Periodicus numer 13

Wywiad z Terenesem, Alembik, Przepisy Tusi

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                              Data wydania: dwudziesty osmy dzien pory Yule  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
     Po raz kolejny juz Periodicus zmienil Redaktora Naczelnego. Tym razem
       z tego stanowiska odszedl inz. Nimbus, zas decyzja Redakcji nowym
          Naczelnym zostal inz. Hiir (to znaczy - ja). Spowodowalo to
       jedynie krotkotrwale zamieszanie i nieznaczne opoznienie. Chociaz
       sama zmiana byla istotna, nie przyniosla ona zadnych rewolucyjnych
               nowosci, przez co charakter Periodicusa raczej nie
                         ulegl zadnemu przeistoczeniu.
                                        
                                                    note ku pamieci zlozyl
                                          Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiad z Terenesem...................................strona 1
     * Mapy swiata - wioska rybacka.........................strona 2
     * Ballady Enefghara....................................strona 3
     * Wspomnienie o dziadku................................strona 4
     * Alembik..............................................strona 5
     * Przepisy Tusi........................................strona 6
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o



> przeczytaj strone 1
Zatytulowano: Wywiad z Terenesem            

    _    _  _  _  _    _  ____    __    ____     ____ 
   ( \/\/ )( \/ )( \/\/ )(_  _)  /__\  (  _ \   (_   )
    )    (  \  /  )    (  _)(_  /(__)\  )(_) )   / /_ 
   (__/\__) (__) (__/\__)(____)(__)(__)(____/   (____)
  ____  ____  ____  ____  _  _  ____  ___  ____  __  __ 
 (_  _)( ___)(  _ \( ___)( \( )( ___)/ __)( ___)(  \/  )
   )(   )__)  )   / )__)  )  (  )__) \__ \ )__)  )    ( 
  (__) (____)(_)\_)(____)(_)\_)(____)(___/(____)(_/\/\_)

                        Starszym Lesnego Kregu

     Terenes niechetnie wspomina  o  swojej przeszlosci.
   Do miejsca,  w ktorym sie  urodzil i wychowal,  wraca
   z  niezrecznie  ukrywana  pod  plaszczem  obojetnosci
   duma.  Mimo tego nie  zgodzil  sie nam  wyjawic swego
   pochodzenia.  Jak  twierdzi,  nie  ma  on  mozliwosci
   powrotu tam, skad pochodzi.  W pewnym momencie  zycia
   Starszy uznal,  ze  jego  przeszlosc  powinna  zostac
   oddzielona gruba kreska i zapomniana.

     Po opuszczeniu, czy, jak to sam okreslil, wygnaniu,
   Terenes rozpoczal swoja wedrowke po swiecie.  Nigdzie
   nie zagrzal dluzej miejsca,  z nikim i niczym sie nie
   wiazal na trwale,  zawsze zyl wlasnym zyciem,  poszu-
   kujac  nowych idei i wielkich spraw.  Szansa pojawila
   sie,  gdy na jego drodze stanal  Arcyhierofant  Klaus
   Moltke,  zalozyciel i mentor  Lesnego Kregu.  Tak oto
   rozpoczyna sie  historia Terenesa,  Starszego Lesnego
   Kregu,  o ktorej on  sam mowi  o  wiele chetniej  niz
   o wczesniejszych wydarzeniach.

     Piaty  juz  wywiad  do  Gnomiego  Periodyka  zostal
   przeprowadzony  przez  Nimbusa,  zredagowany  zas  na
   podstawie notatek z rozmowy przez Hiira.

   Redakcja: Prosze powiedziec,  jak wygladaly  poczatki
   w Lesnym Kregu?
   Terenes: Wszystko zaczelo sie  od  spotkania Arcyhie-
   rofanta Klausa.  Wiele mi opowiadal na temat  swojego
   objawienia.   Gdy  sluchalem  opowiesci  o  potrzebie
   obrony Natury  przed  pleniacym  sie  Chaosem  zdalem
   sobie  sprawe,  ze  chociaz przemawia do mnie  zwykly
   smiertelnik,   w  mej  glowie  rozbrzmiewa  powolanie
   Taala.  Wiedzialem,  ze to  cel,  dla  ktorego  warto
   zyc  i zginac.  Nie ratowanie pojedynczych  niedzwie-
   dzi,  raczej postrzeganie  ich  jako  czesc  calosci,
   Natury.

   Redakcja: Co  bylo dalej?  Kto  wprowadzil  Starszego
   do Kregu?
   Terenes: Kiedy ja przystepowalem do Kregu,  wygladalo
   to  zupelnie  inaczej,  niz  obecnie.   Arcyhierofant
   bezgranicznie  ufal kazdemu,  kto gotow byl  zadekla-
   rowac  przed nim  chec  walki  z  Chaosem.  Widzialem
   wielu  czlonkow  Kregu,  ktorzy byli  jawnym  zaprze-
   czeniem  tego, o  co wspolnie walczylismy.  Ja  bylem
   wtedy pelen zapalu,  lecz  za  mlody,  aby podjac sie
   zmieniania Kregu.  Wyruszylem w swiat  w poszukiwaniu
   natchnienia,  idei ktore  moga  tchnac  w  Krag  nowe
   zycie.  Rozmawialem z tymi,  ktorzy nosili pierscien,
   pytalem  o  doswiadcznia  w  ich dzialalnosci . Zawe-
   drowalem do dalekich krain,  by wiedziec jakie  formy
   przybiera  natura  i  jak   niezwykle  moze  wygladac
   krolestwo Taala.  Po trzech  latach stwierdzilem,  ze
   wiem to, co chcialem wiedziec.

   Redakcja: Czy moze  nam  Starszy przedstawic reformy,
   jakich sie podjal po powrocie?
   Terenes: Na  poczatku namowilem  Arcyhierofanta,  aby
   przestal   wierzyc   sumieniu   noszacych   pierscien
   i ustalil zasady,  ktorych wczesniej  nie bylo.  Spe-
   dzilem  cale  dnie  na  modlitwach  i  udalo  mi  sie
   wyprosic od  Bogow Lasu  moc  dla  naszych  stalowych
   pierscieni.   Pekaja  one  od   nadmiaru   spaczenia.
   Zostala  powolana  pierwsza  Rada,  w  ktorej   sklad
   wchodzilem ja,  Shakal Heartborne i Zapiur Furryfoot.
   Mimo przeprowadzanych  co  jakis czas wyborow,  sklad
   Rady wlasciwie  sie  nie zmienia.  Jej zadaniem  jest
   bezustanne  czuwanie   nad   przestrzeganiem   zasad,
   sugerowanie pewnych rozwiazan,  lecz nigdy ich narzu-
   canie. Dodatkowo czlonkowie  Rady  uzyskali mozliwosc
   poreczania za krasnoludy i ogry.  One tez moga kochac
   przyrode.  Na  pamiatke  tych  reform  do  dzis  jest
   organizowane Swieto Lasu.  Niedawno mielismy  trzecia
   rocznice  owych wydarzen.  Przez  te  wszystkie  lata
   staralem sie, aby  Krag byl  calkowicie  apolityczny,
   a jednoczesnie  stal otworwem  dla wszelkich  idei...
   ktore nie przeciwdzialaja Naturze, oczywiscie. Dlate-
   go  sa  u  nas  wyznawcy  Karnosa,  Taala,  Wielkiego
   Zoladka,  Morra, Shalyi.  A takze ci,  ktorzy  wierza
   wylacznie w siebie.

   Redakcja: Angazowal  sie  Starszy  w  jeszcze  jakies
   sprawy?
   Terenes: Nie,  sluzba Naturze jest moim jedynym dzie-
   lem. Bardzo pracochlonnym.

   Redakcja: Gdzie osiadl Starszy tak bardziej na stale?
   Zawiazal blizsze znajomosci?
   Terenes: Osiadlem  oczywiscie  w  temerskiej  Osadzie
   w Shekhal.  Dlugo zastanwialem  sie  nad tym krokiem,
   gdyz wiazalo sie to ze  zobowiazaniami wobec  wladzy,
   ale wiedzialem,  ze dlugo juz nie  bede mogl wedrowac
   starzejac sie w tym tempie,  ze wysilek mocno wyciska
   ze  mnie zycie.  Wiec tam  ostalem.  Mysliwi  calkiem
   dobrze mnie rozumieja.  W pewnym okresie mojego zycia
   wiedzialem, ze ktos bedzie mnie musial wkrotce zasta-
   pic.  Adoptowalem wiec  mloda,  zagubiona  dziewczyne
   imieniem Miris  i  staralem sie  ja wychowac tak,  by
   zostala  moja zastepczynia.  Jestem bardzo zadowolony
   z mojej corki.

   Redakcja: Jakie  reformy  czekaja  jeszcze  na  wpro-
   wadzenie  podczas tej kadencji?  Wszystko wydaje  sie
   byc  stateczne i unormowane.  Czy cos jeszcze  trzeba
   zmienic?
   Terenes: System  sie  sprawdza.   Niewykluczone,   ze
   kiedys jeszcze pojawi sie ktos  z  pomyslami.  Trzeba
   umiec  sie  dostosowac  do  ciagle zmieniajacych  sie
   czasow.

   Redakcja: Najslynniejsze z pytan - jak wyglada proces
   rekrutacji nowego czlonka do Kregu?
   Terenes: Zalezy od rasy. Ogr lub krasnolud musi napi-
   sac podanie do Rady.  Kazdy inny tez zwykle to czyni,
   lecz jest odsylany do innych czlonkow  Kregu by samo-
   dzielnie znalezc poparcie. Rekrutacja zalezy bardziej
   od czlonkow Kregu, niz od nas.  Moze trwac kilka dni,
   a moze i cale lata.  Ten jednak,  kto udziela swojego
   poparcia musi sie liczyc z tym, ze odpowiada glowa za
   nowo przyjetego.

   Redakcja: To wszystko w procesie?
   Terenes: Stawiamy na kreatywnosc i samodzielnosc.

   Redakcja: Pytanie osobiste - na czym polegal  problem
   Starszego z Armia Jarla,  o  ktorym tak duzo ostatnio
   sie slyszy?
   Terenes: Prosze sie  spytac Kalrega.  Ja nie zrobilem
   nic przeciwko nim.  Co wiecej,  za czasow  komendanta
   Hakona bylem przez  pewien czas mile  widziany na wy-
   spach  i  mialem wdziecznosc  Jarla za pewne  sprawy.
   Nigdy,  absolutnie  nigdy  nie  odpowiedziano na  moj
   list  gdy  probowalem  wyjasnic  sprawe.  Spor  nigdy
   tez  nie  przeszedl na  Lesny Krag. Nawet  nie  wiem,
   z czyjego rozkazu byly ataki na mnie.  Kalrega wymie-
   nilem,  bo to on  jest glownym  komendantem,  chociaz
   byc moze nie ma nic z tym wspolnego.

   Redakcja: Dziwna  sprawa...  Ale  przejdzmy  do pytan
   konczacych. Zyciowa maksyma?
   Terenes: Nie ubieralem  nigdy moich odczuc  w  slowa.
   Zawsze wolalem tworzyc  zdania najodpowiedniejsze  do
   sytuacji.  Ale moze... "Taal  moim panem?" Na pochwie
   mialem wygrawerowane zwykle "Szanuj zielen".

   Redakcja: Ulubione jadlo i napitek?
   Terenes: Zapiur  robi takie  pyszne ciasteczka...  No
   i moja corka doskonale  umie piec mieso.  A pic lubie
   sobie ziolka.  Moze nie tyle lubie,  co musze...  Ale
   jako ze musze to musialem polubic.

   Redakcja: Widze, ze zdrowie generalnie daje  w  kosc.
   Jakie  cechy ceni sobie Starszy  w  czlonkach Lesnego
   Kregu najbardziej?
   Terenes: Ciezko  to okreslic.  Porownywanie  filigra-
   nowej elfki zielarki do Opala  i  szukanie  wspolnych
   cech  jest...  trudne.  Przede wszystkim  cenie tych,
   ktorzy wiedza kim sa.

   Redakcja: A zatem ostatnie pytanie  -  jak Lesny Krag
   ustosunkowal sie co  do szerzacej sie plotki na temat
   zagrozenia niesionego przez ptactwo oraz drob?
   Terenes: Wszelkie   nienaturalne   migracje   ptakow,
   szczegolnie  ptakow  zarazonych  chorobami, musza byc
   uwaznie obserwowane.  Podejrzam,  ze biedne zwierzeta
   sa czescia jakiejs wiekszej  intrygi Mrocznych Poteg.
   To by pasowalo do bostwa imieniem Nurgle. Jakkolwiek,
   jestem  pewien, ze  w  Naturze drzemie  moc, by  sama
   mogla sie oczyscic.

   Redakcja: Miejmy nadzieje! Dziekuje za wywiad!
   Terenes: Darz Bor!


> przeczytaj strone 2
Zatytulowano: Mapy swiata - wioska rybacka  

                                     Wioska rybacka                
                                       na zachod od Baccali 
                                                                           
   |\\  ||                                                                 
   ||\\ ||                  P-P   P   
   || \\||                 /   \ /    
   ||  \\|                P     P     
   ||   \|               /            
     /|\                P             
    / | \              /              
   /  |  \          P-P                 A  - skup alg
      |              \                  K  - karczma
      |               P                 P  - plaza
      |              /                  Rz - rzemieslnik (sprzedaz wiosel)
      |         P-P-P                   S  - studnia
                 \                      W  - wedzarnia
                  P                     Wr - warsztat
                   \
                    P
                    |
                    o     Rz             
                     \   /               
                    K-o-o-S-o            
                      |  \|              
                    W-o   o-o              
                         /|  \           
                       Wr A   o   Trak do Baccali      
                               \ /       
                                o      

  
> przeczytaj strone 3
Zatytulowano: Ballady Enefghara             

   ___________________________________________________________
  /                                                           \
 //_\                                                         |
 |\_/___/\___________________________/\___________/\__________/
 |                                                        \
 |                                                          \
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                        "Miejsce"                         |
 |                                                          |
 |                 Tu spotyka sie wielu                     |
 |                 Nawet w karczmie tylu nie ma.            |
 |                 Brakuje tylko jeszcze                    |
 |                 Zorganizowanego wesela.                  |
 |                                                          |
 |                 Rozmow takich jak tu                     |
 |                 Nie zaznasz nigdzie wiecej.              |
 |                 Tu gnomka kokietuje czlowieka,           |
 |                 Tu krasnolud podrywa elfke.              |
 |                                                          |
 |                 Tutaj maloletnia...                      |
 |                 Seidhe, ale bestia,                      |
 |                 Wyrownuje porachunki.                    |
 |                 Nie ma innego miejsca?                   |
 |                                                          |
 |                 To miejsce przeznaczenie ma inne         |
 |                 Drogi czytelniku, czytelniczko droga.    |
 |                 To nie jest arena, ni zamtuz.            |
 |                 To Novigradzka poczta...                 |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                               Enefghar z Novigradu       |
 |                            truwer Oxenfurckiej Akademii  |
 |                                                          |
 |                                              ___         |
 |                                             /.[].\       |
 |                                            |[]EG[]|      /
 | ____________________________________________\.[]./______/
 |/\                                             \#\#\     \
 | _|                                             \#\#\     |
  \/______________________________________________/#/\#\____/
                                                  \/  \/
 



   ___________________________________________________________
  /                                                           \
 //_\                                                         |
 |\_/___/\___________________________/\___________/\__________/
 |                                                         \
 |                                                          \
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                            "Sam"                         |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                  Bylem sam. Jestem sam.                  |
 |                  Za oknem zawierucha.                    |
 |                  Po ulicy jak wiatr gnam,                |
 |                  Moze spokoj zdobede ducha.              |
 |                                                          |
 |                  Samotnosc cisza nie jest.               |
 |                  Nie jest tez spokojna.                  |
 |                  Rece skladam w krasnoludzki gest,       |
 |                  A w glowie szumi wojna.                 |
 |                                                          |
 |                  Zaden chyba nie chce zyc                |
 |                  Osobno, w samotnosci.                   |
 |                  Nie chce sam w gospodzie pic,           |
 |                  Lecz spraszac do dom gosci.             |
 |                                                          |
 |                  Szukam ciepla,                          |
 |                  Ktore dusze ma zagoi.                   |
 |                  dziewcze piekne przy boku.              |
 |                  To mnie uspokoi...                      |
 |                                                          |
 |                  Szukam milosci.                         |
 |                  Wiec nadal gnam, pedze.                 |
 |                  Bylem sam. Jestem sam.                  |
 |                  Ale czy bede?                           |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                Enefghar z Novigradu      |
 |                            truwer Oxenfurckiej Akademii  |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                                          |
 |                                             /.[].\       |
 |                                            |[]EG[]|      /
 | ____________________________________________\.[]./______/
 |/\                                             \#\#\     \
 | _|                                             \#\#\     |
  \/______________________________________________/#/\#\___/
                                                  \/  \/   


> przeczytaj strone 4

Zatytulowano: Wspomnienie o dziadku         

  Kaj daleko moja paminc sienga - dziadek moj zawzdy spal. Gdyby na niego 
niuwaznie popatrzec zdaloby siem co  trup na marach lezy. Uoddech plytki 
miol dziadek, cichy i spokojny. W winkszosci przypadkow tak to wlasnie 
wyglundalo. Z rzadka jeno westchnal se, lubo zachrapal. Czasem we snie wolal
co by mu ktosik topora dol. No bylo to jeno takie przyz sen krzyczenie.
  Dobrze pamintom, kaj matus pirszy roz do dziadkowej komnaty mnie 
wprowodzila. Kajzem malenka byla uoklrutnie zem si tej komnaty bala 
i szmerow przedziwnych co czasem z niej slychac bylo. Wstyd dzisia przyznoc, 
no wierzylam natenczas co tamoj duchy komnate we posiadanie wziely i siem
panoszom. Kajzem podrosla nieco mamusia mnie wziela i do komnaty tyj 
tajemniczyj wprowadzila. Uod progu zaduch takowy buchnal, zem ledwo na nogach
ustala. No ni dalzem nic poznoc po sobie, bo mnie mamcia zawzdy przyuczala
coby twardom byc nie mientkom. Sama takoz nawet sie ni skrzywila, jeno drzwi
szerzej uotwarla. Wskazala mnie lezoncom na lozu postoc i rzekla:
"Astrid, baczze uwaznie. To je twoj przodek, uojciec twojego uojca (tu 
mamunia jesio cosik brzydkiego o uojcu rzekla, no mnie wstyd powtorzoc), 
patrzaj i szacunku nabiroj, bo uobyczaj kaze do starszych szacunek czuc."
  Na zydelku mnie posodzila, a sama podle dziadka krzuntoc si poczela. Cielsko
uoskrobala i uobmyla, brud z uszow takoz wyskrobala, brode i kudly 
przeczesala. Dziadek na czas owych zabiegow ni powiekom ni drgnul. Ni sapnul,
ni uodetchnul glebiej. Uod tyj pory mamusia zawzdy brala mnie ze sobom kaj 
szla przy dziadku siem zakrzyntnunc. Zem tedy se myslala, co syckie dziadki 
lezom i kaj martwe som. I trza przyznoc, co zem si przystola komnaty bac... 
No bac siem zaczela dziadka. Bo un lezal kaj martwy, i jesio trza to kudlate 
cielsko szanowac... Wyznac musze, com zawzdy prosta nad wyroz byla i kaj mnie
pedzieli "Dziadka szanuj" tom go z calych sil szanowala. No mamcia cosik 
spostrzygla, co ni bardzo lubie w dziadkowej komnacie siedziec i szacunku do 
niego nabywoc. Tak tedy mamusia, co renki cienzkiej nikaj ni miala, za psoty
moje gupie nakazywala mnie pol dnia szacunku dla dziadka lubo cala noc.
A sprawdzala czy aby przykladnie dziadka szanuje i nie posypiam se. Stroszny
mnie si tedy dziadek zawzdy widziol, bo niby spi, niby si ni rusza, ni godo 
nawyt, no lanie bym dostoc wolola i pokoj miec nizli go tyla szanowoc. Zem 
myslola, co siedziec i dziadkowi szacunek uokozywoc, to juze kara dla dziecka
nagorsza. Mloda i gupia zem jesio byla.
  Kajzem podrosla i prac domowych imac sie jelam, uobowiunzek uopiki nad 
szanownym cielskiem dziadkowym na barki me mlode spadl. Mamusia cosik o szkole
zycia mamrutala, po czem pedziala, co zaszczyt mnie opadl i uod dzisia mnie
przypada przyjimnosc pilnowonia, coby dziadek grzybem ni porosl. Tak tedy roz
na dni pare dziadka zem skrobala, myla, brud z niego dlubala. Przyznoc si 
wstyd, no kiedysik bunt we mnie narosl i do dziadka przyz wiela dni ni 
poszlam. A nich se zarosnie - zem myslala. I dnia pywnego mamcia do mnie 
podeszla i placka slodkiego z rudzynkami mnie dala. I pedziala, co to za to,
ze tak dziadka szanuje i ze pocieche ze mnie ma. Mnie si lzy pod powikami 
wezbraly, mamci szybkom podzinkowola i pobigla na ustronie coby siem 
spokojnie wybeczec, bo suminie mnie stroszliwie ukonsilo. Zem szybko
skrubaczki, gumbki, szczutki, nozyczki i reszte przyrzundow zebrala i do
dziadkowej komnaty pobigla coby przodkiem sie uobyczajnie zajunc. Zem si 
przerazila swego nidbalstwa kajzem jeno weszla. Smrod taki, aze powitrze 
genste bylo! Myszow we brodzie dziadkowej plaga! A wszy takowe po nim skakaly,
zem je mimo slabej widucznosci uobaczyla uod proga! Wpirw chycilazem grzebien
i poczelam dziadkowom brode czesac. A myszy tyle gniazdow se tamoj nawily, co
byz wyrwania kilu klakow siem ni uobylo. A bobkow, a uokruchow, a smicia 
wszylakiego przyz myszy gupie naniesiunego tyloj siem wyczesalo, com na kupke
podle loza zmiatac musiala. Pazury dziadkowi uokrutnie urosly (tym bardzij,
zem nikaj ich ciunc ni lubiala) i rady ni bylo: sciunc pazur i brud spod tygo
co zostanie wyskrubac. U runk jesio w miare gladko poszlo. Nu z nogami przodka
szanownego trudniejsza sprawa siem zrobila, bo grube i twarde tamoj byly.
Wiela razow zem nozyce uostrzyc musiala nim siem z niemi uporalam. No w koncu
pazury normalnom jakoms dlugosc przybroly i pokoj z niemi byl czas jaki. Potom
juze letko bylo: tyla co winkszy brud zeskroboc, a reszte zmyc. Nu i komnate 
wywietrzyc. Jakzem prace skunczyla uod razu lepij jakosik mnie si zrobilo, 
winc poszlam se i placka zjadlam (a to taki pyszny byl placyk z rudzynkami).
  Uod tyj pory wincyj zem nikaj dziadka ni zaniedbala. Razik jeno cosik 
dziwnygo siem stalo: wlasniem dziadka se spokojnie czysola, a tu jak ni 
grzmotlo!!! I to jesio prosto spode dziadka!!! Zem na ziemie padla leb 
w rynkach kryjonc, bo tak mnie tatko zawzdy uczyli w razie grzmotow robic, ale
rzycz dziwna: bo procz grzmota nic siem wincyj ni zdarzylo. Ni ziemia ni 
drgnula, ni sufit siem ni posypol... Zem si pudnosic poczela, kajzem gaz jaki
wyniuchla. I to jaki gaz!!! Aze klaki w nochalu poskrycnalo!!! Nim jak dluga
padlam jesiom pomyslec zdunzyla, co gupim gornikom do sluchu trza cosik 
pedziec nim nam caly Mahakam wysadzom.
I razu pywnego rzycz siem stala nispodziwana. Prosto cud!!! Znowu zem 
przyszla dziadka uoporzundzic. Ide se, tedy, drzwi uotwirom, bacze, a tu 
dziadek siedzi se. No spokojnie se siedzi i jesio uoczami klapie. Sycko mnie
z runk na tyn widok wypadlo. Lata szacunku i uopiki przyz leb mnie siem 
przetoczyly swiadomosc uostawiajunc, co to juze konic. Juze mnie dziadek ni 
karom ni bydzie ni uobowiunzkiem. Lzy pod powikami mnie siem wezbraly. 
Do dziadka zem przypadla i wykrzykiwoc zem jela jaka to radosc, co juze siem 
un uobudzil, com we strachu byla, ze alibo zemrzec mu idzie, alibo co gorsze
jesio - dalij tak spal bydzie. Dlugo zem mu to godola i tlupmaczyla i go 
sciskala i witala. Dziadek na to uoczami klapnul popaczyl na mnie tak dziwnie
jakosik jakby rysztkom cierpliwosci i pedzial:
  "Pierdolenie"


          Astrid Skaggs


> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Alembik                       

         _    _                _     _ _    
        / \  | | ___ _ __ ___ | |__ (_) | __
       / _ \ | |/ _ \ '_ ` _ \| '_ \| | |/ / 
      / ___ \| |  __/ | | | | | |_) | |   < 
     /_/   \_\_|\___|_| |_| |_|____/|_|_|\_\

                                  czyli historia pewnych eksplozji

    Alembik, podstawowy sprzet kazdej szanujacej sie pracowni alchemicznej,
  nieskomplikowany w budowie,  prosty w obsludze, tani w wykonaniu,  trwaly
  w uzytkowaniu, bezpieczny nawet dla laika (a przynajmniej dla poczatkuja-
  cych alchemikow).  Jego budowa jest prosta  jak konstrukcja cepa,  nikogo
  wiec nie powinny przerazac dwie polaczone kolby, jedna ogrzewana od spodu
  palnikiem, druga zas ochladzana lodowata woda.

    Chociaz wyglad tej aparatury jest powszechnie znany, jej historia ginie
  w mrokach dziejow.  Najwczesniejsze wzmianki na temat samego  procesu de-
  stylacji pochodza z pierwszych elfich kronik:
  
    "A gdy swit nastal czterdziesty  i  czwarty raz od przybicia do brzegow
     tej krainy,  oczy nasze ujrzaly cialo karla  [chodzi o gnoma, owczesne
     elfy nie mialy o nich pojecia  -  przyp. red.] martwego, w dloni wciaz
     trzymajacego naczynie  do  kielicha ani kubka niepodobne,  z mieniacym
     sie pomaranczowo proszkiem wewnatrz."
     
    Kolejne zapiski dotyczace owych zabiegow  potwierdzily slusznosc twier-
  dzenia, ze wszelkie substancje nalezy badac przy pomocy asystentow, a nie
  wlasnego nosa.
  
    Z biegiem czasu gnomi alchemicy zaczeli zdawac sobie sprawe, ze istotny
  w badaniach moze byc nie tylko sam proszek, pozostajacy na dnie naczynia,
  lecz takze ulatniajacy sie z niego gaz. Slawny gnom, Creek van Creek, tak
  oto opisywal pierwsza udokumentowana probe zatrzymania substancji lotnej:
  
    "Roztwor zaczyna wrzec.  Wyraznie widze opadajacy na dno osad. Tak, ten
     brunatny  gaz zdaje sie  nie ulatywac przez korek  -  najszczelniejszy
     jaki udalo mi sie znalezc. Ciekawe, ile sie go zmiesci? (...) Zaczynam
     miec zle przeczucia. Roztworu jeszcze troche zostalo, a gaz..."
     
    Taki byl smutny koniec kariery van Creeka.  Kolba nie wytrzymala duzego
  cisnienia  i  zgodnie z prawem opisanym kilka  lat pozniej rozerwala  sie
  raniac  alchemika w twarz.  Od tej pory jedynie  nadzorowal prace  swoich
  uczniow, jednoczesnie  w  zakamarkach swojego mieszkania tworzac zaczatki
  pierwszych przepisow BHP.
  
    Nieszczesliwy wypadek  postawil przed konstruktorami aparatury alchemi-
  cznej  nowe wyzwanie - jak zachowac ulatniajacy sie  gaz jednoczesnie nie
  odsylajac pracownikow na dozywotni urlop zdrowotny?
  
    Jednym  z  ciekawszych pomyslow okazalo sie rozwiazanie  mlodego gnoma,
  zaprezentowane na III Zjezdzie Milosnikow Probowek w Rinde. Zaprezentowal
  on wlasnej konstrukcji  uklad skladajacy sie z ogrzewanej kolby i malego,
  nakladanego na jej wylot pecherza wyplaza (jeden z bardziej rozciagliwych
  materialow jak na owe czasy),  ktory wypelniony do skraju mozliwosci mogl
  zostac odczepiony  i  odpowiednio zabezpieczony,  aby przechowywac  lotny
  produk.  Mlody naukowiec byl  tak pewny siebie,  ze pominal kilka  faktow
  laczacych sie z zademonstrowaniem tego zjawiska,  co ostatecznie zaowoco-
  walo poteznym wybuchem i spaleniem brody Pierwszego Alchemika,  natomiast
  to bylo przyczyna odrzucenia projektu jeszcze szybciej, niz splonela bro-
  da (a plonela w mgnieniu oka, jak twierdzili uczestnicy Zjazdu).
  
    Wielkie fiaska maja w zwyczaju budzic wielkie sukcesy. Tak tez bylo tym
  razem, gdy po porazce anonimowego gnoma rzesza badaczy zajela sie udosko-
  nalaniem  projektu.  Jak sie szybko okazalo,  zbieranie gazu  w  pecherzu
  byloby bezcelowe  oraz  calkowicie pozbawione sensu,  gdyz po  oziebieniu
  szybko skraplal sie on na scianach dowolnie uzytych przez badaczy naczyn.
  Szybko tez udalo sie dojsc do wniosku, ze gaz mozna zmieniac w ciecz i na
  odwrot bez zbytniego ich ubytku.  W swojej pracy na temat zachowania masy
  i objetosci podczas przejsc miedzy poszczegolnymi stopniami lotnosci sub-
  stancji  (jak to zostalo ujete)  Grimn z Gor  Kranca Swiata  zawarl jedno
  z podstawowych praw,  ktorego wytlumaczenie zajeloby drugie  tyle miejsca
  co ten artykul.
  
    Niemniej dalo ono podstawe do  rozpoczecia badan przez jedna z bardziej
  zasluzonych dla alchemii kobiet,  Irsi Alembik-Srebrnookiej.  Dlugoletnie
  doswiadczenia  prowadzone na  szkle (a szczegolnie na jego odpornosci  na
  wysokie cisnienie wywierane przez gazy wewnatrz)  i tzw.  Rownanie Grimna
  pozwolily na wyprowadzenie Szklanej Stalej. Dzieki niej mozna bylo z duza

  dokladnoscia obliczyc ilosc wprowadzonej mieszaniny  w  zaleznosci od jej
  ogolnego rodzaju, temperatury wrzenia,  grubosci scianek naczynia czy tez
  kilku  innych parametrow,  ktore ostatecznie okazaly sie zbedne,  aby nie
  spowodowac katastrofy.
  
    Irsi, korzystajac ze  Szklanej Stalej oraz kilku innych  pomocnych praw
  czy rownan  skonstruowala pierwsze bezpieczne urzadzenie przeznaczone juz
  konkretnie do destylacji.  Szansa na rozerwanie ktoregos z naczyn czy tez
  jakis inny, uboczny efekt, wynosila jeden do piecdziesieciu i jak na  owe
  czasy byla fenomenem!  Kolejne udoskonalenia wprowadzone  po smierci Irsi
  zwiekszyly skutecznosc oraz bezpieczenstwo uzytkowania alembika.
  
    Jak latwo sie domyslic,  nazwa tej aparatury wziela sie od nazwiska jej
  konstruktorki. Co dziwniejsze,  VII Zgromadzenie Alchemikow w Novigradzie
  uchwalilo te nazwa nie biorac pod uwagi faktu, ze Alembik bylo nazwiskiem
  po mezu. Uzasadnieniono owa decyzje nastepujaco:
  
    "W ostatecznej  fazie Miedzynarodowa  Komisja Alchemikow rozstrzygnela,
     iz nazwa alembik jest o wiele odpowiedniejsza niz gazownik, ktora raz,
     ze jest nieadekwatna,  dwa,  ze zostala  zaproponowana  przez  potomka
     niedoszlego mordercy Pierwszego Alchemika, co mogloby zostac uznane za
     zly omen."
     
    Z biegiem  czasu przyjela sie miedzy innymi nazwa destylator,  jednakze
  alembik wciaz  jest najpopularniejsza  wsrod kregow naukowych,  stosowana
  dla upamietnienia gnomki,  ktora jako pierwsza  w pelni odpowiedziala  na
  pytanie zadane przez elfy: co mogl zrobic karzel, zeby przezyc?
  
  
             Kawalek historii uchylil
             
                                ____   N
       inz. Hiir                \  /   |     
        z rodu Dlugonosych       ||    |
                               W-||----|-------E
                                /  \   | Alchemia
                               /    \  |     I
                              (SGW___) |   Swiatopoznawstwo
                                       S  


> przeczytaj strone 6

Zatytulowano: Przepisy Tusi                 

                            _
                          _(  )
                         (   ) )
  _                     (    _)
 (  )                  ( (  )
 (   )      _ ,-. _     )  )     (
  ( (  ,-'''  )_(  ```-.,'           )
    `-(                 )         ) (
    __|`-..._______...-'|__       (  )
       ____(___        __,.--.
      |                 |__,-_''.------.``_-.-''__,.--'
      |                 | ((                ))-' /|
      |                 |  \`-...______...-'/ / / |
       `-..._______...-'    `-...______...-' / /  |
      / /`- ,-----. -'        `- ,----. -'  / /   |
     / /___________________________________/ /    |
    `---------------------------------------'     |
    |   _________________________________   |     |
    |  | - - - - - - - - - - - - - - - - |  |     |
    |  |___-_-___-___-_-___-_-_____-_-___|  |     |
    | (___________________________________) |
    |  | - - - - - - - - - - - - - - - - |  |
    |  | - - - - - - - - - - - - - - - - |  |
                                 Przepisy Tusi
--------------------------------------------------------
Ciasto toffi ze smietana

---------------------------------------------------------
 
Skladniki: 
Biszkopt: 
4 jajka 
0,5 szklanki maki pszennej 
0,6 szklanki cukru 
1 1/2 lyzki kakao 
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia 
Masa toffi: 
1 szklanka mleka skondensowanego slodzonego 
3/4 szklanki pokrojonych orzechow wloskich 
Masa smietankowa: 
0,75 litra smietany 
cukier waniliowy 
Do dekoracji: 
kawa mielona 
---------------------------
 Sposob wykonania: 
---------------------------
Bialka ubic, dodac cukier i nadal ubijac. 
Dodac zoltka i jeszcze ubijac. Nastepnie dodac make,
 kakao. Delikatnie wymieszac. Ciasto wylac do wysmarowanej 
tluszczem prostokatnej blachy o wymiarach 25 na 36 cm i 
piec. Ostudzic i nasaczyc kawa rozpuszczalna 
(1 lyzeczka na ok. 1/2 szklanki wody). 
Mleko slodzone gotowac ok. 1 1/2 godz. Lekko ostudzic i 
wylac na biszkopt. Toffi posypac pokrojonymi orzechami wloskimi. 
Slodzona smietane ubic z cukrem waniliowym, nastepnie wylozyc
na ostudzone toffi. 
Wierzch ciasta udekorowac kawa mielona. 

Smacznego.
 


-------------------------------------------------------
Makowa szarlotka  

-------------------------------------------------------
 
 
Skladniki: 
Masa: 
30 dag maku 
30 dag jablek 
4 jajka 
3/4 szklanki cukru 
25 dag masla 
1 szklanka kaszy manny 
cukier waniliowy 
ok. 3/4 szklanki orzechow wloskich
ok. 3/4 szklanki rodzynek 
aromat migdalowy 
Polewa: 
3 lyzki kakao 
5 dag gorzkiej czekolady 
3 lyzki masla 
3 lyzki cukru 
1 lyzki smietanki 
Do dekoracji: 
kokos 
orzechy wloskie 
 
------------------------
Sposob wykonania: 
-----------------------
Mak sparzyc, nastepnie zmielic. Maslo utrzec 
z 1/2 szklanki cukru i zoltkami. Dalej ucierajac 
dodawac zmielony mak, kasze manne, starte na tarce
o grubych oczkach jablka, aromat migdalowy, 
pokrojone orzechy wloskie i rodzynki. Bialka ubic 
na sztywna piane z reszta cukru, nastepnie
dodac do masy makowej i delikatnie wymieszac. 
Ciasto wylac do wysmarowanej tluszczem i wysypanej maka
prostokatnej formy o wymiarach 25 na 36 cm i piec.
Kakao, polamana czekolade, maslo, cukier i smietanke
dac do rondelka i podgrzewac caly czas mieszajac. 
Gdy wszystko sie polaczy, ciepla polewa polac ciasto.
Udekorowac, tworzac skosne pasy na przemian z koksem 
i pokrojonymi orzechami wloskimi. 

Smacznego.