przestana  rozpoznawac nowe.  Dlatego na raz maksymalnie
damy rade powachac okolo czterech rodzajow.
Zaczynamy od perfum bezbarwnych, bo to zazwyczaj najlzejsze zapachy,
a  konczymy  na  najciemniejszych,   czyli  najciezszych.  Najlepiej
posmarowac  perfumami  wewnetrzna  strone  nadgarstkow,  bo  perfumy
ujawniaja caly swoj bukiet  zapachowy dopiero  w  kontakcie z ciepla
skora osoby.
Dobrym sposobem zeby nasz  nos  mogl odrobine odpoczac i nie mieszac
zapachow jest wachanie  ziarenek  kawy,  ktore  sprzedawcy zawsze sa
gotowi nam podac w dobrych salonach sprzedazy.

Powodzenia w magicznym swiecie zapachow!

                           Odnalazla i przepisala dla Czytelnikow

                                                  Natt, Pani Nocy...

> przeczytaj strone 6
Zatytulowano: Wyniki ankiety                

Oto wyniki ankiet, ktore otrzymalismy od naszych czytelnikow (w ankiecie nie
brano pod uwage inzynierow SGW):

odpowiedz wymijajaca: (4%)




Prenumeruje od numeru:


odpowiedz wymijajaca: (14%)


w sam raz:  (86%)
zbyt mala:   (9%)
zbyt duza:   (4%)


w sam raz:            (68%)
zbyt male:            (14%)
zbyt duze:             (9%)
odpowiedz wymijajaca:  (9%)

Szata graficzna:


Forma ogolna:




> przeczytaj strone 7

Zatytulowano: Choroby magiczne              


        O chorobach magicznych i innych tajemniczych przypadlosciach

   Kazde dziecko wie, ze w dwojaki sposob zachorowac mozna. Mozna tak
zwyczajnie, przypadlosc taka powodowana jest jak to odkryl pewien gnomi
inzynier przez bakcyle male. Ten temat odlozmy pospolitym cyrulikom i
medykom. Nas interesuje drugi rodzaj dolegliwosci. Te, u ktorych podstaw
lezy tajemnicza sila zwana magia. Jest ich naprawde wiele, zbyt wiele
aby zawrzec je wszystkie na ramach tego artykuly. Zajmiemy sie wiec
tymi najwazniejszymi, tymi z ktorymi Wy drodzy czytelnicy, mozecie
kiedy sie spotkac.

                       Lykantropija
   Pewno wydaje sie Wam, drodzy czytelnicy, ze o owej chorobie wiecie
wszystko. Niestety, musze wyprowadzic Was z bledu. Oczywiscie, ludowe
zawieraja czesc prawdy. Tylko czesc. 
   Historia pochodzenia tej choroby tonie w czelusci prastarych wiekow.
Jedna legenda powiada, iz starozytni Bogowie rozgniewali sie na
czlowieka imieniem Jaareth, ktory zaprzyjaznil sie z wilkami, aby
polowac na pielgrzymow i podroznych. Druga legenda jest szerzej znana,
a opowiada ona o magiku Utterze, ktory pragnal zdobyc wzgledy pieknej
Anabeli. Magik zmienial sie w ptaka, aby dotrzec do wiezy ukochanej.
Aby to uczynic warzyl w srodku lasu tajemny eliksir, z rzadkich 
skladnikow. Na nieszczescie do zostawionego kociolka naszczal
bezceremonialnie wilk, nie przejmujac sie wcale ani chucia Uttera,
ani pani Anabeli. Utter przy kolejnym spotkaniu w polowie zmienil sie
w wilka i bez zadnych ceregieli zagryzl piekna Anabele i ja zjadl.
Jaka jest prawda? Nie wiadomo. I pewno szybko sie nie dowiemy.
Zostawmy wiec historie tej choroby, a zajmijmy sie tym jak ona sie
objawia.
   Chory na lykantropije, zwany lykantropem, badz wilkolakiem, jest
narazony na straszliwa przemiane, ale jedynie podczas pelni ksiezyca.
Jego cialo staje sie wtedy owlosione i muskularne, rece przeksztalcaja
sie w lapy, a paznokcie w pazury. Tak przemieniony polwilk-polczlowiek
pala nienawiscia do wszelkiego zywego stworzenia. Jego jedynym
pragnieniem jest mordowac, a trzeba przyznac ze robi to calkiem fachowo.
Przemiana trwa dopoty, dopoki pelny ksiezyc swieci na niebie.
Musicie wiedziec drodzy czytelnicy, ze widok szalejacego wilkolaka jest
przerazajacy. Wielu zaprawionych rycerzy pierzcha od razu zobaczywszy
mordujacego wokol lykantropa.
   Jak mozna zarazic sie ta choroba (badz klatwa jak niektorzy ja
nazywaja?) Otoz by do tego doszlo, musi zajsc szereg warunkow. Po 
po pierwsze, najwazniejsze, osoba zostac musi ugryziona przez
wilkolaka podczas pelni. Po drugie, ofiara musi byc oslabiona mentalnie 
i fizycznie, inaczej organizm obroni sie przed choroba. Po trzecie,
co wiekszosc bajan i ksiag pomija, gwiazda Lycan swiecic jasno musi
na niebie, co nieczesto sie zdarza. Inaczej dyc, mielibysmy multum
zarazonych i zarazy wytepic by sie nie dalo.
   Slow kilka o obronie przed wilkolakami. Bujdy zaprawde, ze stworzenia
te sie srebra boja. Nie broncie sie srebrem, bo i srebro stracicie i
rzyc pogryziona miec bedziecie. Jedyna obrona przed lykantropami to
mimoza nurbiasta, zwana pospolicie lazega, a raczej wywar z niej. Odpedza
on wilkolaki powodujac u nich tepy bol czaszki. 
   Leku na lykantropie permamentnego nie ma, za to istnieje lek powodujacy
czasowe zatrzymanie przemian. Lek ten w wielkiej skrytosci chowaja Kupcy
Cechu Novigradzkiego. Nie udalo mi sie go jeszcze zdobyc.

                   Opetanie Astralne
   Ta choroba jest Wam wszystkim z kolei znana. Moze nie wiecie, ze tak sie
nazywa, albo ze jest to jeden rodzaj dolegliwosci, ale zapewniam Was,
kto dluzej zyje na tym swiecie, wiedziec bedzie o co chodzi. A chodzi o
niewytlumaczalne, niekiedy bezsensowne zachowania roznych osob.
Rzeklibyscie, szalenstwo zwykle, ale nie, wyroznic trzeba opetanie, bo we
wszystkich przypadkach takoz samo sie objawia. Co znamienite, konczy sie
zazwyczaj smiercia osoby opetanej, smiercia nadzwyczaj tajemnicza i 
swiadczaca o magicznym rodzaju tej choroby. Mianowicie, opetanych czesto
uderza piorun z nieba jasnego.
   Jak zazwyczaj objawia sie opetanie? Ofiara tejze choroby zaczyna mowic
bardzo, ale to bardzo dziwne rzeczy. Najczestszymi wypowiedziami jest 
powtarzanie slow : dwukropek, lewy, badz prawy nawias. Nikt do dzis nie
potrafi zinterpretowac tych wypowiedzi, choc zdazaja sie nader czesto.
Sa rozne teorie, byc moze opetany widzi w powietrzu napisy w jakims
starozytnym jezyku, moze jakis demon dyktuje mu co ma mowic? Zdarzaja
sie tez rozne inne wyrazy, ktorych ze wzgledu na moja wlasna obawe, nie
przytocze. Opetanego z reguly nie da juz sie uratowac.

                     Wampiryzm
  To kazde dziecko zna : wapierz zly, krew z ludzi upuszcza, wypija i w 
noc ulatuje. Czymze jednak jest wampiryzm, jezeli nie kolejna choroba
pochodzenia magicznego. Zdefiniujmy zatem kim jest ow wampir.
  Jest to istota, ktora przekroczyla granice smierci, w inny jednak sposob
niz ozywione szkielety i zombie, bo zachowujac rozum i wlasne, lekko
zmienione tylko cialo. Jakze ono sie zmienilo? Zebiska urastaja - powiedza
chlopi. I ani chybi tak sie stanie, kly wapierza sa o wiele dluzsze i 
ostrzejsze od zebow zwyklego czlowieka. Ale oprocz widzialnych i namacalnych
zmian, zachodza takze takie, o ktorych nie kazdy wie. Wampir bowiem, posiada
nadnaturalna sile i umiejetnosci. Moc taka ma, ze czlowieka cisnac
potrafi na dwadziescia albo i wiecej stop w powietrze. Przemieniac sie
moze w czarnego nietoperza, robi tak aby szybciej podrozowac. Moglbym
tak wymieniac roznorakie umiejetnosci wapierzy, od urokow do odpornosci
na zwykla bron, lecz przejde od razu do wazniejszego punktu. Wampiry potrzebuja
krwi, by podtrzymac swoj podly zywot. Bez niej, nie potrafia ni 
reka, ni noga ruszyc. A zadza krwi praktycznie bezustannie meczy wapierze.
Dlategoz to napadaja wsie i porywaja panny. Niektore bowiem wampiry zywia
sie zarowno krwia, jak i strachem ludzkich istot.
  Sposoby na wampira sa roznorakie : owe nie przestapia nigdy progu nie
zaproszone, ni czosnku do ust nie wezma. Zabic je mozna kolkiem osinowym,
co powoduje ich spoczynek na wieki. Inaczej dyc, wapierz taki w eteryczna
mgle sie zamieni, i uleci do swej trumny z ziemia ze swego grobu, gdzie sily
odzyska. 
  Waznym faktem jest to, iz w nocy potezne i dumne, w dzien wampiry sa
zdecydowanie bardziej oslabione. Wampira uleczyc z wampiryzmu nie da sie
inaczej niz wysylajac go w zaswiaty.


Pod spodem widnieje pieczec Wilka i podpis :
   Pagan Counscil