Periodicus numer 10

Wywiad z Aderem, wyscig Kha’m’k-dze

o-----------------------------------------------------------------------------o
|                     Data wydania: czterdziesty pierwszy dzien pory Saovine  |
|                                                                             |
|                                                                             |
|                                    /)_(\                                    |
|                             ______( 0 0 )______                             |
|                            /_/_/_/\` ' `/\_\_\_\                            |
|                                    )'_'(                                    |
|                               ____.""_"".____                               |
|                             P E R I O D I C U S                             |
|                                                                             |
.                                                                             .
.                                                                             .
            Z powodu odejscia na urlop inz. Ulika oraz wycofania sie
       Mistrzyni z zycia publicznego w kadrze Periodicusa zaszly znaczne
        zmiany. Inz. Nimbus przejal stanowisko Redaktora Naczelnego, do
       redakcji dolaczyl tez nowo wybrany Mistrz Krough oraz inzynierowie
                       Luctus oraz Hiir (znacz sie - ja).

       Dziewiaty Numer Periodicusa obfitowal w artykuly - nigdy przedtem
        nie przekazano czytelnikom az tyle tekstu w jednym egzemplarzu.
        Wprowadzono tez wersje ozdobna w twardej oprawie, niestety, nie
                     cieszyla sie ona wielkim powodzeniem.
                                        
                                                   note ku pamieci zlozyl
                                         Hiir, Redaktor Naczelny Periodicusa
                                        
     W tym numerze:
     * Wywiaz z IV Mistrzem CKN - Aderem....................strona 1
     * Magia mineralow......................................strona 2
     * Lowca................................................strona 3
     * Opowiadanie bez tytulu...............................strona 4
     * Golabki w kapuscie...................................strona 5
     * Materialy wybuchowe w gornictwie.....................strona 6
     * Wielki Wyscig Kha'm'k-dze............................strona 7
     * Dla kogo cla?........................................strona 8
.                                                                             .
.                                                                             .
|                                                                             |
|                                                                             |
o-----------------------------------------------------------------------------o


> przeczytaj strone 1

Zatytulowano: Wywiaz z IV Mistrzem CKN - Aderem

      __    __       __    __ _____  _      ___ 
     / / /\ \ \/\_/\/ / /\ \ \\_   \/_\    /   \
     \ \/  \/ /\_ _/\ \/  \/ / / /\//_\\  / /\ /
      \  /\  /  / \  \  /\  /\/ /_/  _  \/ /_// 
       \/  \/   \_/   \/  \/\____/\_/ \_/___,'

  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  z czwartym Mistrzem Cechu  Kupcow Novigradzkich,
            Krolem Handlu Zbrojami, Aderem!

  Mistrz Ader  przybyl  do Novigradu  jeszcze jako
  mlody chlopak  i w zasadzie  natychmiast wstapil
  do Cechu. Po paru latach ciezkiej pracy na rzecz
  organizacji  zalozyl  swoj  wlasny bank. Nie tak
  dlugo potem zostal  jednym z Radnych. Po smierci
  owczesnego mistrza Torina, wplywowy juz handlarz
  oraz bankier, Ader, zajal  jego miejsce i godnie
  piastuje urzad Mistrza, az do dnia dzisiejszego.
  Jego polityka, ktora stara sie realizowac opiera
  sie na maksymalizacji zyskow  przy minimalizacji
  kosztow, co znaczy li tylko tyle, ze ow czlowiek
  jest zarowno bieglym kupcem jak i bystrym poli -
  tykiem. To  wlasnie  dlatego  redakcja  Gnomiego
  Periodyku  wybrala go jako druga osobe, z  ktora
  przeprowadzony i  zamieszczony  zostal na lamach
  pisma  wywiad.  Pytania  zadawal  Nimbus,  gnomi
  inzynier po fachu (ogr berserker z zamilowania).

  Redakcja: Jak  ocenia  Mistrz   dokonania  swego
  poprzednika, Mistrza Torina?
  Ader: Coz... byl  Mistrzem ledwie przez miesiac.
  Zginal dosc nagle. Wiem, ze  pochodzil z puszczy
  Shekhal. Byl dobrym kupcem, niestety, zgubila go
  wlasna  chciwosc.   Zreszta - gubi  ona  kazdego
  Mistrza, predzej  czy pozniej. Co  zas sie tyczy
  samego Torina - w wyniku pewnych operacji fina -
  nsowych, potrafil nie spac kilka dni pod rzad...
  I za to go zabito.
  Redakcja: Przykra historia. Coz  jeszcze moznaby
  nadmienic o tym Mistrzu?
  Ader: Niestety, reszta jest  tajna i znana tylko
  Radzie  -  tyle  wiec  jesli  chodzi  o  Mistrza
  Torina.

  Redakcja: Jakie zmiany w Cechu wprowadzil Mistrz
  za swojej kadencji?
  Ader: Zbyt dlugo by  wymieniac.  Wprowadzilem na
  przyklad Spolki i prawo nimi  zarzadzajace. Do -
  prowadzilem do powstania drugiego portu w Novi -
  gradzie...  dokonalem  tez   wielu  pomniejszych
  reform, ktore trudno nawet spamietac.

  Redakcja: Dziekuje za te odpowiedz. Przejdzmy do
  nastepnego pytania: Jakich zmian zamierza Mistrz
  dokonac jeszcze za swojego 'panowania' w Cechu?
  Ader: Rozdzial faktorii dla Spolek. Obecnie ka -
  zda Spolka moze korzystac z faktorii.

  Redakcja: Rozumiem. Czy  przed  wyborem Mistrza,
  kazdy  kandydat  winien  posiadac  swoj unikalny
  program wyborczy?
  Ader: Nie. Mistrz  jest  wybierany  z  Rady, ale
  przewaznie przed  zgonem  Mistrz  wskazuje swego
  nastepce.

  Redakcja: Czy zdradzi  Mistrz  kogo  wybralby na
  nastepce, przed odejsciem?
  Ader: Tajne Tu Mistrz usmiechnal sie osobliwie

  Redakcja: Przyjalem. Czy  moglby  Mistrz w takim
  razie przyblizyc naszym czytelnikom proces rek -
  rutacji w Cechu?
  Ader: Rekrutacja na jakie  stanowisko interesuje
  redakcje?
  Redakcja: Pelnoprawnego kupca.
  Ader: A wiec po pierwsze trzeba umiec kras... to
  znaczy 'targowac sie'. Umiec wyciagnac pieniadze
  patrzac prosto w oczy. To  rzadki dar. Reszta to
  zas bulka  z  maslem, jak  to  mawiaja  chlopi z
  Ostrorogu.  Po  pozytywnym  rozpatrzeniu podania
  trzeba zebrac  kilka  poparc  od  Kupcow i Rady.
  Przewaznie polega to na wykonaniu jakichs pros -
  tych zadan. Czasem wystarczy  rozmowa, by wyczuc
  zylke do  kupiectwa. Po  zdobyciu  poparc odbywa
  sie egzamin. Potem masa pracy - najlepsi zostaja
  kupcami, inni zostaja wypraszani.

  Redakcja: Moze Mistrz przyblizyc codzienne zaj -
  ecia kandydata?  Rysuje  mapy  handlowe  czy cos
  w tym stylu? Prosze uprzejmie o konkrety.
  Ader: Konkret?  Prosze  bardzo. 'Udac sie na Ard
  Skellige. Zbadac sezonowosc wystepowania lososia
  i znalezc najlepszy  termin do polowu. Zwerbowac
  grupe rybakow.  Zarobic 400  zlotych monet majac
  na wstepie 50, samemu nie lowiac.

  Redakcja: Szczwane  Mistrzu. Przejdzmy  dalej...
  Jakie byly Mistrza  najwieksze  sukcesy, a jakie
  najwieksze porazki?
  Ader: Zawodowe czy osobiste?
  Redakcja: A jakie Mistrz uwaza za ciekawsze?
  Ader: Nie mozna tego porownywac.
  Redakcja: No to zawodowe. Zycie osobiste pozos -
  tawmy osobistym.
  Ader: A wiec najwiekszy sukces to bedzie zaloz -
  enie pierwszego  banku  na  Arkadii. Co  zas sie
  tyczy  porazek - w  zasadzie nie  mialem... moze
  poza odlozeniem w knajpie plecaka, ktorego zaw -
  artosc wynosila sto monet bitych mithrylem. Po -
  tem je na szczescie  odzyskalem ale... no prawie
  poszedlem do sarkofagu.

  Redakcja: Fascynujace. Ulubione jadlo i napitek?
  Ader: Kurczak, ewentualnie bazant. Kiedys pija -
  lem orzechowke. Teraz tylko sporadycznie alkohol
  bowiem za bardzo  szkodzi  na intelekt. Lubie za
  to owoce i ciasta.

  Redakcja: Ma moze Mistrz  jakas zyciowa maksyme?
  Wazna dla Mistrza sentencje?
  Ader: Mithryl niezarobiony to mithryl stacony!

  Redakcja: No  wiec  juz  ostatnie pytanie: Jakie
  cechy ceni sobie Mistrz najbardziej wsrod kupcow
  w Cechu?
  Ader: Chciwosc. Wszystko inne z niej wynika.

  Redakcja: W takim razie bardzo dziekuje za udz -
  ielenie wywiadu.
  Ader: Cala przyjemnosc po mojej stronie. Zegnam.
  Redakcja: Do zobaczenia.


> przeczytaj strone 2
Zatytulowano: Magia mineralow               

Wydzial Alchemii i Swiatopoznawstwa prezentuje:


  Od niepamietnych czasow  do  kamieni przywiazywano ogromne
znaczenie. Ich fascynujaca barwa, gra swiatla,  zadziwiajace
pochodzenie oraz wiele innych tajemniczych czynnikow zrobily
z nich niemalze przedmioty kultu.  Umieszczane we wszystkich
mozliwych  czesciach bizuterii,  od  pierscieni  zaczynajac,
poprzez bransolety,  kolczyki,  wisorki  czy  medaliony,  na
bogatych naszyjnikach konczac.
  Specjalne,  nadprzyrodzone wlasciwosci  niektorych kamieni
i mineralow zostaly spisane i zaprezentowane ponizej.

                         *Bursztyn*
  Bursztyn nie jest wlasciwie ani kamieniem,  ani mineralem.
Tworzy sie z zakrzeplej przed wieloma laty  (tak wieloma, ze
przecietny innostwor nie jest  w  stanie sobie takiej liczby
wyobrazic)  zywicy.  Najczesciej posiada barwe zoltawa  oraz
zoltobrunatna, aczkolwiek trafiaja sie okazy biale, zielone,
niebieskie, a nawet czarne.
  Przydaje sie podczas bolow migrenowych, problemow z krego-
slupem, przeziebieniu.  Przy reumatyzmie zaleca sie stosowac
nalewke bursztynowa.  W tym celu zalewamy niewielkie  ilosci
bursztynu spirytusem  (okolo  100  ml).   Nastepnie stawiamy
miksture  w  cieplym miejscu na dziesiec  dni,  mieszajac co
jakis czas, ale  tylko  w  stron zgodna  z  ruchem wskazowek
zegara. Nalewka tylko do uzytku zewnetrznego!


                         *Dwimeryt*
  Niezwykle  rzadki  metal szlachetny.  Wiekszosc  wydobycia
pochodzi z Koviru.  Praktycznie niedostepny, bizuteria, kto-
ra zawiera niewielkie  kawalki  dwimerytu osiaga niesamowite
ceny.  W  stanie wolnym posiada malo ciekawy kolor,  stosuje
sie najczesciej stop z  zelazem  (kolor niebieski),  miedzia
(zielony) badz cynkiem (brunatny z zielonkawa poswiata).
  Wartosc dwimerytu jest tak wysoka z powodu jego niezaprze-
czalnie  skutecznych  wlasciwosci.   Dzialanie  antymagiczne
tegoz metalu jest tak wysokie,  ze juz niewielkie kawalki sa
w stanie unieszczkodliwic zaklecie, nie za silne  i  rzucane
przez niezbyt  wprawnego maga,  ale jednak.  Wieksze  ilosci
obdarzaja wlasciciela absolutna aura antymagiczna.  Przy tym
dziala ona w obie strony  -  wciaz mozna uslyszec  o  kutych
w  dwimerycie obreczach,  ujarzmiajacych zdolnosci  magiczne
osob, na ktore zostaja zalozone.

                      *Kamien medrcow*
  Zwany rowniez kamieniem madrosci, kamieniem myslicieli lub
kamieniem filozofow.  Owo dzielo jest przedmiotem snow wielu
zabobonnych alchemikow, marnujacymi cale zycie nad odkryciem
tegoz kamienia.  Powszechnie wiadomo,  ze kamien medrcow  ma
moc  zamieniania dowolnego  metalu  (czy  nawet  przedmiotu)
w zloto.  Ponadto jest niezbedny do wyprodukowania  Eliksiru
Zycia.  W zaleznosci od podan,  Eliksir Zycia jest antidotum
i lekarstwem na wszelkie dolegliwosci lub tez napojem, ktory
gwarantuje niesmiertelnosc.
  Obecna wiedza gnomich alchemikow dowodzi, ze Eliksir Zycia
nie jest mozliwy do otrzymania,  a  zamiana metalu  w  zloto
moze byc przeprowadzona i bez Kamienia,  jednakze jej koszty
wielokrotnie przewyzszaja wartosc otrzymanego zlota.

                    *Kamien ksiezycowy*
  Nazywany rowniez kamieniem kochankow.  Posiada najczesciej
barwe srebrzysta lub srebrzystoniebieska  (stad nazwa),  jak
takze perlowobiala,  kremowa,  z  odcieniami zolci.   Raczej
trudny do znalezienia,  w ystepuje w towarzystwie zyl srebra
i mithrilu.
  Zwiazek tego kamienia z Ksiezycem sprawil,  ze stal sie on
lekarstwem na wszystkie dolegliwosci kobiece,  od bezplodno-
sci  po  karmienie niemowlat.  Jego blask zmusza  likantropa
czy inna istote zmiennoksztaltna do przemiany.  Wlozony  pod
jezyk przez kochankow podczas pelni  Ksiezyca pozwala ujrzec
im przyszlosc zwiazku.

                         *Meteoryt*
  Skala  o  niezwyklym pochodzeniu, a przez to bardzo rzadko
spotykana. Meteoryty sa odlamkami skalnymi o bardzo zlozonej
budowie pochodzacymi z Wielkiej  Przestrzeni (Wszechswiata).
Widziane na nocnym, bezchmurnym niebie jako dlugie,  cienkie
blyski, stad tez nazwa  Spadajace  Gwiazdy  lub  Lzy  Bogow.
Barwe maja przerozna, najczesniej szaroczarna.
  Tak  unikalny kamien jak  meteoryt przynosi  wlascicielowi
niewyobrazalne szczescie w zyciu, bogactwa i duze powodzenie
u plci przeciwnej.  Niestety, znane sa przypadki,  w ktorych
spadajacy meteoryt zabil przypadkowe osoby. [ 1 ]

                           *Opal*
  Nalezy  on  do  kamieni  polszlachetnych.  Opal  przyjmuje
najrozniejsze barwy, co wiecej, zdaje sie te barwy zmieniac.
W zaleznosci od struktury i budowy wewnetrznej okazu swiatlo
zalamuje sie wewnatrz niego i rozszczepia, tworzac wspanialy
efekt.
  Opale od wiekow traktowano jako kamienie magiczne, symbole
madrosci, spokoju i zdrowia.  Pomagaja przy klopotach ukladu
krwionosnego  i  nerwowego.  Przywracaja sprawnosc oczom. Na
poludniu opale sa uwazane za kamienie nadziei.

                          *Spaczen*
  Niezwykly kamien  o  opalizujacej,   ciemnozielonej barwie
przechodzacej w czern,  aczkolwiek okazy o innym kolorze tez
mozna znalezc. Wystepuje prawie wylacznie na terenie Starego
Swiata, jedynie niewielkie probki znaleziono w Ishtar.
  Spaczen  jest  kamieniem silnie przesyconym  przez  Chaos.
Stanowi  on  szczegolne niebezpieczenstwo dla  ras  mlodych,
podatnych na spaczenia.  Mutacje wywolane przez  ten  kamien
moga przybrac rozne odmiany,  a nabawic sie ich mozna bardzo
latwo.  Czasem wystarczy skazenie rany,  kiedy indziej znowu
samo uzywanie przedmiotu z wprawionym wen kamieniem, a nawet
przebywanie  w  poblizu spaczenia.  Zarazone mutacja miejsce
mozna wtedy tylko amputowac,  chociaz cudowne uzdrowienia po
gorliwej modlitwie sa wciaz przedmiotem badan wielu chcacych
znalezc lekarstwo na spaczen naukowcow.



 inz. Hiir
  z rodu Dlugonosych


> przeczytaj strone 3

Zatytulowano: Lowca                         

                                    Lowca.

    Samotnikiem byl od zawsze. Tak mu bylo, po prostu, wygodniej. "Nie musimy
 sie nikomu spowiadac z tego, co robilismy ostatniej nocy i nikt nie marudzi,
 ze o niej zapominamy", myslal, usmiechajac sie z przekasem. I choc w bankach
 lezaly stosy mithrylu nalezace li i jedynie do niego, nadal potrzebowal tego
 poczucia obowiazku. Zajecia. Z potrzeby, jak mawial ironicznie, serca.
 Zostal platnym morderca. Lowca glow, jak sie tytulowal.

    Praca dawala mu uczucie spelnienia - czul sie wyjatkowy, najlepszy. Isto-
 tnie, byl w tym fachu Mistrzem. Choc z poczatku zlecenia przychodzily rzadko
 i nieregularnie, on sie nie zniechecal... Czekal. Wiedzial, ze ten swiat po-
 trzebuje takich jak on, i choc moze o tym nie wie, to wkrotce (na pewno!) to
 zrozumie. "Zawsze w koncu czuja potrzebe" wzdychal. Kolejna glowa odcieta od
 martwego ciala byla jak zbudowanie gnomocypedu dla Wynalazcy, jak kolejna u-
 dana transakcja dla kupca. "Niby takie nic, ale piekniejszego uczucia nad to
 ogarniajace w chwili, gdy zakrwawione trofeum trafia w rece zleceniodawcy, a
 twarz rozjasnia szeroki usmiech, nie zazasz z zadna kobieta..."

    Kolejna dluga, wspaniala, pelna zlecen jesien. Zawsze zastanawial sie, co
 w tej jesieni sprawia, ze czyta dlugie, pisane drzaca reka listy z prosbami,
 by pozbyl sie niewygodnego meza, ojca czy kochanka, ze patrzy w zaciete, zle
 twarze niegdysiejszych kochajacych mezczyzn... Cokolwiek by to nie bylo, raz
 za razem w jego rece pojawialy sie pekate, brzeczace sakiewki, a bron, coraz
 to nowa, pokryta byla sladami swiezo przelanej krwi... Taak, byl szczesliwy.
 Raz tylko w ciagu tej jesieni bal sie o swe zycie. Skrociwszy o glowki kilku
 malo znaczacych krasnoludow, stal sie poszukiwany i sledzony przez najwyzsze
 mahakamskie wladze. Ba, nawet bogowie nie byli mu wtedy przychylni. Brak snu
 i ciagle zycie w ukryciu zniosl jednak dobrze. A potem sprawa ucichla. Juz z
 pelnym spokojem  ruszyl sladami maloletniej krasnoludki, ktorej nieopatrznie
 pozwolil sie wymknac z rak...

    Czul juz zblizajaca sie euforie walki. Oddychal nierowno, spiesznie. Nikt
 nie mial prawa go zauwazyc - byl schowany tak dobrze, ze sledzacy go Gladia-
 torzy ("pajace" - okreslal ich w mysli) nie zaszczycili jego dlugiego wysta-
 jacego spomiedzy lisci nosa nawet przelotnym spojrzeniem. Mijaly minuty, nie
 odczuwal jednak znuzenia. Czekal.

    Traktem do zapomnianej przez bogow wiezy zblizalo sie ich kilkunastu. One
 dwie byly jedynymi babami w calej tej, ekhem, kompanii. Szly rownym krokiem.
 Ich dlugie warkocze podskakiwaly na plecach, smiech slychac bylo juz z odda-
 li. Poznal ja. Nic sie nie zmienila, wlosy koloru ognia nieznacznie tylko u-
 rosly, a poza tym byla taka sama, jak wtedy, gdy zniknela mu z oczu ostatnim
 razem. Wolniutko wyszedl z ukrycia i usmiechnal sie. Paskudnie. Nie umial i-
 naczej. Usmiech przybladl mu troche, gdy druga z krasnoludek, starsza i duzo
 mniej przyjacielska, zaslonila smarkule wlasnym cialem. Bardzo nie lubil gdy
 mu sie przeszkadzalo w pracy. Cos w hardym spojrzeniu tej starszej bylo zna-
 jomego. Usmiechnela sie, beznamietnie i samymi wargami, i juz wiedzial, ktoz
 to taki wszedl mu wlasnie w droge.
 
 I wtedy Lowca Glow po raz pierwszy nie dopelnil zemsty, chowajac do kieszeni
 plaszcza pergamin z rysopisem kolejnej ofiary. Starsza z krasnoludek poglas-
 kala go po krotko ostrzyzonych wlosach i obie odeszly.

    Nieczesto zdawalo mu sie pracowac za darmo - jednak takim krasnoludkom od
 chwili, gdy sie usmiechna, nie sposob jest odmowic. Kilkoro padlo z jego re-
 ki zupelnie za darmo, nastepne ofiary skrupulatnie oplacaly obie. Byly dobre
 jesli chodzi o zlecenia - nie chcialy niczyjej smierci "ot tak". Gineli jeno
 zdrajcy.
    Kolejne zlecenia. Niektore sprzeczne z interesami krasnoludek - te skrze-
 tnie ukrywal przed orzechowymi i blekitnymi oczami. Niektore wymagajajace od
 niego calkowitej dyskrecji, w innych pomagaly mu jak mogly one dwie. Byly a-
 bsolutnie wspaniale. Zdradzaly, sledzily, szpiegowaly, byly po prostu nieza-
 stapione. Lowczynie. Byly Lowczyniami.

    "Bolala go kazda, nawet najmniejsza czastka ciala. Lamane palce, miazdzo-
 ne kosci nog i rak, zebra gruchotane kopnieciami, skora na piersiach przypa-
 lana zelazem. Umieral. Nie mowil jednak ani slowa, nie skarzyl sie. Cierpial
 milczaco, z honorem. Byl bardzo honorowym skurwysynem. W chwili, gdy przebi-
 li mu serce zdobiona halabarda, byl najzupelniej pewien, coz sie stalo. Ktos
 zdradzil."
    Pierwszy raz w zyciu obudzil go jego wlasny krzyk. Choc smierc byla tylko
 snem, bol w piersiach byl najzupelniej rzeczywisty. Z trudem opanowal drzace
 cialo, podszedl do okna i odetchnal gleboko chlodnym powietrzem. Myslami byl
 daleko - przypominal sobie slowa, ktore uslyszal niegdys od jednej ze swoich
 pierwszych ofiar. "Jestes Lowca, prawda? Lowca zawsze pracuje sam... W takim
 swiecie mozna ufac juz tylko sobie samemu... i komus, kto wlasnie przystawia
 Ci swoja bron do skroni."
 - Lowca zawsze pracuje sam - powtorzyl polglosem. Sam zadrzal na dzwiek swo-
 ich slow.

    Belleteyn. Kto wybiera taka noc na zlecenie zabojstwa? Lowca sam nie dzi-
 wil sie tej rudowlosej kobiecie - dla niego Belleteyn bylo takim samym dniem
 jak wszystkie inne. Nie rozumial tych, ktorzy upijali sie przy swietle ognia
 zarowno winem, jak i dotykiem i zapachem cial. Inna sprawa ze krasnoludki na
 te noc rowniez zniknely, goraco tlumaczac sie urodzinami tej starszej. Taak,
 jak znalo sie ja blizej nietrudno bylo uwierzyc iz urodzona jest wlasnie te-
 go dnia... Badz co badz, cieszyl sie, ze zniknely. Od tamtego pamietnego snu
 nie bral od nich zadnych ziol, nie pil z podawanego buklaka i staral sie nie
 jesc nic, czym moglyby go... Nie, nie chcial o tym myslec. Ufal im. Kiedys.

    - Nie otwieraj tej koperty - mruknela ciemnooka, przygryzajac nerwowo ko-
 niec warkocza. - Mowie, ostaw.  Kto normalny wysyla zlecenia w czyms takim?!
 - A kto normalny wysyla jakiekolwiek zlecenia? - rzucil przez zeby obracajac
 koperte w palcach. Fascynowaly go te zamaszyste runy wypisane krwistym atra-
 mentem. Siegnal po sztylet i rozcial koperte.
 - Baw sie sam - warknela krasnoludka, zamaszyscie podnoszac sie z lawy. - Ja
 z Mala zrobimy sobie wakacje - urwala. Potarla piegowaty nos wierzchem dloni
 i dokonczyla:
 - Badz czujny, Lowco. Najlepiej spal ten list, nim przeczytasz...
 W odpowiedzi parsknal smiechem.

    Pergamin zapisany tym niezwyklym atramentem traktowal o pieciuset mithry-
 lach nagrody za glowe pewnego "malo znaczacego acz niewygodnego" krasnoluda,
 o ktorym Lowca wczesniej nawet nie slyszal. Piecset. Wyzej jak piecdziesiat,
 to juz zaczynalo robic sie ciekawie. Piecset. Przeciagnal sie, pozbieral swe
 rzeczy i z miejsca ruszyl na poszukiwania. "Piecset", westchnal w myslach.

    Ostatni szczur od krasnoludek przyszedl najwyrazniej znad Wstazki - widac
 i one nie proznowaly. Obie ostatni raz probowaly namowic Lowce, zeby dal so-
 bie spokoj z tym zleceniem. Przeczuwaly nieszczescie.

    Nieszczescie jednak czekalo w ukryciu.

    Znalazl go. Z pozoru nie wyroznial sie niczym szczegolnym - tylko jego o-
 czy... gdyby Lowca kiedykolwiek patrzyl swoim ofiarom w oczy, przyznalby ra-
 cje krasnoludkom. Cos bylo bardzo, bardzo nie w porzadku.

    Dopiero po kilku dniach obserwowania ofiary mogl podjac jakakolwiek decy-
 zje. Tym razem tez nie wahal sie dlugo - byl przeciez najlepszy w tym fachu.
 Zaplanowal krasnoludowi lekka smierc - nawet go nie znal, w zleceniu nie mo-
 wilo o dodatkowych torturach, poza tym nie lubil robic nic bez sensu. Zbrod-
 nia doskonala. Jak setki innych, ktore popelnil.

    Bylaby taka, gdyby nie to, ze jego ofiara nie byla kims przecietnym. Low-
 ca przyjal zlecenie na demona. W chwili, gdy - poza wlasna krwia - nie dost-
 rzegal juz nic, uslyszal przeszywajacy, krzyk.
 - Krew dla Pana Krwi!
 "Nie mial racji" - pomyslal Lowca, powoli przechodzac do historii. "Zaufalem
 komus, kto wlasnie rozrywa mnie na kawalki, uwierzylem w jego pisane choler-
 na krwia zlecenie. A one... to one byly Lowca. Nie ja. One sie nie pomylily.
 Zdradzilem sam siebie..."

    Gdyby ktos kiedys trafil do zapomnianej wioski, w ktorej Pan Krwi jeszcze
 raz zatriumfowal, znalazlby obelisk opatrzony tabliczka "Lowcy - Lowczynie".
 Malo kto jednak zapuszcza sie w takie miejsca, by odwiedzic pamiatke smierci
 legendarnego juz gnoma. A juz na pewno nikt nie pamieta, dlaczego Lowca zgi-
 nal wlasnie tutaj. A krasnoludkom wystarczy, ze one wiedza, jak to bylo.

   Zawsze wiedzialy wiecej.
                                         ___
                                 `-._\ /     `~~"--.,_
                                ------>| Thenna Bruys `~~"--.,_
                                 _.-'/ '.____,,,,----"""~~```'


> przeczytaj strone 4
Zatytulowano: Opowiadanie bez tytulu        

                            "Dzisiaj nie zgasne
                       wspomnienie twoich rak bedzie
                           katowac moje cialo..."
         ...zaspiewala szeptem  plonacych  purpura warg i odeszla z
         podmuchem nocy. Wspomnienie...i zar splywajacy do opuszkow
         palcow  pieszczacych   twoj   policzek...   Poddac  sie...
         zapomniec... oddac we wladanie ognia... NIE! Zrywasz sie z
         glosnym okrzykiem ploszac nimfe twych marzen. Wyciagasz do
         niej dlon.  Na skraju  waszych plonacych przed chwila oczu
         wciaz tli sie ognik.  Podsycacie  go  szeptem rozkochanych
         ust. Cisi,  niesmiali  powoli...  podchodzicie  do  siebie
         skradajac sie na koncowkach palcow...odnajdujecie droge...
         dawno zapomniana sciezka  podazacie  objeci wpol dochodzac
         do polany waszego szczescia.  Krzykiem pocalunkow opadacie
         na  siebie  szukajac...  szukajac  wspolnej  drogi  doznan
         cierpliwie bladzac  to  odnajdujac  sie  znow  zatraceni w
         plomiennym tancu cichych cial.Piekacy bol rozdziera ci bok
         ale pieszczota paznokci jest Ci slodka.

            Blysk ostrego swiatla.Krzyk.Slodycz ust. swiatla blysk.
         Krzyk. Taniec cial.spiew.Zatraceni w marzeniach... w sobie
         samych... w sobie nawzajem...  Krzyk...  swiatla... blysk!
         Marzen spiew w przedswicie  szczescia.  I  pocalunkow zar.
         Ognia plas...  wokol ust...  Dloni spiew...  szyi szept...
         Ciala piesn... cichy kres... waszych sil... Slodka krwi...
         zyj... krzyczysz ZYJ! Tamta twarz... oczu blask... usta...
         i ich smak...
            Tak zaczynalam czuly  do  Ciebie  list Kochany... wiele
         razy siegajac po pioro  rzucalam  nim, a jego roztrzaskane
         lzy zbieralam do koszyczka  mowiac,  ze to na ladna pogode
         jesli bedzie mi zle.Siadalam na oknie i wyskakiwalam przez
         nie... wprost do ogrodu... albo w twoje ramiona... albo na
         szary bruk. A potem  ludzie  omijali mnie szerokim lukiem,
         kiedy spiewalam o szczesciu  odchodzacej. Nie rozumieli. I
         tylko Ty zbierales moje  okruszki i chowales do koszyczka,
         gdzie juz lezalo  moje  pioro  pelne  milosci  dla Ciebie.
         Zbierales mnie  cierpliwie,  kazdego  dnia przychodzac pod
         moje okno.  Czasem...  czasem  zakwitalam  slonecznikiem i
         wtedy tuliles czolo  do  mojego  kwiatu szepczac blagalnie
         bym wrocila. A czasem bylam ptakiem... Rozwijalam potezne,
         silne skrzydla i szybowalam nad Twoja glowa spiewajac Ci o
         tajemnicach Tobie obcych,  ktorych nigdy nie bedziesz mogl
         dosiegnac.Wtedy krzyczales blagajac bym powrocila.Blagales
         o bol szponow rozrywajacych Ci reke,ale chciales placic te
         cene by moc czuc bicie  mojego  rozszalalego serca. Czasem
         wracalam do Ciebie i wtedy poznawales slodki smak krwi.Ale
         spogladales w moje oczy  z  uwielbieniem i nastepnego dnia
         znowu wracales  uparcie  pod  moje  okno. A ja kazdej nocy
         siadalam przy oknie  i  z  wsciekloscia  rzucalam piorem o
         sciane nie mogac  napisac  do  Ciebie  listu...  nie mogac
         znalezc tych slow,  ktore  byly we mnie gdy bylam kwiatem,
         sokolem badz martwa lezalam na bruku.  O swicie wschodzilo
         moje slonce usmiechajac sie do moich oczu, a ja odwracalam
         wzrok niechetna  temu  zlotemu  szczesciu,  bo nie bylo to
         Twoje szczescie...
            Ktoregos dnia nie wyskoczylam  przez  okno. Przyszedles
         jak zawsze  o  nieokreslonej  porze  i  stales zawstydzony
         swoja slaboscia.Nie rwales wlosow ani nie padles na kolana
         blagajac bym wyskoczyla gdy w koncu ujrzales mnie w oknie.
         Stalismy naprzeciw siebie obcy,  obojetni, wrodzy. I chyba
         wtedy dojrzala w  nas milosc.  Wskoczyles na parapet lekko
         jak ja to zawsze robilam w twoje ramiona i lekko poniosles
         mnie w swiat marzen. A zachodzace slonce usmiechalo sie do
         moich oczu, ktorych  nie  odwracalam pelna wiary, ze jutro
         jednak nadejdzie...
            Kiedys...nie przyszedles pod moje okno. Stalam przy nim
         caly dzien,  a wiatr potargal  moja zielona jak twoje oczy
         sukienke.  I tak  umarla  moja  wiara.  Wtedy  usiadlam  i
         rozsypalam po podlodze  okruszki  mojego piora czekajac az
         sie narodzi z wlasnych i moich suchych lez. Kiedy powstalo
         siegnelam po nie i zaczelam  pisac  do  Ciebie list. Slowa
         byly lekkie i czule.Nie byly smutne.Nie mowily, ze tesknie
         i  umieram  po  stokroc   bardziej   niz   umieralam   nim
         przyszedles.  Slowa  usmiechaly  sie  do  mnie,  a  ja nie
         odwracalam wzroku z pasja rzucajac je na biale karty.I tak
         zastal  mnie  swit.   Zamknelam   pioro  i  spojrzalam  we
         wschodzace slonce.  Usmiechnelam sie  zloto i podeszlam do
         okna wdychajac  zapach  wiatru.  Potem  poslalam pocalunek
         wolnosci i zamknelam  wiecznie...  wiecznie  otwarte okno.
         Potem nadszedles Ty.Tak lekko wskoczyles na parapet jak ja
         kiedys z niego  zeskakiwalam  w  twoje ramiona. Pukales...
         prosiles... groziles...  A ja tanczylam po pokoju i czarna
         mgielka mojej sukni  migala Ci jedynie przed oczyma. I tak
         zastala nas noc.  Wtedy  nie  odszedles.  To  ja odeszlam.
         Plecami stalam do okna,  w ktorym Ty spogladales na mnie i
         krzyczalam  z  bolu  zaciskajac   tylko  piesci  z  dumnie
         uniesiona glowa.
            Umarlam.  Zgaslo  moje  slonce gdy o swicie  Ciebie nie
         bylo. Wschod nie byl zloty. Wschod byl szary. Usmiechnelam
         sie  do  tego  wschodu   i   wrzucilam  list  do  skrzynki
         zapominajac podac adresata.  Wrocilam do pokoju lekko i ze
         smiechem, a ludzie  patrzyli  na  mnie  z  podziwem  kiedy
         wyskakiwalam przez okno,tak lekko jak nigdy, by wyslac ten
         list do Ciebie.  Wychodzac  zapomnialam zamknac okno i gdy
         wrocilam  Ty  juz  tam  byles  stojac  na  srodku pokoju z
         opuszczona glowa  i  ramionami.  Taki  bezbronny pokazales
         swiatu plecy. Nie podeszlam do Ciebie choc tyle czulosci i
         szczescia bylo wtedy  w  moich  ustach.  Nie podbieglam na
         lekkich skrzydlach  choc  swiat  wtedy  zaspiewal we mnie.
         Omiotlam  pokoj  czernia   sukni  i  opadlam  przy  biurku
         siegajac po pioro i bialy papier do pisania listow.I wtedy
         to sie stalo. smierc  buchnela  feeria barw kiedy rzuciles
         sie na mnie  szepczac  zal.  Nie  wierzyles w zdziwienie w
         moich oczach i zadales mi powolna  chlodna smierc. A potem
         odszedles zamykajac cicho  za  soba  okno. A ja zostalam z
         roztrzaskanym  piorem,   kropelka  krwi  na  rozgryzionych
         wargach i zlamanym sercem,  ktore schowalam do zakurzonej,
         pustej szuflady.
            I za oknem  rozszumiala  sie  jalowa  pustynia.  Slonce
         wschodzilo palaco  niszczac promieniami zycie. Ogrod umarl
         pozostawiajac po sobie  czarne kikuty szyderczo wymierzone
         w moje okno. A ja nosilam  dumnie glowe nie chcac pochylic
         karku. A potem  zobaczylam  swoj  cien.  I bylam nim ja. I
         krzyknelam  wtedy  tak  jak  Feniks  gdy  umiera.  Ale nie
         splonelam tecza  jego  ognia.  Zgaslam  jak  blady plomien
         swiecy i kolejny swit zastal mnie szara na srodku podlogi.
         I kolejna noc nadeszla nie niosac ukojenia. A kolejny swit
         zadrwil ze mnie. A kolejna  noc  przyniosla  bunt. I wtedy
         siegnelam po lzy  piora  i  blagalam  je  swoimi  lzami by
         wzroslo.I stalo sie, ze pioro znalazlo cyniczna litosc dla
         mnie i oddalo sie mojej dloni.  I siadlam szara i pusta do
         biurka. I wyjelam  z  szuflady zapomniane okruchy serca. I
         zlozylam je przed soba. A potem slowa splynely na papier i
         tak zastal mnie zadziwiony  swit. A potem kolejna noc. Nad
         ranem otworzylam okno i wykrzyczalam caly swoj bol i zal i
         wyskoczylam  do  ogrodu  roszac  spalone  kikuty szklanymi
         perlami moich oczu.  I wyslalam list do Ciebie zapominajac
         podac adresata, a ludzie patrzyli  na  mnie ze zdziwieniem
         kiedy  szlam.  I  ofiarowali  mi  pusta  biala  przestrzen
         rozsuwajac sie i odwracajac  powoli  wzrok.  I wrocilam do
         pokoju  i  unioslam  glowe  i  wtedy... spojrzalam w Twoje
         kochajace jak moje oczy...a moja sukienka... miala zielony
         kolor... i z martwych wstala nasza nadzieja.
            A potem trzymajac  sie za  rece  wyskoczylismy lekko do
         ogrodu i przez kwietne laki ruszylismy w strone... naszego
         wlasnego szczescia...
         
                                          @-)---)-----
         
                                            Natt, Pani Nocy...


> przeczytaj strone 5

Zatytulowano: Golabki w kapuscie            

                  ##     #      #   #   #                      ,~     
                 #   ### #   ## ### # #     w kapuscie         ('v)__  
                 # # # # #  # # # # ##  #    z sosem          (/ (``/  
                 # # ### ## ### ### # # ##  pomidorowym        \__>'   
                  ##                                            ^^     
                                                                       
             Rozdzial I - czyli kto i gdzie?                           
                                                                      
          Choc kazdy z nas w czem innnem gustuje - tak na przyklad ogry
        (to rzecz oczywista) za miensa kawalek gotowe som zabic, ylfy w
        lesie zbierajom z drzew szyszki, a ludzie to juz zrom wszystko,
        co siem do zezarcia nadaje - to jednak za miszczow gotowania u-
        wazane som mieszkajomce daleko za morzem halflingi, co piekom i
        rozdajom pyszne ciasteczka i majom wlochate nogi. Tako i kuzyni
        ich, niziolki we wiosce pode Mahakamem osiadle w sztuce kulina-
        rnej przodujom. U nich to wlasnie, w gospodzie ichniej "Pod ki-

        lofem i oskardem" Brent pysznosci rozniste podaje, a najlepszom
        z roznosci tych jest porcja golombkow w kapuscie...            
                                                                       
             Rozdzial II - czyli co to som golombki?                   
                                                                       
          Golombek to takie cus jak kurczak, ino piorka ma biale i tro-
        chu od niego jescio mniejsze. I takie golombki to majom nozki i
        do tych nozek mozna przywiomzac wiadomosc, bo golombek jest mo-
        ndry i zaniesie. I som jescio takie golombki z mienska i kapus-
        tki i one som pyszne, ni to co te chude, biale kuraki.         
        Golombki, jak zem pisala w czemsci pirszej, najlepsiejsze zjesc
        mozem u Brenta - jednak wiedzomc, jak golombka upichcic, mozemy
        sami takowe robic. A jak? Nu trza miec pierwej wszystkie sklad-
        niki. Jeno same nie wystarczom, trza jesio umic jesio je do ku-
        py zlozyc, i to tak, coby wyglomdalo jak golombki (te Brenta, a
        ni te kurczakowe).                                             
                                                                       
             Rozdzial III - czyli co bemdzie nam potrzebne?            
                                                                       

        nosci rozne, z ktorych siem golombka robi. Na poczomtek trza do
        golombka miec miensko. Ile tego mienska to zalezy od tego, jaki
        duzy bemdzie golombek i ile tych golombkow bemdzie. Miensko, co
        to z niego bemdziem pichcic, musi byc koniecznie swieze coby ze
        srodka golombka ni smierdzialo. Poza tem musi byc miensko dobre
        do zmielenia - bo z kosciom to golombek siem ni uda. Tedy czeba
        upolowac zwierzomtko - najlepij swinke albo krowke bo majom une
        najlepsiejsze miensko do golombkow. Samo upolowanie to jesio ni
        najtrudniejsze - potem trza powycinac to miensko, coby nie bylo
        kosci, bo z kosciom niedobre. Jak jusio wytniem, to jescio trza
        to miensko zmielic koniecznie (jak ni wie siem jak zmielic, mo-
        zna je troszku przezuc i pogryzc i wypluc, chocia tym, co nasze
        golombki bemdom jedli, nie trza o tym wspominac).              
        Poza mienskiem czeba jescio trochu przypraw. Przyprawy siem ku-
        puje na targu w Gelibolu, albo u ylfa w Oxenfurcie albo jesio w
        Novigradzie mozna, kaj najblizej, roznicy ni ma. Kupujemy sobie
        trochu soli i pieprzu, coby miensko lepsze bylo, i cebulke albo
        pietruche coby jesio pachnialo i smakowalo lepij.              
        Mus nam jesio kapustke miec - trza kupic na targu w Gelibolu, a
        jak kto oszczemdny, to wyrwac niziolom z ogrodka, golombkom za-
        jedno przeca.                                                  
        Na koniec zajmujem siem jescio zrobieniem sosiku - jesio jednom
        cebulke trza, pomidorow kilka, sol, pieprz, a jak kto lubi, pa-
        pryke do smaku.                                                
                                                                       
             Rozdzial IV - czyli robim golombki!                       
                                                                      
          Jak zbierzem jusio co trza, najtrudniejsza czemsc przed nami:
        trza rondla zdobyc i drewno i mozem robic golombki.            
        Pirsza sprawa to mielimy miensko - o tym pisane w czemsci trze-
        ciej. Po zmieleniu mienska czeba je przyprawic solom i pieprzem
        i dodac zielsko, ino malo, dla smaku jeno. Kolejnom rzeczom som
        kapusciane liscie: urywamy po jednym (czystymi rencami, coby ni
        brzudzic golombkowej kapusty). Na lisciach ukladamy trochu mie-
        nska i zawijamy, ino porzomdnie, coby miensko ni wylazilo. Bie-
        rzemy rondla i ladujemy golombki w rzomdku, tak, coby lezaly se
        na dnie kolo siebie, to nitrudne. Potem bieremy troszku wody ze
        strumyczka, na ten przyklad i podlewamy troszeczke wodom. Czeba
        tera podpalic drewno cosmy przyniesli i zaczomc gotowac, konie-
        cznie pod pokrywkom. I jak golombki siem gotujom (bemdzie czuc,
        po zapachu na pewno, jeno pamietac trza ze ma ni smierdziec jak
        spalone mienso, ino jak golombek (ale ni ten bialy, z piorami!)
        Kiedy golomby siem gotujom czas robic sosik. Do robienia sosiku
        czeba rozgniesc pomidory (ino ni butem bo siem pobrudzi - mozna
        walnomc mloteczkiem, na ten przyklad). Potem bieremy cebulke co
        to jom pokroic trza i pomieszac z pomidorami. Dalej obrze dodac
        troszku monki coby bardziej gemste bylo, i jesio porzomdnie wy-
        mieszac na koniec i mozem polewac golombki (przez ten czas siem
        na pewno zdomzom ugotowac.                                     
        Teraz golombki pewno som chocia podobne do tych co to je niziol
        Brent podaje - czeba je na talerzu ulozyc albo z rondelka sobie
        wyjesc, jak siem samemu sobie zrobilo. I chocia z golombkami to
        roboty duzo, som pyszniaste i jesli czasu ni szkoda, to lepszej
        potrawy znalezc nie sposob.              ___                   
                                         `-._\ /     `~"--.,_          
              ze smakiem opisala:       ------>| Thenna Bruys `~"--.,_ 
                                           _.-'/ '.____,,,,----"~```' 


> przeczytaj strone 6

Zatytulowano: Materialy wybuchowe w gornictwie

  Tytul: Stosowanie materialow wybuchowych w pracach gorniczych
  Autor: Phssthpok, zwany Pirotechnikiem z Oxenfurtu

  Materialy wybuchowe, choc niebezpieczne, sa bardzo przydatne w
  prowadzeniu prac gorniczych. Przyspieszaja wydobycie i zwiekszaja jego
  oplacalnosc. Nalezy jednak zauwazyc, ze w chwili obecnej ich stosowane
  jest w fazie eksperymentalnej i uplynie jeszcze sporo czasu, nim wejda
  do powszechnego uzytku.

  Produkcja materialow wybuchowych nadajacych sie do zastosowania w
  gornictwie nie jest trudna. Materialy mozna uzyskac w laboratorium
  alchemicznym. Do produkcji niektorych wymagane sa co prawda dodatkowe
  urzadzenia takie jak piece kowalskie. Proces produkcyjny wymaga jednak
  duzej wiedzy i doswiadczenia, aby materialy byly odpowiedniej jakosci
  i aby w trakcie produkcji nie wystapil wypadek.

  Rodzaje materialow wybuchowych

  Istnieja trzy podstawowe grupy materialow wybuchowych: kruszace,
  inicjujace i miotajace. Jak sama nazwa wskazuje, materialy kruszace
  sluza do kruszenia. Sa one wlasnie podstawowa    +-------------------+
  grupa stosowana w gornictwie. Materialy          |Materialy wybuchowe|
  inicjujace takze maja zastosowanie w gornictwie. |dziela sie na:     |
  Sluza one zapalaniu trudno wybuchajacych         |* kruszace         |
  materialow kruszacych. Natomiast materialy       |* inicjujace       |
  miotajace moga byc stosowane jedynie w branzy    |* miotajace        |
  wojskowej, poniewaz zaden przytomny gornik nie   +-------------------+
  zamierzalby strzelac do scian, by uzyskac z nich urobek.

  Gornicze materialy wybuchowe dodatkowo dziela sie na trzy grupy:
  skalne, weglowe i powietrzne. Materialy skalne mozna stosowac tylko w
  kopalniach, w ktorych nie wystepuje metan ani pyl weglowy. Materialy
  weglowe z kolei uzywamy w kopalniach, w ktorych wystepuje pyl weglowy,
  a nie wystepuje metan, a powietrzne - tam gdzie wystepuje metan, a nie
  ma pylu weglowego. Stosowanie nieodpowiednich materialow moze
  spowodowac niebezpieczny wybuch w wyrobisku.

  Odrobina historii
  Prace nad materialami wybuchowymi stosowanymi w gornictwie rozpoczal
  autor tego artykulu na nieistniejacym juz Wydziale Technologii
  Gorniczych i Eksploatacyjnych Uniwersytetu Oxenfurckiego. Wydzial
  zostal niedawno zamkniety ze wzgledu na koniecznosc alokacji zasobow
  na potrzeby militarne w zwiazku z grozacymi Redanii dzialaniami
  wojskowymi ze strony Nilfgaardu. Prace byly prowadzone z niewielkim
  zespolem studentow w opuszczonych kopalniach. Wyprobowano z pozytywnym
  skutkiem stosowanie trzech rodzajow materialow wybuchowych: saletry
  amonowej (dynamonow), trotylu i nitrogliceryny oraz ich mieszanek.

  Jak udalo sie dowiedziec od mieszkajacego obecnie w Oxenfurcie (na
  delegacji z Tretogoru) szefa redanskiego wywiadu, Dijkstry, podobne
  prace sa obecnie prowadzone takze w Kovirze, na zlecenie panujacych
  tam Thyssenitow. Kovirscy gornicy staraja sie zwiekszyc efektywnosc
  wydobycia zlota (jak wiadomo, kovirskie kopalnie odpowiadaja za 80
  procent produkcji zlota na swiecie). Istnieja podejrzenia, ze agenci
  krola Esterada podajacy sie za oxenfurckich studentow wykradli prace
  badawcze z Wydzialu Technologii Gorniczych i Eksploatacyjnych
  przygotowane przez autora tego artykulu i na tej podstawie rozpoczeto
  badania w Kovirze.

  W chwili obecnej technologia produkcji i stosowania materialow
  wybuchowych w pracach gorniczych jest na tyle dopracowana, ze przy
  odpowiednich zasobach finansowych na urzadzenie laboratorium moze
  zostac w niedalekiej przyszlosci zastosowana przez Stowarzyszenie
  Gnomich Wynalazcow w mahakamskich kopalniach zelaza.

  Technologia produkcji i stosowanie w praktyce

  Technologia produkcji materialow wybuchowych jest zbyt skomplikowana,
  +----------------------+ by moc opisac ja w tym artykule. Warto jednak
  |Do produkcji          | wiedziec, ze do produkcji saletry amonowej,
  |stosuje sie:          | trotylu i nitrogliceryny stosuje sie nastepujace
  |* cukier              | materialy: cukier (gliceryna stosowana do
  |* odpady bialkowe     | produkcji nitrogliceryny to produkt uboczny
  |* wode                | fermentacji, ktory mozna tanio uzyskac na
  |* powietrze           | przyklad z mahakamskich browarow), gnijace
  |* wegiel kamienny     | ciala bialkowe (odpady roslinne i zwierzece),
  +----------------------+ woda, powietrze, wegiel kamienny. Jak widac,
  zdobycie tych skladnikow nie powinno stanowic problemu.

  Aby zwiekszyc wybuchowosc niektorych materialow, miesza sie je ze
  srodkami takimi, jak maczka drzewna, sproszkowany wegiel drzewny lub
  torf. Tak powstaja na przyklad dynamony (mieszanki saletry amonowej i
  wspomnianych srodkow wspomagajacych). Tak przygotowane mieszanki nie
  wymagaja stosowania materialow inicjujacych do zapalania.

  Po wyprodukowaniu materialu wybuchowego nalezy go umiescic w
  odpowiednim pojemniku. Doskonale nadaja sie do tego wyzlobione z
  drewna rurki lub kawalki trzcin. Ladunek nalezy dobrze uszczelnic, na
  przyklad glina, ale przedtem wprowadzic do niego lont zrobiony na
  przyklad z liny konopnej. Powinien byc on na tyle dlugi, by umozliwic
  gornikowi oddalenie sie od ladunku przed wybuchem.

  Ladunek nalezy umiescic w wyzlobionej narzedziem gorniczym szczelinie
  skalnej. Po jego zapaleniu nalezy uciekac tak szybko, jak tylko to
  mozliwe, najlepiej ostrzegajac innych gornikow o grozacym
  niebezpieczenstwie. Najbezpieczniej wydostac sie poza teren kopalni,
  bowiem w razie zastosowania nieodpowiedniego materialu mozemy
  spowodowac wybuch metanu lub wybuchowe zapalenie pylu weglowego.

  Zagrozenia

  Nieodpowiednie, nieodpowiedzialne i niepoparte odpowiednia wiedza oraz
  doswiadczeniem stosowanie materialow wybuchowych moze miec bardzo
  powazne konsekwencje, ze smiercia wlacznie. Wsrod studentow
  prowadzacych badania nad materialami wybuchowymi na Uniwersytecie
  zanotowano nastepujace uszkodzenia ciala i nie tyko:

  1. Calkowite spalenie wlosow. Wlosy nie odrastaja. Wynik zapalenia
     pylu weglowego.
  2. Ogluchniecie na prawe ucho. Gluchota stopniowo przechodzi. Wynik
     zbyt malej odleglosci od ladunku.
  3. Nieodwracalne zmiany psychologiczne polegajace na panicznym strachu
     przed wszelkimi glosnymi dzwiekami. W leczeniu.

  Podsumowanie

  Nad praktycznym wykorzystaniem materialow wybuchowych w gornictwie
  warto sie powaznie zastanowic. Oczywiscie przed ich zastosowaniem
  zalecane jest zatrudnienie badz wynajecie specjalisty, ktory doradzi
  odpowiedni material i pomoze zorganizowac bezpieczna produkcje. Trudno
  bowiem wyobrazic sobie, jak tragiczne moglyby byc konsekwencje gdyby
  ktorys z mahakamskich gornikow, bedac w stanie zaawansowanego upojenia
  alkoholowego, zastosowal nieodpowiedni material wybuchowy i zamiast
  uciekac przed wybuchem podskakiwal radosnie spiewajac "Ho, ho, ho,
  czekajcie klienty".


> przeczytaj strone 7
Zatytulowano: Wielki Wyscig Kha'm'k-dze     

      \\     //
       \\// // ielki
        \/\\/
              \\     //
               \\// // yscig
                \/\\/
                       || //
                       ||// ha'm'k-dze
                       ||\\
                       || \\

Kolejny Wielki Wyscig Kha'm'k-dze, organizowany przez Stowarzyszenie
Gnomich Wynalazcow, odbyl sie dnia jedenastego Czerwienca roku
piatego.
Trasa Wyscigu rozpoczynala sie w twierdzy pod gora Carbon i w tymze
miejscu sie konczyla. Zadaniem uczesnitkow bylo przebiec caly dystans
zahaczajac o dwa punkty kontrolne - w Rine i Nuln. Regulamin, jak
przystalo na Wyscig, nie przewidywal ograniczen co do sposobu
przemieszczania sie czy eksterminacji konkurencji.

Wbrew licznym obietnicom na starcie stawilo sie szescioro uczesnitkow
i tylu do mety dotarlo. Komisja Wyscigu nie stwierdzila naduzyc,
totez zaden z zawodnikow nie zostal zdyskwalifikowany. Kolejne miejsca
zajeli:

miejsce pierwsze, 1000 zlotych monet ufundowanych przez Cech
Kupcow Novigradzkich oraz nagroda dodatkowa Radnego Lindariona:
                      -=- GWERMAL -=-

miejsce drugie, 500 zlotych monet anonimowego sponsora:
                      -=- BRUMBAR -=-

miejsce trzecie, 200 zlotych monet od organizacji KRWOTOK:
                       -=- IBLIS -=-

miejsce czwarte, 100 zlotych monet od Kupca Wakahiko:
                      -=- THENNA -=-

miejsce piate, 100 zlotych monet od Kupca Wakahiko:
                      -=- SHANTE -=-

miejsce szoste, 100 zlotych monet od kupca Wakahiko, 50 zlotych monet
od Kierownika Krepa dla miejsca ostatniego:
                       -=- ZXAR -=-

Jak organizator chcialbym podziekowac wszystkim sponsorom za ufundowanie
cennych nagrod, wszystkim, ktorzy przylozyli sie do realizacji za ciagle
wsparcie, a w koncu uczestnikom Wyscigu za mila atmosfere po jego
zakonczeniu.

Zgodnie z planami, kolejny Wielki Wyscig Kha'm'k-dze zorganizowany
zostanie za rok. Wszystkich chatnych zapraszamy!


> przeczytaj strone 8

Zatytulowano: Dla kogo cla?                 

                      Okiem bialego lisa (1)

                       Dla kogo cla?

          Wielu z nas nieraz myslalo: "Co za kretyni wladaja krajem
  w ktorym zyc mi przyszlo! O ilez lepiej ja bym to wszystko zrobil!"
  Jest to idea o tyle ciekawa, ze aktualni wladcy prawdopodobnie
  mysleli tak samo, gdy jeszcze nie rzadzili. Co z kolei nasuwa
  refleksje, ze kwestia rzadzenia nie jest tak prosta, jakby na
  pierwszy rzut oka sie wydawalo...
          Dlatego w Kovirze zespol tegich umyslow postanowil zajac
  sie zagadnieniem: Jak wladac nalezy by panstwo rzadzone kwitlo?.
  Juz slysze glosy: "Pff! Kovir i Poviss! Male ksiestewka na koncu
  swiata! Wszak mawia sie powszechnie "Pogonic kogos do Poviss!"
  albo "Zmykaj do Koviru!". Co oni tam moga pozytecznego wymyslic?"
  Jednakze osoba obdarzona bystrym umyslem (a za takich wszak wypada
  uznac czytelnikow "Periodicusa") gdy rozejrzy sie uwaznie dostrzeze,
  iz otoczony jest przez przedmioty, ktore zaprzeczaja takiej opinii
  o tychze krajach. Czyz nie kazdy uzywa poviskiej soli i czyz nie w
  kazdej porzadnej karczmie szklanice nie sa wykonane z kovirskiego
  szkla? Czyz nie w kazdym porcie dominuja wprost statki kupcow
  wlasnie z tych krain? Jesli dolozymy do tego wiedze o bogactwach
  naturalnych tamtejszych gor - nie mozna zaprzeczyc, ze Kovir i
  Poviss staly sie prawdziwymi potegami handlowymi. Warto wiec moze
  rozwazyc przemyslenia, ktore do tych sukcesow sie przyczynily?
         Uczeni do swych wnioskow nie dochodzili jedynie metoda
  akademickich dyskusji, lecz przez obserwacje i droga logicznego
  wioskowania o naturze rozumnych istot. Porownywano systemy rzadow
  roznych panstw i ich poczynania oraz efekty tychze - zarowno te
  widoczne od razu, jak i, co wazniejsze, te dlugoterminowe.
         Sprobujmy rozumowac jak oni w kwestii, ktora ostatnio
  podgrzala atmosfere na dworach wszystkich krolestw. Rozeszla sie
  pogloska o podniesieniu cel na wszelkie towary importowane do
  Redanii i Novigradu. Nie zastanawiajmy sie w tej chwili, czy jest
  to prawda. Zadajmy sobie kilka pytan godnych badaczy.
         Po pierwsze: jaki jest cel takiego posuniecia? To wydaje
  sie jasne. Rynek redanski zalaly ostatnio tanie i niezlej jakosci
  wyroby z chwilowo nie wrogiego, ale jednak niechetnego Nilfgaardu.
  Zagraza to interesom redanskich gildii rzemieslniczych i kupieckich,
  ktore musialyby podjac wyzwanie, obnizyc ceny i koszty produkcji.
  Zakaz handlu z Nilfgaardem nic by nie dal, gdyz wiekszosc towarow
  z poludnia wedruje szlakami handlowymi przez Temerie, Aedirn czy
  Kaedwen.Podniesienie cel ma zatem na celu poprawienie gospodarki
  redanskiej, poprzez pomoc dla tamtejszych gildii i przy okazji
  oslabienie handlu nilfgaardzkiego.
         Czas na drugie pytanie: czy cel zostanie osiagniety? Na
  pierwszy rzut oka - nie widac klopotow. Jednak na sprawy nalezy
  spojrzec w szerszej perspektywie. Jakie beda konsekwencje? Gildie
  poczuja sie pewnie: znow beda decydowac o cenach. Nic zatem ich nie
  powstrzyma przed podwyzkami, ktore w tej sytuacji beda nieuniknione
  (bo skoro mozna zarobic wiecej...). Zatem na poczatek zaplaca za cla
  kupujacy. Potem i oni beda musiali podniesc ceny, by moc podolac tym
  kosztom - co w rezultacie ponownie uderzy w kupcow i rzemieslnikow,
  czyli w cala redanska gospodarke.
         Byc moze nie jest to jasne, wiec zademonstruje ten schemat
  na przykladzie. Gildia kowali podnosi ceny narzedzi rolniczych.
  Rolnicy nabywaja je, bo musza, ale zaczyna im brakowac pieniedzy,
  wiec stwierdzaja, ze podniosa ceny dostarczanej kupcom zywnosci.
  Wobec tego i kupcy musza podniesc jej ceny. Kowale tez jesc musza
  i po zakupie zywnosci stwierdzaja, ze zarobili mniej niz chcieli,
  wiec znow podwyzsza ceny... I tak w kolko, az do bankructwa ktorejs
  z tych grup - bo wszak pieniedzy ani towarow nie przybywa.
         Poza tym decyzja o clach ma tez konsekwencje polityczne: Nie
  wyobrazam sobie, by krolowie Foltest, czy Henselt pozwolili by
  Redanii taki gest uszedl bezkarnie. Na pewno w rewanzu pojawia sie
  cla na wszelkie towary redanskie, co pograzyloby handel tego
  krolestwa.
         Tak wiec mimo poczatkowych korzysci, utworzenie cel nie ma
  najmniejszych szans na osiagniecie celu. Ceny beda rosnac, dopoki
  wszyscy nie zbankrutuja, a i tak w pewnym momencie Nilfgaardczykom
  oplaci sie przejac rynek, gdy beda mogli podyktowac ceny, ktore
  nawet po wliczeniu oplat beda nizsze niz miejscowe.
       Powie ktos: Rozwazania medrkow, wziete z sufitu! Bynajmniej -
  wszak dokladnie to sie wydarzylo w bylych juz krolestwach Metinny
  i Maecht. Im wojna celna z Nilfgaardem przyniosla ruine gospodarcza i
  utrate suwerennosci. Ugiely sie nie przed mieczem, ale przed florenem.
         Kolejne pytanie, ktore sie narzuca: co jest alternatywa? Czy
  nie lepiej wpuscic nowe, tansze towary, nawet za cene korzysci wroga,
  byle uchronic wlasna gospodarke? Tak, tak i jeszcze raz tak! Byc moze
  spowoduje to upadek kilku wysoko postawionych czlonkow gildii, ale
  zawzdy koszt bedzie mniejszy!
         Pozostaje miec nadzieje w zdrowym rozsadku krola Vizimira i
  jego doradcow, ale jakze czesto polityka dominuje nad tymze
  rozsadkiem...Zagadnalem o to pewnego ministra rzadu redanskiego
  oraz szefa wplywowej gildii, jednak miast odpowiedzi otrzymalem
  stanowcza prosbe o oddalenie sie ubrana w slowa powszechnie uznawane
  za wulgarne. Zatem niestety bardziej prawdopodobne jest, ze bedzie
  trzeba juz wkrotce uczcic ruine gospodarki redanskiej chwila ciszy,
  przerywana jeno chichotem z drugiej strony Jarugi...

                                            Estwald Lapunov