Periodicus numer 14

Wywiad z RWT, Bajka Thenny Bruys

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                         Data wydania: dwudziesty dziewiaty dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
     Kazdy, kto choc przez jeden numer pracowal w Redakcji wie, jak trudno
        nieraz jest zlozyc wydanie. Chociaz w Periodicusie nie brakowalo
     artykulow, niekiedy ciezko bylo zachowac rownowage pomiedzy literatura
      lekka a fachowa. Wlasnie ten numer - trzynasty - okazal sie na tyle
       pechowy, ze redaktorzy postanowili zwrocic sie z bardziej wyrazna
    niz dotychczas prosba do czytelnikow o pomoc przy tworzeniu czasopisma.
      Rozpisano specjalny konkurs (ktory okazal sie, niestety, niewypalem)
       oraz zorganizowano ankiete, ktorej celem bylo zdobycie pelniejszej
               wiedzy na temat zdania czytelnikow o Periodicusie.
                                        
                                                note ku pamieci zlozyl
                                    Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Rada Wydzialu Truwerstwa....................strona 1
     * Mapy Swiata - Mahakam Poludniowy.....................strona 2
     * Bajka Thenny Bruys...................................strona 3
     * Wiersz Enefghara.....................................strona 4
     * Gwozdz...............................................strona 5
     * Magia perfum (I).....................................strona 6
     * Ankieta..............................................strona 7
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o


Zatytulowano: Wywiad z Rada Wydzialu Truwerstwa

                __    __       __    __ _____  _      ___ 
               / / /\ \ \/\_/\/ / /\ \ \\_  _\/_\    /   \
               \ \/  \/ /\_ _/\ \/  \/ / / / //_\\  / /\ /
                \  /\  /  / \  \  /\  /_/ /_/  _  \/ /_// 
                 \/  \/   \_/   \/  \/\____/\_/ \_/____/  
                  

        z Natt, Kzanolem i Cannardem,
                   Radnymi Wydzialu Truwerstwa na oxenfurckim uniwersytecie


                 Ona:  elfka o urzekajacej urodzie, zgrabna,
                zwinna,  smukla,  delikatna niczym  wiosenny
                zefirek grajacy w koronach drzew,  a zarazem
                tajemnicza, niezbadana, ukrywajaca swe zdol-
                nosci  pod plaszczem  skromnosci.  Wychowana
                w  Puszczy Shaerrawedd, gdzie dzwieki muzyki
                byly jej chlebem powszednim,  a tony rodzime
                przeplataly sie z dzwiekami typowymi dla jej
                ojca,  wychowanka  Lasu  Loren.  Dziecinstwo
                brutalnie  przerwal  najazd dh'oine,   ktory
                zmusil przyszla Radna  do  zmienienia spiewu
                instrumentow na  muzyke miecza i krwi.  Wraz
                z biegiem lat odlaczyla sie jednak od Koman-
                da,  odnajdujac sie na  Uniwersytecie miasta
                Oxenfurt,  gdzie  niebywaly  talent muzyczny
                pozwolil  jej  na szybkie przyjecie do grona 
                studentow, a  zmiany wewnetrzne Katedry Tru-
                werstwa  doprowadzily,  ze  niebawem zostala
                najstarszym czlonkiem obecnej Rady  -  Natt,
                Pani Nocy!
                
                 On:  krasnolud,  ktory,  chociaz   urodzony
                w Oxenfurcie,  swe dziecinstwo  spedzil  pod
                gora  Carbon w Mahakamie.  Z piesniami  mial
                glownie kontakt  w karczmach,  chociaz,  jak
                przyznaje, zaczal  ukladac  wlasne  piosenki
                drazac  tunele w kopalni - jednej z wielkich
                pasji. Bez wielkich uniesien  czy  przelomo-
                wych zdarzen.  Jego pierwsze podanie zostalo
                odrzucone z uwagi na, jak wyjawia po latach,
                wiersz, ktory nijak nie mogl  sie  spodobac.
                Dzieki pomocy owczesnej Rady, w ktorej skla-
                dzie juz  znajdowala sie Natt,  napisal swoj
                najlepszy poemat i trafil na Wydzial.  Poka-
                znych rozmiarow projekt planow na przyszlosc
                zaprezentowany przez  niego  w  wyborach  po
                odejsciu radnego Vookasha,  zaowocowal awan-
                sem na  najwyzsze stanowisko  Katedry.  Zywy
                dowod na to,  ze spiewac kazdy moze - Kzanol
                Narag-Shathur!
                
                 I kolejny: mlody,  pelen wdzieku i  zapalu,
                niezwykle charyzmatyczny, a przede wszystkim
                z niewyczerpanym humorem Radny o najkrotszym
                stazu. Dzieki pomocy przyjaciol  z  wloczegi
                i nieokrzesanego hultaja stal sie, jak teraz
                wspomina,  mniej nieokrzesany. Od zawsze za-
                fascynowany blaskiem slawy, wreszcie spotkal
                Eliana, osobe,  ktora jako pierwsza powaznie
                przyjrzala  sie jego poezji  i  zachecila do
                zlozenia podania na Wydzial.  Czekal  dlugo,
                acz  ostatecznie dostal  upragniona  lutnie.
                Poczatki zycia jako bard nie byly latwe, mu-
                zyka  nigdy nie  stanowila prostego  sposobu
                na wzbogacenie sie, jednakze dzieki swym za-
                letom zyskal wkrotce niesamowita popularnosc
                wsrod sluchaczy kazdego rodzaju. Powiada sie
                ze  samym  beknieciem potrafi  podbic  serca
                tlumow. Ostatni z czlonkow Rady - Cannard!
                
                 Wywiad  zostal przeprowadzony  przez  Hiira
                w Oxenfurcie,  miescie  pozornie  spokojnym,
                z miejscowa ludnoscia pelna werwy i wiecznie
                pragnaca narzucic nam swoje towarzystwo.
                
                Redakcja: Kazdy wie,  ze samemu latwiej jest
                panowac,  niz w trojke - jak wyglada podzial
                obowiazkow w Radzie?
                Cannard: Chaotycznie. (smiech)
                Kzanol:  Nie jest az tak zle.  Podjalem  sie
                i staram realizowac kwestie zwiazane z doku-
                mentacja kandydatow.  Nie tylko koresponden-
                cja,  ale i nadzor  nad tym,  kto obecnie na
                jakim etpie staran sie znajduje.
                Cannard: Kzanol   wnosi  nieco   systematyki 
                w nasza trojke. 
                Natt: Bynajmniej nie czuje sie usystematyzo-
                wana.
                Cannard: Natt,  jako najstarsza,  rozstrzyga
                sprawy sporne dotyczace piesni. W  miare mo-
                zliwosci ja  zajmuje sie  nowymi  piesniami,
                chociaz  inni  Radni  takze  sie  udzielaja.
                Jesli  tylko moge,  zajmuje sie tez  wprowa-
                dzaniem nowosci i poprawianiem bledow.
                Kzanol: Warto  tez  wspomniec,  ze z  naszym
                opiekunczym hipopotamem,  Kewim,  chyba  tez
                Cannard najwiecej dyskusji prowadzi.
                Natt: Wymien kiedy przy nim moje imie, zoba-
                czysz, jak szybko ucieknie w panice.
                
                Redakcja: No wlasnie, wspomniane juz piesni.
                Czym  musi sie  charakteryzowac piesn,  zeby
                mogla zostac zapisana w spiewniku?
                Natt: To pytanie, ktore nie ma odpowiedzi.
                Kzanol: Po prostu musi byc dobra, i tyle.
                Cannard: Piesni... Coz, podstawowa wada pie-
                sni, ktore odrzucamy,  to brak rytmu i slowa
                nieprzystajace do owego swiata.
                Natt: Ale nie zawsze brak rytmu  dyskwalifi- 
                kuje piesn.
                Kzanol: Bardzo  trudno jest ocenic poezje na
                podstawie kwestii bezwzglednych.
                Cannard: To jest  poezja i nie  da sie podac
                jedynie slusznej formuly. Ogolnie jednak nie
                akceptujemy bledow ani plagiatow.
                
                Redakcja: A wiec niech bedzie,  nie istnieje
                szablon na piesni.  A jak to jest  z  samymi
                kandydatami?
                Natt: To kolejne trudne pytanie.
                Cannard: Jestesmy rozni, rozne sa i podania,
                staramy sie  wiec byc  elastyczni,  ale mamy
                tez swoje reguly.
                Natt: Przede  wszystkim  podanie   nie  moze
                zawierac bledow, czy to ortograficznych, czy
                stylistycznych.
                Kzanol: Kazde z nas ocenia podanie - niezbe-
                dna jest  wiekszosc  glosow  za,  aczkolwiek
                jezeli ktos jest wyraznie przeciw, nawet owa
                wiekszosc nie wystarcza.  Ja oceniam podanie
                glownie na podstawie dwoch podstawowych kwe-
                stii: talent i starannosc.
                Cannard: Mnie podoba sie oryginalnosc.
                Natt: Dla mnie w podaniu istotna  jest takze
                starannosc,  owszem,  ale rowniez motywacja.
                Podanie   "przyjmijcie mnie bo jestem dobry"
                z gory jest u mnie przegrane, istotne sa ar-
                gumenty.
                Kzanol: A jestem dosc wymagajacy  co do sta-
                rannosci.  Uwazam,  ze takowe podanie  winno
                sie skladac,  dopracowujac  kazdy  szczegol.
                Wreszcie  mozna to zrobic na spokojnie i sie
                do tego przylozyc.  Odrzucaja mnie zas proby
                wzbudzenia  w  Radzie  wspolczucia   poprzez
                opisywanie bardzo trudnego dziecinstwa. Wie-
                le lepiej,  gdy ktos napisze,  ze mu dzbanek
                na leb spadl, uslyszal muzyke i nagle go ol-
                snilo.
                Cannard: Najwazniejsze sa piesni - trzy pie-
                sni. Istotne jest,  zeby nie byly  wulgarne.
                Kzanol: Aczkolwiek  chociazby delikatny ero-
                tyzm jest mile widzany.
                Cannard: Nie ma nic zlego w ironii  czy  tez
                krytyce,  ale poezja powinna opierac  sie na
                slowach  pieknych,  a nie  na  niewybrednych
                epitetach.
                Natt: Co zas sie tyczy ironii, paszkwile lub
                groteski nadmiernie oczerniajace jakas osobe
                nie sa mile widzane.
                
                Redakcja: Mielismy  nie  tak dawno  turniej,
                dzieki ktoremu mozna bylo sie  dostac na wy-
                dzial z  pominieciem standardowej procedury.
                Byl on jakas nowoscia?
                Natt: Przed wiekami porwalismy sie na zorga-
                nizowanie  takiego turnieju,  ja oraz Silva-
                rann.  Wtedy to na Wydzial zostala  przyjeta
                Gwenn.
                Cannard: Potem z roznych wzgledow zapomniano
                o tym.  Pomysl odnowienia zwyczaju  padl od
                Eliana i ode mnie. Wygrala go Asandra.
                
                Redakcja: Pojawily sie wiesci na temat swego
                rodzaju  klopotow wewnetrznych  po  ostatnim
                turnieju. Moge poprosic o szersze wiesci?
                Cannard: W  rzeczy  samej,  podczas turnieju
                doszlo do pewnego konfliktu, prowadzacego do
                nieciekawego zakonczenia.
                Natt: Nalozylo sie na to kilka spraw.  Radna
                Srebrna wyraznie podupadla na zdrowiu,  wiec
                poprosila,  bysmy znalezli kogos godnego  na
                jej miejsce, z pominieciem procedury wyborow
                dla ulatwienia przekazania stanowiska. Jakos
                jednak tej osoby nie wyznaczylismy i tak mi-
                nal czas do turnieju. Doszlo na nim do buntu
                studentow,  znajacych dawniejsze dzieje  Wy-
                dzialu,  niezadowolonych  ze stagnacji  jaka
                miala miejsce  w  owym momencie.  Poczatkowo
                wszystko mialo byc zorganizowane polubownie,
                jednak emocje wziely gore.  Doszly  do  tego
                pozniej  jeszcze egzaminy - rzecz,  o ktorej
                spora grupa osob wiedziala wczesniej. Zosta-
                lo to jednak  zle odebrane,  skutkiem  czego
                kilku   studentow  brutalnie  pozegnalo  sie
                z Wydzialem  - zniszczyli swoje instrumenty.
                Wtedy to rozpisalismy nowe wybory,  w wyniku
                ktorych zostala powolana nowa Rada  -  taka,
                jaka jest  w  obecnym stanie.  Trzeba jednak
                zaznaczyc,  ze wiekszosc osob,  ktore wziely
                udzial w buncie, powrocily na Wydzial.
                
                Redakcja: Sa jakies  plany na przyszlosc od-
                nosnie podobnych przedsiewziec?
                Natt: Sadze,  ze  tak,  chociaz zwiazane  to
                jest z ogromem przygotowan i, jak juz wiemy,
                wybuchami roznych emocji.
                Kzanol: Wydzial  jest  jak  rodzina.  Czasem
                musimy sie tez troche poklocic,  ale najwaz-
                niejsze,  ze klotnie potem  ida na bok,  zas
                zycie toczy sie dalej.
                Natt: Ciesze sie,  ze wreszcie zaczales  nas
                tak traktowac.
                Kzanol: Zawsze tak was traktowalem, a klocic
                sie czasem trzeba.  Wreszcie dziwne by bylo,
                gdyby krasnolud i elfka zawsze zgodni  byli,
                co nie?
                Natt nuci: E tam...  dla  mnie  by  to  bylo
                normalne, widac inaczej Cie wychowali.
                
                Redakcja: Urocza rodzinka. Chodza wsrod stu-
                dentow plotki,  ze od ostatniej zmiany  Rady
                planowane sa  znaczne reformy  na  Wydziale.
                Co Radni moga powiedziec na ten temat?
                Natt: Moga powiedziec glownie tyle, ze zale-
                zy to od Niesmiertelnych.
                Kzanol: Przede wszystkim  Cannard stara  sie
                mocno pomagac studentom.
                Cannar: Ano,  poczatkowo mialem zamiar wpro-
                wadzic nieco ozywienia na Wydziale,  jednak,
                jak Natt zaznaczyla,  nie zalezy to tylko od
                nas.  Najpierw  trzeba  bylo  usunac  liczne
                bledy  w  strukturze Wydzalu, ktore nagroma-
                dzily sie przez lata. Mozna przejrzec piesni
                wedlug autorow, trawaja prace nad urozmaice-
                niem sposobu ich wykonania. Od jakiego czasu
                isnieje  tez mozliwosc wymiany  instrumentu.
                Kzanol: Ja, na ten przyklad, moglem wreszcie
                stac sie jednym  wielkim cymbalem.  Choc pe-
                wnie Natt stwierdzi,  ze wiele sie nie zmie-
                nilo.
                Natt: Alez wreszcie sie zmienilo. Przestales
                sie z tym ukrywac.
                Cannard: Rozpoczelismy rozmowy  z  lutnikami
                odnosnie  nowych  typow instrumentow,  takze
                planujemy przebudowac pomieszczenia.
                Natt: Tam wlasnie beda  organizowane  wolne,
                nieobowiazkowe  wyklady, ktore  juz  wkrotce
                sie rozpoczna.
                Cannard: A  takze powstanie cos dla  gardla,
                czyli upragniona karczma truwerska.
                
                Redakcja: I pytanie na zakonczenie. Co sadza
                Radni o tanich spiewakach ulicznych,  ktorzy
                mysla,  ze  tandetnym  zafarbowaniem  wlosow
                czy blyskotkami  na  lnianych koszulach moga
                zdobyc serca tlumow?
                Natt: Jesli sa tacy,  ktorzy gustuja  w  ich
                zawodzeniu nie znajac  i  nie szanujac praw-
                dziwej sztuki, niechaj sie nimi ciesza. Byle
                tylko spiewacy owi nie dreczyli mych uszu.
                Kzanol: Moja odpowiedz jest krotka i prosta.
                Skoro w tem swiecie jest miejsce i na plusk-
                we,  i na wesz,  i na wszola,  to mysle,  ze
                i dla nich miejsce sie znajdzie.
                
                Redakcja: Radni chcieliby moze dodac cos  od
                siebie?
                Natt: Byc moze, aby kandydaci  powaznie roz-
                wazyli kwestie skladania podan i nie tracili
                wiare  w  uzyskanie odpowiedzi. Ostatnio ten
                czas znacznie sie skrocil - dowod na to,  ze
                Wydzial wraca do lat swietnosci.
                
                Redakcja: I oby kwitl jeszcze bardziej, niz
                przed laty. Dziekuje za wywiad!
> 
> 
> 
Zatytulowano: Mapy Swiata - Mahakam Poludniowy

                            |\  |        Krzemienne
                            | \ |          Wzgorza 
  TANTULLSKIE               |  \|            |
         WIERCHY             /|\             T
                            / | \           /|
        I POPIELATA           |            o-T
              KOTLINA         |             \|
                              |              T    Behemot
  W GORACH MAHAKAM                           |           o
                                             T          / \
                                              \        /   \
                                               T<====>o<=>o o
                                o              |       \   /
                               /|\             T        \ /
                      J<===>o-o-o-o<====>o-o   |         o
                           /|/|\|\|         \  |   zniszczony
            o---o---o--o--o o-o-o-o          o-T---   most
           / \ / \ / \    | |/|/|/             |         o
          o   o   o   o   o R-o-o              T        / \  Gargulla
          |    \ / \ / \   \   o------o----o   |       /   \
          o     o   o   o   o        / \   |   T<====>o<=>o o
           \           /    |       /   \  |  /        \   /
            \     o   o   o |      /     \ | o          \ /
             \   / \ / \   \|     /       \| |           o<====>o
              o-o   o---o   o  o-o  o<====>o-o
             /           \ /      \       /
            /  stozek     o        \     /
           o     | wulkanu          \   /
            \    *                   \ / Tantullus
             \   |                    o
              o--o--W-|       |-G
                       |->S-S<-|

      -----------------------------------------------------
      |                                                   |
      | G - grota za wodospadem                           |
      | J - opuszczona jaskinia niedzwiedzia              |
      | R - ruiny twierdzy Smocze Siedliszcze             |
      | S - glebsza czesc strumienia pod wodospadem       |
      | T - trakt handlowy                                |
      | W - wodospad                                      |
      |                                                   |
      | -*-  szczelina umozliwiajaca dalsza wedrowke      |
      | <==> sciezka gora/dol                             |
      |                                                   |
      | UWAGA!                                            |
      |  Ze wzgladu na obecnosc wciaz aktywnego wulkanu   |
      | w poblizu Popielatej Kotliny zaleca sie jak       |
      | najwieksza ostroznosc podczas przebywania na tym  |
      | obszarze.                                         |
      |                                                   |
      -----------------------------------------------------
> 
> 
Zatytulowano: Bajka Thenny Bruys            

     - Tatku, opowiedz nam bajke! - poprosila marchewkowowlosa krasnoludka,
starajac sie wdrapac na kolana swojemu ojcu, rzezbiacemu cos w kawalku drewna.
Niespecjalnie mu to przeszkadzalo - lubil swoje piegowate i ciemnookie corki,
nawet wtedy, gdy - przypadkiem albo calkiem zlosliwie - ciagnely go za brode,
czy piskliwymi i cieniutkimi glosami piszczaly o kolejna bajke. Dokladnie jak
teraz. Poglaskal corke po rudej glowie i posadzil ja na swoim kolanie - w kon-
cu mala umiala sluchac jak nikt, w dodatku zdawala sie szczerze wierzyc w to,
co mowil. Starsza, o wlosach bielutkich jak snieg, choc zdawala sie intereso-
wac bardziej najmlodszym Draco, niz historiami o wojnach i smokach, spojrzala 
na rodziciela z nadzieja.
I juz po prostu nie mogl nie rozpoczac opowiesci.
     - Bylo to jakies dwa... moze cztery... w kazdym razie jakis czas po tym.
jak poznalem ta strasz... znaczy, wasza mamusie kochana. Zaraza, to byla chyba
najpiekniejsza krasnoludka, jaka w zyciu widzialem. Warkocz miala jak
marzenie, o, taaki dlugi. A pomaranczowy bardziej, niz lepek Thennci, slowo wam
daje. No i w dodatku w loznicy sie okazala... hmm... ale o czym to ja mialem...
- zmieszal sie krasnolud, nagle stwierdzajac, ze jego male coreczki niekonie-
cznie powinny znac ukryte talenty swojej mamusi. Podrapal sie po swej kudlatej
glowie, uwaznie dobierajac w myslach slowa. Po chwili podjal swa historie.
     - Tak wiec, bylo to zanim jeszcze zostalem niewol... mezem Waszej mamusi. 
Zdaje sie w tym jej calym Mahakamie mieszkaly jeszcze jakies porzadne smoki,
a nie, jak teraz, jedno chuchro na cale gory zostalo. Kiedys Mahakamczyki to
byly prawdziwe chlopy, teraz co zdatniejszy do sluzby to do woja -taka Starosty
wola. Reszta nadal beczulki jedna za druga oproznia, czasem szczypnie ktorys
jaka elfke albo i niedzwiedzia na kawalki potnie i juz mysla ze chlopy... Temu
to wlasnie Mahakamki do nas, na kraniec swiata wedruja, tu z reszta krasnolud-
kom lepiej w.. - urwal, przygryzajac warge. Marchewkowowlosa podniosla na niego
powazne spojrzenie ciemnych oczu i poprosila piskliwie:
  - Tatusiu, ale o wojaczce mow! O smokach! O krasnoludach, co brody ich ziemi
siegaja, a pod jednym cieciem topora pada troll...
  - Albo o piratach opowiedz, tatku! O piratach, jak na statki napadaja i
elfki do niewoli biora coby potem przechedo... - bialowlosa szybciutko zatkala
sobie piegowata buzie reka. Wiedziala, ze tatus jakos nie bardzo chetnie wspo-
mina o tym w swoich historiach. Nie rozumiala tylko, dlaczego. Spodziewala sie
najgorszego. Biedaczek.
   - Nie, nie o piratach, nie sluchaj Li, o piratach bylo zeszlym razem! Teraz
o Kompanii opowiedz, o miecznikach, co wlasnym cialem w bitwie zaslaniali do-
wodcow, slicznie prosze tatku!
   - Albo o Zabojcach Trolli, o tym jak te kozice... znaczy oczywiscie o tych
trollach co to ryzykujac zycie zabijali!
Krasnolud wodzil spojrzeniem od jednej corki do drugiej. Zarumienione z emocji
buzie, blyszczace oczy. Odruchowo potarl policzek wierzchem dloni. Przewrocil
oczami, splunal na podloge i uciszajac gestem obie dziewczynki, kontynuowal
swoja historie.
      - Jak juz mowilem, malenstwa, wszystko zaczelo sie niedlugo potem, jak
poznalem Wasza mamusie na igrzyskach. Ona przyplynela razem z bratem, zeby Wa-
szej cioci - zanim jeszcze ciotka zostala, oczywiscie - kibicowac. Tak sie ja-
kos zlozylo, ze kilka dni wczesniej wodki nam w Twierdzy nie stalo, a ze...
  - Tata! - pisnela Li. - O piratach mialo byc, nie o wodce!
  - Wlasnie, nie o wodce, jeno o Kompanii Gryfa miales mowic!
       - Ale cichajcie, dziewuchy paskudne. Przeciez o tym wlasnie mowie, nie?
 Zaraz i do waszych dzielnych wojownikow dojde. Jeno zaczac dajcie chociaz, wy
 diablice piegowate. Zacznijmy wiec od tego, co stalo sie te szesc... nie, to
 bylo cztery lata po tym, jak wasza rudooka i ciemnowlosa... a was co tak roz-
 bawilo? Powiedzialem cos zabawnego? Spokoj ma byc, zaraza. Tak wiec minelo te
 siedem lat odkad...
   - Cztery!
       - Przeciez mowie, cztery lata, odkad ja poznalem! Pilismy wtedy tyle, ze
 trolla by zabilo... znaczy, dzien i noc Twierdzy bronilismy przed zielonymi...
 A plugastwo bylo niegdys bardziej harde niz moja matka, slowo wam daje. Choc
 kazdy z nas oddany byl Gorom bez reszty, to mimo wszystko kazdy z nas marzyl,
 by choc przez chwile byc Zabojca Trolli z czubem na glowie i toporem na ple-
 cach. Chodzaca legenda. Bylismy mlodzi, slawa byla naszym jedynym marzeniem...
 Ja z bratem i kilku co odwazniejszych krasnoludow ruszylismy za zielonymi. Ich
 oboz znajdowal sie kilka dni drogi od poludniowo wschodnich szczytow Gor. Kie-
 dysmy juz na miejsce dotarli, kilka godzin i juz jeden z nas na szyi wieszal
 naszyjnik z trollowych zebow. Za monety w orczym obozie znalezione postanowil
 ktorys kreutzhofenska gorzalke kupic. Wszystkim nam zamarzyla sie ciepla stra-
 wa, lozko i jakas chyza bab... o czym to ja? - zmieszal sie krasnolud.
   - Tatko wlasnie mial opowiedziec o piratach! - pisnela starsza krasnoludka.
 Marchewkowowlosa pociagnela ja za mysi warkoczyk.
   - Wcale nieprawda, tatku! Nie sluchaj Li!
   - To Then nie sluchaj! - bialowlosa nie tracila nadziei na historie o ber-
 serkerach. Krasnolud podrapal sie po gestej brodzie, posadzil starsza corecz-
 ke na drugim kolanie i opowiadal dalej.
       - No wiec kiedym poznal wasza matke... Ale nie... o tym juzem mowil...
 Kompania Skorpion kolejny raz popisala sie niebywalym mestwem i odwaga, bary-
 kadujac sie w Garnizonie przed dwoma halflingami... nie nie... Hmm... A. Znad
 resztek orczego obozu ruszylismy traktem na zachod, do imperialnego miasta, w
 ktorym znalezlismy lodowato zimna gorzalke, gorace miesiwo i wygodne lozka.
 Czas jednak byl najwyzszy, coby w powrotna droge sie zebrac. Kupilim buklaki
 na droge, kowal topory naostrzyl i w droge nam przyszlo sie zbierac. Kiedysmy
 jednak zobaczyli, jak Kompania w strone Gor Szarych maszeruje, jak zbroje w
 sloncu blyszcza, a kobiety z miasteczka z otwartymi ustami za nimi sie ogla-
 daja, przybitemu do slupa ogloszeniu przyjrzelismy sie lepiej. "Kompania
 Gryfa czeka na ciebie!", wyczytalismy. Do Twierdzy nie wrocilo nas czworo -
 kilka dni potem na szyjach mielismy szare chusty, sterty kartofli czekaly na
 obranie, podlogi Garnizonu lsnily, a my cwiczylismy sie w mieczu i maszerowac
 umielismy nie gorzej niz Sierzant! Co to byly za czasy... powiadam wam, male-
 nstwa, kazda baba sama sie do loznicy pcha... yyyy.... no i tego.... Na czym
 to ja...? A tak. Wiec bylo to cztery lata po tym, jak zem wasza...
    - TATKO! - pisnely blagalnie krasnoludki. - Smok mial byc, wojaczka miala
 byc, a nie ciegiem o tej loznicy i loznicy...
 Krasnolud chrzaknal z zazenowaniem. Jemu samemu bajka sie bardzo podobala: to
 co w opowiesci omijal, widzial calkiem dobrze w wyobrazni - i to tak, ze nie-
 mal czul zapach melcznobialej skory tej mlodej najemniczki... Dopiero gdy za-
 uwazyl niecierpliwe spojrzenia swoich coreczek, podjal swoja opowiesc.
       - Na czym to ja... Ach tak. Wiec kiedysmy jeszcze rekrutami Kompanii
 byli, wojna z Bretonczykami byla prawdziwa wojna, a jednorozce bylo komu la-
 pac, bo elfki nie puszczaly sie na lewo i prawo, w dawnej stolicy imperium
 pojawila sie pewna kobieta. Zwykla, ludzka kobieta, jakich to cholerne miasto
 zawsze bylo pelne. Zamieszkala na pietrze zajazdu - widac bylo, ze pieniedzy
 jej nie braklo. Po ulicach miasta chadzala otulona kruczoczarnym plaszczem z
 kapturem, kryjacym jej twarz w swym cieniu. Wiedzielismy wiec o niej tyle co
 nic. Ktoregos dnia jednak caly oddzial nie mial zupelnie nic do roboty - tedy
 ruszylismy do najlepszej nulnijskiej karczmy zajac sie przepijaniem zoldu jak
 na zonierzy przystalo... I kiedysmy homary po marienbursku zapijali nulnijska
 wodka, zauwazylismy ja. Byla niesamowicie drobna, niemal rowna mi wzrostem...
 Jednak wszyscy poczulismy sie nieswojo kiedy zobaczylismy w jaki sposob jej
 biala jak snieg suknia opina sie na jej... hmm... - krasnolud nagle sie zmie-
 szal.
    - Wcale nie chciales powiedziec o cyckach, tatusiu - uspokoila ojca znuzo-
 nym glosem mlodsza. Pokiwal w zamysleniu glowa, uspokojony.
       - Tak tak... wiec kiedysmy ja zobaczyli tego wieczora, wygladala tak
 wspaniale jak zadna inna kobieta na swiecie... Szybko jednak okryla sie swoim
 plaszczem i wybiegla z karczmy, obdarzajac nas, oniemialych, usmiechem.
 Na tym by sie pewnie skonczylo. Pewnie. Moze wszystko potoczyloby sie inaczej,
 gdyby mniedzy nami nie bylo mlodego rekruta. Dzieciak jeszcze. Niewiele myslac
 podniosl sie z lawy i wybiegl w noc sladem dziewczyny.
 O jego cialo potknal sie jeden z miecznikow, kiedysmy wytacza... wychodzili z
 karczmy. I chociaz w naszych szeregach nie bylo tchorzy, zadrzelismy, kiedy na
 szyi niedoszlego najemnika zobaczylismy slady klow.
    - Wilczych!
    - Harpiowych?
    - Wampirzych. Przerazeni pobieglismy z tym do Porucznika.
    - Obieraliscie za kare ziemniaki?
    - Obieranie ziemniakow przy tym, co czekalo nas nastepnego dnia, to bylaby
 nagroda. Porucznik z uroczym usmiechem oddalil sie na rozmowe ze Straznikami
 Krain. Wrocil, usmiechajac sie tak paskudnie, na ile to bylo tylko mozliwe, i
 zapowiedzial, ze ma dla nas zadanie. I oznajmil, ze ruszymy teraz sladem tej
 dziewczyny.
 I ruszylismy. Nic to, ze ladnych kilka tygodni od smierci rekruta. Saufer sie
 z robota nie spieszyl co prawda...
    - Tatusiu, co to Saufer?
    - Browa...znaczy, miecznik... Tak, kreutzhofenski miecznik,nie spieszyl sie
 z ostrzeniem broni, pewno dlatego, ze juz nie bylo z czego warzyc... znaczy on
 po prostu leniwy byl, nie? Tak czy inaczej dlugo zesmy sie nie opierdalali pod
 okiem Porucznika i wykopal nas w koncu z Garnizonu. Wiesci o dziewczynie bylo
 niewiele - nie mielismy pojecia, kim byla, czy byla sama i gdzie jej szukac.
 Jakos nas to nie martwilo, szczerze mowiac.
 Ale rozkaz byl rozkaz. Poszukiwania zaczelismy od wizyty w burdelu... Znaczy..
 Nulnijskie kobiety mialy duzo wiadomosci o tym, co dzieje sie w miescie... Z
 pekatych sakiewek ubywalo coraz wiecej, nawet nie wiecie, ile informacji mozna
 kupic za garsc zlota. Slad prowadzil poczatkowo do Altdorfu, jednak tam sie
 urywal i kolejne wiesci o dziewczynie docieraly z dalekiej Bretonii... Wystar-
 czylo poddusic... znaczy przekonac kogo trzeba, i dotarlismy do niewielkiej
 wioski, polozonej niedaleko wielkiego jeziora i blotnistej rzeki. Tak, tam ja
 znali. W wiosce jednak jej nie bylo, przeszukalismy wszystko, co sie dalo,
 przykladnie zgwalcilismy kilka bab i puscilismy z dymem stodole... Znaczy, 
 wszystko zrobilismy jak prawo imperialne nakazuje, prawda... Dziewczyny jednak
 nie znalezlismy.
 Dopiero kiedy ktorys z chlopow poskarzyl sie ktoremus z nas, ze razem z nia
 zniknela jedna z lodzi rybackich, postanowilismy przeszukac jezioro i rzeke.
 I chociaz brzydzilismy sie niemozebnie, w smierdzacych rybami lodziach wyply-
 nelismy na jezioro...
 Nic.
 Cisza. Tak niesamowita, ze slyszelismy jeki jakiejs kobiety we wiosce. Badz
 co badz, bylo juz dosyc pozno. Plynelismy przy gesto zarosnietych trzcina
 brzegach. Woda byla paskudnie zimna i cuchnaca bardziej nawet niz lodzie. Ktos
 nawet stwierdzil, ze tutejsi zamiast budowac wychodki robia do jeziora. Sadzac
 po zapachu, bylo to nawet dosc prawdopodobne.
 Kazdy z nas pilnie staral sie, zeby to smierdzace obrzydlistwo nie zamoczylo
 nam plaszczy. I bylo wspaniale. Do czasu. Ktorys nie wytrzymal juz smrodu...
 I przewieszony przez burte juz - juz mial zwrocic ostatni posilek w paskudne
 odmety jeziora, kiedy lodka zatrzesla sie...
 A potem byl juz tylko plusk, cuchnaca woda na naszych plaszczach i twarzach..
 - Podplyn blizej to Cie zabije! - wrzask sierzanta wyrwal nas z otepienia.
 Topielec byl trupioblady - nie wiadomo tylko, czy ze strachu, czy moze po
 prostu z obrzydzenia... 
 W kazdym razie, plynal w strone brzegu. Gniew sierzanta, badz co badz, to nic
 przyjemnego.
 - Odziaaaaaal! Za tym sku...
    Krasnolud zaniosl sie po raz kolejny wymuszonym kaszlem. Male z irytacja
 ciagnely go za brode (to ta mlodsza) i niecierpliwie wiercily sie na jego
 kolanach (to ta starsza). Potarl policzek i podjal swoja opowiesc.
    - No i poplynelismy za nim. Chociaz woda byla gestsza od mahakamskiej gro-
 chowki, calkiem niezle sobie radzil, cholera.
    - I co, i co sie wtedy stalo, tatusiu? - Nie wytrzymala ta starsza.
    - Nic, dogonilim skur...skurczybyka dopiero na srodku jeziora, kiedy sie
 nagle zatrzymal. Jeno nie pomyslal zaden z nas, ze kogos sciganego gniewem
 sierzanta moze zatrzymac tylko jakies gowno z mackami i zebami wielkosci
 miecza... Krotki wrzask, woda zmienila kolor z ohydnego na ohydny czerwony
 i tyle po dzielnym wojowniku wlasciwie zostalo...
 Tak czy inaczej, to paskudztwo spod wody nie najadlo sie jeszcze... Lodka
 rozpieprzyla sie od jednego uderzenia tej cholernej macki. Silnie przywalic
 potrafilo, nie ma co.
    - I co dalej, tatku? Zabiliscie tego potwora?
    - A gdzie tam, za potwora nikt nam nie placil. Z reszta jedyne co pamietam
 to ta macka trafiajaca mnie w zoladek i wrzaski zolnierzy. A kiedy sie obudzi-
 lem, pociety leb juz dawno byl pozszywany, a nade mna nachylala sie kobitka z
 cyckami wiek... znaczy sie, taka bardzo madra i dobra. A jak tylko pozwolili
 mi z lozka wylezc, to pierwszym wozem zabralem sie w strone domu...
    - A dziewczyna?
    - A oddzial?
    - Z calego oddzialu zostalo nas trzech... i zaden nie mial ochoty wracac
 na sluzbe, chocby i takie cycate pieknosci mialy nam nosic zarcie do konca
 swiata.
     - To jaki moral z tej bajki? - wtracila sie matka krasnoludek.
     - A na kiego im moral? Byli zolnierze, byly potwory to i starczy.
> 
Zatytulowano: Wiersz Enefghara              

   ___________________________________________________________
  /                                                           \
 //_\                                                         |
 |\_/___/\___________________________/\___________/\__________/
 |                                                        \
 |                                                          \
 |                                                          |
 |                        "Zima"                            |
 |                                                          |
 |           Bialy puch siarczyscie siecze.                 |
 |           Zawierucha, bialo wszedzie                     |
 |           Kazdy szczelnie chroni cialo.                  |
 |           No i mowia: Zimniej bedzie.                    |
 |                                                          |
 |           Drzewa nagie puch dzwigaja                     |
 |           Marzna lisciem nie okryte.                     |
 |           Kobiety wszystko chowaja                       |
 |           Nawet nogi nie odkryte?!                       |
 |                                                          |
 |           Tak patrze na swiat,                           |
 |           Mysle sobie troszke.                           |
 |           I wiem juz! Ide spac.                          |
 |           Obudzcie mnie na wiosne...                     |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                               Enefghar z Novigradu       |
 |                            truwer Oxenfurckiej Akademii  |
 |                                                          |
 |                                              ___         |
 |                                             /.[].\       |
 |                                            |[]EG[]|      /
 | ____________________________________________\.[]./______/
 |/\                                             \#\#\     \
 | _|                                             \#\#\     |
  \/______________________________________________/#/\#\____/
                                                  \/  \/
> 
Zatytulowano: Gwozdz                        

|                   _      _           _
| ___   _      _  _//_   _//_  ____  _//_
|/  _\ | \ _  / |/  _  \|_   | |   \|_   |        
|  /__ | |/ \|  || | | | /  /  | | | /  /               _
|  |_ ||        || |_| |/  /_  | | |/  /_              | |
|_____/|___|____||_____|_____|_|___|_____|_____________| |
|______________________________________________________| |
|                                                      | |
|                                                      |_|
Kiedy akurat opuszczalam sklep, Slonce obdarowywalo swiat 
ostatnimi promykami czerwonawego swiatla, zapowiadajac nieuchronnie 
zblizajaca sie noc. Mimo tego bylam gotowa natychmiast wyprobowac 
swiezo zakupiony sprzet wedkarski, jednak moj zoladek zaczal 
sugerowac calkiem co innego. Ignorowanie go od czasu do czasu  nalezy 
do moich zwyczajow, ale tym razem sie poddalam. Bylam znuzona po 
podrozy z Nuln. "Karczma, czemu nie... Tylko gdzie ja taka znajde po 
ciemku w obcej okolicy?...". Orientacja w terenie nigdy nie byla moja 
dobra strona, a na dodatek nigdzie nie zauwazylam planu miejscowosci,
drogowskazow, ani zadnych innych tego typu wskazowek, ktore przeciez 
powinny pojawic sie w kazdeym szanujacym sie miasteczku. Juz chcialam 
zaczac zagladac pod kamienie, czy przez przypadek nie pozostawiono 
tam chociazby niewielkiej strzaleczki, kiedy gdzies z zachodu 
dobiegly mnie jakies wrzaski i dzwiek tluczonej szyby. "Nie bedzie to 
pewno lokal najwyzszych lotow..." pomyslalam, ale udalam sie w tamta 
strone ponaglana przez uporczywe skurcze zoladka. Minelam kilka 
nieciekawych kamienic, obserwujac z sekundy na sekunde spadek 
sterylnosci otoczenia, az w koncu dotarlam na miejsce. Parterowy 
budynek zyl niemal wlasnym zyciem! Wrzeszczal wiec wnieboglosy, 
rzucal przez okna przedziwne cienie na bruk, a sporadycznie (chyba z 
nudow) wypluwal to elementy oreza, to znow ich prawdopodobnych 
wlascicieli. Wiedzialam, ze nie takie niebezpieczenstwa przezywano 
juz w Imperium, wiec zalozywszy jako-tako czysty helm lezacy 
nieopodal, wkroczylam do paszczy tego "potwora", nader czesto z 
reszta spotykanego w calym swiecie....
Pierwsze spostrzerzenia: duzo zamieszania, duzo kufli, duzo 
klientow ze zdobnymi brodami i troszke mniej latajacej tu i owdzie 
broni - typowa AKI (Atmosfera Karczm Imperium), moze odrobine 
stylizowana na krasnoludzkom. Zajelam pospiesznie miejsce przy lawie 
(po uprzednim doprowadzeniu jej do stanu zgodnego z jakimikolwiek 
normami), jak najblizej karczmarza, ktory wydawal sie jedna z 
niewielu stosunkowo stabilnych osob (pomijajac prawa fizyki, wedle 
ktorych chyba powinien sie toczyc). A teraz niech mi ktos podpowie - 
czemu nie zdziwil mnie widok menu przepolowionego przez topor? Tak 
czy inaczej, zaczelam wertowac je wzrokiem i az mi sie soczewki 
zajaknely... ZUPA NA GWOZDZIU?! O dziwo, nie wydawalo mi sie - ten 
napis na prawde widnial na tablicy z lista dostepnego #zarcia#. A ze 
wszechobecna wrzawa i trzaski wszelkiego rodzaju tworzywa wprowadzily 
mnie w jakis dziwny nastroj, postanowilam zamowic sobie z ciekawosci 
owa orygianalna potrawe...
Przyznam Wam szczerze - mimo wszystko widok gwozdzia zanuzonego 
w polprzezroczystej cieczy, przypominajacej brudna wode, wprawil mnie 
w oslupienie.
-To? To jest zupa?
-Ano. - potwierdzil krotko karczmarz, z najwiekszym spokojem 
obserwujac moja reakcje. W sumie, musialam wygladac calkiem ciekawie 
- gnomka wpatrujaca sie w talerz z "woda" i podluznym kawalkiem 
czystej rdzy. Podnioslam delikatnie lyzke (ktora sama w sobie nie 
zachecala do posilku) i szturchnelam delikatnie rudy przedmiot, 
sprawdzajac czy sie nie rozpadnie albo, co rowniez bylo mozliwe, nie 
spojrzy na mnie kaprawymi oczkami i nie zwieje ze swoistej kapieli. 
Wbrew oczekiwaniom, nic ciekawego sie nie stalo, a nieszczesna zupka 
stala nadal przede mna. Chyba nie musze tlumaczyc, ze nie wiedzialam, 
co z tym posilkiem moglabym zrobic - bo zdecydowanie zjedzenie go nie 
wchodzilo w gre. Ostatecznie, moje rozmyslania przerwal rubaszny 
smiech karczmarza. Spojrzalam nan ciekawie, gdyz po jego doczesnych 
reakcjach na bodzce z otoczenia nie spodziewalabym sie zadnych 
bardziej raptownych zachowan. Dlugo mu sie nie przygladalam, gdyz 
niemal w mgnieniu oka jego twarz powrocila do pierwotnego, 
skamienialego wyrazu. 
-Zort. - mruknal niewyraznie. Odpowiedzialam jedynie niepewnym 
spojrzeniem.
-Ano, zort to byl. - potwierdzil, wpadajac znowu w ten dziwny stan 
krotkotrwalego smiechu, ktoremu towarzyszylo energiczne podskakiwanie 
miesnia piwnego.
No i po chwili otrzymalam kolejny talerz, w sumie nieco 
czystrzy niz poprzedni, wypelniony po prostu przezroczystym, niczym 
nie zmaconym wywarem z ziemniakami. Sam widok czegos normalnego 
uspokoil troche moje podroby, ale po skosztowaniu znow czekala mnie 
niespodzianka... To mialo na prawde cudowny smak! Ciezko mi go 
okreslic, ale byl... Inny. Zlozony. Oryginalny. I wtedy dopiero 
musialam wiedziec, co w tej zupie jest! Tym razem bylam czujniejsza i  
legenda o starym skladzie kartofli w kopalni, 666-ciu myszach i 
slepym kocie o imieniu Gwozdz zostala szybko odrzucona przez moja 
swiadomosc. Ostatecznie moj upor w dociekaniu prawdy oraz sila 
przekonywania sprawily, ze zostalam wpuszczona na zaplecze i tam 
doinformowana przez szefa kuchni co i jak! Niestety, nie zdradzil mi 
przepisu do konca, gdyz to jego rodzinna tradycja, itd. itp., ale 
swoje wiem i Wam rowniez to przekaze!

     ______   _ 
    /_____/\ <_<| <-Wkladka rybna         Gwozdz to niejako
   /_____/\/|                        wkladka miesna owej zupy,  
  /_____/\/||                        przygotowywana ogrom czasu
 / ____ \/|||                        wczesniej. Wyfiletowane ryby    
| / _  \|||<-- Drut miedziany        nalezy przelozyc odpowiednimi
| |<_<| |||/                         przyprawami (m.in. zielona
| \____/ |/                          pietruszka, suszonym selerem,
 \______/ <-- Warstwa dziczyzny      mieta i rodzynkami), a nastepnie
                                     zawinac w plat swiezutkiej 
                                     dziczyzny. Calosc usztywniamy 
owijajac miedzianym drutem (stad nazwa: gwozdz, lub wymiennie: 
sruba), podduszamy nad ogniskiem, a aby dodac ostatecznego efektu - 
wedzimy przez 48 godzin. Na tym gotujemy esensje zupy, ktora 
ostatecznie rozciencza sie wrzatkiem. Troche skomplikowane, ale 
praktyczne i przede wszystkim: PYSZNE! Tak wiec, zapraszam na 
wycieczke do Ubersreik - WARTO! 
 
                                 ____
                                / ___/  _  _  ___  _  _  _  __  __
                               | |__ | | \| |/ _ \| \/ || |/ / /_ \
                                \____/ ||\__|\___/|_\/_||_|\_\/_|__\
> 
Zatytulowano: Magia perfum (I)              

                  _____,         ___,
                 (-| | |        (-|_)
                  _| | |_,agia   _|  erfum
                 (              (

Niniejszym tekstem pragne rozpoczac serie artykulow o perfumach. Byc
moze czesc informacji, ktore  sie  w  nich pojawia nie bedzie niczym
nowym, byc moze jednak czesc okaze sie dla Was mila ciekawostka.
Zacznac pragne od historii aby wprowadzic Czytelnikow w ten magiczny
swiat zapachow. W kolejnych  numerach  natomiast  pojawia sie miedzy
innymi: sztuka uzywania perfum,aromaterapia czy klasyfikacja znanych 
perfum. Zachecam do lektury wierzac, ze kazdy odszuka w niej cos dla
siebie.
 __   _,
(-|__|
 _|  |_,istoria perfum
(

Historie perfum mozna  podzielic  na  dwa  odgalezienia. Jedno siega
najdawniejszych czasow i nierozerwalnie wiaze sie z historia Dawnych
Slannow oraz elfow, drugie natomiast  jest wynikiem pojawienia sie i
rozwoju ludzi.I choc efekty koncowe sa do siebie niezwykle zblizone,
sposoby ich osiagniecia byly bardzo rozne.
Najpierw  przesledzimy  historie   elfiej  rasy  bowiem  tam  szybko
uzyskano doskonalosc,  ktora  towarzyszy  nam  po  dzis dzien. Droga
ludzkiej rasy do obecnych  osiagniec  byla  duzo  dluzsza i bardziej
kreta, przez co moze dla wielu ciekawsza.

Zatem historia perfum  siega  samych  poczatkow  najstarszych elfich
cywilizacji. Juz tysiace lat temu  substancje zapachowe uzywane byly
podczas rytualow oraz  w  czasie  obrzedow pogrzebowych. Wonne oleje
byly juz wtedy stosowane takze w celach kosmetycznych i leczniczych.
Ogromna chec eksploracji  wtenczas  mlodej  jeszcze rasy przyczynila
sie do odkrycia technologii destylacji,  ktora nadala perfumom znana
nam obecnie postac.
Olejki pozyskiwano z nasion i owocow roznych roslin, m.in. migdalow,
oliwek,sezamu, owocow mirobolantu,ziaren rzodkwi, rokiety, orzechow,
ziaren  kolokwinty  i  szafranu  kolczastego.  Do  czystych  olejkow
dodawano aromatyczne drewno, zywice (mirra), a takze silnie pachnace
kwiaty (np. lilie).
Rownolegle z rozwojem sztuki  tworzenia,  komponowania oraz uzywania
perfum  pojawilo   sie   zapotrzebowanie   na  opakowania  dla  tych
eterycznych zapachow. I tutaj  kolejny raz ujawnil sie caly kunszt i
pomyslowosc  elfickich  artystow.  Kazdy  flakonik,  podeleczko  czy
amforka  wykonywane  z  krysztalu,  fajansu,  alabastru  czy drogich
kruszcow stawaly sie  odrebym  dzielem  sztuki  pieknym juz dla nich
samych. Warto tutaj wspomniec rowniez, iz do kazdych perfum tworzone
bylo odrepne opakowanie  dostosowane  zarowno  do charakteru zapachu
jak i...nabywcy.Przez wiele wiekow elfia rasa obserwowala poczynania
ludzi, by z czasem podsunac im niektore rozwiazania aby i ich rozwoj
mogl postepowac. Najbardziej  przelomowym  momentem bylo przekazanie 
wiedzy  o  destylacji,   ktora  stala  na  dlugie  lata  napedem  do
poszukiwania kolejnych rozwiazan.

Przypuszcza sie, ze wsrod ludzi  historia perfum siega czasow, kiedy
czlowiek odkryl ogien i spostrzegl,ze niektore konary i zywice drzew
palac sie, wydzielaja intensywna won. W starozytnosci jako pachnidel
uzywano olejkow  roslinnych  oraz  kadzidel, czyli mieszanin zywic o
silnym zapachu. Z czasem  wykorzystano to  w obrzadkach religijnych,
podczas ktorych  palono  kadzidla,  cedr  i  inne rodzaje pachnacego
drewna. Wierzono, ze wraz z ich dymem modlitwy uniosa sie w gore i w
ten sposob dotra do  bogow.  Upajajacy  zapach  mial ich przychylnie
nastawic. Stad  wywodzi sie tez etymologia slowa "perfumy". Pochodzi
ono od  pradawnego  "per fumum",  czyli "poprzez dym".
Pierwsze wzmianki  o  perfumach  siegaja  czasow kultury starozytnej
Arabii. Pewna krolowa  cierpiaca  na  bezsennosc napelniala poduszki
platkami roz, co zapewnialo  jej  dobry sen i piekne marzenia senne.
Wtedy zaczeto poznawac lecznicze dzialanie zapachow.
Kazda z cywilizacji miala  swoj  sposob na zapach. I tak na przyklad
Kitajczycy wkladali do poscieli saszetki z perfumowanym proszkiem, w
koszach z brudna bielizna  umieszczali kore z aromatycznych drzew, a
w pokojach zapalali kadzidla  oraz  stosowali aromatyczne kapiele. W
Kitaju, zwyczajem  po  przyjeciu  stalo  sie  rozdawanie wychodzacym
gosciom kawalkow impregnowanego  papieru,  ktory wczesniej nasaczano
kroplami  jasminowych  perfum.  Zapach  ten  mial  niwelowac  skutki
naduzycia alkoholu. Perfumowane  byly  rowniez drukowane na jedwabiu
kitajskie pieniadze.
Inni starozytni po zazytej  kapieli  obficie namaszczali swoje cialo
pachnacymi olejkami  lub  masciami,  chetnie  tez namaszczali peruki
uzywajac do tego  celu  zapachow  pochodzenia  roslinnego takich jak
cynamon, kosaciec, lilia,  migdaly,  terpentyna,  a takze majeranek,
mirt, roza. Z czasem weszly w mode  stozki z twardego, perfumowanego
tluszczu, ktore w czasie  uczt  osadzano  sobie  na glowie. Pachnacy
tluszcz rozpuszczal  sie  powoli  splywajac  na  wlosy biesiadnikow.
Zapotrzebowanie na olejki  o  wlasciwosciach odswiezajacych bylo tak
duze, ze stalo sie przyczyna pierwszego strajku w historii ludzkosci
Zastrajkowali  zolnierze  domagajac  sie  w  ten  sposob  od  wladcy
aromatycznych pomad i balsamow.
w Arabii ambra  byla  ceniona  na  rowni  ze  zlotem i niewolnikami,
a pachnidla w darze ofiarowywano krolom np. mirre czy kadzidlo.
Nastepnie przyszedl czas  by  wyniesc pachnidla na wyzyne swietosci.
Wedlug  owych  starozytnych, ktorzy  to  zapoczatkowali, piekna  won
pochodzila od bogow, a w razie  potrzeby mogla byc uzyta jako srodek
czarodziejski, byla  atrybutem  magicznym,  mistycznym i erotycznym.
Jako pachnidel uzywano olejkow roslinnych.
Szczytem elegancji wowczas  bylo  uczeszczanie do lazni publicznych.
Po zanurzeniu sie w wielkiej okraglej wannie wypelnionej goraca woda
namaszczano  sie  aromatycznym  balsamem  -  innym dla kazdej czesci
ciala: na przyklad  olejkiem  z  palmy  smarowano  klatke piersiowa,
mieta ramiona,tymiankiem nogi,a majerankiem wlosy.Zadna uroczystosc,
czy to narodziny  dziecka,  slub  czy  smierc nie mogla obyc sie bez
obecnosci kadzidel i namaszczania wonnosciami w celu oczyszczenia.
Kolejnym etapem bylo  stosowanie  do  pielegnacji  zapachow ciezkich
takich  jak  pachnaca  zywica,  mirra,  cynamon,  drzewo  sandalowe,
poczatkowo zarezerwowane  dla  bogow,  a takze substancje zwierzece,
takie jak na przyklad tluszcz z bobra czy pizmo.
Artysci wykonywali serie zawierajace ceramike dostosowana specjalnie
do przechowywania  substancji  pachnacych.  Rozwijala  sie produkcja
malych waz  z  ceramiki  formowanej  w  oryginalne  ksztalty: ludzi,
zwierzat, calych scenek rodzajowych.
Perfumy wedrowaly  przez  swiat  by  dotrzec wreszcie do, poczatkowo 
prostego narodu, krainy zolnierzy. Z entuzjazmem odkryto tam mode na
zycie  kuszace  przyjemnosciami,   z  ktorych  zapach  byl  jedna  z
najistotniejszych.
Ulubiona byla esencja  z  drogiego  szafranu,  a roznymi pachnidlami
perfumowano niemal  wszystko  co  bylo  pod  reka,  lacznie z winem.
Tamtejsza   arystokracja   wymyslila   sobie   skomplikowane  reguly
perfumowania ciala:  mieta do rak,  olejek palmowy na brode i piers,
majeranek na  brwi i wlosy,  a  esencja  z  pokruszonego tymianku na
kolana i barki.Zamozni uwielbiali otaczac sie pieknymi przedmiotami.
Przywiazywali duza wage nie  tylko  do ich wygladu, ale takze do ich
zapachu. Ich komnaty przesaczone byly zapachem kwiatowych platkow, a
materace  w  olbrzymich  lozach,  na  ktorych  sypiali wypchane byly
platkami roz. Aby zneutralizowac przygniatajacy ciezar dusznego lata
w tamtych  regionach   i   pozbyc   sie   nieprzyjemnych   zapachow
zapelnionych amfiteatrow, w czasie zawodow sportowych i przedstawien
teatralnych fontanny w teatrach  i  wokol nich rozpylaly perfumowana
wode. Nawet zwykly obywatel  smarowal  pachnacymi olejkami nie tylko
siebie, ale takze swoje konie i psy srednio trzy razy na dzien.
Jeden  z  cesarzy  kazal  pokrywac  gruba  warstwa  platkow rozanych
posadzki w kazdej komnacie  swojego zlotego palacu. W czasie przyjec
w oficjalnej sali jadalnej na gosci  nieprzerwanie splywaly z sufitu
pachnace kwiaty, a  z dyskretnie  ukrytych  srebrnych rurek tryskala
perfumowana woda.  Odkrycie  sposobu  produkcji  szkla i jego uzycie
przy wytwarzaniu  flakonow  i  pudeleczek  na  wonne substancje bylo
jednym z najwazniejszych wynalazkow owego Cesarstwa.
Cesarstwa padaly jedne po drugich,  rozwijaly sie nowe religie,ktore
zabronily  uzywania  perfum  ze  wzgledu  na  ich  rzekome  zmyslowe
dzialanie i tak nastapil zanik zwyczaju uzywania wonnych substancji,
a swiat Arabii stal sie na wiele wiekow "ostoja dobrego zapachu".
Trzeba bylo  wielu  wiekow azeby nasza czesc  swiata  mogla odzyskac
utracona radosc, jaka daje  won  perfum i odkryla ponownie, do czego
sluzy mydlo.Rycerze osiedleni pomiedzy ludnoscia arabska przejmowali
jej zwyczaje higieniczne, a pielgrzymi i kupcy przenosili zapomniane
zwyczaje na powrot do Imperium.
Pierwszym rozpowszechnionym kosmetykiem stala sie wtedy woda rozana,
ktora stosowano do  odswiezania  i  mycia  rak. Wielu jednak unikalo
kontaktu  z  woda,  traktujac  to  jako  swoista  kare  dla ciala za
popelnione grzechy  lub  jako  dobrowolne  umartwianie sie. Niejedna
swieta byla dumna z tego, ze  nigdy  nie  umyla rak, o reszcie nawet
nie wspominajac... Pobozni  rycerze  kapali sie najczesciej wpadajac 
wraz z  koniem  do  wody.  Jednak  obecnosc  lazni  w  klasztorach i
palacach   swiadczyla    o    przetrwaniu    higienicznych   nawykow
wprowadzonych w starozytnosci.
Zwyczaj uzywania  perfum  upowszechnial  sie  jeszcze  jakis czas po
nastaniu  burzuazji   by  wreszcie   osiagnac  szczyt  popularnosci.
Do waznych portow  zawijaly  statki  z  Kitaju i Nipponu  wypelnione
drogocennymi skladnikami  do  wyrobu  perfum. Arystokracja skrapiala
perfumami  nie  tylko  swoje  ciala,  ale  rowniez  ubrania, peruki,
wachlarze, a awet meble.  W  tym  czasie rowneiz powstal pierwszy na
swiecie cech producentow perfum.
Rozwoj produkcji perfum oraz  wzrost  ich  popularnosci sprawily, ze
pojawilo sie zapotrzebowanie na  estetyczne i oryginalne opakowania.
Wyglad flakonika zaczal  sie  powoli  stawac dla uzytkownikow perfum
rownie   wazny   jak   jego   zawartosc.   Odpowiedzia   na  rosnace
zapotrzebowanie  rynku  stal  sie   szybki  rozwoj  odrebnej  galezi
- produkcji opakowan szklanych.  Powstawaly buteleczki na perfumy ze
szlachetnych materialow:  krysztalu  szlifowanego  i  grawerowanego,
srebra, czy srebra  zloconego.  Zaczeto  produkowac flakony ze szkla
dmuchanego, zgodnie z technikami wschodu: szklo biale mleczne, szklo
z misternymi ornamentami ze srebra czy zlota.  
Od jakiegos czasu coraz bardziej popularne sa tez "pommandres" czyli
ozdobne pojemniczki  na  wonnosci  w  ksztalcie owocow, noszone przy
pasku przez piekne  damy  i  kawalerow.  Piekny, wonny okres skrywal
jednak brudna tajemnice  -  poziom  higieny  osobistej byl niezwykle
niski nawet w porownaniu  z  okresem  wczesniejszym. Wode uwazano za
siedlisko dzumy i cholery.  Coraz  trudniej  przychodzilo tuszowanie
zapachu wlasnego ciala, pachnidla staly sie wiec prawdziwa obsesja.
Uzycie  perfum  o  zapachu   fiolkow,   lawendy,  kwiatu  pomaranczy
wyroznialo damy szlachetne  lub  majetne i  elegantow ukrywajacych w
swojej  odziezy  czy  bieliznie  pachnace  woreczki,  a  przy  pasie
kosztowne i ozdobne pojemniczki na wonnosci, co otaczalo ich wieloma
warstwami zapachu. Bylo to konieczne,  poniewaz kapiele byly uwazane
za niezdrowe i niezbyt czesto stosowane, a w owczesnych palacach nie
bylo toalet i dworzanie  zalatwiali  swoje  potrzeby fizjologiczne w
dostepnych miejscach:  w  paleniskach  kominkow  czy  za meblami. Po
kilku miesiacach musiano dwor  krolewski przenosic do innego palacu,
a w opuszczonym zaczynalo sie wielkie sprzatanie.
Z czasem zaczely  powstawac  coraz  piekniejsze flakony i naczynia z
krysztalu, srebra,  zlota,  bursztynu,  porcelany.  Upowszechnil sie
rowniez wynalazek  luksusowych  kuferkow na kosmetyki, zawierajacych 
wszystkie niezbedne kobiecie (czy mezczyznie) przedmioty: buteleczki
z perfumami, pojemniczki  z  kremami i masciami, pudrami, barwnikami
do brwi, ust, ale takze  wszystkim,  co  jest potrzebne do zjedzenia
wykwintnego  sniadania:   filizankami,   dzbanuszkami,  talerzykami.
Wszystko to wykonywane jest  ze  szlachetnych materialow, takich jak
mahon, krysztal,  porcelana,  zloto,  srebro,  heban, kosc sloniowa,
skora...
Perfumy byly drogie i stac  na  nie bylo tylko najbogatszych. Zapach
byl  tak  silnie  zwiazany   i   kojarzony   z   wyzszymi  warstwami
spoleczenstwa, z glowami  panstw,  z arystokracja, ze kiedy wybuchla
Wielka  Rewolucja  stosowanie  pachnidel  stalo  sie  synonimem zla.
Rewolucjonisci  widzieli   w   perfumach   symbol  ekstrawagancji  i
rozrzutnosci, nieliczenia  sie  z  potrzebami  biedniejszych warstw.
Perfumowanie sie  stalo  sie  niebezpieczne,  moglo  stanowic jedyny
powod  oskarzenia  i  jedyny  dowod   w   sprawie  przed  trybunalem
rewolucyjnym, co moglo  kosztowac  kazdego  obywatela lub obywatelke
utrate glowy na gilotynie.
Moc  pieknego  zapachu  byla  jednak  zbyt  wielka,  zeby  mialo  to
powstrzymac dalszy rozwoj sztuki perfumeryjnej. 

                           Odnalazla i przepisala dla Czytelnikow

                                                  Natt, Pani Nocy...
> 
Zatytulowano: Ankieta                       

  Oto,  Drogi Czytelniku,  wspomniana wczesniej ankieta,  o ktorej wypelnienie,
wyciecie i odeslanie do inz. Luctusa. Pomoze nam  ona  w  opracowaniu  szablonu
przecietnego czytelnika, otrzymanie oceny na temat czasopisma,  a  takze  wielu
innych  informacji,   niezbednych  Redakcji  do  wydania  Periodicusa   jeszcze
bardziej interesujacego i trafiajacego w gusta Czytelnikow.
  Ankiete nalezy wypelnic nastepujaco:
-kolka (O) przy swoim wyborze zakreslic (X),
-w miejsce kropek wpisac, gdzie wskazane, ocene z przedzialu od zera  (dno cal-
 kowite) do dziesieciu (rewelacja absolutna!),
-w pozostale kropki wlasny wybor.

  Mamy nadzieje, ze wypelnienie ankiety nie sprawi trudnosci,  a poczta zwrotna
otrzymamy ich tyle,  ilu mamy czytelnikow.  Z nadzieja na glosy odzew z  Waszej
strony

                                         Redakcja Periodicusa.
                                         
     ----------------------------------------------------------------------
     |                                                                    |
     |                                                                    |
     |                               /)_(\                                |
     |                        ______( 0 0 )______                         |
     |                       /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                        |
     |                               )'_'(                                |
     |                         _____.""_"".____                           |
     |                        P E R I O D I C U S                         |
     |                           A N K I E T A                            |
     |                                                                    |
     |   1. Jestem:                                                       |
     |                                                                    |
     |   O kobieta                                O mezczyzna             |
     |                                                                    |
     |   2. Jestem:                                                       |
     |                                                                    |
     |   O gnomem     O krasnoludem     O niziolkiem     O halflingiem    |
     |   O elfem      O polelfem        O czlowiekiem    O ogrem          |
     |   O mutantem   O bobolakiem      O kims innym                      |
     |                                                                    |
     |   3. Periodicusa prenumeruje od:                                   |
     |                                                                    |
     |   O pierwszego numeru                                              |
     |   O numeru II-VII                                                  |
     |   O numeru VIII                                                    |
     |   O numeru IX-XII                                                  |
     |   O numeru XIII (obecnego)                                         |
     |                                                                    |
     |   4. Moim zdaniem Periodicus:                                      |
     |                                                                    |
     |   O powinien pozostac darmowy                                      |
     |   O powinien byc sprzedawany                                       |
     |   O nie mam zdania                                                 |
     |                                                                    |
     |   5. Uwazam, ze czestotliwosc wydawania czasopisma jest:           |
     |                                                                    |
     |   O zbyt mala                                                      |
     |   O w sam raz                                                      |
     |   O zbyt duza                                                      |
     |   O nie mam zdania                                                 |
     |                                                                    |
     |   6. Rozmiary Periodicusa sa:                                      |
     |                                                                    |
     |   O zbyt male                                                      |
     |   O w sam raz                                                      |
     |   O zbyt duze                                                      |
     |   O nie mam zdania                                                 |
     |                                                                    |
     |   7. Szate graficzna oceniam na ... (0-10)                         |
     |                                                                    |
     |   8. Forme ogolna oceniam na ... (0-10)                            |
     |                                                                    |
     |   9. Tresc oceniam na ... (0-10)                                   |
     |                                                                    |
     |   10. Ogolnie Periodicus zasluguje na ... (0-10)                   |
     |                                                                    |
     |   11. Moim ulubionym dzialem/artykulem jest ...................... |
     |       .......................................................... . |
     |                                                                    |
     |   12. Najmniej podobal mi sie dzial/artykul ...................... |
     |       .......................................................... . |
     |                                                                    |
     |   13. Uwazam, ze w Periodicusie brakuje .......................... |
     |       .......................................................... . |
     |                                                                    |
     |   14. Zas stanowczo zbednym jest ................................. |
     |       .......................................................... . |
     |                                                                    |
     |   15. Kolejny wywiad powinien zostac przeprowadzony z ............ |
     |       .......................................................... . |
     |                                                                    |
     |                                                                    |
     |                                Dziekujemy za wypelnienie ankiety!  |
     |                                                                    |
     ---------------------------------------------------------------------|